Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

7.11.2016
poniedziałek

Skąd się biorą populiści? Bo kapitał tłucze pracę! Proste?

7 listopada 2016, poniedziałek,

W poprzednich odcinkach Nowego Atlasu Ekonomicznego próbowałem Państwa przekonać, że kapitalizm jest generalnie świetny. Tylko że niestety ma wielki problem z pracą, co czyni go systemem wewnętrznie sprzecznym i niestabilnym. Dziś chciałbym Państwu pokazać, jak to się przekłada na rzeczywistość polityczną.

Kapitał i praca to jak wiemy dwa najważniejsze środki produkcji. Bez ich spotkania w gospodarce nie zostanie wytworzona żadna wartość. Żaden towar ani żadna usługa. Istnieją jeszcze inne środki produkcji (technologia, instytucje), ale ich znaczenie nie jest już tak fundamentalne. A kapitał i praca są potężne. Do tego stopnia, że wokół nich wykształciły się całe wielkie wizje ładu politycznego. Mówiąc w największym skrócie kapitał wykreował sobie wolnorynkowy kapitalizm. Praca stworzyła zaś demokrację.

Cofnijmy się do XIX wieku. Rewolucja przemysłowa wynosi do władzy nową klasę społeczną (kapitalistów), którzy powoli wypierają z obrazu „stare pieniądze” arystokratów. To jest moment zwrotny. Taki na przykład wielki ekonomista i publicysta tamtych czasów David Ricardo stoi na stanowisku postępowym i popiera przemiany. Jego argument brzmi tak: posiadacze ziemscy pasożytują na reszcie społeczeństwa. Więc Ricardo staje się piewcą przedsiębiorców, którzy uosabiali dla niego produktywne siły społeczeństwa.

Ale już pokolenie później następuje kolejna zmiana. Właściciele ziemscy przestali być głównym problemem. To dlatego następcy Ricarda (np. Marks) przekształcają jego rozumowanie. I mówią, że teraz to kapitaliści są zupełnie jak właściciele ziemscy. I to oni pasożytują teraz na reszcie społeczeństwa. Są ku temu dobre powody. XIX-wieczny kapitalizm – wtedy u szczytu swego młodzieńczego wigoru – nie bardzo ma ochotę zawracać sobie głowę mało posażną panną demokracją. To jest los XIX-wiecznych rewolucji, które zazwyczaj zatrzymują się w momencie, gdy spełnione zostają postulaty klas średnich. A XIX-wieczne demokracje obudowane zostają cenzusem majątkowym, płciowym i rasowym. Powód jest oczywisty: przyznanie praw politycznych szerokim masom społecznym stworzy nieuchronną presję, by się kapitaliści swoimi rosnącymi jak na drożdżach fortunami podzielili. A na to „nowe pieniądze” nie są gotowe. Potrzeba będzie prawie stu lat, by kapitalizm zrozumiał, że powinien się wreszcie ustatkować. Dla własnego dobra.

Symboliczna data ich ślubu to dopiero rok 1945. Miłości nie było tu zbyt wiele. Raczej chłodna kalkulacja. Kontekstem tego zawartego z rozsądku małżeństwa są ponure doświadczenia dwóch straszliwych wojen światowych, wielkiego kryzysu lat 30. i (co chyba najważniejsze) strach klas posiadających przed stojącymi na Łabie radzieckimi czołgami.

Układ był od początku jasny. Masy pracujące i reprezentujące je partie lewicowe zgodziły się na kapitalizm. Praktyczny wyrazem tej zgody to fundamentalne gwarancje dla własności prywatnej, której nawet legalnie wybrany parlament bez odszkodowania nie może odtąd zawiesić. Tym samym lud oddał rewolwer, przy pomocy którego zwykł w przeszłości dochodzić swoich praw. W zamian dostał od kapitalizmu gwarancję, że rynek będzie odtąd poddany daleko idącej kontroli politycznej. Polegać to miało głównie na nacjonalizacji wielu gałęzi przemysłu i dopuszczeniu pracowników do wpływania na losy przedsiębiorstw. To było sedno umowy społecznej, na której oparty został powojenny ład w tak różnych od siebie kulturowo krajach jak USA, Niemcy, Skandynawia czy Włochy.

Początkowo kontrakt działał świetnie. Tak świetnie, że w głowach mieszkańców Zachodu zdążyło zakorzenić się przekonanie o pogodzeniu ognia z wodą. A więc pomyślnym rozwiązaniu konfliktu na tle społecznym i klasowym w ramach systemu kapitalistycznego. Tylko że nawet przedłużony miesiąc miodowy musi się kiedyś skończyć. Pierwsze tarcia pojawiły się gdzieś na przełomie lat 60. i 70., gdy parę dopadła proza życia. A więc gospodarcza stagnacja. Logika tych tarć była prosta. W warunkach niższego wzrostu przedsiębiorcy nie mogli już liczyć na tak wysokie zyski jak wcześniej. Wobec czego redystrybucja stała się dla nich coraz bardziej dokuczliwa. Kapitalistów mierziła też inflacja, za pomocą której rządy próbowały dotrzymać keynesowskiej obietnicy zapewnienia pełnego zatrudnienia. Inflacja uderzała bowiem głównie w zakumulowany kapitał, podczas gdy płace robotników były jeszcze wtedy indeksowane. Klasy średnia i wyższa zaczęły się więc coraz bardziej rozpychać. Pompując przy pomocy mediów – robionych zazwyczaj przez wielkomiejskie elity należące do wyższej klasy średniej – mit o powrocie do wolnego rynku. A więc powrocie do pewnego stanu naturalnego, który został tylko na czas powojennej odbudowy jakby zawieszony. Aby ten plan zrealizować, trzeba było jednak de facto wypowiedzieć kontrakt małżeński z roku 1945. Wedle zasady: „Kochanie, może już z tego papierka zrezygnujemy. To takie niedzisiejsze”.

I wtedy demokracja ugięła się po raz pierwszy. Kalkulując, że może faktycznie wystarczy mężowi trochę odpuścić. Zrozumieć gorszy moment. To wówczas (lata 70.) nawet socjaldemokratyczne rządy w Bonn czy Londynie naciskały na związki zawodowe, by może faktycznie trochę zredukować swoje żądania płacowe. Nieoczekiwanym sojusznikiem kapitalizmu stało się pokolenie 1968 roku – skonfliktowane z generacją rodziców, uważające ją za skostniałych dinozaurów i pochopnie wyrzucające do śmietnika wszystkie ich wartości. W tym również „nudną spokojną pracę na etat pod czujnym okiem centrali związkowej”. To wtedy do głosu doszła generacji polityków z Margaret Thatcher i Ronaldem Reaganem na czele. Którzy złamali kręgosłup związkom zawodowym i otworzyli wrota do liberalizacji zachodnich rynków pracy. To był moment, w którym demokracja powinna była się połapać, że jej „stary” lubi przyłożyć. A potem jeszcze twierdzi, że demokracja sama sobie winna, bo się „rozdokazywała”.

Od tamtej pory było już jednak coraz gorzej. Kolejne pokolenia rządzących znajdywały coraz to nowe uzasadnienia, że kapitalizm ma zawsze racje. A demokracja nie ma jej prawie nigdy. Jednym z nich były wielkie obniżki podatków (zwłaszcza dla najbogatszych). Powrotu małżeńskiej harmonii nie przyniosły, a zrujnowały równowagę budżetową. Kto uważa, że to jakieś populistyczne zawracanie głowy, niech koniecznie sięgnie do najnowszej pracy ekonomistów Kennetha Scheve’aDavida Stasavage’a. Stworzyli oni potężną bazę danych dotyczącą opodatkowania najbogatszych w 20 najbardziej rozwiniętych krajach świata. I to na dodatek w imponującej historycznej skali od 1800 r. do dziś. Pod uwagę wzięli dwa kluczowe składniki. Pierwszy to najwyższa stawka podatku dochodowego. Drugim była wysokość podatku spadkowego. „Jeżeli jakiemukolwiek fiskusowi udało się kiedykolwiek opodatkować kapitał, to właśnie przy użyciu tych dwóch narzędzi” – przekonują autorzy.

Gdy te podatki nanieść na oś czasu, to będą one swym kształtem przypominały odwróconą literę U. Najpierw długo, długo nic. A potem (mniej więcej sto lat temu) ostro w górę. Szczyt przypada na lata 50., 60. i 70. XX w.wykres1To wtedy krańcowa stawka podatku dochodowego wynosiła w zachodnich gospodarkach średnio ok. 60 proc. (a bywały i kraje, gdzie sięgała nawet 90 proc.). Po czym zaczyna się gwałtowny spadek. Aż do dzisiejszych 38 proc. Wyjątków od tej reguły prawie nie było. A gdy się zdarzały, to przybierały postać groteskowych krótkotrwałych wahnięć. Jak choćby inicjatywa François Hollande’a, który w 2014 r. podniósł we Francji najwyższą stawkę PIT do 75 proc. A potem wycofał się z tego przedsięwzięcia zaledwie po roku.

Podobnie jest z podatkiem spadkowym. Sto lat temu wynosił na Zachodzie średnio ok. 20 proc. W połowie stulecia poszedł w górę do ponad 40. Po czym spadł znów do dzisiejszych 20. Jeśli kogoś nie zadowalają te uśrednione dane, zawsze może dostroić soczewkę nieco dokładniej.wykresy2Stany Zjednoczone? 79 proc. w 1935 r., a potem powyżej 70 proc. aż do 1982 r. I ostro w dół do dzisiejszych 39 proc. (a było już nawet 35 proc.). Wielka Brytania? Z 60 (międzywojnie) przez 90 (okres powojenny) do 40 dziś. I tak dalej, i tak dalej. Liczbami można w zasadzie żonglować w nieskończoność. Wzbogacając opowieść na przykład o stawki efektywne (czyli ciężary podatkowe po odliczeniu ulg i ułatwień). W niczym nie zmieni to jednak ogólnego przesłania. „Bogaci początków XXI w. dokładają się do wspólnej kasy w stopniu dużo mniejszym niż pokolenie ich rodziców, a czasem i dziadków” – podsumowują swoje główne przesłanie Scheve i Stasavage.

Na efekty tego stanu rzeczy nie trzeba było długo czekać. Już pod koniec lat 80. pojawiły się więc pierwsze sygnały, że nawet najbardziej rozwinięte kraje nie mogą się zadłużać w nieskończoność. A do gry weszły rynki finansowe jako gracz zdolny stawiać warunki rządom nawet najbogatszych krajów.

Jaka była jednak odpowiedź kapitalizmu? Oczywiście, że wina leży po stronie… rozrzutnej demokracji. Więc to ludowi trzeba zakręcić kurek z pieniędzmi i zafundować programy redukowania wydatków publicznych (dziś znanych pod nazwą „austerity”). Czy kapitalizm też wtedy oszczędzał? Oczywiście, że nie. Podczas gdy kolejne fale cięć likwidowały podstawy państwa dobrobytu (mniej na bezrobotnych, mniej na mieszkalnictwo, mniej na szkoły), biznes mógł liczyć na kolejne subsydia i zwolnienia podatkowe. Innym sposobem kupienia sobie dodatkowego czasu przez kapitalizm była deregulacja. Zwłaszcza sektora bankowego, która ruszyła pełną parą pod koniec lat 90. Wielki kapitał był zadowolony, bo deregulacja otworzyła mu drogę do osiągnięcia nieprawdopodobnych wcześniej zysków. A ludziom też to się z początku podobało, ponieważ niesamowicie potaniał kredyt, a siła nabywcza przeciętnego obywatela znacząco się więc zwiększyła. Tak ruszyło zjawisko „sprywatyzowanego keynesizmu”. Rząd zamiast pożyczać pieniądze, żeby za ich pomocą zapewnić zwykłemu człowiekowi dostęp do godnych warunków mieszkania, przerzucił to zadanie na obywatela. Według zasady: „Proszę, masz tu tani kredyt i spełniaj swoje marzenia”. Droga do krachu bankowego lat 2007-2008 stanęła otworem.

Dodajmy do tego jeszcze tzw. drugą globalizację. Która zaczęła się rozpędzać gdzieś w latach 70. A szczególnego przyspieszenia nabrała po upadku żelaznej kurtyny. I znów widzieliśmy tutaj ten sam schemat. Niemal całkowita eliminacja barier taryfowych i pozataryfowych pozwoliła kapitałowi bez większych przeszkód hulać po kuli ziemskiej w poszukiwaniu zysku oraz unikać opodatkowania na nieznaną dotąd skalę. Przegranymi były jednak rządy państw narodowych, którym coraz trudniej znaleźć źródła finansowania dla wydatków publicznych oraz osłaniania słabszych (np. pracowników) przed negatywnymi skutkami globalizacji (outsourcing miejsc pracy). Najnowszy (2016) sukces umów takich jak CETA (porozumienie o wolnym handlu i wspieraniu inwestycji między Unią Europejską a Kanadą) pokazuje, że kapitał wcale nie ma zamiaru zwolnić.

Czarę goryczy przelało wreszcie doświadczenie lat 2008-2014. Gdy kapitalizm znów wziął demokrację pod but i oświadczył, że to ta ladacznica znowu wszystko przehulała. Po czym z uciułanych przez nią pieniędzy (podatki) spłacił swoje długi z kasyna (nacjonalizowała strat sektora finansowego). I po raz kolejny przystąpił do „zaciskania pasa” (fala polityki „austerity” w latach 2010-2014), dziwiąc się, że demokracja (a wraz z nią praca) nie może się już nawet podnieść z podłogi.

Autorem metafory o mało udanym pożyciu kapitalizmu i demokracji jest niemiecki ekonomista Wolfgang Streeck. A jego głośna (choć ciągle niewydana po polsku) książka „Kupiony czas. O przełożonym kryzysie demokratycznego kapitalizmu” pozostaje jedną z najbardziej trafnych opowieści o kłopotach, w jakich się dziś znaleźliśmy.

Trochę ją jednak uzupełniłem, by doprowadzić ten rozdział do dziś. To znaczy do czasów, gdy przerażone liberalne elity oraz spora część opinii publicznej rozwiniętych krajów załamuje ręce nad triumfalnym marszem tzw. populizmu we wszystkich niemal krajach Zachodu. Nie mówiąc już o krajach rozwijających się. Gdyby tylko zapytali leżącej na podłodze i ryczącej z bólu pracy, toby pewnie dostali odpowiedź.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 222

Dodaj komentarz »
  1. Ten blog powinien chyba być zatytułowany „Nowy Atlas Komunizmu”.

    Twierdzenie, że w gospodarce liczy się tylko kapitał i praca a technologie i instytucje mają mniejsze znaczenie trąci o dyletantyzm. Odkąd człowiek zszedł z drzewa to wymyśla narzędzia (technologie), które likwidują konieczność wykonywania zbędnej pracy a więc w pewnym sensie zabierają ludziom pracę. A każda forma społecznej aktywności człowieka, w tym również złożona praca ma wymiar instytucjonalny.

    Można wręcz powiedzieć, że rola technologii i instytucji w gospodarce się coraz szybciej zwiększa i będzie się dalej zwiększać o ile jakieś kataklizmy nie spowodują regresu cywilizacyjnego ludzkości.

  2. Kilka razy w tylko tym jednym artykule autor określa, że tymi psującymi społeczny ład są do spółki dwie klasy: średnia i wyższa. Przelewając na papier takie brednie warto postawić sprawę jasno: każdy człowiek ma prawo dążyć do realizacji swoich interesów o ile reprezentuje nędzę i ubóstwo. Wychodząc do klasy średniej powinien stać się już tylko dawcą kapitału na realizacje potrzeb masy.

    Jak mawiał mój promotor – można przeczytać 1500 książek i przytaczać 100 wykresów pod ulubione tezy ale pseudo mentorom zawsze przy dłuższej wypowiedzi wymknie się coś w rodzaju sygnatury – świadectwa swojej niskiej inteligencji.

    Ciekawe jaki zasięg ma ten blog bo kultowy już panel dyskusyjny z Rafałem Wosiem na Wykop.pl obejrzało ponad 13.000 ludzi wydając jednoznaczną opinie o tym czy jego opinie ceni chociaż odrobinę wyżej niż fryzjerki lub żula spod dworca.

  3. Słuszna uwaga, role innych czynników produkcji będzie trzeba opisać w którymś z kolejnych odcinków. Wszystko w swoim czasie. 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. papa_papa – 7 listopada o godz. 16:41 257
    Każdy człowiek ma prawo dążyć do realizacji swoich interesów, ale nie kosztem innych ludzi. Twoja wolność kończy się więc tam, gdzie ogranicza ona wolność innego człowieka, a więc twoja wolność do bogacenia kończy się tam, gdzie powoduje ona zubożenie choćby jednego tylko człowieka.
    I napisz nam, kto był twoim promotorem, bowiem z chęcią bym mu coś powiedział na twój temat…
    Poza tym, to skąd u ciebie ten pomysł, ze większość ma zawsze rację? Większość astronomów była przeciwna teorii Kopernika. Berkeley, i wielu wybitnych filozofów za nim, jeszcze w XVIII wieku wyśmiewało się z rachunku różniczkowego i całkowego, a STW i OTW Einsteina też na początku były przyjęte przez większość fizyków z dużą dozą sceptycyzmu. Większość ludzi do dziś nie jest w stanie przełknąć tego, że mamy wspólnych przodków z małpami i jesteśmy tylko przypadkowym wytworem bezmyślnej ewolucji, a nie jakiegoś acrcymądrego Kreatora.

  6. To smutne, że niektórzy nie potrafią znieść odmiennego punktu widzenia.. 😕

  7. Reportaze Duzego Formatu w ,, gazecie wyborczej” opisuja taka sama rzeczywistosc,
    co bardzo dobrze napisana i wciagajaca czytelnika
    ,, Polozenie klasy robotniczej w Anglii ” Fryderyka Engelsa.
    W podobnie zajmujacy sposob przedstawia w wykladach w Nowym Jorku i na youtube polozenie
    schylkowego kapitalizmu , profesor Richard Wolff.
    Trzeba od nowa przyjrzec sie systemowi, ktory jak niewolnictwo,feudalizm i komunizm wydaje sie konczyc swoj zywot.
    Klasycy zasluguja na uwage- nawet Adam Smith przewraca sie w grobie.

  8. papa_papa – 7 listopada o godz. 16:41 257: p.s.
    Twoja wolność kończy się więc tam, gdzie ogranicza ona wolność innego człowieka, a więc twierdzenie, że „twoja wolność do bogacenia kończy się tam, gdzie powoduje ona zubożenie choćby jednego tylko człowieka”, należy rozumieć jako „zubożenie choćby jednego tylko człowieka który doszedł do swego stanu posiadania uczciwą drogą, czyli własną pracą, nie przez wyzysk, kradzież czy oszustwo a nawet drogą odziedziczenia czyjegoś majątku, szczególnie zdobytego nieuczciwym sposobem, czyli przez wyzysk, kradzież czy oszustwo”.

  9. Wyzysk – 7 listopada o godz. 18:17 26
    Adam Smith był przede wszystkim filozofem moralnym i jako taki na 100% nie popierał on idei wzbogacania się czyimś kosztem.

  10. Snakeinweb – 7 listopada o godz. 16:12 256
    A co ty wiesz o komunizmie? Poza tym, to Karol Marks czy też Fryderyk Engels nigdy nie twierdzili, że w gospodarce liczy się tylko kapitał i praca a technologie i instytucje mają marginalne tylko znaczenie, a na pewno ja tego nigdy nie twierdziłem, jako że jestem zwolennikiem także ekonomii instytucjonalnej, a konkretnie jej najwybitniejszego przedstawiciela, czyli prof. J.K. Galbraitha. Marks był zaś wręcz zafascynowany, za Adamem Smithem, technologią. Engels także, szczególnie że był on przedsiębiorcą.
    Poza tym, to postęp techniczny, będąc ze swej natury pracooszczędny, jest przekleństwem dla ludzi pracy tylko w ustrojach opartych na wyzysku, czyli w niewolnictwie, feudalizmie i kapitalizmie, jako że odbiera im tam pracę, a więc ich jedyne źródło utrzymania, w zasadzie nic nie dając im w zamian. Oczywistą oczywistością jest też to, że rola technologii i instytucji w gospodarce się coraz szybciej się zwiększa i będzie się dalej zwiększać o ile jakieś kataklizmy nie spowodują regresu cywilizacyjnego ludzkości, ale pomyśl skąd się biorą nowe technologie i nowe instytucje, jak nie z ludzkiej pracy?

  11. Nie pamiętam liczb .
    W kazdym razie z b.wielu publikacji tzw „ekonomicznych” wynika,że kapitały we władaniu „funduszy globalnych” różnej maście przewyższają wielokrotnie sumę GDP państw Globu.Inaczej mówiąc „państwa Globu” są permanentnymi dłużnikami „funduszy Globu”.
    Decydujacymi,zwykle wierzyciel decyduje,choć nazywa się to”negocjacjami”,co państwa czynić mają,politycznie i godpodarczo.Kierunkowo państwa mają dbać o ludność w roli konsumentów.Korporacje medialne,też dłużne,mają dbać o ludność w roli socjopatów medialnych (tv,media społecznościowe).
    Chodzi o zachowanie pojęcia „pracy” i „społecznosci” w pewnej równowadze zapobiegajacej ekscesom.
    Zachowanie nie jest drogie.Ekscesy znacznie droższe.
    I tu jest problem.
    Jak długo można i gdzie jest punkt G ,który może wyzwolić ekscesy.
    Badania trwają.
    W kampanii Trump vs Clinton przeanalizowano już i przećwiczono multum scenariuszy.

  12. Abchaz – 7 listopada o godz. 21:07 266
    Ze statystyk zadłużenia (na szczeblu państw i wielkich korporacji) wynika, że wszyscy są zadłużeni u wszystkich. Po prostu te statystyki od dawna nie są już wiarygodne, podobnie jak statystyki bezrobocia czy też inflacji/deflacji.
    Co do Mr, Trump vs Mrs. Clinton, to chyba już tu pisałem, że nie ma się tu czym podniecać, jako że wybory w USA oznaczają od dawna tylko zmianę najważniejszych lokatorów Białego Domu i nic więcej, jako że osoba prezydenta USA nie ma dziś już większego znaczenia. Ostatnim, naprawdę rządzącym prezydentem USA, był przecież, dawno już temu, generał Eisenhower, a po nim, to już były tylko marionetki Wall Street, jako rządzi tam od dawna tzw. Kompleks Militarno-Przemysłowy, o którym mówił w swym ostatnim prezydenckim przemówieniu gen. Eisenhower, a najlepszym przykładem takiego prezydenta-marionetki jest moim zdaniem Barak Obama a przed nim Bush jr., a jeszcze wcześniej Reagan czy Kennedy.

  13. Jeśli mowa o populistach, to red. Woś powinien napisać o sobie. Ja bym radził sprawdzić, ile wynosiły wydatki socjalne państw w stosunku do np. PKB w USA i Europie Zachodniej w latach 50 tych, bo może się nagle okazać, że to był tzw. dziki kapitalizm, inaczej niż dzisiaj, gdy są 2,5-3 razy wyższe.

  14. Krzysztof Mazur – 7 listopada o godz. 22:45 268
    Dawniej (lata 1950. do 1970.), to w zasadzie nie było w USA, Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii i w bogatszych państwach Europy Zachodniej bezrobocia, a więc nie było tam potrzeby, aby wydatki na cele socjalne były wtedy aż tak wysokie jak dziś, kiedy to w realnych terminach stopa bezrobocia w tzw. I świecie przekroczyła, i to znacznie 10%. Analogia – jeśli w jakimś kraju pół wieku temu nie było praktycznie rozwodów, to fundusz alimentacyjny był wtedy mały, ale jeśli dziś w tym samym kraju jest rozwodów znacznie więcej niż dawniej, to i fundusz alimentacyjny musiał tam wzrosnąć, także jako odsetek PKB. Zanim więc kogoś skrytykujesz, to najpierw pomyśl, czy aby na pewno masz rację.

  15. Pan Wos przeciwstawia kapitalizm demokracji. To wyjatkowa przewrotnosc intelektualna. Czy moglby wskazac choc jeden kraj, w ktorym demokracja zaistniala bez gospodarki rynkowej i kapitalizmu? Pominmy demokracje atenska z oczywistych przyczyn. Pan Wos moglby tez pokusic sie o wytlumaczenie dlaczego gospodarka rynkowa jest jedna z podstaw ustrojowych UE. Czy moze , idac za rozumowaniem pana Wosia, Unia stanela przed dylematem – kapitalizm albo demokracja?
    Zadne dane i wykresy nie sa w stanie przeslonic zasadniczej nieuczciwosci intelektualnej pana Wosia i plycizny myslenia, ktora przedstawia pod
    szumnym tytulem „Atlasu Ekonomicznego”.

  16. Rafał Woś
    7 listopada o godz. 18:01 260
    To smutne, że niektórzy nie potrafią znieść odmiennego punktu widzenia..
    *
    Hyhyhy.

    Tygodnie temu wkleilem tu tekst prof. J.E Stiglitza z PROJECT SYNDICATE powiadajacego o ideologicznym kryzysie kapitalizmu.

    Pana reakcja bylo siegniecie po siekiere.

  17. wszystkie te przemiany jeśli zachodzą w ramach jednego kraju są do odwrócenia dosyć łatwo – nacjonalizacja albo opodatkowanie, odebranie byłych majątków państwowych oligarchom. Ale zagraniczny kapitał kazał sobie podpisywać umowy o ochronie inwestycji i tak łatwo już nie można naprawić błędów lat 90 i 2000., bo Ci idą do sądów arbitrażowych na podstawie BIT, NAFTA, CETA, Karty energetycznej, TTIP albo innej konwencji czy choćby do sądu praw czowieka w Strasbourgu. To kapitał zagraniczny jest problemem, bo miejscowych oligarchów można bez problemu przy pomocy sądów i ustaw zniszczyć. System ochrony kapitału zagranicznego jest wrogiem nr. 1 dla państwa, szczególnie tych które miały nierozsądnych liberalnych prywatyzatorów: dla Wenezueli, dla Argentyny, Ekwadoru, Kuby, Rosji, Słowacji, Rumunii, Węgier, Polski, państw bałtyckich.

  18. @jakowalski – wszystkie wpisy z 7 listopada
    Jestem, tak jak Pan zdania, że najwybitniejszym ekonomistą z przełomu XX i XXI wieku był zmarły niedawno profesor John Kenneth Galbraith. Nie otrzymał on, co prawda, Nagrody Nobla z ekonomii, lecz wniósł do nauki o gospodarce więcej, niż większość ekonomicznych noblistów.Wydana w 1992 r. przez Państwowe Naukowe jego praca „Ekonomia w perspektywie. Krytyka polityczna” najlepiej tego dowodzi. Ostatni rozdziały tej książki, zatytułowane ” Zmierzch systemu i jego podzwonne” oraz „Teraźniejszość jako zwiastun przyszłości” dają wyraźną odpowiedź na mrzonki neoliberałów o dalszym życiu kapitalizmu – ustroju wiecznym i nie zastąpionym. Udowodnił, za Karolem Marksem i Różą Luksemburg (autorką książki „Kapitał finansowy”), że kapitalizm w swym historycznym ciągu kończy w XXI wieku swój żywot, tak jak obumarło niewolnictwo i feudalizm.
    Mało z których uczestników w dyskusji na blogu red Rafała Wosia „Nowy Atlas Ekonomiczny” ma wiedzę o ekonomii, historii powszechnej myśli ekonomicznej, socjologii i teorii państwa i prawa. Poziom ich komentarzy ogranicza się do wiadomości prasowych, telewizyjnych i radiowych. Niektórzy z tych blogerów to wręcz analfabeci ekonomiczni. Nie warto z nimi polemizować, bo szkoda czasu i oczu przy czytaniu ich komentarzy. Jednym z interesujących blogerów jest doktor ekonomii „jakowalski”.

  19. lspi
    Odpowiem Ci szerzej wkrótce, a na razie:
    John Kenneth Galbraith, zapytany pod koniec swego życia, dlaczego nie dostał Nagrody Nobla, odpowiedział ironicznie, że nie dostał i nie dostanie, ponieważ pisze przystępnym językiem – a ci, którzy dostają Nobla, piszą tak, żeby dać pracę rozlicznym tłumaczom i interpretatorom przekładającym ich książki na język zrozumiały dla maluczkich.
    http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/gospodarka/20131029/maczynska-nawet-noblisci-nie-maja-patentu-na-nieomylnosc

  20. Korekta do mego wpisu sprzed chwili : powinno być „Ekonomia w perspektywie. Krytyka historyczna”

  21. Można by ująć problem w inny sposób.
    Ludzkie społeczeństwa dążą zawsze do koncentracji władzy i bogactwa w rękach małej grupy ludzi.
    Po przekroczeniu jakiejś masy krytycznej, stare elity są obalane, czy zapadają się pod własnym ciężarem, bo w porę nie ograniczyły wyzysku dołów.

    Tak było ze wschodnimi cesarstwami, feudalizmem, opartymi na rencie ziemskiej.
    Imperiami przemysłowymi czasów rewolucji pary i elektryczności.

    Obecnie, rządzą potegi finansowe, wysysające za pomocą długu wszelkie zasoby z planety…..
    O ile dwie pierwsze formacje w jakimś zakresie musialy jednak dbać o zwykłych ludzi, ich zdolność do pracy na rzecz właściciela, to finansiści scedowali ten obowiązek na państwa, sami uchylając sie od zobowiązań.
    Nie ma umowy społecznej pomiędzy bankami a ludźmi.
    A rządy są jedynie klientami instytucjonalnymi.

    W efekcie, banki dyktują państwom warunki, obalając nawet rządy- Grecja, Włochy.

  22. Kruk – 8 listopada o godz. 1:13 270
    Jak to już nie raz i nie dwa pisałem na blogach i forach „Polityki”, w kapitalizmie rynkowym, ze względu na istniejące w nim drastyczne różnice w zamożności i dochodach, w warunkach, gdy n.p. jedni Polacy mają miliardy złotówek na kontach a inni tysiączłotowe emerytury i jeszcze większe długi, możliwa jest NIE demokracja, a tylko plutokracja, jako że w kapitalizmie rynkowym, z jego, wpisanymi w fundamenty tego systemu, olbrzymimi nierównościami materialnymi, nie ma mowy o społeczeństwie obywatelskim czy też społeczeństwie otwartym ani też o demokracji. Stąd też mamy, nie tylko w UE, ale także np. w USA, ten dylemat: albo kapitalizm albo demokracja. NIE da się po prostu mieć obu tego naraz. Tak więc w żadnym kraju kapitalistycznym NIE ma i nigdy nie było prawdziwej demokracji, a najwyżej jej pozory, a panuje w nich plutokracja, często z elementami ochlokracji, jako że najbogatsi są czesto zwykłą hołotą z intelektualnego i moralnego punktu widzenia. Tak więc kapitalizm rynkowy (dokładniej kapitalistyczna gospodarka rynkowa) jest największą przeszkodą w zaistnieniu demokracji, a NIE, jak ty mylnie twierdzisz, warunkiem powstania demokracji.
    A ja Ciebie oskarżam po raz kolejny o brak elementarnej wiedzy ekonomicznej i politlogiczno-socjologicznej, nieuczciwość intelektualną, płytkość (powierzchowność myślenia), jakże charakterystyczną dla ortodoksyjnych („wulgarnych” według Marksa) ekonomistów i o (nad)używanie argumentów ad hominem i ad personam z braku argumentów ad rem. 🙁

  23. Kruk – 8 listopada o godz. 1:13 270
    C.d. – w UE przecież NIE ma demokracji, a tylko klasyczna wręcz plutokracja (rządy bogaczy)z elementami ochlokracji (rządy hołoty) , jako że gospodarka rynkowa (czyli kapitalizm rynkowy) jest jedną z podstaw ustrojowych UE.

  24. No to już lecimy:”Wolność,Równość i Braterstwo”,”każdemu wg. jego potrzeb”,”zabieramy bogatym dajemy biednym”,”wszystkim po równo”.Komunizm,kapitalizm i to minie.Nie posiadam osobiście szerokiej wiedzy.I co z tego.Swoje już przeżyłem.I jedno wiem,że niezależnie od jakiejkolwiek i czyjejkolwiek wiedzy w którymś momencie ,pod naporem zaistniałych sił (religii,technologi czy sił natury)wali się tzw. ustalony porządek .Zasady moralne,religie,filozofie,zdobycze technologiczne służą wtedy do mordowania i zdobywania władzy i ten ma rację kto wygra.My,którzy przeżyliśmy w Europie kilkadziesiąt lat w pokoju możemy uważać się za szczęśliwców bo jak widać i to się już kończy.Pewnie już tego nie dożyję ale wg mnie to już koniec pokoju w Europie i pewnie na świecie.

  25. @ kruk z 8 listopada o godz, 1:3 270
    Pisze Pan/Pani, że „Czy , idąc za rozumowaniem pana Wosia, Unia stanęła prze dylematem – kapitalizm albo demokracja ?”.
    Ten Pana/Pani komentarz jest dowodem na powszechny analfabetyzm ekonomiczny, socjologiczny, polityczny i prawny większości dyskutantów w wielu czasopismach, stacjach radiowych i telewizyjnych oraz w Internecie. Dzisiaj większość komentatorów, którzy określają się jako „niepokorni”, a są propagandzistami, czy wręcz agitatorami dzisiaj rządzącej partii narodowo – katolicko – socjalnej ( o obie mówią, że są znakomitymi PR – owcami) nie rozumie swego stanu intelektualnego. Piszą oni, mówią i przedstawiają siebie jako głosicieli „dobrej zmiany” (nie mylmy tego z starotestamentową „dobrą nowiną”), a są pisowskimi najemnikami w sferze dziennikarstwa.
    Szanowny blogerze o nicku „kruk”, Nie pisz o demokracji, kapitalizmie, o dylematach stojących przed budującymi społeczeństwo obywatelskie w Rzeczypospolitej Polskiej, dopóki nie zrozumiesz, że plutokracja i ochlokracja to podstawowe fundamenty dla uratowania kapitalistycznej gospodarki rynkowej, globalizującej się w skali całej Ziemi. Ostatnim bastionem tej kapitalistycznej gospodarki jest III Wojna Światowa. Mam nadzieję, że narody Europy, Azji i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej do niej nie dopuszczą. Tak nam dopomóż Bóg!

  26. Może inaczej ujmę temat….

    Do niedawna, władza miała twarz.
    Króla, przedsiębiorcy, demokratycznie wybranego przedstawiciela.
    Ci ludzie odpowiadali OSOBIŚCIE za podejmowane decyzje.

    Obecnie władza jest zdepersonalizowana, co umożliwia jej podejmowanie decyzji z pełną nieodpowiedzialnością.
    Od ponoszenia odpowiedzialności personalnej, są wynajęci politycy.

    W takim układzie, nie ma kontraktu, umowy społecznej, zobowiązań.
    To nowy etap rozwoju kapitalizmu.
    Narzucone przez anonimowych bankierów reguły gry, maja obowiązywać, choc są skrajnie niekorzystne dla społeczeństw.
    Idealny układ- władza bez zobowiazań……

    Przed takim układem obroniły sie jedynie państwa skandynawskie.
    Cała reszta skazana jest na dyktat obniżający poziom życia.
    Minimalizacja podatków dla najbogatszych, maksymalizacja zysków, produktywności, pozostawia puste skarbce państw, masowe bezrobocie, zanik klasy średniej, zmniejszenie się siły nabywczej ludności.

    I dopiero ten ostatni czynnik, powodujący spadek dochodów instytucji finansowych, może spowodować zmianę polityki banków.
    Uderzenie właścicieli świata po kieszeni, zawsze powodowało otrzeźwienie…..

  27. prospector
    8 listopada o godz. 10:52 279

    Można też polecieć Franciszkiem, Wojtyłą….
    Społeczna ODPOWIEDZIALNOŚĆ za los maluczkich, bedąca w rękach wielkich tego świata.

    Mafie, triady, gangi, powstawały jako samoobrona dociskanych podatkami biedaków. Tak samo jak rewolucje były odpowiedzią na wyzysk większości przez mniejszość mającą wszelkie tytuły prawne do egzekwowania profitów z posiadania ziemi, kapitału, czy środków produkcji.

    Posiadający muszą koegzystować z większością nie posiadającą nic prócz życia. Inaczej, będą tracić życie, pozycję i majątek.
    To dość prosta zależność, wielokrotnie w historii występująca.
    Niestety, nie wszystkie osobniki przyswajają lekcje z historii…..

  28. @wiesiek59 z 8 listopada (komentarze 282 i 282)
    Pisz Pan (cytuję): „Minimalizacja podatków dla najbogatszych, maksymalizacja zysków,produktywności, pozostawia pustkę skarbca państwa, masowe bezrobocie, zanik klasy średniej, zmniejszenie siły nabywczej ludności..” (koniec cytatu).
    (cytat) „Posiadający muszą koegzystować z większością nie posiadającą nic prócz życia. Inaczej, będą tracić życie, pozycję i majątek.”(koniec cytatu).
    W historii świata, Europy i Polski w XIX, XX i XXI, od czasu narodzin kapitalizmu opisanego przez Dawida Ricardo, Karola Maja, Różę Luksemburg, Johna Maynarda Keynesa, Johna Kennetha Galbraitha i Thomasa Piketty’a, kapitalizm miał różne formy i ryty. Jest on jedną z wielu form ludzkości gospodarującej od czasów wspólnoty pierwotnej, niewolnictwa, feudalizmu aż do kapitalizmu, dzisiaj zwanego rynkowym i finansowym. Ta forma gospodarki na Ziemi też przemija i szuka swego następnego etapu. Na przełomie epok kolejne zmiany ustrojów zawsze skutkowały wybuchem wojen lub rewolucji. Czy w gospodarce globalnej, która trwa od połowy lat 70. XX wieku, ta „nowa zmiana” w życiu społeczno -gospodarczym ludzkości, która buduje nowy ekonomiczno polityczny ustrój na Ziemi zakończy się rewolucyjną lub wojenną hekatombą? Tego nie wie nikt.

  29. Teorii ekonomicznych jest w brod. A rzeczywistosc (gospodarcza) jest jedna, ale ma nieskonczenie wiele aspektow. Wiec ktora teoria (czyli model) opisuje jaka czesc rzeczywistosc najlepiej? Można się długo spierać.

    A problem opisu to dopiero poczatek problemow, bo jeszcze wazniejsze sa prognozy. Bo bez nich nie ma wytycznych do dzialania. Wiec tematow do (akademicznego) gdybania jest multum. A zycie gospodarcze toczy sie dalej, bo musi 😉
    Przed tym samym problemen stala ewolucja. I jak widac radzi sobie na Ziemi swietnie. Bo nie potrzebuje zadnej teorii czy celow (co stworzyc i jak). Wystarcza jej prosta metoda prob i bledow, aby sie wspiac na coraz wyzsze poziomy (mimo czasowych katastrof). A to, co i jak dziala nie musi byc nawet spojne a juz na pewno nie dogmatyczne.

    Dlatego uwazam, ze demokracja i kapitalizm (o ile beda nadal ewolucyjne i obronia sie przed dogmatyzmem) pasuja do siebie. I moga byc w tym samym sensie skuteczne jak ewolucja. Tyle, ze jak w ewolucji nikt nie moze przewidziec jak demokracja i kapitalizm beda wygladaly za kilka generacji.

    NB. W moim mniemaniu feudalizm byl systemem dogmatycznym i statycznym. Kompletnie bez mozliwosci adaptacyjnych. Wiec nie dziwie sie, ze padl.

  30. Do Ispi.No to pogadali i poszli.To nie jest blok dla tylko panów doktorantów a wiedza mądrością nie jest(mawiali starożytni).A Kowalski w niektórych blogach to już czasami sam ze sobą dyskutuje co mnie trochę bawi jak próbuje przkonać pospólstwo,że przyszłość to jest komunizm w nowym wydaniu.Człowiek musiałby ewoluować do stopnia organizacji mrowiska żeby tak się stało.Niezaprzeczam,że tak mogłoby być i może byłoby szczęśliwiej tylko po co wtedy byłby potrzebny Kowalski czy Ispi.

  31. mały fizyk
    8 listopada o godz. 12:37 284

    Nieśmiało zwracam czasem uwagę na fakt, że demokracja panuje w MNIEJSZOŚCI krajów świata. W większości, mutacje systemów autorytarnych, czy oligarchicznych.
    Co nie przeszkadza części z nich w sukcesie gospodarczym, czy wysokiej stopie życiowej.
    Warunkiem jest świadomość elit- że jadą na tym samym wózku.
    I nie mogą sobie pozwolić na utratę poparcia społecznego dla rodu, partii, czy władzy państwowej sprawowanej przez rząd niedemokratyczny.

    Metodą prób i błędów w różnych zakątkach świata wypracowano model koegzystencji.
    Jakieś znośne warunki funkcjonowania.
    UMOWĘ SPOŁECZNĄ.
    Kapitał globalny niszczy takie lokalne uwarunkowania w imię zysku ponad potrzeby.
    Skrajny indywidualizm przedłożony ponad społeczność i jej dobro, dla krajów azjatyckich jest nie do przyjęcia- na przykład.

    Ps.
    Kapitalizm w zachodnioeuropejskim wydaniu wygrywał przez 300 lat bitwy, dzięki przewadze technologicznej.
    Tyle że przeciwnikami były konkretne, izolowane kraje.
    Czy może toczyć zwycięskie bitwy nadal, na skalę globalną?
    Śmiem wątpić.
    Nie starczy zasobów by kontrolować siłą taką populację.

  32. lspi
    8 listopada o godz. 12:19 283

    Pominąłeś istotny z punktu widzenia świata system.
    Kapitalizm PAŃSTWOWY.
    Funkcjonujący nieźle w krajach azjatyckich, czy arabskich.

    Istnieją również niezależne systemy finansowe, luźno powiązane z systemem zachodnim.
    Bankowość islamska opiera się na całkowicie innych zasadach.

    I chyba na tej płaszczyźnie toczy się nowoczesny bój spotkaniowy.
    „Wojna o pieniądz” to wojna o kontrolę nad globem.
    Podział ograniczonego tortu pomiędzy poszczególnych zainteresowanych.

    Jesteśmy zaślepieni europocentryzmem, czy cywilizacją białego człowieka i jej dokonaniami. Tymczasem istnieją inne byty, na których korzyść przeważa się szala.
    Zachodnia myśl ekonomiczna związana z naszym modelem, dotychczas dominowała.
    Ale dominacja nie jest dana na wieczność.

  33. Lspi
    – 8 listopada o godz. 10:52 280
    Tak – plutokracja i ochlokracja to są podstawowe fundamenty na których opiera się kapitalistyczna gospodarka rynkowa, globalizująca się od lat w skali całej Ziemi. Ostatnim podrygiem dogorywającej na naszych oczach gospodarki kapitalistycznej będzie więc zapewne III Wojna Światowa. Ja też mam więc nadzieję, że narody Europy, Azji, Afryki, Ameryki i Oceanii do niej nie dopuszczą. Ale nadzieja jest przecież matką głupich. 🙁
    – 8 listopada o godz. 12:19 283
    Tak, ta „nowa zmiana” w życiu społeczno-gospodarczym ludzkości, czyli ostania faza rozwoju kapitalizmu, którą właśnie obserwujemy, zakończy się zapewne rewolucyjną i/lub wojenną hekatombą. To jest bardzo prawdopodobne i wyjaśnia też zagadkę tzw. silentium universi, czyli to, że wysokorozwinięte cywilizacje kapitalistyczne, kiedy osiągną one etap rozwoju, w którym dysponują one bronią masowej zagłady, prędzej czy późnej użyją ją na skalę globalna i tym samym żadna cywilizacja, przynajmniej w naszej galaktyce, nie dosięgła jeszcze etapu podroży międzygwiezdnych, gdyż zanim ruszyła ona w gwiazdy, to sama się zniszczyła, gdyż była ona oparta na wyzysku, który rodzi nieuniknione antagonizmy: pomiędzy klasami a także narodami i państwami, w walce o globalna dominację, czyli o kontrolę nad surowcami i rynkami zbytu. 🙁

  34. mały fizyk – 8 listopada o godz. 12:37 284
    Rzeczywistość (gospodarcza) jest jedna, ale ma ona (niemalże) nieskończenie wiele interpretacji.
    Co do ewolucji, to ona działa metodą prób i błędów, wiec tworzy ona byty bardzo dalekie od ideału (optimum) – n.p. ludzi, z ich organami seksualnymi połączonymi z organami wydalniczymi, jak u robaków płazów albo gadów, co z kolei rodzi całą kulturę, tu konkretnie chrześcijańską, opartą na nieosiągalnej dla nas ssaków idei tzw. niepokalanego poczęcia.
    Kapitalizm zaś z definicji wyklucza demokrację, jako że demokracja możliwa jest tylko w społeczeństwie ludzi równych nie tylko formalnie, ale także i realnie, czyli mniej więcej tak samo zamożnych – inaczej, to garstka bogaczy kontroluje bazę, czyli gospodarkę, a przez nią także państwo i prawo, czyli nadbudowę.
    Kapitalizm jest zaś tak samo dogmatycznym systemem jak niewolnictwo czy feudalizm, a poza tym, to feudalizm był bardzo adaptacyjnym ustrojem a więc wytworzył on zupełnie inne swoje formy np. w Rosji (samowładztwo cara) niż w Polsce (tzw. demokracja szlachecka).

  35. Prospector
    – 8 listopada o godz. 10:52 279
    Komunizm NIE polega na zabieraniu bogatym, tylko na tym, aby stworzyć warunki, w których nie będzie biednych a wszyscy będą bogaci w tym sensie, że będą oni mieli zaspokojone potrzeby materialne.
    Zasady moralne są zaś tworzone przez rządzących w celu umocnienia swojej władzy, zaś kapitalizm oznacza zawsze niekończące sie wojny o kontrolę nad złożami surowców i o kontrolę nad rynkami zbytu. To, że ostatnio Europie nie było od roku 1945 wojny na skalę ogólnoeuropejską jest zaś anomalią, skoro w niej od roku 1945, a szczególnie 1990, dominuje kapitalizm a ten ustrój oznacza przecież ciągłą walkę o surowce i rynki, a więc wojny, nie tylko zimne, ale i gorące. Albo więc zlikwidujemy kapitalizm, albo też kapitalizm zlikwiduje nas. Tertium non datur. 🙁
    – 8 listopada o godz. 13:48 285
    Znów tylko ad personam? To jest blog o ekonomii, a więc nic dziwnego, ze wypowiadają się na nim ekonomiści. A przyszłość to na pewno do kapitalizmu nie należy – to jest wręcz oczywiste. Poza tym, to wciąż nie rozumiesz, że komunizm jest wyzwoleniem z wyzysku i konieczności pracy, czyli że niesie on nie zniewolenie, co w nas wmawia od lat opłacana przez wielki kapitał reżymowa propaganda, a WYZWOLENIE. Oczywiście że, idee komunizmu były mocno nadużywane przez różnych tyranów, ale tak samo przez różnych tyranów nadużywane były i dalej są idee chrześcijaństwa, islamu czy judaizmu. 🙁

  36. @wiesiek59 z 8 listopada o godz. 14:10 283
    Przyznaję Panu rację, że pominąłem w swoim komentarzu KAPITALIZM PAŃSTWOWY, ale zrobiłem to celowo, gdyż o tym rycie kapitalizmu w znanej mi literaturze ekonomicznej mało się pisze i rzadko się mówi w środkach masowej komunikacji, włącznie z Internetem. Warto jednak o tym więcej dyskutować. Przecież dzisiaj najbardziej znanym przykładem państwa funkcjonującego na zasadach kapitalizmu państwowego jest Chińska Republika Ludowa, która stałą się najsilniejszym gospodarczo i militarnie (w sensie wielkości armii i udziału wydatków na cele wojskowe w PKB) państwem świata. Przecież dziś gospodarka Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej jest od dłuższego czasu zależna finansowo od komunistycznych Chin, którą kierują następcy i uczniowie reformatorów ukształtowanych przez Teng Siao Pinga. Właśnie na jego doktrynie, zbudowanej na porzekadle: „Nie jest ważne czy kot jest czarny czy biały, ważne jest aby myszy łowił”. Ponadto partyjni przywódcy wszystkich regionów ChRL w praktyce stosują zasadę, iż co nie jest zabronione, jest dozwolone. Warto w tym miejscu przypomnieć odpowiedź dziennikarza na pytanie Czepca w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego, który zapytany: „Co tam Panie w polityce?”, rzekł: ” – Chińczycy trzymają coraz mocniej”. Tę sztukę Wyspiański wystawił w Krakowie w 1905 roku. Był to rok wojny rosyjsko – japońskiej o Mandżurię.

  37. Wiesiek59
    8 listopada o godz. 11:30 282
    Ni tylko Polak, ale też Amerykanin, Anglik, Niemiec czy Francuz nie uczy się na swoich własnych błędach, a więc jest i przed szkodą i po szkodzie głupi. 🙁
    8 listopada o godz. 13:49 286
    Moim zdaniem, to o demokracji możemy dziś mówić tylko w Szwajcarii, i to też tylko na szczeblu mniejszych kantonów oraz w mini-państwach takich jak n.p. San Marino czy Wyspa Man.
    Sukces gospodarczy NIE ma zaś nic wspólnego demokracją, jako że obserwujemy go w rządzonym przez komunistów ChRL i w typowych państwach policyjnych, jakimi są np. Singapur, Tajwan czy też Emiraty Arabskie.
    Dalej – Zachód nie ma już przewagi ani militarnej ani finansowej ani też technologicznej nad resztą świata. Co z tego, że USA maja wciąż liczne bazy militarne, sporą marynarkę wojenna i spore lotnictwo wojskowe, jeśli od lat nie jest ich stać na utrzymanie i ciągłą modernizację tych sił.

  38. wiesiek59 z 8 listopada o godz. 14:10 283
    lspi 8 listopada o godz. 15:02 291
    Przecież ten nasz polski („PRL-owski”) tzw. realny socjalizm był w rzeczywistości niczym innym jak tylko kapitalizmem państwowym, jako że przecież w Polsce Ludowej (PRL-u) istniały i działały poza giełdą, wszystkie inne instytucje typowo kapitalistyczne, takie jak na przykład pieniądz, procent, banki, weksle (oraz czeki, będące rodzajem weksli), firmy ubezpieczeniowe, firmy spedycyjne (n.p. C. Hartwig), firmy maklerskie (w żegludze morskiej, n.p. Chipolbrok Chińsko-Polskie Towarzystwo Okrętowe S.A, dawniej Chińsko-Polskie Przedsiębiorstwo Maklerów Okrętowych) i inne spółki akcyjne, n.p. Polimex-Cekop S.A. albo Bank Handlowy S.A. Obecny chiński model kapitalizmu jest oczywiście bardziej rynkowy niż ten PRL-owski, ale zgoda, to jest też dość typowy kapitalizm państwowy.
    Poza tym (to głównie do Wieśka): zachodnia myśl ekonomiczna związana z zachodnim modelem kapitalizmu dominowała tylko w XIX i XX wieku, jako że jeszcze w XVIII wieku największymi gospodarkami świata były gospodarki Chin i Indii. I zgoda – żadna dominacja nie jest dana na wieczność, co w XIX wieku doświadczyły na swojej skórze Chiny i Indie, a w XVIII wieku dominująca nad znaczną częścią Europy Rzeczpospolita Obojga Narodów.

  39. Andrzej Lubowski
    Świat 2040. Czy Zachód musi przegrać?

    Czy Zachód poradzi sobie z inwazją islamu?
    Dlaczego Amerykę czeka detronizacja?
    Czy Zachód poradzi sobie z inwazją islamu?
    Czego potrzeba Polsce do awansu w światowych rankingach?
    ============

    Ta pozycja, warta jest przeczytania.
    Wychodzi poza schemat prymatu Zachodu jako aksjomatu…..

  40. @jakowalski z 8 listopada o godz. 15:01 290
    Rozważania o końcu kapitalizmu, że albo zlikwiduje się on sam, albo my zlikwidujemy kapitalizm, co oznacza, iż Tertium non datur, wolę zakończyć optymistycznym przypuszczeniem, że kapitalizm upadnie sam przy naszej pomocy. Stanie się to w skali Ziemi jeszcze za naszego życia, bez wojny termojądrowej. Jego resztki pozostaną w najbardziej rozwiniętych gospodarkach świata, które są już od lat na fali schodzącej, zaś ich perspektywy ekonomiczne, zwłaszcza finansowe są mizerne. W ponad 200 – letniej walce klasowej kapitału z pracą ten pierwszy musi ponieść porażkę w społeczeństwach obywatelskich XXI wieku.

  41. Biorąc do kupy Ispi i Wieśka ,Ispi jako klsycznego znajcę i Wieśka niesmiało patrzacego w przyszłość ,nawet pozaeropejsko ,zagłosował bym na Wieśka.Za tą niesmiałość i świadomość ,że dominacja nie jest dana..
    Jako dokończony ekonometrysta w początkach lat sześćdziesiątych nabyłem ,z czasem,przekonanie,że odwołania do „byłych” np Marxa,Sachsa i nawet Balcerowicza są „g” warte.Rzeczywistość zasuwa a niezależnie.
    Zasuwa w Indiach,Pakistanie i przede wszystkim w CHRL.
    Nieśmiałe próby by być „partnerem strategicznym” kończą się np w RP kociokwiem.Jak to ? My ?
    Zasuwamy nieadekwatnie.

  42. Oburza mnie,co nie co,rozważanie w RP 3/4 „czy kapitalizm się gryzie ?”.
    Gryzie moich dookólnych.
    Z niejasnym przekonaniem,czy to kapitalizm czy tylko ssyństwo domowe.
    Ssyństwu uwaga się należy.
    Rozważania nad „kapitalizmem” to zwykły unik przed zmierzenia się z ssyństwem.

  43. Wiesiek59 – 8 listopada o godz. 15:25 294
    1. Islam NIE jest głównym problemem świata – nim jest kapitalizm, obecny przecież także w krajach muzułmańskich.
    2. Ameryka rządziła światem od końca XIX wieku do początku XXI wieku, a więc całkiem długo a teraz zastąpiły ją Chiny, ale to nie znaczy przecież, że Chin nie zastąpi jakieś inne mocarstwo, jeśli tylko nasza cywilizacja przetrwa okres upadku kapitalizmu.
    3. Patrz p. 1.
    4. Niepodległości.

  44. abchaz
    8 listopada o godz. 16:15 296

    Na blogu Tradera, zabawiali sie swego czasu bywalcy wyliczeniami kosztów pracy na przestrzeni dziejów, i cenami dóbr trwałego użytku, wyrażonymi w srebrze i złocie.
    Okazuje się, że w tym ujeciu, praca ludzka, czy mieszkanie, z wieku na wiek mają mniejszą wartość.
    Coraz więcej trzeba pracować na uncję złota, coraz droższe jest mieszkanie.

    Ot, taka ekonometryczna zabawa.
    Populacja rośnie, więc na głowę przypada coraz mniej dóbr trwałych, umożliwiających utrzymanie się na znośnym poziomie.

  45. Lspi – 8 listopada o godz. 16:03 295
    Kapitalizm zapewne upadnie jeszcze w tym stuleciu, ale najprawdopodobniej pociągnie on za sobą upadek naszej cywilizacji, jako że nie odda on przecież swej dominacji nad nami dobrowolnie, a będzie się bronić do końca, A że ma on dyspozycji broń masowej zagłady i środki do jej przenoszenia, to jest on w stanie zniszczyć życie na Ziemi w ciągu kilku godzin. 🙁 A my, zwyczajni ludzie, nic na to nie poradzimy, jako że kontrola nad tymi kapitalistycznymi środkami masowej zagłady jest ukryta w Górach Skalistych, a do sztabów, gdzie siedzą oficerowie dysponujący kontrolą nad użyciem owej broni masowej zagłady dostęp ma tylko garstka zawodowych wojskowych będących na żołdzie angloamerykańsko-izraelskiego wielkiego kapitału. 🙁

  46. Abchaz – 8 listopada o godz. 16:49 297
    Kapitalizm jest samą esencją ssyństwa. 🙁

  47. Jasne, że można to sprawdzić. Ale trzeba tez uwzględnić jak kapitał nauczył się zerować na „welfare”. jest na to nawet termin „corporate welfare”. Pisałem o tym w teksćie o opodatkowaniu bogatych kilka POLITYK temu..

  48. @abchaz z 8 listopada o godz. 16:15 296
    Miło mi, że bierze Pan do „kupy” mnie, i młodszego ode mnie Wieśka59 jako znawców ekonomii, czyli nauki społecznej o gospodarce. Pan zaś, jako dokończony ekonometrysta z początku lat sześćdziesiątych, jest przekonany,, iż Karol Marks -filozof, ekonomista i socjolog oraz Jefrey Sachs – amerykański finansista i prof. dr. hab. Leszek Balcerowicz – absolwent Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie, twórca polskiej odmiany neoliberalnej teorii, która stała się podstawą „szokowej teorii i praktyki”, która nazywana jest od grudnia 1989 r. „Planem Balcerowicza”, że są autorami teorii „g” wartych. Myślę, że zdobyta przez Pana wiedza z lat 60. wymaga odnowienia i lektury prac takich uczonych jak np.J. M. Keynesa – dotycząca zatrudnienia, procentu i pieniądza USA w latach 30-40 XX wieku lub profesora Johna Kennetha Galbraitha ” Ekonomia w perspektywie. Krytyka historyczna” – wydana w Bostonie w 1987 r. Obie te prace dadzą Panu szersze spojrzenie na początek rozwoju kapitalizmu i trwający od lat siedemdziesiątych jego upadek.
    Nawiasem mówiąc, czy Pan wie, że profesor Leszek Balcerowicz od kilku miesięcy reformuje gospodarkę i finanse Ukrainy, kierując na prośbę prezydenta Petroszenki polską ekipą ratunkową?

  49. @ Ispi
    Ludzie niepodzielajacy Twojej wizji swiata musza byc , rzecz jasna, ignorantami. Czujesz sie medrcem wsrod niedouczonych. Tymczasem sam wielu rzeczy z dziedziny ekonomii i historii gospodarczej nie wiesz i nawet nie starasz sie wiedziec majac przekonanie, ze juz swietnie rozumiesz swiat.
    Na jakiej podstawie przypisujesz mi popieranie rzadow PiS? Musisz miec niezly balagan w glowie mieszajac analize gospodarki rynkowej, ktorej nieudolnym przykladem jest artykul pana Wosia, z biezaca polityka i to akurat w Polsce.
    Twoje wywody wskazywalyby, ze to wlasnie Tobie jest dosyc blisko do PiS. Juz wielu zauwazylo, ze ekstrema prawicy i lewicy sie lacza.

  50. Rafał Woś – 8 listopada o godz. 17:13 302
    Tyle, że to „corporate welfare” polega na tym, że pracują nań nie tylko niżsi rangą pracownicy korporacji, ale także i ich klienci. A wiele takich korporacji jest przecież de facto monopolistami, np. w Polsce KGHM, mający monopol na wydobycie miedzi, a więc fundujący swoim prezesom i dyrektorom wielomilionowe premie właściwie za nic – tylko za to, że zasiadają oni w zarządzie albo dyrekcji tegoż KGHM. Podobnie jest też z NPB – monopolistą w dziedzinie emisji gotówki i ustalania stóp procentowych i kursów wymiany złotówki na inne waluty, a który w teorii jest niezależny od rządu, choć jego zarząd pochodzi z politycznej nominacji aktualnej władzy wykonawczej. I pomimo iż ten bank nic realnego nie produkuje, poza wirtualnym pieniądzem, to jego zarząd opływa w dostatki, w bardzo przecież biednym, jak na Europę, kraju, jakim jest dzisiejsza Polska.

  51. kruk – 8 listopada o godz. 17:26 304
    Znów tylko ad personam?

  52. @ maly fizyk
    Uwazasz, ze kapitalizm i demokracja do siebie pasuja. Ale medrcy zajmujacy najwiecej miejsca na tym blogu twierdza, ze demokracji nie ma. Jednoczesnie wydaja sie byc jej zwolennikami, co jest wprowadzeniem jakiegos pojecia alternatywnego w stosunku do demokracji jaka znamy. Obawiam sie, ze oto wracamy do demokracji „ludowej”. Moze tylko ten przymiotnik zmieni sie na jakis inny.

  53. Taki drobny, praktyczny przyczynek do naszych dywagacji…..

    500+ spowodowało kilka pozytywnych efektów w strefie popytu konsumpcyjnego.
    Czyli- wzrosło nam PKB.

    Spadły natomiast zyski banków, czy instytucji parabankowych, lombardów.
    Tu PKB spadło.

    Co jest korzystniejsze z punktu widzenia rozwoju kraju?
    położenia materialnego ludności?
    Lepszy jest podatek od lichwy, czy handlu i produkcji?
    Jak wpłynie to na przestępczość?
    Zdrowotność?
    Usługi?

    Takie pytania powinien zadać sobie ekonomista i polityk, zajmujący się gospodarką, czy tworzeniem prawa.
    Być może, takie odpowiedzi powinny być generowane przez modele matematyczne, jakieś algorytmy.
    Każda decyzja ekonomiczna rodzi konkretne społeczne skutki.

    Oczywiście, wypowiadam się jako oczytany laik, znający nieco psychologię i socjologie.
    A przede wszystkim, społeczne realia.
    Niejedna decyzja naszych „światłych” czy oswieconych inaczej, wpływała na los milionów im poddanych.
    Takich niuansów jak podwyższenie cen transportu publicznego, kosztów wody, ciepła, nasi wybrańcy w służbowych limuzynach nie dostrzegają.

  54. kruk
    8 listopada o godz. 17:40 307

    W zasadzie, w żadnym kraju świata nie ma demokracji bezprzymiotnikowej.
    Jest mniej lub bardziej przedstawicielska.
    A ci przedstawiciele w imieniu Narodu, lub jedynie swoich wyborców, degustują „frukta władzy”…….

    W krajach małych, można patrzeć im na ręce.
    W dużych, jest to niewykonalne.

    Zamiana takiego przedstawiciela w marionetkę sterowaną czyjąś kiesą, to standard.
    Od unijnych komisarzy poczynając, skończywszy na premierach, posłach, ministrach.
    A przeciez ci ludzie mają potężny wpływ na politykę państwa, ekonomię, społeczeństwo i jego poziom życia.
    Żon Cezara raczej tu nie ma…..
    Korupcja jest immanentną cechą społeczeństw.
    Nie tylko Wschodu, ale i Zachodu.
    Tyle że na wschodzie jest to zinstytucjonalizowane, określone normami zwyczajowymi.
    Na zachodzie jest to wolna amerykanka.

  55. lspi
    8 listopada o godz. 17:24 303
    Jestem w kłopocie bowiem nie mogę zaprzeczyć,ze moja wiedza wymaga odnowienia lecz jednocześnie ,w zwiazku z malejącymi zdolnosciami percepcji ,muszę ograniczać obciążenia percepcyjne.Mówiąc wprost nie mogę ich obciążać wiedzą zaprzeszłą ,zdyskwalifikowaną historycznie.Pozostawiam to mułom przywiązanym do historii z braku istotnego innego przywiązania.
    Pozdrawiam

  56. @ maly fizyk
    Zgadzam sie z Twoja wizja gospodarki jako organizmu w procesie ewolucji. I to sie ujawnia rowniez w teoriach ekonomicznych. Rozwoj gospodarczy prowadzi do nowych zjawisk, ktore ekonomisci staraja sie zrozumiec i tworza nowe modele nie w sluzbie jakiejs ideologii ale po to, zeby przewidywac skutki rozmaitych wydarzen. Roznic w ocenie wydarzen nie mozna uniknac, jednak pozytywna nauka ekonomii tym sie rozni od stronniczych pogladow, ze moze byc podstawa do trafnych prognoz.
    Problemem ekonomii jest to, ze jej przedmiot badan ulega zmianom w krotkich okresach, ekonomia to nie fizyka. Gwaltowne zmiany dzisiaj nastepujace prognozy bardzo utrudniaja. Ale, jak powiadasz, dzialaja obiektywne mechanizmy dostosowawcze. Poki komus nie przyjdzie do glowy wywracac swiata do gory nogami.

  57. @ wiesiek59
    Czyli demokracja jest jako tako mozliwa tylko w malych krajach. Ciekawa teza.
    Ciekawe rowniez jest Twoje podejscie do korupcji. Mysle, ze to, co nazywasz wolna amerykanka w korupcji tym sie rozni od korupcji zinstytucjonalizowanej, ze czesto bywa ujawniana i karana dzieki czwartej wladzy, czyli niezaleznym mediom. Obawiam sie jednak, ze dla Ciebie niezalezne media to tez tylko jakas zluda.

  58. kruk
    8 listopada o godz. 18:54 312

    jedynie Islandia ukarała bankierów i odwołała skorumpowany rząd.
    Jakimś dziwnym trafem, inne kraje nie karzą decydentów.
    Co najwyżej, decydenci przechodzą do sektora prywatnego z politycznego.
    Karane sa co najwyżej grzywną instytucje, płacą udziałowcy, nie winni.
    Nie widzisz tego zjawiska, dość powszechnego w naszym swiecie?

    O kwestii wolności i niezależności mediów, szkoda nawet dyskutować.
    Właściciel, czy wydawca, zamieszcza wszystko co zamarzy reklamodawca.
    I w miarę koncentracji właścicielskiej, proces będzie się potęgował.
    Liczy się ZYSK, nie miarodajność…..

    Są to oczywiscie moje subiektywne wnioski, w oparciu o własne przemyślenia i zasób wiedzy. Byc może dyskusyjne.
    Ale, do tego powinny służyć blogi moim zdaniem.
    Wymiany myśli, poglądów, wiedzy, przemysleń.

    Sam możesz ocenić, jaki masz wpływ na własnego przedstawiciela.
    Jaka jest wiarygodność głównych kanałów informacyjnych.
    I wyrobić sobie własne zdanie……

  59. abchaz
    8 listopada o godz. 18:36 310

    Historia magistra vitae……

    Pierwszym symptomem upadku imperiów, czy krajów, sa problemy płatnicze i psucie pieniądza.
    Od tej reguły, nie było dotychczas wyjątków.
    Zerknij na obecny swiat i sam oceń, na jakim jest etapie.

    W starożytności, niemożność utrzymania armii z podatków wpływających od obywateli, powodowała upadek władzy, zabór ziem przez kraje będące w stanie zbilansować koszty utrzymania adekwatnych sił zbrojnych.
    W ostateczności, uciekano się do fałszowania pieniądza, zawartości złota i srebra w stopie tworzacym monetę.

    Obecnie, ucieka się do dodruku, co jedynie opóźnia kolaps systemu.

    Odejście od parytetu złota, Bretton Wood, spowodowany był serią wojen których koszt podważył welfare state.
    Od tego czasu, tych wojen było sporo…..
    I to jest problem krajów zachodnich.
    Zyski z nich nie pokryły ich kosztów, co w czasach dawniejszych było ich głównym celem.

    Dlaczego tak się stało?
    Bo zyski z wojen zostały sprywatyzowane, koszty uspołecznione……

    Ps.
    Chiny nie prowadzą wojen.
    Maja nadwyżki w handlu zagranicznym i budżetowe.
    Złoto całego prawie świata w postaci fizycznej, płynie do nich.
    Duplikują instytucje dotychczas funkcjonujące jedynie w krajach zachodnich, wprowadzaja jako walute światową, własną.
    I to bez jednego wystrzału……

    To też ekonomia, a raczej ekonomika wysiłku…..
    Tyle że wymaga to planowania na dekady.
    O czym nie ma bladego pojęcia Zachód z ta demokracją liczoną co najwyżej na kadencję.
    Ani żaden CEO zachodniej korporacji, zapatrzony w bilans kwartalny, którego wynik daje mu premię lub nie.

    Państwo nie może być korporacją nastawioną na krótkookresowy zysk nielicznych.
    Raczej na długookresowe prosperity WSZYSTKICH obywateli.
    Zainteresowanych w razie potrzeby jego obroną i płaceniem nawet krwią za jego przetrwanie.
    Tego „wolni najmici” nie zrobią, chyba że jako dobrze opłacani najemnicy……

  60. @kruk
    8 listopada o godz. 17:40 307

    Zauwazylem jeszcze inne niespojnosci, np. kapitalizm upada od lat 70-tych. Ale w Chinach rozwija sie swietnie. Albo demokracja szlachecka z liberum veto.

    Moglbym te niespojnosci zrozumiec, jesliby ich autorzy pojmowali demokracje i kapitalizm jako systemy ewolucyjne i adaptacyjne. Ale tak sie tylko dziwie.

  61. mały fizyk – 8 listopada o godz. 19:58 315
    1. Ile lat upadało Cesarstwo Rzymskie? Il lat upadało Bizancjum? Ile lat upada Imperium Brytyjskie, które wciąż ma przecież resztki swoich kolonii, nawet w Europie (Północna Irlandia i Gibraltar plus całkiem spore, eksterytorialne bazy na Cyprze).
    2. Demokracja może współistnieć z liberum veto. Tak samo jak kapitalizm może współistnieć z krwawą dyktaturą (III Rzesza Hitlera, Hiszpania Franco, Portugalia Salazara, Chile Pinocheta etc.).
    3. Demokracja jest tylko ideą, podobnie jak chrześcijaństwo czy komunizm, a kapitalizm jest jak najbardziej realnym systemem, a więc nie wymieniaj ich jednym tchem. 😉

  62. @jakowalski
    8 listopada o godz. 20:17 316

    ” Demokracja jest tylko ideą, podobnie jak chrześcijaństwo czy komunizm”

    No to, tez sobie zazagluje:
    „Kapitalizm jest tylko ideą, podobnie jak chrześcijaństwo czy komunizm. A to co w rzeczywistosci mamy jest tylko uzurpacja idei.”

    Ciekawe dokad ta dyskusja teraz poprowadzi 😉

  63. @ kruk z 8 listopada o godz.18:36 310
    Rozumiem, że absolwentowi studiów ekonometrycznych z lat sześćdziesiątych XX wieku może sprawiać jakieś trudności zajmowanie się ekonomią w kontekście powszechnej historii gospodarczej. Radzę zatem Panu przeczytanie interesującej książki autorstwa francuskiego ekonomisty Thomasa Piketty’ego zatytułowanej ” Kapitał w XXI wieku”. Książkę te opublikowało Wydawnictwo Krytyki Politycznej w 2015 roku. Jest ta praca dostępna do dzisiaj w księgarniach. Kupiłem ją w lipcu ubiegłego roku za 79,90 zł.
    Życzę przyjemnej lektury i nie sądzę, aby ta książka zbytnio obciążała Pańskie zdolności percepcyjne. Pozdrawiam, lspi.

  64. Kruk
    – 8 listopada o godz. 17:40 307
    Przecież wyraźnie napisałem, że kapitalizm i demokracja do siebie NIE pasują i że prawdziwa demokracja jest tylko abstrakcyjną ideą, niemożliwą do osiągnięcia, taką jak prawdziwa czyli idealna sprawiedliwość i że ja NIE jestem zwolennikiem demokracji, a merytokracji. Bądź więc przynajmniej uczciwy w tym, co tu wypisujesz.
    – 8 listopada o godz. 18:41 311
    Nie ma czegoś takiego jak niezależna od ideologii i polityki teoria ekonomii, jako że ekonomia jest nauką społeczną. Obecnie nam znana teoria ekonomii nie może być zaś podstawą do trafnych prognoz, jako że ekonomia nie jest jeszcze nauką ścisłą, taka jak fizyka, astronomia czy nawet meteorologia.

  65. Kruk – 8 listopada o godz. 18:54 312
    Tak, prawdziwa demokracja, czyli bezpośrednia możliwa jest tylko w bardzo małych krajach. Duże są zbyt skomplikowanymi systemami, aby mogły one. funkcjonować jako prawdziwe demokracje, o czym wiedzieli już Ojcowie Założyciele USA, konstruując Konstytucję tego państwa tak, aby nigdy nie była w nim możliwa demokracja prawdziwa, czyli bezpośrednia, jako że ich zdaniem, zresztą słusznym, doprowadziła by ona do anarchii a tym samym do chaosu i tym samym do końca marzeń o niepodległości Nowej Anglii.
    Poza tym, to korupcja w USA jest od dawna zinstytucjonalizowana przez istnienie tzw. lobbies, które polegają przecież na przekupywaniu polityków. Nie ma też czegoś takiego jak niezależne media, jako że zawsze ktoś za nie płaci, a who pays the piper, calls the tune.

  66. @jakowalski
    8 listopada o godz. 20:41 319

    „Obecnie nam znana teoria ekonomii nie może być zaś podstawą do trafnych prognoz”

    I z tym sie zgadzam. Szczegolnie jezeli chodzi o prognozy dlugoterminowe.

    A wiec pytam sie skad ta prognoza, ze kapitalizm padnie i to juz niedlugo?

  67. Wiesiek59
    – 8 listopada o godz. 17:46 308
    Każda decyzja ekonomiczna rodzi konkretne społeczne skutki. Ale ortodoksyjni ekonomiści nie chcą tego zauważyć. A rachunek płacą za ich błędy ludzie pracy, tak jak to było w Polsce po błędnych, ideologicznie uwarunkowanych decyzjach Balcerowicza, na skutek których miliony Polaków straciły pracę i zmuszone zostały do wyjazdu z Polski.
    – 8 listopada o godz. 19:36 314
    Odejście od parytetu złota, i od Bretton Wood, spowodowane było serią wojen których koszt podważył welfare state. A najważniejsza z tych wojen to była sromotnie przegrana przez USA wojna z malutkim w porównaniu do Stanów Zjednoczonych Ameryki i bardzo biednym Wietnamem.
    A że współczesny kapitalizm polega na prywatyzacji zysków i upaństwowieniu kosztów i strat poniesionych przez sektor prywatny, to dni kapitalizmu są od dawna policzone, jako że nie ma on już dziś nic wspólnego z pierwotnym, XIX-wiecznym kapitalizmem, którym tak się fascynował Karol Marks.
    Kapitalizm zaczął na dobre upadać wtedy, kiedy zarzucił on planowanie na przyszłość i funkcjonuje on od lat 1980. tylko w bardzo ograniczonym horyzoncie czasowym – sektor prywatny w perspektywie góra 1 roku finansowego, a rządy w perspektywie najbliższych wyborów, czyli w USA w perspektywie zaledwie 2 lat.

  68. mały fizyk – 8 listopada o godz. 20:49 321
    Miałem na myśli głównie prognozy finansowe i przewidywania co do przyszłorocznego PKB, przyszłorocznej zmiany CPI czy też przyszłorocznej stopy bezrobocia. A to, że kapitalizm musi upaść, to nie jest prognoza, to jest pewnik wynikły z analizy jego istoty oraz jego dynamiki w okresie od jego powstania w okolicach XVII wieku do dziś.

  69. @ kruk z 8 listopada o godz. 18:36 304
    Szanowny Panie o nicku „kruk”,
    ze zdziwieniem przeczytałem Pański wpis na blogu redaktora Rafała Wosia „Nowy Atlas Ekonomiczny” w odcinku zatytułowanym „Skąd się biorą populiści? Bo kapitał tłucze pracę.”,w którym Pan mnie zaatakował ad personam. Napisał Pan bowiem, że (cytuję):
    – „Czujesz się mędrcem wśród niedouczonych”;
    – „Na jakiej podstawie przypisujesz mi popieranie rządów PiS?”;
    – „Twoje wywody wskazywały, że to właśnie Tobie jest blisko do PiS. Już wielu zauważyło, że ekstrema prawicy i lewicy się łączą.” (koniec cytatu)
    Nie wymagam od Pana żadnych przeprosin, gdyż sądzę iż brakuje Panu wyniesionej z domu kindersztuby. Sądzę też, że braki wiedzy ekonomicznej, społecznej i socjologicznej zakrywa Pan personalnym atakiem na swoich oponentów.
    Oświadczam, więc że nie będę czytał Pańskich komentarzy na blogach „Polityki” i nie będę więcej reagował na nowe ataki.

  70. mały fizyk – 8 listopada o godz. 20:29 31
    Napisałem chyba wyraźnie, że kapitalizm jest bytem jak najbardziej realnym, w odróżnieniu od demokracji, która jest tylko bytem idealnym, a więc wirtualnym. Przecież instytucje kapitalistyczne, takie jak pieniądz, procent, banki, weksle (oraz czeki, będące rodzajem weksli), firmy ubezpieczeniowe, firmy spedycyjne i logistyczne, spółki z o.o. i spółki akcyjne czy też, last but not least, giełda istnieją jak najbardziej realnie, w odróżnieniu od demokracji czy też sprawiedliwości, które są przecież tylko typowymi ideami, mającymi więc tylko byt byt wirtualny, tak samo jak np. Bóg.

  71. @jakowalski
    8 listopada o godz. 21:20 325

    Przeciez te istniejace „instytucje kapitalistyczne, takie jak pieniądz, procent, banki, weksle (oraz czeki, będące rodzajem weksli), firmy ubezpieczeniowe, firmy spedycyjne i logistyczne, spółki z o.o. i spółki akcyjne czy też, last but not least, giełda” nie maja nic wspolnego z ich kapitalistycznymi idealami.

    To tylko wypaczenia tej swiatlej idee i tego bytu idealnego i wirtualnego 😉

  72. Ispi
    8 listopada o godz. 21:11
    Nie unoś się – młodzi już tak mają, ze są zarozumiali w swej wiedzy.
    Ty zapewne 40-50 lat temu też taki byłeś.
    Ja zresztą także. Odpowiadałem ojcu – „co mi tam tata będziesz gadał- skończyłeś przedwojenną zawodówkę, kilka kursów po wojnie a ja już mgr inż !”
    Ojciec 50 lat temu mawiał, że „żółta rasa zaleje świat” a ja mu na to, że jak tylko Chińczyki ruszą, to Ruskie rzucą kilka atomówek i „fertig”. Bo wydawano mi się, że Chińczycy uczynią to na wzór mongolskich ord Czyngiz Chana. Dzisiaj wyraźnie widać , ze ten zalew ma miejsce tylko jego forma jest inna a ja przyznaję, że jednak ojciec miał rację.
    Niedawno od swojej córy, prawie 40-letniej po raz pierwszy usłyszałem – a jednak tato miałeś racje.
    Po prostu do tego się dorasta ( choć nie zawsze).
    Lubię oglądać „Jednego z dziesięciu”. Wyraźnie tam widać , że starsi uczestnicy ( 50+) z reguły więcej wiedzą niż młodzi.
    To sprawa doświadczenia.
    Zatem proszę Cię – bądź nieco bardziej wyrozumiały.

  73. strasznie ciężko dyskutować z wyznawcami wolnego rynku…..

    O jego nieistnieniu, świadczy choćby objetość porozumień o liberalizacji handlu.
    TPP wymagał ponoć 16 000 stron- uzgodnień ceł, taryf, kontyngentów, norm.
    Wolny rynek wymagający takich drobiazgowych ustaleń, to zdaje się Yeti obecnych czasów.

    Te wszystkie regulacje mające być zniesione, chroniły rynek wewnętrzny, miejsca pracy, lokalne sposoby produkcji, jakość wyrobów, zasoby krajowe, i setki innych wypracowanych przez pokolenia wartości LOKALNYCH.

    Obecnie- byc może- przyjdzie gigant z zewnątrz.
    I wywróci na nice lokalny układ współzależności ekonomicznych, dla zmaksymalizowania własnego zysku.
    Tubylcy będą efektywniejsi, bardziej produktywni.
    Z prostego względu.
    Większość z nich nowe warunki zepchną poza nawias ekonomii legalnej.
    Zostaną bandytami, emigrantami, mieszkańcami slumsów.
    Walka o byt dla nielicznych skończy się sukcesem.
    Większość skończy w rynsztoku.

    I o taką cywilizację walczą piewcy globalizmu i wolnego rynku.
    Rynsztok…..

  74. Jakowalski alias Keller naprodukował wierszówki (ktoś za to płaci?), dzięki czemu wszelka możliwa dyskusja jest zablokowana zalewem pustosłowia i podobna jest strategia literacka Wosia, która nawiasem mówiąc może być dobrą strategią biznesową dla modnego dziennikarza.

    Ja mam trzy proste pytania:
    1. Czy Woś słyszał o zmianach demograficznych i ich wpływie na gospodarkę?
    2. Czy wzrost wynagrodzeń 90 % ludzkości w ciągu ostatnich 30 lat też Woś wytłumaczy stacjonowaniem Armii Czerwonej nad Łabą 50 lat temu? Bo jeśli nie, to może teoria o cudownym wpływie czołgów na wynagrodzenia może się okazać humbugiem.
    3. Czy ‚kapitałem’ nie są fundusze emerytalne, w których udziały ma większa część społeczeństw bogatego zachodu? A jeśli tak, to może ten złowrogi ‚kapitał’ to po prostu zwykli ludzie, w szczególności pracownicy? Co by w języku Wosia znaczyło, że ‚praca’ ‚tłucze’ samą siebie.

    A Woś ‚tłucze’ wierszówkę, razem z Kellerem. Jednym słowem poezja.

  75. KrzysztofMazur
    8 listopada o godz. 22:07 329

    Z tego co ja czytam, większość funduszy emerytalnych świata zachodniego wyparowała.
    Obecne oprocentowanie obligacji rządowych- znacząca część funduszy emerytalnych- nie przynosi albo daje bardzo małe zyski.
    cześć obligacji ma wręcz ujemne oprocentowanie.`

    Mamy nadmiar kapitału, mocy produkcyjnych, w stosunku do globalnego popytu.

  76. @jakowalski wszystkie komentarze z 8 listopada 2016 roku
    Pańska wiedza ekonomiczna, społeczna, polityczna i socjologiczna jest imponująca. Komentarze, które Pan zamieszcza od dawna na różnych blogach tygodnika „Polityka” dowodzą, że Pański doktorat z ekonomii zdobyty na australijskiej uczelni (nazwy jej nie pamiętam) po studiach w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie dają możliwość prowadzenia merytorycznej dyskusji na nowym blogu redaktora Rafała Wosia „Nowy Atlas Ekonomiczny”. Osobiście chętnie biorę udział w kolejnych odcinkach rozmów na tym blogu, gdyż mogę podzielić podzielić się z blogerami wiedzą zdobytą w czasie studiów w Wyższej Szkole Ekonomicznej we Wrocławiu (później pod nazwą Akademii Ekonomicznej im Oskara Langego, zaś dziś Uniwersytetem Ekonomicznym). WSE w latach 70. i 80. XX wieku była trzecią w rankingu uczelni w Polsce po SGPiS i WSE w Katowicach. Do dzisiaj pamiętam znakomite wykłady prof. dr hab. Józefa Popkiewicza – autora m.in. „Zniżkowej stopy zysku w kapitalizmie”, rektora WSE i teoretyka ekonomii, prof. dr hab. Józefa Kalety z finansów, prof.dr hab Zofii Szapajtis z socjologii, prof. dr hab. Tadeusza Krawczewskiego z historii powszechnej myśli ekonomicznej, prof.dr hab. Bartosiewicz z ekonometrii, prof.dr hab. Statmillera z rachunkowości czy dr.hab. Łory Kustrzeby z filozofii. Wiedza ta była dla mnie bardzo przydatna w blisko czterdziestoletniej pracy zawodowej. Po przejściu przed 9 laty na emeryturę dała mi teoretyczne podstawy do dyskusji na różnych forach dyskusyjnych w Polskim Towarzystwie Ekonomicznym i pisaniu komentarzy na różnych blogach „Polityki” i innych blogach internetowych. Myślę, że blog, który założył przed kilkoma miesiącami redaktor Rafał Woś daje szanse na ciekawe dyskusje wszystkim zainteresowanym ekonomią w dzisiejszym zglobalizowanym świecie oraz w naszym kraju, który zmienia swój ustrój społeczno-gospodarczy ze społecznej gospodarki rynkowej, opisany w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. na nowy, jeszcze nie zdefiniowany politycznie, gospodarczo i społecznie ustrój. Ta przebudowa ustrojowa ma roboczą nazwę „dobra zmiana” i trwa od wyborów parlamentarnych z 25 października 2015 r.

  77. KrzysztofMazur
    8 listopada o godz. 22:07
    Te 90% wzrostu w ciągu 30 lat daje nam coroczny wzrost o 2% zatem nie jest jakiś szokujący wynik.
    Od momentu powstania u nas OFE trafiło do nich ok. 280 mld zł.
    Na blogu dra Kasprowicza niejaki andrzej52 – prywatny przedsiębiorca pisze, iż za 200 tys. zł jest w stanie stworzyć cztery, dobrze płatne miejsca pracy. Z 280 mld zł to byłoby 5 600 000 nowych , dobrze płatnych miejsc pracy.
    Pokażesz mi gdzie one są ?
    Tu – w Polsce ?
    Emerytom do życia niezbędne jest pożywienie, odzież, energia, woda leki i wiele innych rzeczy i usług, które są na bieżąco wytwarzane i konsumowane. Gospodarka a właściwie ludzie aktywni zawodowo muszą to realnie wytworzyć w ilości niezbędnej do zaspokojenia potrzeb wszystkich – nie tylko tych co pracują ale także tych co jeszcze nie pracują oraz tych, co już nie pracują.
    Jeżeli wydolą tyle wytworzyć, to niepotrzebne będą emeryckie oszczędności – dostana to, co potrzebują. Jeśli zaś nie zdoła tyle wytworzyć to w I-szej kolejności zaspokojone będą potrzeby pracujących by mieli siły pracować, w drugiej – tych co jeszcze nie pracują ale niedługo zaczną natomiast dla tych co już nie pracują i którzy są w tej sytuacji kłopotliwym balastem pozostanie Narayama.
    A praktycznie ich oszczędności zeżre inflacja.
    Ja prawie 40 lat temu pół mojej miesięcznej pensji „zainwestowałem w papiery wartościowe” – po 30 latach zaoferowano mi za nie równowartość wynagrodzenia za 20 SEKUND pracy tj 0,007% wartości początkowej.

  78. @ kaesjot z 8 listopada o godz. 22:51 332
    Pańska odpowiedź na komentarz blogera Krzysztofa Mazura, który zadał 3 pytania i jednocześnie obraził red. Rafała Wosia oraz blogera @jakowalski, jest precyzyjna, dobrze merytorycznie sformułowana ekonomicznie i poparta dowodami ze sfery praktyki gospodarczej funkcjonowania funduszy emerytalnych.
    Pozdrawiam, lspi.

  79. @wiesiek59
    8 listopada o godz. 22:04 328
    „strasznie ciężko dyskutować z wyznawcami wolnego rynku…..”

    Bo trodno sie polapac o ktory chodzi. O ten idealny (wirtualny) na wzor definicji jakowalskiego? Albo o ten realny, ktory nie istnieje? 😉

  80. @jakowalski
    8 listopada o godz. 21:07 323
    „… A to, że kapitalizm musi upaść, to nie jest prognoza, to jest pewnik wynikły z analizy jego istoty oraz jego dynamiki w okresie od jego powstania w okolicach XVII wieku do dziś.”

    Nie przekonuje mnie to, bo:
    – „pewnik wynikły z analizy”. A skad wiesz, ze ten model kapitalizmu i jego analiza jest prawidlowa? A nawet jezeli kapitalizm rzeczywiscie padnie, to niekoniecznie z tych prognozowanych powodow.
    – „jego dynamiki…. do dziś”. To tak jakby z przeszlego rozwoju jakiejs gieldy prognozowac jej przyszle wyniki.

  81. @ Ispi
    Wpisu o godz. 18.36 310 dokonal @Abhaz. Jednak chetnie przyjmuje Twoja oferte niereagowania na moje komentarze. I obiecuje sie odwzajemnic.

  82. mały fizyk – 9 listopada o godz. 0:12 335
    Krótko:
    1. Moja analiza oparta jest na znajomości kapitalizmu „od podszewki”, czyli od strony mechanizmu jego działania, a nie tylko od strony jego zewnętrznego blichtru, którym się zachwycają jego zwolennicy.
    2. Poza tym, to wyjaśnię ci to na przykładzie: ze znajomości dynamiki położenia Ziemi względem Słońca, można przewidzieć i to dokładnie jej przyszłe położenie, jako że ruchy Ziemi, w odróżnieniu od ruchów na giełdzie, NIE są przypadkowe, a wszystkie długoterminowe trendy wskazują, że kapitalizm traci swą dynamikę rozwoju i tym samym skazany jest na upadek, tak samo jak na upadek na Ziemię skazane jest każde ciało poruszające się z szybkością mniejszą niż 7,91 km/sek czyli 28476 km/h.

  83. mały fizyk – 8 listopada o godz. 23:36 334
    Idealny wolny rynek jest tylko ideą, tak jak idealny gaz czy też absolutna (idealna) próżnia, ale tak samo jak przez próżnię rozumiemy w praktyce stan, w którym w danym miejscu występuje bardzo niskie ciśnienie gazu (na ogół poniżej 300 hPa czyli 1 mbar), to przez wolny rynek rozumiemy w praktyce rynek, który nie jest dokładnie kontrolowany przez państwo, a on istnieje przecież w wielu miejscach na świecie.

  84. Kaesjot – 8 listopada o godz. 22:51 332
    Za 200 tys. zł to da sie utworzyć ledwo jedno, niezbyt wysoko płatne miejsce pracy. Oto garść danych:
    FIRMA WARTOŚĆ INWESTYCJI LICZBA MIEJSC PRACY KOSZT UTWORZENIA MIEJSCA PRACY
    Rhodia Polyamide Polska 309 mln zł 50 6.18 mln zł
    Motorola 0.5 mln zł 150 3 333,00 zł
    Infosys 2, 47 mln zł 260 9 503, 86 zł
    Valeo 130 mln 513 53 411,31 zł
    LEK S.A. 125 mln zł 268 466 417,91 zł
    pomysloprzyszlosci.org/warto-wiedziec/ciekawe-dane/koszt-tworzenia-miejsca-pracy
    W firmie produkującej okna dachowe stworzenie jednego miejsca pracy to koszt ok. 500 tys. zł.
    inteligentnyportfel.pl/htmlpl/15.php
    Koszt jednego miejsca pracy w transporcie to jest 400 tysięcy złotych.
    naosi.pl/koszty-miejsca-pracy-kierowcy

  85. mały fizyk – 8 listopada o godz. 21:52 326
    Jak sobie wyobrażasz kapitalizm bez kapitału, a więc bez pieniądza i bez instytucji temu pieniądzu służących, takich jak procent, banki, giełdy etc.?

  86. Krzysztof Mazur – 8 listopada o godz. 22:07 329
    Generalnie: Znów tylko ad personam? I co to ciebie obchodzi czy ktoś mi płaci czy też nie, za to co ja piszę na tym blogu? Ja się przecież ciebie nie pytam, kto ci płaci za to, co ty tu wypisujesz.
    1. O jakich zmianach demograficznych piszesz? Ilościowych czy jakościowych?
    2. Mylisz też wzrost płac nominalnych ze spadkiem płac realnych.
    3. Fundusze emerytalne są funduszami wirtualnymi, które NIE są inwestowane w realnym sektorze gospodarki, a więc one nic realnego nie przynoszą ludziom pracy, jako że one służą głównie do bezproduktywnego, a więc szkodliwego dla gospodarki spekulowania na giełdzie.

  87. Wiesiek59 – 8 listopada o godz. 22:15 330
    W kapitalizmie rynkowym normalnym stanem jest nadmiar mocy produkcyjnych, w stosunku do globalnego popytu a więc też i bezrobocie.

  88. Lspi – 8 listopada o godz. 22:38 331
    Ja też uważam, że że blog, który założył niedawno redaktor Rafał Woś daje szanse na ciekawe dyskusje wszystkim zainteresowanym ekonomią w dzisiejszym zglobalizowanym świecie oraz w naszym kraju. Ale tzw. społeczna gospodarka rynkowa to jest przecież masło maślane, czyli czysta tautologia, jako że nie ma przecież gospodarki, która nie byłaby społeczna, gdyż że nie interesuje nas tu przecież gospodarka Robinsona Crusoe z okresu przed pojawieniem się na jego wyspie Piętaszka czyli Man Friday.

  89. Kaesjot – 8 listopada o godz. 22:51 332
    Za te 280 mld zł utopionych w spekulacyjnych OFE to można by utworzyć niemalże milion miejsc pracy, a więc w praktyce zlikwidować w Polsce bezrobocie (szacuję tu koszt dobrego miejsca pracy na pomiędzy 500 tysięcy a milionem zł.).
    Patrz też moje opracowania na ten temat takie jak np.:
    – „Otwarte Fundusze Emerytalne – zabezpieczenie na przyszłość czy piramida finansowa?” w: Tomasz Bernat (red.) „Teoretyczne i praktyczne aspekty funkcjonowania gospodarki”, Szczecin: Uniwersytet Szczeciński, 2009;
    – „Private Pension Funds in Poland” – SEER (Journal for Labour and Social Affairs in Eastern Europe) Nr. 1/2011;
    – „Recent Problems with Private Pension Funds in Poland” – Monthly Report of the Vienna Institute for International Economic Studies (WIIW) Nr 4 of 2011.

  90. @Rafał Woś – gospodarz blogu „Nowy Atlas Ekonomiczny” i redaktor tygodnika „Polityka”.
    Z zainteresowaniem i uwagą przeczytałem artykuł „Banki dobre na bańki” w najnowszym numerze ” POLITYKI. Zgadzam się z opinią Pana redaktora, że banki spółdzielcze nie są i nigdy nie były cool, co nie znaczy, iż trzeba je skazywać na wymarcie dinozaury. Podobnie,jak Pan uważam, że jest w nich nadzieja na zbudowanie nad Wisłą i Odrą kapitalizmu z ludzką twarzą.
    Podane w tym artykule przykłady funkcjonowania i ratowania dużych banków spółdzielczych przez szefów Narodowego Banku Polskiego, Komisję Nadzoru Finansowego i Bankowego Funduszu Gwarancyjnego pokazują niepokoje o los tego sektora polskich finansów w aktualnej fazie zmian gospodarki III RP. Na pytanie, dlaczego padają niektóre banki spółdzielcze założone jeszcze przed II Wojną Światową, odpowiada Pan, iż są małe.” Banki spółdzielcze są lokalne, a w lokalnej społeczności informacje (o ich zagrożeniu upadłością – dopisek mój lspi) rozchodzą się szybko, przez co łatwo doprowadzić do utraty płynności finansowej” – uważa Anna Szelągowska, badaczka bankowości spółdzielczej ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (dawna SGPiS). Ponadto, o czym nie można zapominać, że Banki Spółdzielcze biją się m.in. ze Skokami na bardzo konkurencyjnym polu, zaś ich rywale dobrze wiedzą, jak słabości bankowości spółdzielczej rozgrywać.
    W dalszej części swego interesującego artykułu red. Woś opisuje inne trudności istniejących w naszym kraju BS, które stanowią ok. 10 % rynku bankowego, przypomina ich historię, ukazuje ich losy w epoce transformacji ustrojowej po 1990 r., a ponadto pisze o ich pozycji społeczno – gospodarczej w okresie „dobrej zmiany” realizowanej przez aktualnie rządzącą ekipę.
    Mam nadzieję, że red. Rafał Woś w następnym artykule na łamach „Polityki” lub na swym wyśmienitym blogu zainteresuje się zamiarami PiS w stosunku do wielkiej spółdzielczości, jaką są spółdzielnie mieszkaniowe. Z rozmów z prezesami tych spółdzielni w moim mieście wnoszę, że jest to łakomy kąsek tortu dla aktualnie rządzącej ekipy partyjno – państwowej. Spółdzielczość mieszkaniowa, podobnie jak spółdzielczość handlowa, może też nadwiślańskiemu wilczemu kapitalizmowi nadać bardziej ludzką twarz.

  91. @jakowalski
    9 listopada o godz. 1:10 337

    Nawet jezeli kapitalizm bylby deterministyczny, to nie znaczy, ze nie jest chaotyczny (vide deterministic chaos https://en.wikipedia.org/wiki/Chaos_theory ). Czego przykladem jest wlasnie gielda.

    Chaosu nie ma tylko w deterministycznych i liniowych teoriach. A kto juz wierzy w liniowa theorie kapitalizmu 😉

  92. qjakowalski
    9 listopada o godz. 1:20 338

    I tu sie znowu zgadzam, ze nalezy rozrozniac np. idee/model wolnego rynku od realnego rynku i nie mieszac tych pojec.

    Dla mnie wynika z tego, ze nie ma sensu krytykowac realnego rynku wytykajac mu np. ze idea wolnego rynku jest niespojna 😉

    Oczywiscie, ze mozna oba rynki krytykowac, ale bez mieszania pojec. No i mozna oba rynki porownywac, zeby sprawdzic w jakim stopniu jakis model odpowiada rzeczywistosci.

    A jesli okarze sie, ze model jest do dupy, to jeszcze nic nie mowi o rzeczywistosci.

  93. jakowalski
    9 listopada o godz. 1:26
    Oczywiście koszty stworzenia jednego miejsca pracy mogą być skrajnie rożne.
    W uruchamianej we Wrześni fabryce VW wynosi on ok. 1,5 mln zł a parę tysięcy zł wystarczy by wyposażyć w niezbędne narzędzia malarza pokojowego.
    Celowo przejaskrawiłem, by uwypuklić znaczenie problemu, by entuzjaści OFE głupot nam nie wciskali.

  94. Generalnie – nie mam dziś czasu, ale oto mój komentarz do wygranej Trumpa (patrz blog Makowskiego):
    1. Polityka USA może angażowała się w sprawy świata, ale tylko broniąc swoich własnych interesów oraz była ona przewidywalna, ale tylko w tym sensie, że przeprowadzała ona kolejne agresje na słabe państwa, które nie chciały się słuchać USA ale nie była ona nigdy racjonalna – patrz np. agresja USA na Wietnam, o którym było przecież wiadomo, że ma on poparcie dwóch mocarstw nuklearnych, czyli ZSRR i ChRL i związana z tym klęska USA w tej brudnej, a z góry przecież przegranej wojnie. Tak więc Ameryka nigdy nie była państwem budującym koalicję na rzecz demokratycznego świata i wolności ani też nie była ona tolerancyjna dla państw, które się z nią nie zgadały (np. dla Kuby).
    2. W USA nie ma podziału na republikanów i demokratów, a, jak wszędzie, na tych, którzy mają pieniądze i tych, którzy ich nie mają. Trump, choć ma pieniądze, to zdołał przekonać Amerykanów, że jest za tymi, którzy ich nie maja, a tych to nawet w USA jest dziś znaczna większość.
    3. Wygrał Trump a przegrała Clintonowa, jak najbardziej zresztą słusznie. A ze elity pieniądza wysunęły Clintonowa, to znaczy, że inni jej kandydaci byli jeszcze bardziej pogrążeni niż Clintonowa w afery już nie tylko finansowe, ale wręcz kryminalne.
    4. Trump słusznie wysunął w trakcie swej kampanii realne problemy, przed jakimi stoją dziś zwykli Amerykanie i między innymi dlatego tez wygrał, i to zdecydowanie. Program Trumpa jest zaś trafiający do zwyczajnych ludzi, żyjących dziś w USA, czyli żyjących w niepewności co do jutra i mających problemy ze spłatą kredytów, ludzi mających bardzo dziś już ograniczone możliwości znalezienia dobrej pracy ale duże szanse utraty obecnej, ludzi obawiających się niemożności opłacenia studiów dla swoich dzieci itd.. Co więcej, raj, który prezydent Trump ma przywrócić w Ameryce, jest stosunkowo prosty do odtworzenia: trzeba wywalić nielegalnych imigrantów, wybudować mur na granicy z Meksykiem, otworzyć pozamykane kopalnie i huty oraz dogadać się z Putinem. Gdybym był obywatelem USA, szczególnie zaś polskiego pochodzenia, to głosował bym na Trumpa, szczególnie, że on, w odróżnieniu od Clintonowej, nie będzie dążył do wojny z Rosją, gdyż ta wojna ani Ameryce ani też Światu wcale nie jest potrzebna.
    5. Oczywiste też jest, że wybór Obamy, wbrew temu, co wielu sądziło, nie zakopał podziałów rasowych w USA. Przeciwnie: on je na nowo ożywił i to był wielki błąd ten wybór Obamy jako że on był przecież bardzo marnym prezydentem,a wydawał się być do zaakceptowania tylko dla tego, że przed nim rządził jeszcze większy od niego głupek, czyli Bush junior. Oczywiste tez jest, że Ameryka aby znów być być wielka, musi być biała a nie kolorowa.

  95. mały fizyk – 9 listopada o godz. 9:54 346
    Giełda jest kasynem, a każde kasyno jest manipulowane przez jego właścicieli.

  96. Kaesjot – 9 listopada o godz. 10:20 348
    Ale ja miałem na myśli tylko takie miejsca pracy, które dają dobry zarobek osobom na nich zatrudnionym. A takie to kosztują dziś w Polsce od około pól miliona PLN wzwyż.
    Pozdrawiam

  97. USA ! USA ! USA ! USA !….

  98. jakowalski
    9 listopada o godz. 11:16
    Zarobek zależny przede wszystkim od tego ilu jest chętnych do wykonania określonej pracy i ile zdolny jest zapłacić zlecający tę pracę za jej wykonanie.
    Zarobek pracownika to jego udział w podziale tego, co zostało wyprodukowane.

  99. @jakowalski
    9 listopada o godz. 11:13 350

    Mechanizm, ktory rzadzi gielda, jest malo istotny. Bo chodzi o to, ze gielda zachowuje sie chaotycznie i jest nieprzewidzialna. Tak jak kapitalizm ,-)

  100. To chyba jakieś nieporozumienie. Ja nie wyciągałem siekiery na mr.off, który wkleił tekst Stiglitza. Moja odpowiedź komentowała zupełnie inny wpis. Dziwne..

  101. I właśnie dlatego demokracja jest „tym słabszym”. Ona nie może (albo ma bardzo trudno) by istnieć bez kapitalizmu, ale kapitalizm może bez niej. I dlatego ją tłucze. Pisał o tym sporo niemiecki socjolog Wolfgang Merkel. Polecam

  102. @jakowalski 9. listopada o godz. 11:11 349
    Prezydentem USA został republikanin, który w prawyborach pokonał 16 kontrkandydatów swej partii, nieobliczalny populista, miliarder niepłacący od 20 lat podatków od swoich interesów, głównie budowlanych, jedyny kandydat na prezydenta, który nie ujawnił suwerenowi swych oświadczeń majątkowych. Nic nie wiemy o jego wykształceniu, wiemy za to, że był 3 krotnym rozwodnikiem Poza populistycznymi obietnicami ekonomicznymi, które złożył swoim zwolennikom nie przedstawił żadnego spójnego programu gospodarczego. Jak każdy populista mamił wyborców hasłami, których chętnie się słucha: obniżenie podatków, mnóstwo nowych miejsc pracy, wyższe cła dla towarów chińskich, słowem, dla każdego coś miłego zwłaszcza dal ubożejącej klasy średniej.

  103. lspi – 9 listopada o godz. 18:07 357
    Tło przegranej Clinton najlepiej oddaje szczera wypowiedź prof. Jana Zielonki z Oxfordu w udzielonym ostatnio wywiadzie:
    „Liderzy liberalni tolerowali rosnące nierówności oraz rozmontowali system zabezpieczeń społecznych. Zbudowali socjalizm dla bogatych i kapitalizm dla biednych. Dużo mówili o prawach człowieka, a następnie wdali się w międzynarodowe awantury o wątpliwych podstawach prawnych i moralnych. Ze strasznymi skutkami również dla własnych społeczeństw, jak w przypadku uchodźców. Liberałowie zaakceptowali nawet coś tak sprzecznego z ich wartościami, jak torturowanie więźniów. Podsłuchiwali własnych obywateli i prześladowali tych, którzy o tym poinformowali świat.”
    (Z blogu Makowskiego)

  104. kaesjot – 9 listopada o godz. 13:19 353
    Tak, zarobek pracownika to jego udział w podziale tego, co zostało wyprodukowane.Ale czy to jest udział SPRAWIEDLIWY?

  105. mały fizyk -9 listopada o godz. 14:00 354
    Giełda NIE zachowuje się chaotycznie, o czym już napisano wiele mądrych rozpraw. Ona zachowuje się przewidywalnie dla tych, którzy ją kontrolują. Tylko dla zewnętrznych obserwatorów wydaje się ona wykonywać ruchy chaotyczne.

  106. jakowalski
    9 listopada o godz. 20:04
    Właśnie do tego sprowadza się istota ustroju – jak to jest dzielone !!!
    Pojęcia takie jak demokracja, prawo, wolność słowa to w świetle tego mało znaczące pierdoły – tak samo jak rozdawane w czasach PRL-u odznaczenia i dyplomy. Jednak w PRL-u ten podział był o wiele mniej zróżnicowany. Dyrektor dużego zakładu pracy zarabiał 2-3 razy więcej niż przeciętnie zarabiali pracujący w nim robotnicy choć osobiście spotkałem się z przypadkami, gdy najlepsi robotnicy ( akordowi ) dorównywali zarobkami z-cy dyrektora. Dzisiaj ta rozpiętość jest kilkudziesięciokrotna.

  107. I jeszcze cytat ministra Celińskiego z jego własnego blogu:
    „… Demokraci w Ameryce nawet nie spróbowali. Jakby nie wiedzieli, że żeby studiować medycynę, trzeba mieć możliwość kredytu na 300-400 tysięcy dolarów. Że lotniska, trzydzieści lat temu najwspanialsze, dziś są gorsze niż w naszym siermiężnym kraju. Że szkoły tak różne, jakby jedne były z czarnej Afryki, a inne ze Skandynawii. Że różnice dochodowe są większe niż w Rosji Putina, nie wspominając Europy. Że banki i sektor ubezpieczeń, winne największemu kryzysowi XXI wieku, wspomożone przez niezamożnych w większości podatników, wypłacił sobie sowite dywidendy. Że Wolfowitz, spektakularny wódz antyirackiej krucjaty, wiedział o świecie arabskim tyle co Pelagia, tak znakomicie zagrana przez Smolenia. I tak dalej. I temu podobne. Demokraci nie podjęli nawet próby być z Ameryką. Wystawili kogoś najbezpieczniejszego. Głównie dla establishmentu.”

  108. kaesjot – 9 listopada o godz. 20:32 361
    Zgoda!

  109. Rafał Woś – 9 listopada o godz. 15:25 356
    A ja uważam, że kapitalizm z definicji wyklucza demokrację, jako że demokracja możliwa jest tylko w społeczeństwie ludzi równych nie tylko formalnie, ale także i realnie, czyli mniej więcej tak samo zamożnych – inaczej, to garstka bogaczy kontroluje bazę, czyli gospodarkę, a przez nią także państwo i prawo, czyli nadbudowę. Natomiast kapitalizm może współistnieć z krwawą dyktaturą (III Rzesza Hitlera, Hiszpania Franco, Portugalia Salazara, Chile Pinocheta etc.).

  110. Maciekplacek – 9 listopada o godz. 12:50 352
    Dziwne, że ty się cieszysz z wygranej Trumpa. Przecież on jest podobno za dobrymi stosunkami z Rosją a przeciwko globalizacji, a szczególnie przeciwko NATO i UE, czyli za pokojem, a nie wojną i za niezależnością Polski zarówno od NATO jak też i od UE, czyli za Polską niepodległą. Ja się naturalnie cieszę z wygranej Trumpa, jako że mam nadzieję, że dogada się on z Putinem i tym samym zapobiegnie on III Wojnie Światowej, a więc zapobiegnie on też zagładzie Polski i Polaków oraz uwolni on Polskę od dominacji NATO i UE. Ale ty?

  111. Czego obawiają się polscy przeciwnicy Trumpa?
    1. Trump przestanie się wtrącać w sprawy naszego regionu, a pamiętajmy, że i tak Polska od roku 1989 jest pionkiem w grze dwóch mocarstw, a pomoc USA dla banderowskiej Ukrainy oznacza przecież destabilizację naszego regionu, a więc wycofanie pomocy USA dla Ukrainy przyniesie nam likwidację zagrożenia, jakie banderowska Ukraina dziś stanowi dla nas.
    2. Trump spróbuje resetu z Rosją i odmówi tzw. pomocy w ramach NATO i tym samym zapewni pokój na świecie. Polityka międzynarodowa na najwyższym szczeblu to jest przecież coś w rodzaju rozmowy największych gangsterów przy stoliku, a więc i tak my się w niej nie liczymy.
    3. Trump dogada się dyplomatycznie z Putinem i odda mu Europę Wschodnią w zamian za to, że Rosja ustąpi Ameryce w sprawie obu Ameryk, co zapewni pokój na świecie.
    4. Trump unieważni starania o podpisanie umowy o wolnym handlu z UE, przez co uratuje nas przed zalewem amerykańskiej, genetycznie modyfikowanej żywności.
    5. Ameryka przestaje się zajmować światem, a zaczynie zajmować się wyłącznie sobą, co zapewni pokój na świecie i zakończy te brudne, agresywne wojny, które USA prowadzi od lat na całym świecie.
    http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20954931,trump-przehandluje-z-putinem-interesy-polski-co-jego-wybor.html#MT

  112. Mam pytanie do ekonomistów…..

    Ile mogą najbogatsi odpompować z systemu finansowego kraju, by nie spowodowało to perturbacji społecznych?
    Bo może właśnie z takim zjawiskiem mamy do czynienia.

    Jeżeli w niektórych krajach 90% majątku narodowego należy do 10% populacji, to cała reszta nie za bardzo ma za co żyć.
    Raka sytuacja miała w historii już kilkukrotnie miejsce.
    I kończyło sie to buntem przeciwko elitom.

  113. Na 112 wypowiedzi 45 Kagana,tu Jakowalski!Radze ispi z jakowa…zajac sie problemem czy Adam i Ewa mieli pepek,jako nie zrodzeni z lona matki!

  114. Wiesiek59 – 10 listopada o godz. 16:42 368
    Ciekawe, czy choćby tylko jeden liberał i/lub wolnorynkowiec odpowie Ci z sensem na to pytanie?

  115. xpawelek vel Paul vel Luap – 10 listopada o godz. 17:33 369
    Jesli nie masz nic do powiedzenia na temat, to nie zaśmiecaj tego blogu, tak jak zaśmiecasz inne. A swoją drogą, to pępek niekoniecznie musi oznaczać pozostałości po pępowinie – u Adama i Ewy mógł on przecież pełnić funkcję wyłącznie ozdobną. 😉

  116. jakowalski, 10:08
    Popularny nowojorski komentator radiowy , Gary Null,twierdzi, ze bezrobocie w USA wynosi 28% i
    102 miliony ludzi sa bez pracy , ktora by pozwolila na normalne zycie, dlatego chwycili sie brzytwy, bo tona.
    Podobnie bylo w Niemczech, gdy nowojorscy spekulanci odebrali srodki do zycia znacznej czesci spoleczenstwa.
    http://s75.podbean.com/pb/c774bd658d7ff6aeede010a0ef919a2a/58249b6b/data2/fs53/276663/uploads/GaryNull_110916.mp3

  117. Czego obawiają się polscy przeciwnicy Trumpa?
    1. Trump przestanie się wtrącać w sprawy naszego regionu, a pamiętajmy, że i tak Polska od roku 1989 jest pionkiem w grze dwóch mocarstw, a pomoc USA dla banderowskiej Ukrainy oznacza przecież destabilizację naszego regionu, a więc wycofanie pomocy USA dla Ukrainy przyniesie nam likwidację zagrożenia, jakie banderowska Ukraina stanowi dziś dla nas.
    2. Trump spróbuje resetu z Rosją i odmówi tzw. pomocy w ramach NATO i tym samym zapewni pokój na świecie. Polityka międzynarodowa na najwyższym szczeblu to jest przecież coś w rodzaju rozmowy największych gangsterów przy stoliku, a więc i tak my się w niej nie liczymy.
    3. Trump dogada się dyplomatycznie z Putinem i „odda” mu Europę Wschodnią w zamian za to, że Rosja ustąpi Ameryce w sprawie obu Ameryk, co zapewni pokój na świecie.
    4. Trump unieważni starania o podpisanie umowy o wolnym handlu z UE, przez co uratuje nas przed zalewem amerykańskiej, genetycznie modyfikowanej żywności i innych zagrożeń, które niesie ze sobą niekontrolowana globalizacja.
    5. Ameryka przestaje się zajmować światem, a zaczynie zajmować się wyłącznie sobą, co zapewni pokój na świecie i zakończy może wreszcie te brudne, agresywne wojny, które USA prowadzi od lat na całym świecie.
    Więcej tu: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20954931,trump-przehandluje-z-putinem-interesy-polski-co-jego-wybor.html#MT

  118. Edward Lucas (redaktor tygodnika „The Economist”, wicedyrektor warszawsko- -waszyngtońskiego think tanku Center for European Policy Analysis czyli Centrum Analiz Polityki Europejskiej) twierdzi też, że nordycka piątka, trzy kraje bałtyckie i Polska mają razem większy PKB niż Rosja.
    No to podliczmy PKB w mln USD PPP według IMF (MFW):
    Polska 1051559
    Szwecja 495586
    Norwegia 363290
    Dania 258702
    Finlandia 224999
    Litwa 82355
    Łotwa 49081
    Estonia 37549
    Islandia 15154
    RAZEM:2578275
    Rosja 3750084
    Tak więc wszelakie analizy owego warszawsko-waszyngtońskiego „think tanku” o nazwie „Center for European Policy Analysis” („Centrum Analiz Polityki Europejskiej”) są mniej warte niż kupa gnoju, gdyż oparte są one na schizofrenicznym, życzeniowym myśleniu.

  119. Wyzysk – 10 listopada o godz. 17:56 372
    Tak, przecież realna stopa bezrobocia w Polsce wynosi dziś przecież dobrze ponad 20%, jeśli wliczymy ukryte bezrobocie, czyli miliony zbędnych urzędników na państwowych i prywatnych posadach, miliony zbędnych osób na wsi a także miliony Polaków, którzy w poszukiwaniu pracy musieli, tak jak ja, wyemigrować z Polski. A jeśli jest tak, jak to twierdzą entuzjaści wolnego rynku, czyli że w PRLu było ukryte bezrobocie, to realna stopa bezrobocia w Polsce przekracza dziś nawet i 50%, gdyż do faktycznie bezrobotnych należy zaliczyć także ponad 90% urzędników, w tym także z firm prywatnych, praktycznie wszystkich zatrudnionych w sektorze finansów i w marketingu oraz osoby, które są od dawna zbędne na wsi a nawet i w przemyśle czy górnictwie, jako że mogą one i powinny być zastąpione wydajniejszymi od nich maszynami, a więc z ekonomicznego puntu widzenia są oni bezrobotni.
    W Ameryce realna stopa bezrobocia wynosi zaś dziś znacznie ponad 10%, a więc nic dziwnego, że tyle osób chce tam dorabiać np. poprzez Ubera. Przecież w USA wystarczy przepracować jedną godzinę w tygodniu, aby nie być tam uznanym za bezrobotnego (podobnie jak i w Polsce w systemie BAEL używanym przez GUS). Założę się więc, że ponad 50% kierowców Ubera w USA to są de facto bezrobotni, a reszta to jest zaś głównie ta, jakże dziś w USA liczna, biedota pracująca za tak niskie wynagrodzenie, że dostająca kartki na żywność (food stamps) a więc głosująca albo na Trumpa albo też nie biorąca udziału w wyborach.
    Zaś w Australii, którą dobrze znam jako że jestem formalnie jej obywatelem, to realna stopa bezrobocia jest tam szacowana nawet na aż 30% (to było przez pewien czas nawet na Wikipedii, ale ostatnio jakby znikło). Bez pracy jest więc dziś nawet do około 30% australijskiej siły roboczej, przy czym niektórzy australijscy bezrobotni są dziś, tak jak w Polsce, bez zasiłku. A to akurat wiem dobrze, jako że długo zajmowałem się problemem niedoszacowania stopy bezrobocia w rożnych krajach, a szczególnie zaś w Australii, gdzie na około 24 milionów ludności jest przecież tylko nieco ponad 10 mln zatrudnionych ale ponad 7 milionów jest tam „klientami” systemu pomocy socjalnej (dokładnie rządowej agencji pomocy Centrelink). Tak więc osoby korzystające z różnych form pomocy od państwa stanowią tam prawie jedną trzecią ludności oraz aż 40% pracujących, gdyż aż tylu Australijczyków zarabia dziś mniej niż wynosi tam minimum socjalne, co jest oczywistym powodem do frustracji, szczególnie wśród młodzieży.
    Zaś co do Niemiec, to gdyby rzeczywiście nie było tam bezrobocia, jak to twierdzi np. Michnik, to nie obcinali by tam, i to od lat, zasiłków dla bezrobotnych. Prawda jest zaś taka, że bezrobotnych w Niemczech przybywa, choćby z powodu ogólnoświatowej recesji, a więc mniejszego zapotrzebowania na import z Niemiec i z powodu pracooszczędnego przecież postępu technicznego oraz z powodu niekontrolowanej imigracji do Niemiec z III świata. Nawet według Eurostatu realna stopa bezrobocia w Niemczech wynosi prawie 12%: In the case of Germany, where the official unemployment is only 5.2%, there is another, almost equally important percentage of unemployed part-timers of 4.1% of the labour force, plus 1.3% of seeking but not available and another 1.3% of people available but not seeking for employment. Add those four percentages and you arrive at 11.9%, which is a quite important part of the labour force.
    (https://europeansting.com/2014/01/21/eurostat-real-unemployment-double-than-the-official-rate)
    Poza tym, to oficjalne stopy bezrobocia ukrywają tylko rozmiar problemu bezrobocia i ściśle związanego z nim problemu niskich płac. Dlaczego np. Australijczycy (oficjalna stopa bezrobocia 6%) nie emigrują za pracą do pobliskiej PNG (oficjalna stopa bezrobocia poniżej 2%, czyli że jest tam, przynajmniej według jej władz, ostry deficyt pracowników)? Przypominam tu, że ok. 3% to jest przecież zawsze tzw. bezrobocie frykcyjne, czyli osoby zmieniające pracę. Dlaczego też Wietnamczycy (oficjalna stopa bezrobocia 2.5%) emigrują do Polski (oficjalna stopa bezrobocia około 10%)? Dlaczego z Syrii nie uciekają masowo do Indii, gdzie według oficjalnych danych realna stopa bezrobocia jest niższa niż 1%?

  120. Dodam jeszcze, że prezydent USA ma mocno związane ręce i nie jest w stanie dokonać radykalnej zmiany w polityce USA – ani wewnętrznej ani zagranicznej, że musi się on konsultować (w podanej tu kolejności) z bankierami z Wall Street, American (and World ) Jewish Congress czyli z Amerykańskim (i Światowym) Kongresem Żydowskim (innymi słowy z najważniejszymi syjonistami), premierem Izraela, szefami FBI i CIA oraz z Senatem, Izbą Reprezentantów i Sądem Najwyższym USA w każdej ważniejszej sprawie. Stad też nikt w USA, z Trumpem włącznie, nie wie jeszcze, jaka będzie jego polityka w ciągu najbliższych 4 lat, ale wiadomo, że będzie to inna polityka niż polityka Obamy, przynajmniej zaś inaczej będzie ona wyglądać, szczególnie, że Amerykański (a więc też i Światowy) Kongres Żydowski musiał dokonać ostatnio znacznej redukcji zatrudnienia i oszczędności, gdyż stał się on jedną z ofiar piramidy finansowej Bernarda Madoffa.

  121. @jakowalski – wszystkie komentarze z 10 listopada 2016 r.
    Z zainteresowaniem przeczytałem dzisiaj Pańskie wpisy na temat bezrobocia w Europie, niektórych państwach Azji, zwłaszcza zaś w Australii,której obywatelstwo też Pan posiada. Nawiasem mówiąc, moja synowa i moje wnuki też posiadają obywatelstwo polskie i australijskie. Mój najstarszy syn, prowadzący od prawie 20. lat niewielki biznes, ma tylko obywatelstwo polskie, gdyż ożenił się z Australijką, gdy ta wróciła do Polski wraz ze swoimi rodzicami jako nastolatka i już w Polsce zdała maturę, a potem studia ekonomiczne w zakresie finansów i rachunkowości, i jest główną księgową w firmie swego męża, czyli mojego syna, chemika w zakresie inżynierii chemicznej, absolwenta Politechniki Wrocławskiej. I to tyle o mnie. Z pańskich wpisów na blogach red. red. Rafała Wosia i Andrzeja Celińskiego wiem, że mieszka Pan w Warszawie, w dniu 1 grudnia obchodzi Pan urodziny, jest absolwentem SGPiS – u i doktorem ekonomii, który obronił doktorat na uczelni australijskiej i pracował w Banku Światowym w USA. Jest dla mnie więc jasne, że jest Pan świetnie wykształconym ekonomistą i stąd tak ciekawie pisze na znanych mi blogach tygodnika „Polityka”, którą ja czytam z zainteresowaniem od 1964 roku.
    Pozdrawiam i proszę o kontakt w sprawie planowanych procesów karnych i cywilnych, które ma Pan zamiar wytoczyć trollom piszącym swe komentarze na blogach „Polityki”.

  122. Z Indii:
    We wtorek Premier Indii, Narendra Modi ogłosił, że wszystkie indyjskie banknoty o nominałach 500 i 1000 rupii (odpowiednio 7,5 oraz 15 dolarów) zostają unieważnione ze skutkiem natychmiastowym. W ten sposób Modi chce walczyć z wszechobecną korupcją.
    Indyjskie banki musiały więc wezwać na pomoc tysiące policjantów, aby zapanować nad tłumami osób, które chciały wymienić banknoty o najwyższych nominałach.
    Z doniesień agencji Reuters wynika, że w czwartek na wielu indyjskich targowiskach doszło do ostrego spadku cen towarów, bo klientom zwyczajnie zaczęło brakować gotówki, a sprzedawcy nie byli w stanie wydawać im reszty.
    http://next.gazeta.pl/next/7,151003,20960151,panika-i-chaos-w-indiach-ludzie-szturmuja-banki-wszystko-przez.html#MTstream

  123. I z USA:
    Elon Musk: minimalna płaca dla każdego. Niech zarobią na nią roboty.
    Elon Musk, właściciel firmy Tesla, innowator i zwolennik sztucznej inteligencji przestawił koncepcję, która może zmienić nasze podejście do rozwoju technologii i sztucznej inteligencji. Miliarder twierdzi, że skoro automatyzacja odbierze ludziom pracę, to rządy powinny wypłacać każdemu pensję „wypracowaną” przez roboty.
    Jedną z największych obaw postępującej automatyzacji i robotyzacji jest ryzyko wzrostu bezrobocia. Światowe Forum Ekonomiczne, jak pisaliśmy w styczniu, przeprowadziło badania na ten temat. Postęp technologiczny może doprowadzić do zwolnienia nawet 5 milionów ludzi. Elon Musk stwierdził, że problem można rozwiązać: „Sądzę, że ze względu na automatyzację jest szansa na wprowadzenia czegoś w rodzaju uniwersalnej podstawowe pensji czy czegoś w tym rodzaju. Nie bardzo widzę inne rozwiązanie.” – stwierdził w rozmowie z CNBC cytowany przez The Indepdentent.
    Dodał też, że dzięki automatyzacji ludzie będą mogli zająć się bardziej skomplikowanymi zagadnieniami w symbiozie ze sztuczną inteligencją.
    Ludzkość będzie musiała znaleźć sposób na przestawienie się na nowe tory. Pomysł Muska jest zbieżny z ideami promowanymi przez niektóre ośrodki analityczne. W Finlandii rząd planuje wprowadzić uniwersalny, minimalny dochód w wysokości 800 euro. Miałby on być wypłacany każdemu, ale w zamian zniknąć miałby system ulg i zapomóg.
    Już w roku 2017 Finowie zaczną testować swój pomysł. Na początku każdy otrzyma 550 euro, a system zapomóg będzie funkcjonował. Całkiem szybko możemy zatem przekonać się, czy pomysł Muska, by to roboty dosłownie utrzymywały ludzi jest realny do wprowadzenia. Należy jednak pamiętać o tym, że właściciel Tesli myśli już o nieco bardziej odległych czasach, w których sztuczna superinteligencja przejmie wiele zawodów wykonywanych dziś przez ludzi takich jak analityk finansowy, recepcjonistka, konsultant etc.
    http://next.gazeta.pl/next/7,151243,20957724,elon-musk-minimalna-placa-dla-kazdego-niech-zarobia-na-nia.html
    Mój komentarz – przecież to oznacza w praktyce KONIEC KAPITALIZMU

  124. Kilka fragmentów z wywiadu profesora Jana Zielonki dla NEWSWEEK’a sprzed kilku dni:

    „Liderzy liberalni tolerowali rosnące nierówności oraz rozmontowali system zabezpieczeń społecznych. Zbudowali socjalizm dla bogatych i kapitalizm dla biednych. Dużo mówili o prawach człowieka, a następnie wdali się w międzynarodowe awantury o wątpliwych podstawach prawnych i moralnych. Ze strasznymi skutkami również dla własnych społeczeństw, jak w przypadku uchodźców. Liberałowie zaakceptowali nawet coś tak sprzecznego z ich wartościami, jak torturowanie więźniów. Podsłuchiwali własnych obywateli i prześladowali tych, którzy o tym poinformowali świat….

    Pieniądze to nie wszystko. Ludzie muszą czuć się właścicielami projektu, a nie tylko dostawać pieniądze do kieszeni. Chcą być częścią wspólnoty. Elity polityczne, medialne i gospodarcze zignorowały to. Jeżeli do polskiego parlamentu weszło pięć partii, z czego dwie kilka miesięcy wcześniej nawet nie istniały, to czego to dowodzi? Że wyborca desperacko szukał alternatywy dla poprzedniej ekipy. I dużej części jej nie znalazł….

    …ich lider, a dziś lider Europy Donald Tusk z uporem maniaka powtarza, że „jak masz wizję, to idź do lekarza”. Liberałowie nie dość, że zdradzili swoje ideały, to jeszcze mącili innym w głowach mówieniem o braku alternatyw….

    Generalnie rzecz biorąc demokracje straciły kontrolę nad rynkami. Ostatnim przywódcą, który próbował przywołać rynki do porządku, był na początku lat 80. Francois Mitterand. I przegrał. Tony Blair sam mi powiedział, że wyciągnął z tego wnioski. Mówił: „Nie możesz wygrać z rynkami, to się z nimi połącz”. I to jest problem o wiele poważniejszy, niż zła komunikacja polityków z wyborcami czy nawet wadliwy system instytucji demokratycznych. Problem jest fundamentalny: jak na nowo wymyślić kapitalizm i demokrację? Na to nie ma pomysłu….

    Dziennikarze zamiast przekazywać informacje bawili się w agitatorów. W efekcie ludzie stracili zaufanie do całej tej ekipy polityczno-medialno-naukowej. I doszli do wniosku, że robi im się wodę z mózgu.”

  125. Lspi – 11 listopada o godz. 5:19 377
    Errata – pracowałem w US of A w banku, ale nie światowym, a stanowym – w tym sensie, że to były jeszcze czasy, kiedy banki amerykańskie (znaczy się te z USA) mogły działać tylko w obrębie jednego stanu, w moim przypadku Minnesocie (najbardziej na północ położonym stanem „właściwego” USA, czyli nie licząc peryferyjnej, oddzielonej Kanadą od reszty USA, Alaski). Nawiasem, to był bank o wiele mniejszy niż te, w których pracowałem w Australii, czyli ANZ Bank, gdzie byłem etatowym pracownikiem (analitykiem) i CBA (Commonwealth Bank), dla którego projektowałem i wdrażałem system bankowości elektronicznej będąc pracownikiem firmy komputerowej Compaq – dziś „wchłoniętej” przez H-P, a która wówczas „wchłonęła” firmę DEC czyli Digital Equipment Corporation – producenta m.in. kultowych w swoim czasie (mini)komputerów PDP i VAX, a która w roku 1987 zatrudniała ponad 140 tys. osób. Sic transit gloria
    Pozdrawiam!
    LK

  126. Grzerysz – 11 listopada o godz. 10:25 380
    Mitterrand przegrał, gdyż chciał on zachować rynki i kapitalizm, i tylko je podać kontroli państwa. A to jest oczywiście niemożliwe, gdyż nie można mieć przecież kontroli nad gangiem, jesli pozwala mu się na działanie. Jedyna rada to jest likwidacja tegoż gangu, a przez gang to ja tu rozumiem kapitalizm i związany z nim rynek oraz pieniądz. Bez likwacji rynku i pieniądza nie da się bowiem zlikwidować kapitalizmu. Przecież ZSRR a wraz nim PRL padły dlatego, że funkcjonował tam i rynek i pieniądz, czyli że to były de facto państwa kapitalistyczne, tyle że z ułomnym rynkiem i ułomnym pieniądzem, a więc biorące z kapitalizmu to co najgorsze, czyli przymus pracy i akceptację egoizmu jednostek, a nie biorące z kapitaizmu tego, co w nim najlepsze, czyli jego innowacyjności. A przecież jest też inna droga, biorąca z kapitalizmu to co w nim najlepsze, czyli nagradzanie jednostek za podjęte przez nie ryzyko i za ich innowacyjność, a nie biorąca z niego tego, co najgorsze, czyli wyzysku i przymusu pracy.
    Taki system opisał dawno temu S. Lem w „Powrocie z gwiazd”, po czym wystraszył się, że w USA ta książka nie będzie popularna (patrz jego korespondencja z jego amerykańskim tłumaczem, M. Kandelem), jako że opisał on w niej zmierzch kapitalizmu, ale taki, który dzięki postępowi technicznemu (technologicznemu) uwolni ludzi od bycia wyzyskiwanymi przez innych ludzi oraz od przymusu ciężkiej i niebezpiecznej pracy, dając im tym samym prawdziwą wolność wyboru.
    W świecie przyszłości opisanym przez Lema pracują w zasadzie tylko naukowcy, wynalazcy i artyści, a reszta, czyli ludzie pozbawieni pracy przez postęp technologiczny, otrzymują od władz dożywotnie zapomogi w postaci wolnego dostępu do dóbr pierwszej potrzeby, takich jak żywność, mieszkanie, opieka medyczna etc., oraz są zabawiani przez darmową, zaawansowaną trójwymiarową telewizję (tzw. real), dająca im pełne złudzenie bycia w samym środku akcji.
    Czynności produkcyjne i usługowe, wykonywane dziś przez robotników i urzędników, wykonują tam roboty. Osoby pracujące, otrzymują zaś coś w rodzaju elektronicznych tokenów, za które mogą wejść w posiadanie, na ogół czasowe, dóbr luksusowych, takich jak pałace, najwyższej klasy dzieła sztuki, luksusowe pojazdy etc., czyli to wszystko, bez czego można żyć, ale co życie uprzyjemnia. Tak więc, dzięki postępowi technicznemu, uwolniono ludzi od wyzysku i przymusu pracy, jednocześnie nie zabierając im bodźców do pracy twórczej. Oczywiście, świat przyszłości opisany przez Lema nie jest idyllą i ma swoje, często bardzo poważne problemy, ale to są problemy bogacza, a nie, jak dziś dla ponad 90% ludności świata, problemy biedaka czy wręcz nędzarza.
    Pozdrawiam.

  127. Z blogu Celińskiego: observer – 11 listopada o godz. 10:08 11232
    Od długiego czasu Ameryka ubożała – zamykano fabryki, przenoszono produkcję do Chin – powstały całe osiedla z przyczep kampingowych. Robotnicy tracili pracę i domy – za ich pieniądze ratowano banki i wypłacano premie bankierom. Demokracja daje ludziom prawo do głosowania. Uratowanie jednego bankiera to jeden głos dla Clinton. Zamknięcie fabryki w Detroit to tysiące głosów na Trampa.

  128. jakowalski
    11 listopada o godz. 10:15
    Musisz przyznać,  że ja sam, tu w Polityce propagowałem ideę, że jeśli wskutek automatyzacji i robotyzacji spada zapotrzebowanie na pracę ludzką to podzielmy się tą pracą. Dlaczego 3 ludzi ma zasuwać po 40h/tydz. by wytworzyć tyle, ile potrzeba dla 4-rech jak to samo może zrobić 4-rech pracując po 30h/tydz.
    Tych trzech nie bedzie się irytować, że muszą na tego czwartego zasuwać a i on nie będzie się stresować , że jest na czyjeś łasce.
    No ale tak już jest, że znane to będzie jako plan Muska a nie kaesjota.
    Tak jak z powiedzeniem o tym „historyku co to nawet kioskiem Ruchu nie kierował”, który wszyscy kojarzą z axiom1 a jest moje.

  129. jakowalski
    11 listopada o godz. 10:15
    W sprawie drugiej części Twojej wypowiedzi, uważam, że dawanie wszystkim za to , że tylko są prowadzi na manowce. Człowiek, który wszystko dostaje bez żadnego wysiłku, starania, bo „mu się należy” po prostu się degeneruje. Nie ma żadnego bodźca motywującego go do działania i to jest początek końca cywilizacji.

  130. Kaesjot – 11 listopada o godz. 11:54 385
    A jakie widzisz inne wyjście, skoro postępu technicznego NIE da się przecież zatrzymać, a on z kolei zabiera pracę ludziom? Fizyczna eliminacja ludzi zbędnych w procesie produkcji i dystrybucji? Powszechna rewolucja niszcząca wszystko i i wracająca nas do epoki kamienia łupanego?
    I skąd wiesz, że ewolucja nie postawiła już na nas „krzyżyka”? A może jesteśmy, tak jak ameby, robaki, owady, płazy, gady i wreszcie ssaki, w tym naczelne, tylko ogniwami w jej rozwoju, a następnym etapem będzie sztuczna inteligencja (AI), której ewolucja nie potrafi wytworzyć inaczej, jak za pomocą ludzi? Polecam Ci tu mało znane opowiadanie S. Lema pod tytułem „Formuła Lymphatera” – pierwszy raz w książce p.t. „Księga robotów” – zbiór opowiadań Stanisława Lema, po raz pierwszy wydany nakładem warszawskiego wydawnictwa Iskry w roku 1961.

  131. Kaesjot – 11 listopada o godz. 11:42 384
    Tak, to jest piękna idea, ale jak długo można dzielić to, czego wciąż ubywa i to coraz szybciej? Jaki sens ma zatrudnianie ludzi do kopania rowów, skoro szybciej, taniej i lepiej wykonają to koparki, niedługo w pełni zautomatyzowane? Poza tym, to doświadczenia wyniesione z kierowania kioskiem z gazetami i papierosami są NIC nie warte, jeśli trzeba kierować wielką firmą, np. komputerową, zatrudniającą dziesiątki tysięcy, w większości wysoko wykwalifikowanych specjalistów i mającą wielomiliardowe obroty i zyski oraz działającą w skali globalnej.

  132. Kaesjot – 11 listopada o godz. 11:54 385
    I skąd wiesz, że nasza cywilizacja NIE jest, zgodnie z prawami rządzącymi jej dynamiką, skazana na nieuchronną zagładę?

  133. jakowalski
    11 listopada o godz. 14:12
    Nie wiem, ale wolałbym aby nie miało to miejsca za życia mojego, moich dzieci i wnuków.
    Skoro jednak wiemy jak i dlaczego niszczymy ten świat, co i kto nas do tego popycha to powinniśmy wiedzieć czego i jak NIE ROBIĆ by nie pogarszać stanu istniejącego.

  134. akowalski
    11 listopada o godz. 14:12
    Już wiem !!!
    Przeczytałem wypowiedź @Wacław1 na blogu A. Celińskiego i doszedłem do wniosku, że wszystkie problemy rozwiąże powszechne wprowadzenie diety Kwaśniewskiego.
    Trzeba tylko rozwiązać drobny problem natury technicznej – jak odzyskać i przetworzyć na energię metan wydzielany przez pasące się bydło.
    Poważniejszy problem to pastwiska. Hodowla bydła metodą wenezuelska ( 1 krowa/ha ) przy amerykańskim poziomie spożycia mięsa wymagałaby przekształcenia na pastwiska 15-20% powierzchni lądów.

  135. jakowalski. 18:28
    W USA oligarchowie pozbawiaja ludzi prawa do zasilku dla bezrobotnych, podobnie jak do opieki medycznej, jesli tylko moga.
    Ponadnarodowe korporacje ( jak Walmart czy MacDonald ) wymuszaja na obywatelach haracz , co pozwala korporacjom placic 8 dolarow ( przed podatkami ) na godzine, a roznice dochodu pozwalajaca na przezycie pokrywaja podatnicy przez bony zywnosciowe ( food stamps ), doplaty do czynszu i opieki lekarskiej.
    Te pomoc dostaja tylko niektorzy a wielu przymiera z glodu.
    Jest to socjalizm dla bogatych a kapitalizm dla 99 % spoleczenstwa.
    To nie RFN, gdzie jak ktos nie ma pracy albo nie moze pracowa np inwalidzi , to ma zapewnione przez spoleczenstwo mieszkanie, lekarza i jedzenie.
    W kraju Ziemi Obiecanej tacy ludzie zyja w kartonach po lodowkach i grzebia w smietniku-to jest system spoleczny z twarza lichwiarza.

  136. Wyzysk – 11 listopada o godz. 21:35 391
    Współczesny kapitalizm polega na prywatyzacji zysków i uspołecznieniu strat, a więc długo on trwać nie może, jako że choć znacznie ponad 90% ludności musi przyjmować na swoje barki te straty, to przecież tab ogromna większość ma ona ograniczoną, skończoną możliwość ich przyjmowania, natomiast te kilka procent burżujów, za bardzo się utuczy z tych ogromnych zysków przez nich przejmowanych i po po prostu dojdzie do momentu, kiedy rozleci się ona z przesytu tymi bogactwami, tak jak dętka czy opona bezdętkowa pęka, gdy wpompuje się w nią za dużo powietrza czy też innego gazu.

  137. kaesjot
    – 11 listopada o godz. 16:03 389
    Każda cywilizacja ma swój początek i koniec i nie od nas to zależy, kiedy ona się skończy, a tylko od praw rządzących dynamiką jej powstania, rozkwitu i upadku. Równie dobrze możesz zapobiec upadkowi współczesnej zachodniej cywilizacji, co możesz zapobiec śmierci starego, ciężko chorego człowieka – możesz najwyżej przedłużać jego agonię, ale czy to aby na pewno ma sens?
    – 11 listopada o godz. 16:36 390
    Cud-dieta dra Kwaśniewskiego mówisz? Ja tam wolę jajka na boczku popite kawą z mlekiem albo śmietanką, flaki po warszawsku z dobrym piwem oraz setę pod galaretę. I tak umrę, a więc dlaczego mam sobie pożałować tego, co lubię?

  138. Michnik odkrył Koreę (Południową):
    http://next.gazeta.pl/next/56,150859,20935349,10-godzin-i-mozesz-znalezc-sie-w-innym-swiecie-tu-jedna-trzecia.html#BoxBizImg
    Komentarze:
    Foreks: Proponuje rowniez porownac ile wiejska Korea zrobila w 30 lat do przodu, a ile Polska dzieki Balcerowiczowi. My dalej eksportujemy jablka, a oni LG, Samsunga, statki i Hyundaia?Kia.
    Sztucznypolak4: Pamietam, jak na poczatku lat 70. (wczesny Gierek) byl pomysl, zeby Polska stala sie potega w produkcji kontenerow (tych 20. i 40. stopowych). To byl dobry pomysl, odpowiedni do stopnia rozwoju naszego przemyslu, zapewniajacy dobre wykorzystanie przemyslu stalowego. Niestety, Kore Pld., ktora byla z grubsza na tym samym poziomie rozwoju co Polska, wpadla na ten sam pomysl. Oczywiscie przegralismy. Potem zaczeli budowc statki – tez przegralismy (chociaz tu historia jest troche bardziej zlozona – upadek polskiego przemyslu stoczniowego w tamtym okresie). A dalej to juz wiadomo.
    Myslacyszaryczlowiek1: Przegraliśmy bo musieliśmy przegrać, jako kraj komunistyczny mieliśmy zamkniętą drogę do eksportu. Korea Południowa jest przykładem, gdzie skala produkcji decyduje o konkurencyjności, na czym korzystały USA w XX wieku mając swój ogromny rynek zbytu, a Korea postawiła na eksport w skali światowej w kilku dziedzinach, przy czym te dziedziny mogli rozwijać dzięki zaangażowaniu reszty kraju w te wąskie dziedziny. Można by rzec, że ich gospodarka jest bardzo podobna do gospodarki w komunistycznej Polsce, gdyby podzielić tą komunistyczną gospodarkę na kilka czebolachów. Przecież takie Daewoo, czy Samsung zajmowały się wszystkim od budowy statków do robienia dżemu i produkcji rolnej, skupiając się w swej strategii na kilku wąskich dziedzinach, które mogli finansować przez działalność reszty koncernu. My zamiast powielić ten sposób , do czego gospodarka komunistyczna idealnie się nadawała podzieliliśmy wielkie firmy na drobne spółki, tracąc jedyny atut wielkość. A drobna spółka jest za drobna aby prowadzić kosztowne badania i inwestując w rozwój. Jest za drobna aby zaistnieć na skalę światową.
    Myslacyszaryczlowiek1: Korea Południowa jest przykładem, gdzie skala produkcji decyduje o konkurencyjności, na czym korzystały USA w XX wieku mając swój ogromny rynek zbytu, a Korea postawiła na eksport w skali światowej w kilku dziedzinach, przy czym te dziedziny mogli rozwijać dzięki zaangażowaniu reszty kraju w te wąskie dziedziny. Można by rzec, że ich gospodarka jest bardzo podobna do gospodarki w komunistycznej Polsce, gdyby podzielić tą komunistyczną gospodarkę na kilka czebolachów. Przecież takie Daewoo, czy Samsung zajmowały się wszystkim od budowy statków do robienia dżemu i produkcji rolnej, skupiając się w swej strategii na kilku wąskich dziedzinach, które mogli finansować przez działalność reszty koncernu. My zamiast powielić ten sposób , do czego gospodarka komunistyczna idealnie się nadawała podzieliliśmy wielkie firmy na drobne spółki, tracąc jedyny atut wielkość. A drobna spółka jest za drobna aby prowadzić kosztowne badania i inwestując w rozwój. Jest za drobna aby zaistnieć na skalę światową.

  139. Do mojego wpisu z 10 listopada o godz. 20:33 376
    Zapomniałem dodać Pentagon i wielkie firmy zbrojeniowe, takie jak np. General Dynamics czy Boeing.

  140. @jakowalski , popieram Twoje piękne marzenia ws. wolnych ludzi na których zarabiają automaty , ale podobnie jak kaesjot czarno to widzę !
    W PRL-u zadowolony robotnik miał produkować wspaniałe traktory dla zadowolonego chłopa / pracownika PGR . Niby tragedii nie było , ale jednak …
    Jak widzisz konkurencję w tym modelu , która jednak napędza postęp ?
    Może postęp nie jest potrzebny w takiej mierze ?
    Niedawno pomysł , aby ktoś mógł oglądać tv w telefonie był herezją !
    I tu znów problem – do smartfonów potrzebne są pierwiastki ziem rzadkich , a tu Kongo krwawo eksploatowane się kłania …. itd. itd .

    Przy okazji , jeśli jesz te jajka na bekonie to właśnie o TĘ dietę chodzi Wacławowi !
    To tłuszcze , białka i węgle w odp. proporcji .
    Była jeszcze inna dieta Kwaśniewskiego – byłego prezydenta polegająca na jedzeniu chudych kapuśniaków , ale to „insza inszość ” . pzdr

  141. Do red. Wosia – wykresy przedstawione przez Pana , ilustrują dobrze tezę głoszoną przez wielu ekonomistów . U nas silnie ją akcentował prof. Kowalik – to ZSRR dawał wsparcie klasie pracującej w Europie Zachodniej . Reguła starszego brata z Tomka Sawyera , którego bał się Zachód .

    Proszę zwrócić uwagę , że w Am. Płd. , która była daleko od „ojczyzny proletariatu” , USA robiły co chciały . Tam zachodziły procesy wręcz przeciwne niż w Europie Zachodniej po 1945 r.
    Wraz ze słabnięciem ZSRR ( koniec lat 80-tych ) pojawili się i urośli w siłę neokoni . Zaczęło się przenoszenie firm do Chin , na co wcześniej żadna korporacja w tak masowej skali by sobie nie pozwoliła. Dodała temu procesowi animuszu komputeryzacja . Ale główna teza wydaję się słuszna .

  142. momo1 – 12 listopada o godz. 19:56 396
    PRL był przaśnym, ubogim i zacofanym zdegenerowanym państwem pseudosocjalistycznym, a ja teraz piszę o wprowadzeniu czegoś w rodzaju socjalizmu w najbogatszych, najbardziej rozwiniętych państwach świata.
    W PRLu przesadzili zaś z urawniłowką – uważam, że inżynier powinien zarabiać co najmniej kilka razy więcej niż robotnik, a dyrektor fabryki nawet i 10 razy więcej, ale nie 100 czy 1000 i więcej, tak jak to jest dzis nawet i w Polsce.
    Poza tym, to ja filmów nie oglądam nawet w samolocie na ichnich ekranach, a więc tym bardziej nie oglądam ich na smartphonie. Za mały ekran, słabe głośniki czy słuchawki etc.
    Poza tym, to zakazałbym handlu I Świata z III Światem, aby nie powtórzyła się znów tragedia Konga (głównie Katangi) czy Angoli.
    Co do prawidłowej diety, to zależy ona prze wszystkim od klimatu, stylu życia oraz przede wszystkim od przemiany materii – co dla jednego jest więc zdrowe, dla innego oznacza poważne problemy zdrowotne.
    Pozdrawiam!

  143. Momo1 – 12 listopada o godz. 20:16 397
    Pełna zgoda – swój chwilowy dobrobyt robotnicy Europy Zachodniej (zresztą niecałej) ,USA, Kanady, Japonii, Australii i Nowej Zelandii zawdzięczają tylko i wyłącznie istnieniu ZSRR i krajów z nim związanych, w tym więc też i Polsce, gdzie nie było bezrobocia, nędzy ani też skrajnego wyzysku ludzi pracy.

  144. @kaesjot z 11 i 12 listopada
    @jakowalski z 11 i 12 listopada
    Dyskusja obu panów blogerów na blogu redaktora Rafała Wosia „Nowy atlas ekonomiczny” utwierdziła mnie w przekonaniu, że są jeszcze na tym polskim, smutnym padole gospodarczym ludzie, których wiedzę i doświadczenie zawodowe warto propagować w naszym kraju. Dzisiaj rządowi ministrowie ,odpowiedzialni za „bazę”,nie mają pojęcia o ekonomii, czyli nauce społecznej o gospodarowaniu, i w ciągu najbliższych 2-3 lat doprowadzą III RP do takiej „pięknej katastrofy” na wzór Grecji lub Hiszpanii.

  145. lspi – 12 listopada o godz. 21:21 400
    O Hiszpanię bym się raczej nie martwił, a raczej o Grecję, Portugalię i UK. A także o Niemcy, Szwecję, Belgię i Holandię nawet o Austrię i Francję. Te ostatnie a także i UK głównie ze względu na ich coraz większe problemy z mniejszościami religijno-etnicznymi (czytaj muzułmańskimi). A o UK głównie ze względu na to, że od czasów P. Thatcher żyją one na kredyt.

  146. I jeszcze jedno – NIE ma problemu prawicowego populizmu – jest tylko problem z uwiądem zachodniej lewicy, zdominowanej przez „tęczową koalicję”: mniejszości etniczno-rasowe i seksualne, feministki i inne ugrupowania kierowane przez wielkomiejskie elity, gardzące niewykształconymi, religijnymi i konserwatywnymi „burakami” („rednecks” – dokł. „czerwonymi karkami”) z prowincji. To nie jest już więc lewica, a tylko liberałowie, a oni nie maja przecież szansy zyskać głosów ludzi pracy, jako że nie ukrywają oni swej pogardy dla ludzi pracy.

  147. @jakowalski z 12 listopada 401 i402
    Zgadzam się w pełni z obiema Pana opiniami.

  148. Pański artykuł, jak to rzekomo w średniowieczu pracowało się mniej, to kompletne nieporozumienie, anachronizmy, wybiórcze przytaczanie paru świadectw. Przytaczana wypowiedź biskupa o leniwych robotnikach rolnych to zwykły stereotyp o nierobach, którym się nie chce pracować, dokładnie taki sam, jaki dzisiaj wypowiadają zwalczani przez p. Wosia „neoliberałowie”. Informacje o świętach to pomieszanie dużej ilości świąt kościelnych, ich wigilii, uroczystości ku czci świętych itp. z dniami wolnymi od pracy. Społeczeństwo było wtedy zdominowane przez rolników, więc nic dziwnego, że przez kilka miesięcy, od listopada do marca, czas pracy była znacznie ograniczony – nie inaczej na wsi jest dzisiaj. Za to w sezonie prac polowych wyciskano z poddanych chłopów, ile się da. Siła przetargowa pracownika najemnego rzadko rosła, bo niewielka była społeczna mobilność i możliwości zmiany pracy, jej rodzaju i miejsca. Poza tym po dżumie nakładano większe ciężary na zmniejszoną populację, co prowadziło do masowych buntów, jak żakeria. P. Woś chyba nie słyszał i nie czytał o pracy przymusowej i przymusowych ciężarach w średniowieczu, stąd jego radosna twórczość o „sile przetargowej pracownika najemnego w średniowieczu”. Ździebko, a w swoim pasji antykapitalistycznej p. Woś dojdzie do wychwalania warunków pracy w starożytności, np. napisze o „opiece socjalnej” w postaci wiktu i opierunku, jaki pan zapewniał swoim niewolnikom.
    O warunkach pracy w średniowieczu jest bardzo dobra rzecz po polsku: Piesowicz, Geremek, „Ludzie, towary, pieniądze”. Warto nabyć o danym przedmiocie rzetelną wiedzę, a nie bezkrytycznie rzucać się na rzekome rewelacje z okruchów wybiórczo zacytowanych. Pańska wiedza i kultura historyczna pozostawiają wiele do życzenia.
    Przy okazji, „nowy pieniądz” wyparł „stary”w Anglii i we Francji już w XVII – XVIII wieku. Niech Pan sobie poczyta o „prekapitalizmie”, np. u Braudela.

  149. lspi
    8 listopada o godz. 9:29 273
    @jakowalski nie jest doktorem ekonomii !!!!!!!!!!!!!!!!!!
    On ma doktorat z „lemologii”, a doktoryzowal sie z Lema w Australii.

  150. Gagan:jest 67 na 147 wypocin!!Jeszcze troche a przekroczy 50%!!!!

  151. xpawelek vel paul vel luap
    13 listopada o godz. 13:48 408
    Znów nie masz nic do powiedzenia ad rem?

  152. Polecam też – Edward Karolczuk – „Nagie życie” ofiar wyzysku pracy i wojny
    Ta książka to wyzwanie rzucone spleśniałym stereotypom, zwłaszcza tyn, w których totalitaryzm utożsamia się po prostu z „komunizmem” czy nazizmem , kapitalizm z „wolnym rynkiem” i demokracją liberalną, a liberalizm z wolnością i podmiotowością człowieka. Tymczasem – przypomina autor – demokracja liberalna nie jest demokratyczna dla wszystkich, nawet u siebie, a cóż dopiero dla narodów kolonizowanych czy utrzymywanych w niekolonialnej zależności. Zaś formalny pluralizm ideologiczny, medialny i partyjny bynajmniej nie wyklucza uniformizacji, wszechkontroli i tłumienia ludzkiej podmiotowości, choć służyć temu może np. nie przemoc dosłowna, ale ta nazywana symboliczną. To mocny bodziec do myślenia, gdy autor zaskakuje czytelnika dowodząc, że alienacja wypalenie zawodowe, nerwica okopowa, desperacja dezerterów, stres pourazowy żołnierzy, upokorzenie i apatia bezrobotnych, depresja i autodegradacja bezdomnych to nie zjawiska osobne, lecz komponenty pewnego syndromu. Co więcej, że mają one wspólny mianownik z klasycznym niewolnictwem i ekstremalną sytuacją więźniów obozów koncentracyjnych czy gułagów. Jaki? Jest nim mechanizm wyzysku i uprzedmiotowienia człowieka. Właśnie o tym jest ta książka.
    http://aros.pl/ksiazka/nagie-zycie-ofiar-wyzysku-pracy-i-wojny

  153. jakowalski, 22:08
    Oligarchowie w ,, Imperium Dobra ” od czasu Nixona buduja aparat propagandy na wielku skale,
    jednoczesnie duszac wszelkie mozliwe osrodki oporu spoleczenstwa przeciw wladzy.
    Nowojorski postepowy komentator radiowo- telewizyjny, dostepny za darmo w sieci – Gary Null,
    twierdzi, ze kazda organizacja oddolna ma swoich kapusiow i ludzie Obamy wszystko o nich wiedza.
    Podobnie bylo za czasow poprzednich administracji.
    Przesladowanie dysydentow-Chelsea Manning, Edward Snowden , Julian Assange i dziesiatkow tych mniej znanych nasila sie z roku na rok.
    Oligarchowie cofaja nas do czasow opisywanych przez Howarda Zinna w jego historii spolecznej Ameryki.
    Jednoczesnie finansuja roznego rodzaju osrodki nacisku na panstwo.
    Rodzina Koch, ktora dorobila sie na produkcji benzyny u Stalina i Hitlera, przekupuje politykow za pomoca organizacji ALEC , podsuwajac lokalnym politykom przygotowane przez siebie ustawy.
    https://www.thenation.com/article/alec-exposed-koch-connection/
    Korporacja telewizyjno- radiowa FOX NEWS ( w Europie Sky ) dominuje kazdy zakatek Ameryki, podczas gdy lokalne stacje radiowe i telewizyjne sa wykupowane przez olbrzymie korporacje , jak producent bomb atomowych i konstruktor elektrowni w Fukoszimie- General Electric, dajac wszedzie jednakowy centro- prawicowy program na jedno kopyto albo sport czy majsterkowanie.
    Postepowe osrodki informacyjne upadaja, tak jak niezbyt dobrze zorganizowany i niedofinansowany kanal telewizyjny Air America, odsprzedany przez Al Gore stacji Al Jazeera.
    Zalozona po II Wojnie w San Francisco stacja radiowa Pacifica, utrzymujaca sie ze skladek sluchaczy ale dostepna dla kazdego ( nadaje na przyklad z anteny Empire State Building na cala okolice Nowego Jorku )
    tez sie boryka z wielkimi problemami finansowo- organizacyjnymi ( niektorzy podejrzewaja sabotaz ) i jest bliska wykupienia przez stacje komercyjne.
    Po zlikwidowaniu przemyslu w USA ( Bill Clinton- NAFTA ), zwiazki zawodowe nie maja sily przeciwstawiac sie organizacjom korporacyjnym, dlatego glos rozsadku jest slyszany tylko sporadycznie.
    Cintonowie, podobnie jak Tony Blair, spelniaja poslusznie polecenia finansujacych obecnie Partie Demokratyczna bankierow, wiec ludzie pracy nie maja odpowiedniej reprezentacji na forum publicznym.
    40 milionow obywateli powstrzymalo sie od glosowania i w nich widza Zieloni i inne grupy ,
    potencjalny sposob na zmiane korporacyjnego systemu dwupartyjnego w USA.

  154. wyzysk – 13 listopada o godz. 21:52 413
    Niestety, ale to co piszesz, to jest prawda…

  155. Wyzysk:od czasu istnienia Polityki,chyba 1956,czytam to co piszesz!Nie nudzisz sie przy tym stalym przepisywaniu!Nie kapnales prostej rzeczy:kapitalizm jest od chyba juz 200 lat zlym systemem spol.-gosp.,ale lepszego nie wynaleziono!
    Wasze wypociny,lewakow,poprostu sa smieszne :zajmijcie sie np.problemem ile aniolkow zmiesci sie na czubku szpilki=problem nie rozwiazany od sredniowiecza!

  156. Dziekuje za rady, jaki konkretnie tekst Braudela ma Pan na myśli?

  157. Xpawelek vel Paul vel Luap – 14 listopada o godz. 12:31 415
    Wynaleziono wiele lepszych systemów gospodarczo-społecznych niż kapitalizm, tyle, że wszystkie próby ich implementacji były i są wciąż sabotowane przez kapitalistów. Ale do czasu…
    Wasze wypociny, prawaków są zaś po prostu śmieszne. Zajmijcie się więc lepiej np. problemem ile aniołków zmieści sie na czubku szpilki – choć to jest problem dawno rozwiązany (niekończona ilość, jako że aniołki są z defincji duchami i jako takie nie zajmują one miejsca w realnej przestrzeni), to wy o tym, tak jak i o wszystkim innym NIE macie nawet najmniejszego pojęcia. 😉

  158. Czego boi się polska prawica? – komentarz do artykułu Kuba Benedyczaka „Co oznacza Trump dla Europy Środkowo-Wschodniej?” – http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1683054,2,co-oznacza-trump-dla-europy-srodkowo-wschodniej.read
    1. Tego, że jądro przyszłej polityki zagranicznej Donalda Trumpa zasadzać się będzie na tym, by USA porzuciły rolę „światowego żandarma”, w więc tego, że na świecie może zapanować pokój. A więc jeśli bogate Niemcy, Wielka Brytania (wł. UK) czy też Francja mają ochotę pomagać Ukrainie, to proszę bardzo – Ameryka nie zamierza im przeszkadzać, a nawet może i pomoże, ale dlaczego pieniądze amerykańskich podatników mają być przeznaczane na wsparcie ukraińskich żołnierzy?
    2. Tego, że Trump uważa, iż to nie Rosja jest obecnie i w przewidywalnej przyszłości głównym wrogiem USA, ale Chiny Ludowe (ChRL) i ich polityka finansowo-gospodarcza prowadzona w interesie Chin a nie USA. Zatem USA powinny skupić się na gospodarczym uderzeniu w Państwo Środka, a nie w Rosję. Natomiast Barak Husajn Obama swoją polityką zrealizował najgorszy z możliwych dla USA scenariuszy, a mianowicie doprowadził on do zbliżenia Moskwy z Pekinem. Prawdą bowiem jest, że po interwencji amerykańskich wojsk w Iraku, Afganistanie i Libii oraz po Arabskiej Wiośnie niewielu ludzi w USA i na świecie wierzy, że eksport demokracji służy „importerom”, i że wspieranie tzw. demokratycznych rewolucji przeciwko tzw. dyktatorom (czyli rządom uznawanym przez CIA za wrogie Ameryce) rodzi bardziej humanitarny i bezpieczny świat, jako że przecież jest wręcz przeciwnie.
    3. Polska prawica boi się więc tego, że „Stany Zjednoczone będą w węższych kategoriach postrzegały swój własny interes, a angażowanie się USA za granicą będzie uwarunkowane bezpośrednim zagrożeniem interesów bezpieczeństwa lub gospodarczych USA. Będzie też zapewne zależne od stopnia zaangażowania sojuszników i nie będzie w tym automatyzmu”.
    4. Polska prawica boi się więc, że Rosja i Stany Zjednoczone mogą działać razem np. w Syrii. Boi się ona też tego, że Rosja i Stany Zjednoczone mogą współpracować w zwalczaniu terroryzmu i ustanowieniu pokoju na świecie, nie mówiąc o handlu i pozostałych benefitach, płynących z wzajemnego szacunku: „Rosja chce się pozbyć ISIS, my też. Może pozwólmy to zrobić Rosji? Niech walczą z ISIS w Syrii, a my w Iraku”.
    5. Oznacza to iż Polska prawica boi się, iż między Moskwą a Waszyngtonem może dojść do nieformalnej umowy, polegającej na końcu współpracy Rosji z Chinami a początku współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, w zamian za co Amerykanie pozostawią Rosjanom swobodę działania na terenie post-radzieckim, czyli też i w Polsce.
    6. Tak więc wobec rywalizacji z Pekinem, Waszyngton prędzej czy później będzie musiał przeciągnąć Rosję na swoją stronę, a tym samym „sprzedać” naszą część Europy pod parasolem ograniczania amerykańskiej obecności w regionie. Pierwszym krokiem dla Polski i krajów ościennych powinno być uświadomienie sobie, że kończy się okres, gdy bezpieczeństwo dla prozachodnich rządów prawicy gwarantował w Polsce żandarm zza oceanu. Ten żandarm po prostu nie ma już dziś siły i zasobów, aby być wszędzie. Hasło Trumpa „Make America great again” jest oczywiście złudne, jako że nie ma powrotu do amerykańskiej z supremacji lat 1990, i z początków XXI wieku. Pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że rządzący w naszym kraju, kimkolwiek by oni nie byli, potraktują tę przesłankę jako fundamentalną. Ale nie łudźmy się – zarówno PO, tak samo jak PiS, PSL, SLD czy Nowoczesna są tak proamerykańskie i tak konserwatywne, że nie przyjmą one do wiadomości tego, że USA nie chce i nie może ich dłużej wspierać w ich, w 100% przecież irracjonalnym i jakże dla Polski i Polaków szkodliwym, konflikcie z Rosją.
    Ale NIE jest przecież prawdą, że:
    1. W naszej części Europy powszechnie uważa się, iż wojskowa obecność USA stanowi nieodzowną konieczność – tak bowiem uważa tylko skrajna prawica będąca od lat na usługach Pentagonu i CIA, w tym dziennikarze „Polityki” czy „Wyborczej”, czyli, paradoksalnie, tzw. polska centrolewica. Przecież Biały Dom nie ma obecnie specjalnego interesu w przeciąganiu liny z Moskwą o Ukrainę i Gruzję, a także aby podejmować nadzwyczajne środki bezpieczeństwa w Polsce i krajach nadbałtyckich. W trakcie jednej z debat Trump słusznie zauważył, że ciągle mówi się o Rosji, natomiast ani słowa o Chinach, podczas gdy z tych dwóch państw przecież tylko Chiny mogą podważyć globalną amerykańską supremację, a Rosja nie ma w tym żadnego przecież interesu, chyba że do spółki z Chinami bądź Indią.
    2.Nie jest też prawdą, że system finansowy z Bretton Woods dalej funkcjonuje, jako że zaczął się on załamywać już15 sierpnia 1971 r., kiedy to USA zawiesiły „tymczasowo” wymienialność dolara na złoto po stałej cenie. W porozumieniu waszyngtońskim z grudnia 1971 część krajów ustaliła więc nowe parytety swoich walut, inne oparły je na dolarze USA. Ostatecznie system Bretton Woods załamał się w 1973 r. po dewaluacji dolara i wprowadzeniu kursu płynnego. Nowe zasady funkcjonowania MFW uchwalone zostały w kwietniu 1976 r. i po wprowadzeniu ich w życie w 1978 r. położyły one tym samym ostateczny kres systemowi Bretton Woods.

  159. jakowalski, 16:46
    Spekulanci nowojorscy wymusili na Hillary Clinton zamordowanie przywodcy niepodleglego kraju
    i zrownania calego terytorium z ziemia, bo Kadafi podobnie jak Husajn, chcial niezaleznego od
    Zachodu pieniadza.
    Zloty dinar mial byc srodkiem wymiany miedzy krajami Afryki i Bliskiego Wschodu , bo Kadafi twierdzil ze waluta Zachodu zaniza dochody Afryki.

    Nawroceni w 1989 roku na kocia wiare neoliberalizmu aktywisci solydarnosciBIS, mimo ze podzielili sie na
    frakcje cetrolewu i cetroprawicy, spelniaja role karbowych na rosnacym latyfundium Europy Wschodniej.
    Ta sama fanatyczna wiara, przedtem w Jozefa Wasorionowicza, a po zmianie systemu w Miltona Friedmana, pozwala na luksusowy zywot kosztem innych.
    Jesli telefon z centrali nakazuje nienawidzic kapitalistow rosyjskich i niszczyc wlasny kraj przez zakaz wolnego handlu, to niczego innego w glownym scieku medialnym nie zobaczymy.

  160. @jakowalski z 14 listopada o godz. 16:46 418
    Po przeczytaniu pańskiego komentarza przypomniała mi się rozmowa Czepca z dziennikarzem w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego. Czepiec zapytał: – Co tam panie w polityce?, zaś dziennikarz odpowiedział – Chińczycy trzymają coraz mocniej!
    Przypomnę Panu, że S. Wyspiański wystawił swoje „Wesele” na deskach teatru w Krakowie w 1905 r. Wówczas carska Rosja przegrała z Japonią wojnę o Mandżurię, chińską prowincję.

  161. @wyzysk z 14 listopada o godz. 20:59 419
    Myślę, że warto aby dla uzupełnienia swojej wiedzy o najnowszej historii politycznej i ekonomicznej Polski po 1980 r. powinien Pan przeczytać doskonale napisaną przez prof. dr hab. Karola Modzelewskiego książkę „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca.”. Książkę tę wydały „Iskry” w 2013 r i jest ona jeszcze dostępna w księgarniach. K.Modzelewski był pierwszym rzecznikiem prasowym przewodniczącego NSZZ „Solidarność” Lecha Wałęsy w sierpniu 1980 r., potem senatorem w parlamencie PRL od 4 czerwca 1989 r. Po zakończeniu działalności politycznej habilitował się jako historyk mediewista i był przez parę lat, jako profesor belwederski, wiceprezesem Polskiej Akademii Nauk w III Rzeczypospolitej Polskiej.

  162. Lspi – 14 listopada o godz. 22:02 421
    Niestety, ale prof. Modzelewski za późno i za słabo skrytykował politykę Balcerowicza, a jako długoletni wiceprezes PAN przyczynił się on do zakonserwowania tej iście stalinowskiej instytucji, która wciąż wyrządza olbrzymie szkody polskiej nauce ze względu na panująca w niej korupcję, kolesiostwo i niekompetencję. Przecież utrzymanie tej pseudonaukowej akademii kosztuje nas grube miliony, a efekty z tego mamy przeciez praktycznie żadne. Moim zdaniem jest on więc zwyczajnym szkodnikiem i hipokrytą. Modzelewski, tak samo jak jego „styropianowi” koledzy tacy jak Kuroń czy Bujak trochę za późno zauważyli, że walczyli oni oni za pieniądze CIA po to, aby w Polsce wprowadzić na nowo bezrobocie, bezdomność i beznadzieję, po to, aby Polacy musieli znów emigrować z Polski, aby żyć jak ludzie. 🙁
    A obecny, tragiczny wręcz stan polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego jest z kolei bezpośrednim rezultatem „zgniłego kompromisu” osiągniętego ponad 25 lat temu przy tzw. Okrągłym Stole przez rządzące wówczas Polską „komunistyczne” elity z elitami „solidarnościowymi”, reprezentowanymi dziś w nauce polskiej właśnie przez byłego wiceprezesa PANu, prof. Karola Modzelewskiego. Na skutek owego kompromisu, okazała się niemożliwa radykalna wymiana kadry zarządzającej polską nauką (w tym głównie PAN) oraz polskimi wyższymi uczelniami, które to „postkomunistyczne” kadry, w olbrzymiej większości ukształtowane i wykształcone w PRLu, skutecznie torpedują, i to od ponad 25 lat, jakiekolwiek próby realnego uzdrowienia polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego. A nie wymaga chyba udowadniania twierdzenie, iż obecna jakość uczelni wyższych i ich absolwentów decydować będzie o przyszłości Polski w następnych dziesięcioleciach (Thieme, J.K.”Szkolnictwo wyższe. Wyzwania XXI wieku. Polska – Europa – USA”,Warszawa: Difin S.A., 2009) oraz tu: http://static.t-code.pl/Keller-Reforma03B.pdf

  163. Lspi – 14 listopada o godz. 21:41 420
    A dziś prezydent-elekt USA, czyli Donald Trump uważa, iż to nie Rosja jest obecnie i w przewidywalnej przyszłości głównym wrogiem USA, ale Chiny Ludowe (ChRL) i ich polityka finansowo-gospodarcza prowadzona w interesie Chin a nie USA. Zatem USA powinny skupić się na gospodarczym uderzeniu w Państwo Środka, a nie w Rosję. Natomiast Barak Husajn Obama swoją polityką zrealizował najgorszy z możliwych dla USA scenariuszy, a mianowicie doprowadził on do zbliżenia Moskwy z Pekinem. Prawdą bowiem jest, że po interwencji amerykańskich wojsk w Iraku, Afganistanie i Libii oraz po Arabskiej Wiośnie niewielu ludzi w USA i na świecie wierzy, że eksport demokracji służy „importerom”, i że wspieranie tzw. demokratycznych rewolucji przeciwko tzw. dyktatorom (czyli rządom uznawanym przez CIA za wrogie Ameryce) rodzi bardziej humanitarny i bezpieczny świat, jako że przecież jest wręcz przeciwnie.

  164. Wyzysk – 14 listopada o godz. 20:59 419
    Tak, niestety. ale znów masz rację 🙁 Ale jest nadzieja, jako że nasze prawicowe, post-solidarnościowe elity władzy z POPiSu, PSL i SLD oraz Nowoczesnej i Ruchu Kukiza boją się teraz:
    1. Tego, że jądro przyszłej polityki zagranicznej Donalda Trumpa zasadzać się będzie na tym, by USA porzuciły rolę „światowego żandarma”, w więc tego, że na świecie może zapanować pokój. A więc jeśli bogate Niemcy, Wielka Brytania (wł. UK) czy też Francja mają ochotę pomagać Ukrainie, to proszę bardzo – Ameryka nie zamierza im przeszkadzać, a nawet może i pomoże, ale dlaczego pieniądze amerykańskich podatników mają być przeznaczane na wsparcie ukraińskich żołnierzy?
    2. Tego, że Trump uważa, iż to nie Rosja jest obecnie i w przewidywalnej przyszłości głównym wrogiem USA, ale Chiny Ludowe (ChRL) i ich polityka finansowo-gospodarcza prowadzona w interesie Chin a nie USA. Zatem USA powinny skupić się na gospodarczym uderzeniu w Państwo Środka, a nie w Rosję. Natomiast Barak Husajn Obama swoją polityką zrealizował najgorszy z możliwych dla USA scenariuszy, a mianowicie doprowadził on do zbliżenia Moskwy z Pekinem. Prawdą bowiem jest, że po interwencji amerykańskich wojsk w Iraku, Afganistanie i Libii oraz po Arabskiej Wiośnie niewielu ludzi w USA i na świecie wierzy, że eksport demokracji służy „importerom”, i że wspieranie tzw. demokratycznych rewolucji przeciwko tzw. dyktatorom (czyli rządom uznawanym przez CIA za wrogie Ameryce) rodzi bardziej humanitarny i bezpieczny świat, jako że przecież jest wręcz przeciwnie.
    3. Tego, że „Stany Zjednoczone będą w węższych kategoriach postrzegały swój własny interes, a angażowanie się USA za granicą będzie uwarunkowane bezpośrednim zagrożeniem interesów bezpieczeństwa lub gospodarczych USA. Będzie też zapewne zależne od stopnia zaangażowania sojuszników i nie będzie w tym automatyzmu”.
    4. Tego, że Rosja i Stany Zjednoczone mogą działać razem np. w Syrii. Boi się ona też tego, że Rosja i Stany Zjednoczone mogą współpracować w zwalczaniu terroryzmu i ustanowieniu pokoju na świecie, nie mówiąc o handlu i pozostałych benefitach, płynących z wzajemnego szacunku: „Rosja chce się pozbyć ISIS, my też. Może pozwólmy to zrobić Rosji? Niech walczą z ISIS w Syrii, a my w Iraku”.
    5. Oznacza to iż polskie elity władzy boją się, iż między Moskwą a Waszyngtonem może dojść do nieformalnej umowy, polegającej na końcu współpracy Rosji z Chinami a początku współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, w zamian za co Amerykanie pozostawią Rosjanom swobodę działania na terenie post-radzieckim, czyli też i w Polsce.
    PODSUMOWANIE: Tak więc wobec rywalizacji z Pekinem, Waszyngton prędzej czy później będzie musiał przeciągnąć Rosję na swoją stronę, a tym samym „sprzedać” naszą część Europy pod parasolem ograniczania amerykańskiej obecności w regionie. Pierwszym krokiem dla Polski i krajów ościennych powinno być uświadomienie sobie, że kończy się okres, gdy bezpieczeństwo dla prozachodnich rządów prawicy gwarantował w Polsce żandarm zza oceanu. Ten żandarm po prostu nie ma już dziś siły i zasobów, aby być wszędzie. Hasło Trumpa „Make America great again” jest oczywiście złudne, jako że nie ma powrotu do amerykańskiej z supremacji lat 1990, i z początków XXI wieku. Pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że rządzący w naszym kraju, kimkolwiek by oni nie byli, potraktują tę przesłankę jako fundamentalną. Ale nie łudźmy się – zarówno PO, tak samo jak PiS, PSL, SLD czy Nowoczesna są tak proamerykańskie i tak konserwatywne, że nie przyjmą one do wiadomości tego, że USA nie chce i nie może ich dłużej wspierać w ich, w 100% przecież irracjonalnym i jakże dla Polski i Polaków szkodliwym, konflikcie z Rosją.
    Patrz też komentarz do artykułu Kuby Benedyczaka „Co oznacza Trump dla Europy Środkowo-Wschodniej?” – http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1683054,2,co-oznacza-trump-dla-europy-srodkowo-wschodniej.read

  165. Byc moze zamiast prostych dychotomii , z ktorych po-transformacyjnym polglowkom wyksztalconym na Blacerowiczu wychodzi, ze krytykujacy kapitalizm Jakowalski to na pewno komunistyczny milosnik Korei Polnocnej warto porownac najrozniejsze funkcjonujace realnie modele spoleczno-ekonomiczne.

    I niby kapitalizm jest zarowno w Chinach jak i w USA czy Szwecji a jednak sa to bardzo odmienne w praktyce systemy.

    Ma to znaczenie praktyczne dla Polski bo warto zamiast dyskutowac o teoretycznych modelach mowic o tym co rzeczywiscie funkcjonuje i jakie ma skutki dla tzw, dobra ogolu i jednostek.

    Otoz w Szwecji, tej socjalistycznej …Szwecji – sektor prywatnym ma bardziej przewazajaca role w gospodarce niz np. w „wolnorynkowej ” Wielkiej Brytanii.

    Wezmy dla porownania dwa kraje kapitalistyczne USA i Szwecje;
    tu i tu panuje wyzysk ale jednak okazuje sie, ze mozna… pomimo globalizacji, automatyzacji i innych „obiektywnych” trendow budowac swiadomie przez konkretne polityczne decyzje rozna rzeczywistosc.
    (Mozna to robic rowniez i w Polsce nie skaczac z socjalizmu do kapitalizmu plujac na siebie nawzajem).

    Szwecja bedac bez watpienia krajem kapitalistycznym ma jednoczesnie obok jednego z najnizszych zroznicowan dochodow, najwyzszej mobilnosci spolecznej (znacznie wyzszej niz w legendarnej Ameryce…)
    oraz bardzo niskiego zadluzenia i wysokiego tempa wzrostu – bardzo rozbudowana swiadoma i celowa polityke redystrybucyjna oraz generalnie polityke socjalna.

    Ma przy okazji gospodarke o wyzszym poziomie (!) konkurencyjnosci niz gospodarka amerykanska i znacznie wyzszych wskaznikach poziomu zycia (zdrowie, dlugowiecznosc, dostep do edukacji, poczucie bezpieczenstwa socjalnego oraz wynikajace z tych poprzednich czynnikow mozoliwosci samorozwoju i WOLNOSCI).

    Praktycznie we wszystkich wskaznikach lacznie z konkurencyjnoscia i realnym poziomem zycia przecietnego mieszkanca system wyzysku czlowieka przez czlowieka jest w Szwecji jakby mniejszy… niz w USA.

    Wiec mozna i to bez wylewania dziecka z kapiela.

    Ludzie nie musza zyc jak zagonieni w niewolniczym kieracie niewolnicy dlugow i kaprysow panow wlascicieli.
    Przecietny Olafson nie musi po nocach tluc glowa o sciane bo ma chora corke.
    Nie musi latac z jednego cwiercetatu na drugi by pojechac co roku na 6 tygodni na Bali…
    Nie musi dostawac sraczki na sama mysl o utracie pracy.

    Przecietnemu Amerykaninowi z kapitalistycznego raju, (ktory z reguly byl co najwyzej dwa tygodnie w Meksyku…) nawet nie miesci sie w glowie jak ludzie moga zyc.
    Podobnie nie miesci sie to w glowie paru blogowiczom nie widzacym innej opcji w Polsce.

    I to slowo „moga”
    jest tu najwazniejsze.
    Bo nieprawda jest ten imposybilizm i fatalizm o swiecie, ktory nieublaganie pedzi do samozaglady kapitalizmu zjadajacego wlasna glowe.

    Ludzie moga wybrac.
    Mozna roznie.

    Moze to byc te 500 zl na dziecko, czy podniesienie minimalnej stawki na godzine na poczatek.
    Moze to byc swiadoma celowa polityka gospodarcza.

    To moga byc swiadome polityczne wybory, ktore jak widac nie musza zarzynac kury by dac wiekszej ilosci ludzi wiecej jaj.

    Jednoczesnie dziwie sie, ze w calej tej dyskusji, w ktorej niektorzy neguja imanetna sprzecznosc niekontrolowanej (od lat 80-ych z powodow POLITYCZNYCH) gospodarki kapitalistycznej polegajaca na kryzysie nadprodukcji z powodu zmniejszenia sie udzialu pracy w produkcie.
    Mozna sobie mozna wyobrazic, ze w przyszlosci ludzie beda potrzebni do produkcji czgokolwiek coraz mniej…potrzebni wlascicielom srodkow produkcji od maszyn produkujacych do maszym myslacych (za ludzi).

    Przeciez mowi sie coraz otwarciej i malo tego nawet wprowadza sie w zycie tzw dochod gwarantowany.
    Gdzie panstwo w krajach jak najbardziej kapitalistycznych na drodze redystrybucji ma zapewniac KAZDEMU niezaleznie czy pracuje czy nie, uczy sie czy nie itp – dochod pozwalajacy na godne zycie, samorealizacje i na… popyt.
    Np . W Holandii na początek dochód gwarantowany (900 euro) otrzyma 250 mieszkańców Utrechtu.
    W ramach projektu pilotażowego 10 tys. losowo wybranych Finów i Finek otrzyma comiesięcznie stałą kwotę okolo 1000 euro.
    W Szwajcarii dochod gwarantowany zostal chwilowo tylko odrzucony w referendum bagatela 2.500 frankow jedynie z racji bycia Szwajcarem – czyli 10 000 zlp na reke…
    To dopiero poczatek ale to nieuknione.

  166. Andrzej Falicz
    15 listopada o godz. 7:12
    Zgadzam się z Tobą – najważniejsze jest , komu służy to, co gospodarka wytwarza i jak są one dzielone pomiędzy członków społeczności.
    Nie jestem zwolennikiem dawania, „bo się należy” lecz „dzielenia się pracą”.
    Jeśli automatyzacja i robotyzacja sprawia iż mniej pracy ludzkiej wymaga zaspokojenie potrzeb podstawowych ( pożywienie, przyodziewek, schronienie i bezpieczeństwo ) rozwijajmy możliwości zaspokajania na wyższym poziomie potrzeb wyższego rzędu.
    Dawanie „za nic” prowadzi do degeneracji gdyż taki osobnik nie ma żadnych bodźców, żadnej motywacji do własnego rozwoju. i wówczas znaczna cześć społeczeństwa spadnie do poziomu bydła – byle żłób był pełny to nie będzie ryczeć.
    Tego chcemy ?

  167. Andrzej Falicz – 15 listopada o godz. 7:12 425
    Szwecja jest państwem jak najbardziej kapitalistycznym, tyle że z relatywnie dobrze rozbudowanym tzw. welfare state, czyli opieką społeczną, ale przecież ten cały welfare state to jest tylko środek przeciwbólowy, zaaplikowany zgodnie z zaleceniami lorda Keynesa, ale eliminujący tylko niektóre objawy gnicia kapitalizmu, ale ich przecież NIE eliminujący, a tylko przedłużający nieuchronną przecież agonię kapitalizmu. Nie da się więc uratować kapitalizmu bez wylewania dziecka z kąpielą, czyli inaczej uratować kapitalizm da się, i to też nie na zawsze, tylko przez brutalną, militarno-policyjną dyktaturę, jako że ta pozorna szczęśliwość Szwecji nie da się utrzymać na dłuższa metę, jako że albo kapitaliści się zbuntują z powodu płacenia bardzo wysokich i coraz to wyższych podatków, albo też zbuntuje się reszta ludności domagając się jeszcze więcej od państwa. I przypominam, że Szwecja pogrąża się obecnie w chaosie z powodu niekontrolowanego napływu imigrantów z III świata, który niedługo rozłoży szwedzkie „państwo dobrobytu”. I co wtedy?
    Niestety, ale prawda jest taka, że nasz świat nieubłaganie pędzi do samozagłady kapitalizmu zjadającego własną głowę, gdyż taka jest logika kapitalizmu, a wszelakie próby jej ignorowania poprzez wdrażanie rożnych modeli tzw. państwa dobrobytu są w dłuższym okresie czasu skazane na klęskę, jako że są one niezgodne z logiką kapitalizmu, ponieważ ograniczają one zyski a tym samym zmniejszają inwestycje, przez co kapitalizm w państwach z wysokim poziomem redystrybucji dochodów musi się załamać z powodu zbyt niskich inwestycji. A z kolei wysoki poziom inwestycji wymaga obniżki płac realnych, co z kolei może doprowadzić do wybuchu rewolucji antykapitalistycznej. Tak czy inaczej, kapitalizm skazany jest więc na zagładę, tak samo jak skazane na zagładę były przed nim niewolnictwo i feudalizm, jako że taka, a nie inna jest dynamika wszystkich ustrojów opartych na wyzysku i istnieniu antagonistycznych klas społecznych.
    Tzw. dochód gwarantowany jest zaś sprzeczny z logiką kapitalizmu, jako że usuwa on ekonomiczny przymus pracy, a więc zmusza kapitalistów do płacenia z jednej strony wysokich podatków a z drugiej do podnoszenia płac, a więc do spadku poziomu inwestycji, ze wszystkimi tego konwencjami wyłożonymi przeze mnie powyżej. Pomyślmy bowiem, skąd ma państwo brać pieniądze na ten dochód gwarantowany, jak nie z obniżki zysków kapitalistów i obniżki płac osób pracujących? Ten dochód gwarantowany to jest może piękna idea, ale niemożliwa do zrealizowania w ramach kapitalizmu rynkowego, jako że wymaga on przejścia do zupełnie innego systemu gospodarczo-społecznego niż kapitalizm rynkowy, a polegającego na uspołecznieniu kapitału (nie do jego nacjonalizacji, co już przerobiliśmy z wiadomym skutkiem w Polsce w latach 1944-1989). Ale to jest przecież temat na osobną dyskusję.

  168. Kaesjot – 15 listopada o godz. 8:43 426
    Ale jak będziesz dzielił w przyszłości to, czego już nie będzie? Poza tym, to nie wszyscy ludzie nadają się do pracy umysłowej, a przecież tylko taka pozostanie niebawem dla ludzi, przynajmniej w tzw. I świecie.
    I skąd wiesz, że obecny upadek zachodniej cywilizacji nie jest tylko preludium do zakończenia epoki panowania ludzi na Ziemi? Polecam na początek Lema: „Powrót z Gwiazd”, Podróż dwudziestą czwartą z „Dzienników Gwiazdowych” i „Formułę Lymphatera”. Możliwe jest przecież, że ewolucja dążąc do wytworzenia inteligencji wysokiego stopnia musiała się posłużyć ludźmi jako narzędziami do jej wytworzenia, a my ową inteligencję wyższego stopnia nazywamy dziś, zupełnie zresztą błędnie, „sztuczną inteligencją” czyli AI.
    Pozdrawiam

  169. Andrzej Falicz, 7:12

    Klasy posiadajace w USA zaczely bezkarnie rozmontowywac system spoleczny ,
    wpowadzony przez Roosvelta dla ratowania kapitalizmu po zalamaniu roku 1929,
    duzo wczesniej i szybciej niz w krajach Europy Zachodniej.
    Sila sektora bankowego i bedace na jego uslugach 16 urzedow bezpieczenstwa publicznego , kierujacych aktywnie aparatem propagandy i wciagajacych na czarne listy wszystkich bez wyjatku dzialaczy spolecznych jako TERRORYSTOW daje rezultaty w niespotykanej skali.

  170. Wyzysk – 15 listopada o godz. 13:22 429
    Tak, a to wszystko, czyli stopniowa likwidacja tzw. państwa dobrobytu, wymuszonego na kapitalistach powstaniem ZSRR i Wielkim Kryzysem kapitalizmu lat 1930, przyspieszyło się znacznie po tym, kiedy to Amerykanie przekupili w latach 1980. Gorbaczowa i ten zaprowadził w Rosji i praktycznie w całym byłym ZSRR na nowo kapitalizm rynkowy – poza Białorusią praktycznie w jego prymitywnej, XIX-wiecznej postaci, a którą niestety obserwujemy dziś także i w Polsce, „dzięki” Wałęsie, Mazowieckiemu, Michnikowi, Kuroniowi, Macierewiczowi, Kaczyńskim i Tuskowi oraz oczywiście Balcerowiczowi. 🙁
    Pozdrawiam, LK

  171. jakowalski
    15 listopada o godz. 12:23
    Ja tak daleko nie sięgam ale nawet gdyby, to mamy „iść potulnie na rzeź” ?
    Pamiętasz hasło – „być a nie mieć ” ?
    Z „maniem” nie będzie problemu zatem idźmy w kierunku ” bycia” a nie leżmy tylko na plecach z rozdziawioną gębą a pieczone gołąbki same będą do niej wpadać aż kiedyś nie zdąży się przełknąć i ……

  172. Panie redaktorze Rafale Wosiu,
    czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek „Nowego Atlasu Ekonomicznego”, gdyż trwająca już od 7 listopada br. na Pańskim blogu już mnie znudziła. Pozdrawiam. lspi

  173. lspi – 15 listopada o godz. 22:08 432
    A co powiesz na to, że w długofalowym strategicznym interesie USA jest współpraca z Rosją w celu powstrzymania dojścia Chin Ludowych (ChRL) do pozycji światowego hegemona. W tej sytuacji Polska się nie liczy i zostanie ona oddana, jak dawniej w Wiedniu czy Jałcie, pod kuratelę Moskwy. Uczcie się więc młodzi Polacy rosyjskiego, gdyż niebawem bardziej się on wam przyda niż angielski czy niemiecki.

  174. Kaesjot – 15 listopada o godz. 18:03 431
    Ta przyszłość może przyjść wcześniej niż się tego spodziewasz. Poza tym, to nie mamy wyjścia – poczytaj zakończenie „Formuły Lymphatera” – ewolucja ma ogromne zasoby i z nią nie wygrasz. Cytuję z opracowania Piotr Krywaka p.t. „Formuła Lymphatera” Stanisława Lema – zapomniana opowieść o Ijonie Tichym? (Annales Academiae Paedagogicae Cracoviensis, Folia 39 Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia IV 2006):
    (…) „Lymphater chciał zaś tylko pokazać, że można (stworzyć inteligencję wyższego rzędu niż nasza ludzka – LK). Kierowała nim ciekawość. I – choć mu się udało, bo zbudował Nadistotę, która wiedzę o świecie uzyskiwała pozazmysłowo, a pomnażała w niewyobrażalnie szybkim tempie, jakiś pierwowzór Golema XIV z późniejszej prozy Lema – zniszczył ten twór, zrozumiawszy, iż z chwilą jego narodzin ród ludzki, spełniwszy swą ewolucyjną misję, stanie się zbędny. Odtąd pozostał mu już tylko niepokój o przyszłość własnego gatunku. Ktoś, kiedyś wpadnie bowiem z pewnością na wykryty przezeń trop… (…)
    Mimo chwilowej ulgi, jaką przyniosło Lymphaterowi zażegnanie niebezpieczeństwa, bohater wie, iż status quo , jakie ocalił, jest nietrwałe, to bowiem, co stworzył i zniszczył, wróci, gdyż właśnie doskonalszy Rozum jest następnym po człowieku celem natury. Wie również, że wpisując się w jej plan – krzywdził, lecz krzywdząc – ustanawiał dobro. I że sprzeczności, której doświadczył, uniknąć nie mógł.
    (…) gdy ludzka aktywność wpisuje się w nieznany plan natury, wolność zamienia się w konieczność, a etyczny aspekt podejmowanych działań, obiektywnie rzecz biorąc, zanika. Nie ma bowiem podziału na dobro i zło, gdy w grę wchodzi realizowanie celu wytyczonego przez przyrodę: kontynuacja i postęp ewolucji. A mimo to pojawiają się wątpliwości: to nasza świadomość zapętla się we własnym produkcie – w etyce. Stąd bierze początek dylemat Lymphatera, który wie, że procesu, jaki zainicjował i zatrzymał, nie wyhamuje na długo. Z punktu widzenia ludzkości jego działanie okazuje się zbawienne – przedłuża jej panowanie nad światem. Patrząc z zewnątrz, stanowi krok bezmyślny, przejaw dziecinnego buntu przeciw naturze, która ostatecznie i tak zwycięży; odroczenie egzekucji wydanego już wyroku.
    (Całość tu: http://sbsp.up.krakow.pl/article/view/954)

  175. Tylko, ze nic nie wskazuje na rozklad szwedzkiego kapitalizmu… ma on sie lepiej niz zdecydowana wiekszosc innych systemow.

    Zadluzenie bardzo niskie, tempo rozwoju relatywnie wysokie a i koszta welfare state wcale nie rosna na tyle by sie „kapitalisci buntowali”.
    Aktywnosc zawodowa rekordowa w skali swiata.
    Zadowolenie z zycia tez – mimo fatalnej…pogody Szwdzi sa w pierwszej dziesiatce najszczesliwszych narodow swiata – raport ONZ World Happiness Index.
    Polowa pracownikow jest zrzeszona w zwiazkach zawodowych.
    Przecietny wyzyskiwany…robotnik szwedzki spedza okolo 5 tygodni platnego urlopu na Karaibach lub w Tajlandii i pracuje de facto mniej niz polowe dni w roku…
    Po prostu kapitalistyczny horror.

    Ludzie zyja dlugo i szczesliwie – pewnie nigdzie nie udalo sie osiagnac takiej rownowagi, poczucia bezpieczenstwa, wolnosci spolecznej i jednostkowej jak w tej odmianie kapitalizmu.
    Co mialoby wskazywac na nadchodzaca katastrofe kapitalistycznego systemu w Szwecji?

    Imigracja do Szwecji nie jest efektem jakiejs kapitalistycznej imanentnej wady (!?) ale wynikiem otwartosci i humanistycznego podejscia szwedzkich wladz do ludzkich tragedii.
    Przeciez w takiej np. Australii (gdzie chwilowo mieszkam…) polityka imigracyjna w porownaniu do szwedzkiej jest skrajnie restrykcyjna i gdy lodzie z uchodzcami w Europie przywoza tysiace imigrantow dziennie w Australii sa bezwzglednie zawracane przez marynarke wojenna a ci „ktorym sie udalo”siedza w obozach latami (okolo 1200 osob!).
    Wiec jest to polityka a nie kapitalizm jako taki.

  176. Inaczej mowiac proponuje odejsc od bialo-czarnych recept i uproszczonego szufladkowania.
    Trzecia droga jest mozliwa.
    Jest to kwestia wyborow politycznych, ktore wcale nie sa determinowane jedynie ekonomia.
    Szwecja byla na pocztku XX wieku bardzo ubogim krajem na skraju Europy.
    Dzis jest swiecacym przykladem na caly swiat pokazujacym, ze mpozna wybudowac kapitalizm niekoniecznie kosztem …mas.

    Obok samego systemu ekonomicznego wyzysku istnieje cos takiego jak panstwo, prawo, system etc.
    Jaki jest lub bedzie moga decydowac obywtele.
    Chyba, ze sie jest czescia zbiurokratyzowanego niedemokratycznego molocha i strefy euro jak w wypadku Grecji i UE…

  177. Andrzej Falicz – 15 listopada o godz. 22:43 435
    Być może szwedzki kapitalizm ma się wciąż dobrze, ale szwedzkie państwo dobrobytu ledwo zipie pod presją długu i imigracji z III świata, a jej gospodarka jest wydmuszką, opartą na ogromnym długu zagranicznym, wielokrotnie wyższym niż dług Polski. Szwecja ma według Banku Światowego (World Bank) tego długu 34% PKB (Polska 39%) ale per capita to wynosi on w Szwecji aż USD 145,585 a w Polsce tylko USD 5,286.
    Statystyki szczęśliwości są zaś nienaukowe, a więc je pomińmy, ale zauważ, że dobrobyt Szwecji jest na kredyt, jako że choć ma ona prawie cztery razy mniej ludności niż Polska, to ma ona dług zagraniczny ponad trzy razy taki jak Polska – oto dane według CIA:
    Długość życia 83,9 lat (Polska 81,5 lat)
    Wzrost gospodarczy – 61 miejsce na świecie (Polska 76 miejsce)
    PKB per capita PPP – 15 (Polska 44 miejsce)
    Stopa bezrobocia 7,4% (w Polsce 10,5%)
    14% Szwedów żyje w nędzy (w Polsce 17,3%)
    Gini 24,9% (Polska 32,4%)
    Dług publiczny 43,2% PKB (Polska 45%)
    Dług zagraniczny 1,1 biliona USD, Polska 332 miliardy USD (ponad 3 razy mniej)
    Wygląda to generalnie nieco lepiej w Szwecji niż w Polsce, a różnica na korzyść Szwecji nie jest przecież taka, aby powalać na kolana…
    I być może połowa szwedzkich pracowników jest zrzeszona w związkach zawodowych, ale co z tego ma niby wynikać? W Polsce mieliśmy jeszcze lepsze statystyki pod tym względem i nic nam to nie dało poza strajkami, które zniszczyły polską gospodarka w latach 1980. I skąd bierzesz te informacje, że przeciętny robotnik szwedzki spędza około 5 tygodni płatnego urlopu na Karaibach lub w Tajlandii i pracuje de facto mniej niz połowę dni w roku? Chyba, że chodzi tu o prezesów wielkich szwedzkich firm. 😉
    Co do imigracji, to obawiam się, że australijska marynarka wojenna zawraca tylko te łódki, na które stać jest najbiedniejszych nielegalnych imigrantów, a bogatsi wynajmując sobie szybkie jachty motorowe, których ta marynarka nie jest w stanie przechwycić albo też przybywają oni do Australii samolotami.
    I na koniec – jeśli według ciebie w Szwecji jest taki raj, to dlaczego siedzisz w tej wstrętnej, rasistowskiej i biednej Australii a nie w tej postępackiej i bogatej Szwecji?
    Pozdrawiam
    LK

  178. Andrzej Falicz – 15 listopada o godz. 22:51 436
    Tzw. trzecia droga jest tylko mirażem, ułudą i iluzją, o czym już pisałem, jako że jest ona niezgodna z naturą i logiką kapitalizmu. Trzeba więc być zupełnym ignorantem jeśli chodzi o ekonomię, aby w nią uwierzyć .W Szwecji osiągnięto iluzję tej trzeciej drogi kosztem ogromnego zadłużenia, ale wiadomo jest, że nie da się długo żyć na kredyt, na dodatek wciąż zaciągając nowe długi na spłatę poprzednich, a tak przecież robi dziś i od wielu lat Szwecja i nie tylko ona, jeśli chodzi o państwa kapitalistyczne z rozbudowanym systemem świadczeń socjalnych. Balon zadłużenia Szwecji wciąż zaś rośnie i musi on pęknąć – pytanie nie jest czy, ale kiedy. Moim zdaniem niedługo. I wtedy będziemy mieli problemy z łódkami pełnymi Szwedów lądującymi bez naszej zgody na polskim wybrzeżu. Historia kołem się toczy…

  179. Szwecja osiągnęła nie iluzje ale system i panstwo, ktorego zazdrosci caly świat… łącznie ze zwykłymi ludzmi bedacymi pracownikami najemnymi, którzy żyją w dobrobycie i poczuciu bezpieczeństwa.
    Szwecja nie ma ogromnego zadłużenia (!?), ma jedno z najniższych wśród krajów rozwiniętych.
    Niższe również od tych państw, które tak rozbudowanego systemu społecznej solidarności nie mają.
    Nic nie wskazuje na to, że system ekonomiczny i społeczny w Szwecji ma się zamiar zawalić na skutek sprzeczności kapitalizmu…bo właśnie aktywna i świadoma polityka państwa te sprzecznosci
    niweluje.
    Przez redystrybucje i
    np. przez praktyczny zakaz konkurowania kosztami robocizny i bardzo silną rolę związków zawodowych włączonych w system państwa.
    Jeżeli chodzi o zadłużenie Szwecja przykładowo w 2011 roku była jedynym z trzech państw europejskich z nadwyżka budżetowa.

  180. Szwecja jako jedyny z tylko 5 państw w UE w ciągu 18 lat nigdy nie przekroczyła granicy maxymalnego deficytu.

    Rok 2016 ma być kolejnym rokiem rekordowego wzrostu dochodu i kolejnym rokiem zmniejszenia (!) zadłużenia.

    Tak wygląda załamywanie…się szwedzkiej gospodarki na skutek olbrzymich (?) kosztów „tworzenia iluzji” (?) trzeciej drogi.

    @http://www.rp.pl/artykul/1248436-Szwedzka-zielona-wyspa.html

  181. Andrzej Falicz – 16 listopada o godz. 11:19 439 i 16 listopada o godz. 11:27 440
    1. Zerknij może na statystyki zadłużenia zagranicznego i wewnętrznego Szwecji, a zobaczysz, że ona ma ogromny i rosnący dług – zarówno zagraniczny: w zależności od źródła USD 145 mld USD i USD 145 tys. per capita oraz 34% PKB według Banku Światowego i 405 mld USD i 405 tys. USD per capita oraz 71% PKB według Komisji Europejskiej, jak też i wewnętrzny: USD 217 897 000 000 czyli 44% PKB i że ten ostatni zwiększył się o ponad 30 miliardów dolarów od roku 2014 (dane IMF czyli MFW i Banku Światowego czyli World Bank oraz Komisji Europejskiej:
    ec.europa.eu/europe2020/pdf/csr2016/cr2016_sweden_en.pdf.
    2. Piszesz, że Szwecja jako jedyne z tylko 5 państw w UE w ciągu 18 lat nigdy nie przekroczyła granicy maksymalnego deficytu. Ale to tylko znaczy, że mają oni tam bardzo kreatywnych księgowych, jeszcze bardziej kreatywnych niż Grecja. A wiemy, jak skończyła Grecja. Poza tym, to Szwecja, nawet z pomocą tej inżynierii finansowej, balansuje. tak jak Polska, na granicy owego maksymalnego deficytu, a tak naprawdę to jest on w Szwecji, tak jak w Polsce, znacznie ponad 50% KB i wciąż rośnie.
    3. Polityka państwa może tylko łagodzić ból wynikły z istoty kapitalizmu tak samo jak morfina łagodzi ból choremu na raka, ale tak samo jak morfina nie leczy raka, to ten szwedzki, mocno (jak nie nadmiernie) rozbudowany system świadczeń socjalnych nie jest w stanie usnąć takich podstawowych wad kapitalizmu jak wyzysk czyli okradanie ludzi pracy przez kapitalistów, bezrobocie, obszary biedy a nawet i nędzy, cykliczne kryzysy etc.
    4. Rząd Szwecji nie jest w mocy zakazać zagranicznym firmom konkurowania ze szwedzkimi firmami kosztami robocizny, na skutek czego to dawno już temu upadł w Szwecji przemysł stoczniowy a teraz likwiduje się w niej przemysł samochodowy – SAAB już dawno temu został zlikwidowany a teraz Volvo przenosi swoją produkcje do Chin. Po prostu rząd szwedzki ma związane ręce poprzez przynależność Szwecji do UE i tym samym nie jest on w stanie zapobiec ucieczce miejsc pracy ze Szwecji i tym samym wzrostowi bezrobocia w Szwecji, a tym samym nie jest on w stanie zapobiec nieuchronnemu w tej sytuacji spadkowi płac realnych w Szwecji.
    5. A ta rzekoma nadwyżka budżetowa Szwecji to jest, jak to już pisałem, też tylko produktem kreatywnej księgowości.
    6. Prognozy gospodarcze mają to do siebie, że się bardzo często nie spełniają.
    7. Moja żona znalazła artykuł o tym, ze najlepszym krajem do życia jest Nowa Zelandia (NZ): New Zealand Ranks as Best Place to Live (247wallst.com/economy/2014/04/03/new-zealand-ranks-as-best-place-to-live).
    Wyjątki z tego artykułu prześlę ci w osobnym wpisie. Ale przecież ja w NZ z żoną i dziećmi rok mieszkaliśmy, po czym uciekliśmy stamtąd do Australii, podobnie jak setki tysięcy Nowozelandczyków, a dokładniej tak samo jak te 650 tysięcy Kiwis mieszkających obecnie w Australii, a co wynosi około 15% całej populacji NZ podczas gdy tylko 70 tysięcy Aussies (około 0.3% ludności Australii) mieszka obecnie w NZ.
    8. Z kolei „The Telegraph” (telegraph.co.uk/finance/property/pictures/8992089/Worlds-top-ten-places-to-live), twierdzi, że najlepszym miejscem do życia jest horrendalnie drogi, brudny i przeludniony Hong-Kong. Drugi jest równie horrendalnie drogi, brudny i przeludniony Nowy Jork a na trzecim miejscu jest, jak dotąd nieprzeludniona i jak na razie dość czysta (poza dużymi miastami), ale droga i mocno zacofana Nowa Zelandia. Australia (dokładniej najbiedniejsza i najzimniejsza oraz najnudniejsza i najbardziej rasistowska jej część czyli Tasmania) jest piąta, Kanada (Brytyjska Kolumbia) jest dziewiąta, a niebezpieczna, zamurzyniona RPA jest dziesiąta.
    9. Z kolei według ONZ, czyli według tzw. HDI czyli Wskaźnika Ludzkiego Rozwoju, opartego na takich parametrach jak:
    – oczekiwana długość życia,
    – średnia liczba lat edukacji otrzymanej przez mieszkańców w wieku 25 lat i starszych,
    – oczekiwana liczba lat edukacji dla dzieci rozpoczynających proces kształcenia i
    – dochód narodowy per capita w USD, liczony według parytetu nabywczego waluty (PPP USD)
    najlepszym miejscem do życia są kolejno: Norwegia (1), Australia (2), NZ (3), USA (4), Irlandia (5), Liechtenstein (6), Niderlandy (7) i Kanada (8). Szwecja jest w tym rankingu dopiero 9, tuż przed Niemcami.
    10. Tyle są więc warte te wszystkie rankingi, czyli nic, jako że odpowiednio dobierając kryteria i przydzielając im arbitralnie odpowiednie wagi, możemy udowodnić, ze najlepszym miejscem do życia jest Zimbabwe (ostatnie, 169 państwo na tej liście ONZ-u), jako że na pewno ten kraj ma coś, czego albo inne kraje nie mają, albo też mają w mniejszej ilości i gorszej jakości, np. kość słoniowa, która w Zimbabwe jest chyba najtańsza na świecie, jako ze tam wolno polować na słonie. I jak tu wierzyć taki zapewnieniom, że Szwecja czy też Nowa Zelandia Szwecja osiągnęły standard, którego zazdrości im cały świat?
    11. Na koniec – dlaczego nie przeniesiesz się do Szwecji, skoro tam jest, przynajmniej według ciebie taki raj na Ziemi?

  182. Andrzej Falicz – 16 listopada o godz. 11:19 439 i 16 listopada o godz. 11:27 440
    New Zealand Ranks as Best Place to Live
    By Douglas A. McIntyre April 3, 2014 8:57 pm EST
    New Zealand ranked in first place in a new survey of 132 nations, based on measurements that include fulfilment of needs and basic quality of life. The research, called the Social Progress Index, was conducted by The Social Progress Imperative, a non-profit that defines its mission “to improve the quality of lives of people around the world, particularly the least well off, by advancing global social progress.”
    The results of the survey are not novel, even if some of the research methodology is. Nations that do well on similar surveys rank at the top of the Social Progress Index. Wretchedly poor and war-torn nations rank near the bottom.
    The study breaks nations into several tiers:
    The top three countries in the world in terms of social progress are New Zealand, Switzerland, and Iceland. These three countries, closely grouped in terms of score, are relatively small in terms of populations. They score strongly across all social progress dimensions. The remainder of the top ten includes a group of Northern European nations (Netherlands, Norway, Sweden, Finland, and Denmark), Canada, and Australia. Together with the top three, these countries round out a distinct “top tier” of countries in terms of social progress scores.
    This list of nations is often at the top of studies of national well-being. All have homogeneous populations (sic) and strong social support for their populations, and also are economically advanced economies. Most have low national debt loads.
    A notch lower is a second tier of countries that includes a group of 13 countries, ranging from Austria to the Czech Republic. This group includes a number of the world’s leading economies in terms of GDP and population, including five members of the G-7: Germany, the United Kingdom, Japan, the United States, and France.
    While Americans no doubt would rather not be lumped with the Czech Republic, based on the Social Progress Index, the United States and the Czech Republic both have middling education and health care. America’s gross domestic product (GDP) may be well ahead of any other nation, but this report points out that the benefits of wealth do not reach most people in the population.
    The next level of social progress is a third tier of countries, ranging from Slovakia to Israel. This diverse group of nations includes countries at sharply different levels of economic development, ranging from Costa Rica (which significantly out-performs its rank in terms of GDP) to the United Arab Emirates (which has one of the highest measured GDPs per capita in the world but is ranked 37th in terms of SPI). Clearly high GDP per capita a one does not guarantee social progress.
    It may trouble some analysts and economists that nations as diverse as Slovakia and Israel are compared when their histories and cultures, and probably the expectations of the residents, are so different.
    At the next, fourth, tier is a large group of approximately 50 countries ranging from Kuwait at 40th to Morocco at 91st. These countries are closely bunched in terms of their overall Social Progress Index score, but have widely differing strengths and weaknesses
    A fifth tier of countries, ranging from Uzbekistan (92nd) to Pakistan (124th), registers substantially lower social progress scores than the fourth. Many of these countries also have low GDP per capita, but some are much more highly ranked on GDP per capita.
    Finally, a bottom tier of eight countries registers the world’s lowest levels of social progress, from Yemen (125th) to Chad (132nd). The Social Progress Index provides evidence that extreme poverty and poor social performance often go hand-in-hand.
    Most evaluations of the well-being of the residents of the world’s countries find the regions of central Africa and violent regions like Pakistan well represented in the lowest tier. To that extent, the research reveals the obvious.
    Several times a year, think-tanks issue reports on the overall quality of life of the world’s residents, nation by nation. The results rarely vary much. Long established nations with white populations, high incomes and good social services do well. Areas that always include the poorest parts of Africa do not. The Social Progress Index findings do not give us any new information.
    By Douglas A. McIntyre
    http://247wallst.com/economy/2014/04/03/new-zealand-ranks-as-best-place-to-live/

  183. Andrzej Falicz – 16 listopada o godz. 11:19 439 i 16 listopada o godz. 11:27 440
    Polska znalazła się w tym rankingu w roku 2014 z wynikiem 77.44 na miejscu 27. NZ zajęła w nim miejsce nr 1 z wynikiem 88.34, a za nią kolejno Szwajcaria 88.19, Islandia 88.07, Holandia 97.37, Norwegia 87.12, Szwecja (6-te miejsce) 87.08, Kanada 86.95, Finlandia 86.91, Dania 86.55 i Australia 86.10. Polska miała wtedy 88.9% wyniku Szwecji (dziś ma 90.6%), a więc dystans między Polską a Szwecją wyraźnie maleje, ale raczej dlatego, że Szwecja relatywnie cofa się, a nie że Polska się relatywnie poprawia.
    Polska znalazła się w tym rankingu w roku bieżącym (2016) z wynikiem 79,76 na 30 miejscu na 133 ocenione państwa, w drugiej grupie czyli ”High Social Progress”, razem z takimi państwami jak Austria, Japonia, Niemcy, Belgia, Hiszpania, Francja, USA, Włochy, Czechy i Korea. Szwecja zajmuje w tym roku miejsce 2 z wynikiem 88.06 , a więc z wynikiem tylko nieznacznie lepszym niż Polska, która ma przecież w roku bieżącym ponad 90% wyniku Szwecji. Oto kolejność w tym roku: 1.Norwegia 88.36, 2. Szwecja 88.06, 3. Szwajcaria 87.97, 4.Islandia 87.62, 5.NZ 87.08, 6. Kanada 86.89, 7. Finlandia 86.75, 8.Dania 86.63, 9 Holandia 86.5 i 10.Australia 86.42. USA dopiero 16 z wynikiem 82.85.
    Więcej tu: http://13i8vn49fibl3go3i12f59gh.wpengine.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2016/06/SPI-2016-Main-Report1.pdf

  184. Szanowny Panie, Czy mógłby Pan przedstawić swoją wizję, co dalej? Zanosi się, że to wkrótce wszystko pieprznie. Przed nami wizja Aleppo, lub coś innego?

  185. No cóż Panie Jakowalski.
    Przytloczony zmniejszającym się deficytem , jednym z najniższych poziomów zadłużenia na świecie, rekordowym wzrostem gospodarczym oraz miejscem w pierwszej dziesiątce najlepszych miejsc do życia …zgadzam się:
    Szwedzki system bankrutuje…wszystko na to wskazuje.
    A statystyki są dobre jak chcemy udowodnić, że my mamy rację
    jeżeli nie udowadniają – to są wtedy manipulowane kreatywna księgowościa.

  186. Problemem jest,
    że podaje Pan liczby i sam z nich wyciąga wnioski, które w przeciwieństwie do liczb są subiektywne.

  187. Może inaczej:
    Gdzie w realu i kiedy w historii ( nie w fikcyjnych raju społecznej własności środków produkcji, który nigdzie nie istnieje i nie istniał)
    ludziom żyje się (żyło) lepiej niż w krajach skandynawskich…?

    Nie demonizowalbym długu jako takiego .

    Ja przez 20 lat żyje w domu z basenem na plaży Morza Koralowego a mój syn w wieku 28 lat postawił piękny dom z ogrodem po którym biegają od 10 lat moje wnuki.
    One mają ogród, ktoś miał robotę.
    Dług napedzil gospodarkę, coś „stworzył” materialnego.
    Gdybysmy ten dług kliknięciem komputera zlikwidowali dalej zostałby ogród, radosne dzieciństwo i łódka jaką sobie kupił ogrodnik za zrobienie ogrodu.
    I ryby, które jego rodzina zjadła.

    Dług w banku to ZAPIS TYLKO.
    Podpierany cudem…procentu składanego.

    W starożytności anulowanie długów ogłaszane było regularnie.
    I co?
    Gospodarka (realna ) odżywala a nie odwrotnie.A to ona się jak sam Pan pisał jedynie liczy.

  188. Panowie Andrzej Falicz i jakowalski,
    wasza gwałtowna dyskusja na temat stanu społeczno-gospodarczego państw takich, jak Szwecja, Australia i Nowa Zelandia nigdy nie doprowadzi do porozumienia. Jest to przecież rozmowa pomiędzy ekonomistą marksistowskim z neoliberałem ze szkoły ekonomicznej Miltona Friedmana. Przypomnę Wam, że znana powszechnie w USA jego książka „Wolny wybór” dała paliwo polityczne do zwycięstwa wyborczego Ronalda Reagana, który został 40. prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

  189. Andrzej Falicz
    – 16 listopada o godz. 21:16 445
    Jak to już pisałem – zadłużenie zagraniczne Szwecji wciąż rośnie (długoterminowy trend zadłużenia jest dla Szwecji bowiem wyraźnie rosnący), a nie spada, jako że jest ona zadłużona od końca lat 1970 (podobnie zresztą jak Polska). Patrz np. wykres tu: tradingeconomics.com/sweden/external-debt, a pokazane są na nim lata 1970-2016.
    Jeśli zaś chodzi o dług rządowy, to podobne jak w Polsce, jest on chroniczny od końca lat 1970. Patrz np. wykres tu: tradingeconomics.com/sweden/government-debt, a pokazane są na nim lata 1950-2016. Obecnie jest on jeden z najwyższych w całej współczesnej historii Szwecji.
    – 6 listopada o godz. 21:19 446
    Moje wnioski są logiczne, a nie subiektywne. Oczywiste jest bowiem, z kraj zadłużony za granicą i z rządem też zadłużonym, i to „po uszy” nie może uchodzić za kraj ze zdrową gospodarką i ze cały ten dobrobyt szwedzki jest tylko iluzją, jako że polega on na permanentnym życiu na kredyt Szwedów i funkcjonowania rządu Szwecji też w oparciu o kredyt, czyli na życiu ponad stan, a co się przecież zawsze marnie kończy… Musi przyjść bowiem moment, w którym obsługa długu przekroczy możliwości szwedzkiej gospodarki, a szybka spłata tego długu wymagałaby z kolei drastycznego obniżenia stopy życiowej Szwedów.

  190. Andrzej Falicz – 16 listopada o godz. 21:42 447
    1. Zależy, co rozumiesz przez jakość życia. Ja uważam, ze najlepiej się żyło „dzikim”, przed przybyciem do nich Europejczyków, w krajach o ciepłym kimacie, z dużymi opadami deszczu, i z urodzajnym glebami, czyli na przykład w Afryce środkowej (nad rzeką Kongo), w Indonezji, na Nowej Gwinei i w Ameryce Centralnej: od Meksyku po Brazylię. Nie musieli oni ciężko pracować, a więc mieli oni czas na rozrywki i stworzyli ciekawe kultury, choćby te opisane przez „naszego” prof. Malinowskiego. Skandynawowie nigdy zaś nie mieli naprawdę wysokiej jakości życia, jako że na wszystko musieli oni i dalej muszą zapracować (albo się zadłużyć i pracować tym samym na lichwiarza), jako że żyją oni w bardzo niesprzyjającym dla człowieka klimacie. Oni więc żyją, aby pracować, zamiast pracować aby żyć.
    2. W Australii mieszkałem dobrze ponad 20 lat w domku z ogródkiem i basenem, co prawda10 km od plaży (wschodnie dzielnice Melbourne, obecne City of Whitehorse), ale nie o to tu chodzi. Pracowałem aby spłacić ten domek, ale kiedy go już do końca spłaciłem, to zorientowałem się, że to wszystko nie miało sensu, że mnie nie odpowiada ten wyścig szczurów (rat race) i dorównywanie do sąsiadów (keeping up with the Joneses), a więc sprzedałem ten, już wtedy mój domek, z ogródkiem i basenem i opuściłem Australię, gdyż mimo że wtedy była ona w ścisłej czołówce wszelakich rankingów jakości życia, to mnie ten australijski styl życia ”middle class” nie odpowiadał.
    3. Dług, szczególnie zaś konsumpcyjny, jest zawsze długiem i oznacza on życie ponad stan i pracowanie tylko po to, aby spłacać te, na ogół przecież lichwiarskie, odsetki od tego długu. A gdybyśmy, jak to piszesz, ten dług „kliknięciem komputera” zlikwidowali, to upadł by wtedy cały system finansowy, a za nim gospodarka i kultura tzw. Zachodu. Banki, żyjące z odsetek od udzielonych przez nie kredytów by zbankrutowały, przepadły by też znajdując się w nich depozyty, a więc upadł by tym samym system emerytalny i zasiłków socjalnych i zapanowało by powszechne bezrobocie i powszechna recesja, jako że gospodarka kapitalistyczna oparta jest przecież na kredycie. Dziwię się, że ty tego nie rozumiesz…
    4. Widzę, że liczysz na anulowanie długów, ale dzisiejsza gospodarka jest zupełnie inna niż ta starożytna, która ma się ma do współczesnej tak jak fura na drewnianych kołach ciągnięta przez woły do wielkiej ciężarówki, tzw. TIRa, pędzącego z szybkością 100 km/h. Furę z wolim zaprzęgiem można skierować na inną trasę praktycznie w każdej chwili, przy każdej jej szybkości, która ograniczona jest przecież do kilku km/h. A TIRa można skierować na inną trasę tylko na odpowiednim skrzyżowaniu i znacznie redukując jego szybkość. Innymi słowy, to, co możliwe było w starożytności (niewolnictwo czy nawet feudalizm), nie jest już możliwe dziś, jako że dynamika współczesnej gospodarki jest zupełnie inna niż dynamika gospodarki starożytnej, a więc anulowanie długów nie jest już dziś możliwe bez zniszczenia gospodarki.
    5. Realna gospodarka kapitalistyczna nie może dziś funkcjonować bez pieniądza, banków i kredytu.

  191. Lspi – 16 listopada o godz. 22:40 448
    Nie sądzę, aby Pan Andrzej Falicz był neoliberałem ze szkoły ekonomicznej Miltona Friedmana. Gdyby nie to, że ostatnim swoim wpisem udowodnił on, że nie ma on w ogóle pojęcia o ekonomii, a szczególnie zaś finansach, to powiedział bym, że jemu wyraźnie bliżej jest do neo-keynesistów, np. do Johna Hicksa, Jamesa Tobina czy Paula Samuelsona niż do Miltona Friedmana. A z kolei neo-keynesizm jest to dość eklektyczna doktryna ekonomiczna, stanowiąca sztuczną syntezę monetaryzmu i keynesizmu, będąca ewolucją keynesizmu na skutek kryzysów naftowych, podczas których teoria Keynesa zdawała się zawodzić. Przyjmuje się, że głównym założeniem neokeynesizmu jest względna sztywność płac i cen w krótkim okresie czasu. Oznacza to, że reagują one na zmiany popytu wolniej niż wielkości realne, czyli np. wielkość produkcji czy poziom zatrudnienia. Ponadto w odróżnieniu od „klasycznej” teorii Keynesa, akceptuje się, wyraźnie zresztą nierealistyczne, założenie neutralności pieniądza przy doskonale elastycznych cenach i płacach. Neo-keynesiści popierają więc, tak jak Pan Falicz, ingerencję państwa w gospodarkę w celu doprowadzenia jej do równowagi w krótkim okresie przy pełnym wykorzystaniu czynników produkcji. Dotyczy to przeciwdziałania cyklom gospodarczym i pozwala na skrócenie okresu, w którym zadziałają mechanizmy rynkowe i uniknięcie strat spowodowanych recesją. Według zwolenników tej doktryny, w długim okresie uwidacznia się wpływ teorii monetarystycznej, czyli poparcie dla ograniczania podaży pieniądza w celu przeciwdziałania inflacji oraz wykorzystywanie innych narzędzi polityki pieniężnej do uzyskania trwałego wzrostu gospodarczego. Neo-keynesiści uważają więc, że kapitalizm jest niejako wieczny (ahistoryczny), że jest on reformowalny i że prowadząc odpowiednią politykę gospodarczą, rząd może uniknąć kryzysów gospodarczych i tym samym przydłużać funkcjonowanie ustroju kapitalistycznego praktycznie w nieskończoność. Jak widać, doktryna ta opiera się na bardzo nierealistycznych założeniach, jest ona wewnętrznie niespójna a nawet i wewnętrznie sprzeczna oraz, last but not least, ignoruje ona zupełnie istotę kapitalizmu, a więc jest ona z definicji nieracjonalna w więc też i nienaukowa.

  192. Oczywiscie, ze mozna anulowac dlugi.
    Polsce darowano o ile sie nie myle 60% raptem 25 lat temu.
    I co…
    Grecji anuluja i beda anulowac przez nastepne 25 lat.
    I co…
    Niemcy przez ostatnie sto lat bankrutowaly 6 razy
    I co…

    Mozna zwyczajnie zbankrutowac i zaczynac od poczatku.
    Wlasnie dlatego, ze nie dlug jest najwazniejszy ale wymierna i realna materialna aktywnosc gospodarcza.
    Bogactwo… i dlug procentu skladanego to matematyka a nie zycie.

    Szwecja zmniejsza swoje zadluzenie – w 2016 o ponad 1% wiec nie rozumiem „tych trendow”.
    Jezeli statystyka Panu nieodpowiada to pisze Pan, ze jest manipulowanym efektem kreatywnej ksiegowosci by gdzie indziej podpierac sie…statystyka.
    A zycie plynie.

    Trudno dyskutowac ze stwierdzeniem, ze najszczesliwsi byli ludzie zyjacy w pierwotnej rownowadze z przyroda… gdy co drugie niemowle nie przezywalo pierwszego roku zycia.
    To ocena subiektywna.

    Ja moglbym odkladac pieniadze do 75 roku zycia by mieszkac przy plazy… ale dzieki wstretnemu dlugowi chodze co rano po cieplym piasku od 20 lat.
    Tego mi nikt nie odbierze bo to czas jest najwieksza wartoscia jaka ma czlowiek
    I splacam…tyle samo od dwoch dekad ale za dom warty juz ponad dwa razy tyle.

  193. Oczywiscie Panie Jakowalski nie jestem ekonomista.

    Uwazam, ze o sprawach dotyczacych spoleczenstw conajmniej tyle samo jak nie wiecej maja do powiedzenia oprocz ekonomistow antropolodzy, filozofowie, socjolodzy itd.

    Dla mnie zdrowe i dlugie zycie Szweda pracujacego przez mniej niz pol roku w roku…, ktory spokojnie spi kazda noc bez sraczki z powodu strachu przed utrata pracy albo nagla choroba w rodzinie sniac o nadchodzacych dlugich wakacjach w tropikach jest czyms konkretnym i wymiernym.
    Trwa to w jednym z ubozszych krajow europejskich w poczatkach XX wieku od dobrych kilkudziesieciu lat.
    Dla mnie to istotniejszy argument niz… ” wyzysk nieludzkiego kapitalizmu i nadchodzaca katastrofa”.

  194. Andrzej Falicz
    – 17 listopada o godz. 0:32 452
    1. Polsce nic nie darowano, a tylko rozłożono spłaty długu na dogodniejsze raty. Gdyby nam ten dług anulowano, to nie musieli byśmy go spłacać aż do pierwszej dekady XXI wieku.
    2. Grecji też nic nie anulowano, a tylko jej pożyczono więcej pieniędzy, aby ona nie zbankrutowała. Ale w ten sposób tylko jeszcze bardziej ją pogrążono w pułapce kredytowej…
    3. Niemcom zaś anulowano część długów w ramach Zimnej Wojny, ale nie za darmo, a za poddanie się politycznej i ekonomicznej dominacji USA.
    4. Co do Szwecji, to liczy się tu trend, a ten nie wskazuje, aby jej zadłużenie malało.
    5. Szczęście zaś nie polega na tym, że umiera się w wieku ponad 80 lat, po długotrwałej obłożnej chorobie.
    6. Poza tym, to rynek nieruchomości może się w każdej chwili załamać i co wtedy? Zostanie Pan z długiem wyższym niż wartość domu i co wtedy?
    – 17 listopada o godz. 0:40 453
    1. To niech się Pan nie wypowiada o ekonomi, gdyż się Pan wtedy zwyczajnie kompromituje.
    2. I skąd Pan wie, że Szwedzi nie boja się bezrobocia? Oni się boją bezrobocia tak samo jak Australijczycy czy Polacy, tak jak każdy, kto zmuszony jest żyć w kapitalizmie i nie ma kapitału.
    3. I proszę wreszcie przyjąć do wiadomości, że dobrobyt oparty na zadłużaniu się, jest tylko dobrobytem pozornym.

  195. Na temat kompromitowania się…Panie Jakowalski to Polsce w 1991 umorzono należne odsetki i część kapitału w stosunku do klubu paryskiego i później londyńskiego.
    A Grecji w 2012 bodajże umorzono 100 miliardów.
    Reszta subiektywnych ocen co do…szczęścia i strachu ….
    jest subiektywna .
    Pewnie każdy je wszędzie i zawsze odczuwał łącznie z aborydzenami przed kolonizacja europejską.

    Jak się rynek mieszkaniowy zalamie to i tak mi nikt nie odbierze 20 lat na plaży w czterech ścianach gdzie mogłem wbijaj gwoździe gdzie chciałem .
    No cóż zalamie się i co z tego?

  196. @http://m.wyborcza.biz/biznes/1,106501,18269221,Panstwa_bankrutuja_od_wiekow__Grecja_to_zadna_nowosc.html

    od 1800 roku różne państwa bankrutowaly
    170 razy.

    W tym Niemcy w XIX wieku razy 5.
    I co z tego?

  197. Panowie Andrzej Falicz i jakowalski,
    Wasza dyskusja na blogu Rafała Wosia „Nowy Atlas Ekonomiczny” jest tylko dla was interesująca. Mnie osobiście przekonał @jakowalski, że pan A. Falicz nie jest ekonomistą, gdyż nie rozumie iż ekonomia to społeczna nauka o gospodarowaniu. Wiedza prasowa o finansach nie wystarczy bowiem do dyskusji o zadłużeniu Szwecji i innych państw w kapitalizmie XXI wieku. A poza tym, jak uczył wybitny filozof i ekonomista K. Marks w swoich dzieła opublikowanych w 2. połowie XIX wieku: kapitalizm musi umrzeć ,tak jak upadło niewolnictwo i feudalizm. Żeby to zrozumieć nie trzeba studiować „Kapitału” Karola Marksa. Wystarczy przeczytać krótki i łatwy do zrozumienia przez niewykształconego czytelnika „Manifest komunistyczny” autorstwa Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. Dla współczesnego odbiorcy treści z wiedzy ekonomicznej wystarczy zaś lektura „Kapitału w XXI wieku” Thomasa Piketty’ego, wydanego przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej w 2015 r. Lekturę tego dzieła polecam panu Andrzejowi Faliczowi.

  198. Akurat nie ekonomista Falicz przeczytał.

    Nie trzeba być ekonomista by sprawdzić iż stwierdzenie Jakowalskiego, że zarówno Polsce jak i Grecji żadnego zadłużenia czyli odsetkow i kapitału nie umorzono… zeby stwierdzić, ze to nieprawda
    i że Szwecji nie przygniata ciężar zadłużenia i ze nie widać na horyzoncie Szwedów uciekający na pontonach do Polski i Białorusi.

    Ja natomiast polecam trylogie Mauela Castellsa.
    Będzie tego z parę tysięcy stron.
    Co prawda nie ekonomista bo socjolog ale chociaż z pierwszej piątki żyjących przedstawicieli nauk społecznych.

  199. Kagan,jakobylski itd.:na 197 gledzi tu /od wielu lt/ 90x!Rekord swiata pienia gledzenia na ten sam bzdurny temat!!!!!!!!!!!!!!!

  200. Ispi+Falicz.przeczytajcie moje 415!!Jak mozna powtarzac to samo.od minimum 200 lat????Z ktorego wieku przepisaliscie te dyrdymalki?????

  201. Andrzej Falicz – 17 listopada o godz. 8:49 458
    1. Czy Acan naprawdę wierzysz w te bajki, że Polsce i Grecji cokolwiek realnie umorzono z ich długów? To dlaczego zadłużenie zagraniczne Polski wzrosło z niecałych 40 mld USD w roku 1989 (ostatnim roku PRLu) do ponad 48 mld USD w roku 1990i ponad 60 mld USD w roku 2000, doszło do prawie 100 mld USD w roku 2003, przekroczyło 150 mld USD w roku 2007, podwoiło się (czyli doszło do aż 300 mld USD) w roku 2011 i przekroczyło 350 mld USD w roku 2015? Natomiast dług zagraniczny Grecji zwiększył się z niecałych 150 mld USD w roku 2004 do 200 mld USD w roku 2005 i następnie do 250 mld USD w roku 2007, 300 mld USD w roku 2008, 350 mld USD w roku 2009, 400 mld USD w roku 2010 i doszedł do 450 mld USD w roku obecnym czyli 2016. To wszystko można znaleźć np. tu:
    tradingeconomics.com/poland/external-debt (Polska)
    tradingeconomics.com/greece/external-debt (Grecja)
    Zanim więc Acan coś napiszesz, to sprawdź, czy opierasz się na faktach czy też tylko na plotkach i oficjalnej, a więc z definicji kłamliwej, reżymowej propagandzie dla „ubogich duchem”.
    2. Do niedawna, to ludzie uciekali z Libanu i Iraku właśnie do Syrii. W ciągu kilku zaledwie lat sytuacja się odwróciła o 180 stopni. Na miejscu polskich władz szykował bym się więc na falę uciekinierów ze Szwecji. Z prawdziwymi Szwedami nie będziemy mieli zresztą problemów.
    3. Socjologia wciąż nie jest nauką nawet w części ścisłą, tak jest nią ekonomia. Poza marksistami, to socjologowie na ogól nie rozumieją, że baza czyli gospodarka definiuje nadbudowę, czyli szeroko rozumianą kulturę, a nie odwrotnie, stąd też ich rozważania są z definicji na ogół nic nie warte. Ale socjologom polecam książki prof. Galbraitha, jako że aby je zrozumieć, nie jest potrzebna znajomość wyższej matematyki. Podobnie jak nie jest ona potrzebna do rozumienia „Ogólnej teorii” Keynesa, szczególnie, że przełożona jest ona na język polski przez samego Kaleckiego.
    Pozdrawiam mimo wszystko wszystkowiedzącego Acana,
    LK

  202. xpawelek vel Paul vel Luap
    Rozumiem, że cierpisz na ciężką dysgrafię i współczuję ci z tego powodu, ale mógłbyś przynajmniej pisać na temat. Dziwię się, też, że Gospodarz toleruje twoje iście chamskie wybryki na tym blogu. 🙁

  203. @xpawelek z 17 listopada o godz. 9:35 i 9:55 459 i 460
    Przeczytałem pański komentarz na blogu red. Rafała Wosia „Nowy Atlas Ekonomiczny” o numerze 415. Nie wnosi on nic nowego do dyskusji o przyszłości kapitalizmu we wszystkich rytach w XXI wieku.
    Te, jak pan nazywa „dyrdymały”, powtarzane od 200 lat, to historia powszechnej myśli ekonomicznej od 1768 r,. gdy Franciszek Quesnej opublikował swoje dzieło pod tytułem „Maksymy ogólne rządu gospodarczego w królestwie rolniczym i uwagi do nich” oraz XIX wieczne dzieła Karola Marksa, w tym m.in. „Kapitał” w 3. tomach ,a także prace teoretyków nauki o gospodarowaniu, tak wybitnych ekonomistów XX wieku, jak John Maynard Keynes, autor „Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza” (wydanej w PRL przez PWN w 1956 r.) czy John Kenneth Galbraith, autor „Ekonomii w perspektywie. Krytyka historyczna.” (wydanej przez Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne w1992 r.). Dla wyznawców ekonomii neoliberalnej ważne są prace Miltona i Rose Friedman, w tym np. „Wolny wybór”, opublikowany przez Wydawnictwo PANTA z Sosnowca w 1994 r. Myślę, jako absolwent Wyższej Szkoły Ekonomicznej we Wrocławiu, którego historii powszechnej myśli ekonomicznej uczył nieżyjący od lat profesor Krawczewski, że dla ekonomistów, prawników, socjologów i politologów ciekawa i pouczająca powinna być, wydana przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej w 2015 r., książka Thomasa Piketty’ego „Kapitał w XXI wieku. Dopiero wtedy dyskutanci blogu Rafała Wosia „Nowy Atlas Ekonomiczny” będą w stanie prowadzić merytoryczną dysputę na temat przyszłości i szans przetrwania kapitalizmu w dzisiejszym, globalnym świecie.

  204. Andrzej Falicz – 17 listopada o godz. 4:24 455 i 17 listopada o godz. 4:29 456
    1. Odróżnij bankructwo od umorzenia długów.
    2. Wspomnieniami żyć się nie da. Poza tym, to zgodnie z twoją logiką należy kraść, aby później, w razie wpadki, wspominać za kratkami stare, dobre czasy, kiedy się kradło i żyło z tego jak panisko?
    3. Jeżeli ogłosisz w Australii bankructwo konsumenckie, to ci odbiorą praktycznie wszystko, z domem, samochodem i oszczędnościami na początku. Gdyby było inaczej, to przecież system finansowy nie mógłby funkcjonować, a za nim padł by też i kapitalizm. Czy ty naprawdę jesteś aż tak pozbawiony wyobraźni, że uważasz na serio, iż bankructwo jest rozwiązaniem dla wszystkich zadłużonych i że oznacza ono darowanie długów? Czy ty naprawdę nie rozumiesz, że gdyby bankructwo oznaczało darowanie długu wraz z zachowaniem majątku, to każdy by bankrutował zaraz po zaciągnięciu pożyczki, a tym samym nie było by kredytu, a wraz z nim też i kapitalizmu? Zawsze mnie dziwiło, skąd się na świecie biorą ludzie niby wykształceni, ale też i ogromnie przy tym naiwni i bezdennie wręcz głupi i pozbawieni wyobraźni, czyli tacy jak ty. 🙁

  205. lspi – 17 listopada o godz. 7:40 457
    Masz racje, że niepotrzebnie wdałem się w dyskusję z ignorantem, ale nie mogłem pozwolić, aby ktoś wypisywał tu aż takie oczywiste bzdury na temat Szwecji, szczególnie ktoś, kto w tej Szwecji nie mieszka, mimo że mógłby. I oburza mnie też brak moralności u Falicza, jako że de facto popiera on oszustwa i kradzieże, uważając, że można wziąć pożyczkę i jej nie spłacać.

  206. Ispi:musialem to rownie dobrze znac jak Pan!Po dziesiatkach lat pytam po co!Nie mozna bezskutecznie setki lat powtarzac to samo!Pan poucza,a wiec jest lub byl Pan nauczycielem,zapewne akademickim,sadzac po tonie w jakim Pan pisze!Ja mam zato doswiadczenie przemyslowo -biurokratyczne i dlatego dla marzen nie potrafie i nie chce tracic czasu!Prowadzicie fikcyjna dyskusje i to jeszcze z 1 z was,pieniaczem!!!!
    Dalej tak,do nikad!
    Ps.Nie popisuj sie studiami:to traci myszka:samochwala ……..

  207. Xpawelek – 17 listopada o godz. 11:18 466
    A ty się tu nie popisuj swą przyrodzoną głupotą. Do ciebie odnoszą się bowiem te słowa:
    Niżej podpisani lekarze sądowi ustalają całkowitą tępotę umysłową i wrodzony kretynizm przedstawionego wyżej wymienionej komisji Xpawelka vel Paula vel Luapa, która to tępota wyraża się takimi słowy, jak np.: „Niech żyje kapitalizm!” – co samo przez się wystarcza do oświetlenia stanu umysłowego Xpawelka jako notorycznego matołka. Niżej podpisana komisja proponuje zatem:
    – 1. Umorzyć dochodzenie przeciwko Xpawelkowi i
    – 2. Odesłać Xpawelka do kliniki psychiatrycznej dla ustalenia, jak dalece jego stan umysłowy może stać się niebezpieczny dla otoczenia.”
    (Na podstawie: „Szwejk przed lekarzami sądowymi” – fragment znanej powieści J. Haska.)

  208. Szanowny Panie Redaktorze Rafale Woś,
    zwracam się do Pana, po raz drugi, z gorącą prośbą o napisanie na swoim blogu „Nowy Atlas Ekonomiczny” nowego felietonu. W najnowszym odcinku Pańskiego blogu powstała sytuacja zagwożdżenia dysputy wywołana komentarzami paru blogerów, którzy nie są kompetentni do prowadzenia merytorycznej i racjonalnej dyskusji o ekonomii – nauce społecznej o gospodarce. Żenujący poziom swej wiedzy usiłują nadrobić atakami ad personam. Na szczęście nie grozi to mordobiciem, gdyż znają jedynie swoje nicki ,a nie znają swoich adresów domowych i numerów telefonicznych. Proszę Pana Redaktora o szybką reakcję!

  209. Ciekawy artykuł i ciekawa dyskusja, choć zdominowana przez Panów nie stroniących od flekowania inaczej myślących. Jako inżynier odczuwam jednak poważny niedostyt. Nie do końca zgadzam sie z diagnozą kapitalizm vs demokracja ale obawiam się niekorzystnej dynamiki procesów. Te widac gołym okiem zarówno u nas jak i na świecie. Wyjściem z takiej sytuacji jest z reguły wojna której pewnie wszyscy chcieliby uniknąc. Stary Testament proponuje Rok Święty i darowanie długów więc juz wtedy przewidywał takie nagromadzenie się ekonomicznych sprzeczności. Była to jednak propozycja pozytywna. Mam pytanie – jakie pozytywne propozycje mamy w obliczu kryzysu kapitalizmu i niedostatku demokracji. Ktoś musi sie posunąć ale kto i w jaki sposób. JAkie pozytywne scenariusze proponują myśliciele. Będę wdzięczny za lektury.

  210. lspi
    Tyle, że polemika z Faliczem ma jednak sens, jako że przy okazji rozwiewa ona mity o reformowalności kapitalizmu oraz przypomina to, co dawno temu napisał Karol Dickens w „Dawidzie Copperfieldzie” na temat życia ponad stan: „Annual income twenty pounds, annual expenditure nineteen [pounds] nineteen [shillings] and six [pence], result happiness. Annual income twenty pounds, annual expenditure twenty pounds ought and six, result misery” („Roczne dochody dwadzieścia funtów, roczne wydatki dziewiętnaście [funtów] dziewiętnaście [szylingów] i sześć [pensów], wynik szczęście. Roczne dochody dwadzieścia funtów, roczne wydatki dwadzieścia i pół funta, wynik nędza”. Także” „Pieniądze nigdy nie stanowiły dla mnie motywacji. Traktuję je jedynie jako sposób zapisywania wyników. Prawdziwym wyzwaniem jest prowadzenie gry” – Donald Trump, amerykański biznesmen, obecny prezydent elekt USA.

  211. @jakowalski z 17 listopada o godz. 16:26 470
    Zgadzam się z Panem o swoistych korzyściach z wymiany poglądów z A. Faliczem. Proszę jednak pamiętać, że wymiana poglądów ma sens tylko wtedy, gdy jedna ze stron wynosi z tej wymiany jakąś korzyść. Sądzę jednak, że Pan, doktor ekonomii i bywalec w świecie, nic na tej „dyskusji” nie skorzystał.

  212. Lspi – 17 listopada o godz. 16:36 471
    Wydaje mi się, że jednak trochę skorzystałem, gdyż wiem teraz lepiej jak myślą ludzie, niby wykształceni i inteligentni, ale nie mający pojęcia o ekonomii i prawach rządzących społeczeństwem, tacy jak właśnie pan Falicz z Australii (QLD?)

  213. Czy tu jeszcze będę mógł „cóś” napisać?

  214. Panie Jakowalski
    daj Pan sobie spokoj z argumentami ad personam ktore i Panu sie podobno nie podobaja…

    Co do redukcji polskiego dlugu, co do ktorego upiera sie Pan, ze go nie bylo…
    bo Pan ma zawsze racje…:
    @http://www.sprawynauki.edu.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1615&Itemid=1

    „W 1991 r., kiedy Polska negocjowała z Klubem Paryskim redukcję naszego długu w wysokości 32 miliardów dolarów i uzyskała jego umorzenie w wysokości 50%, prof. Tomasz Żylicz … itd itp”

    @http://www.money.pl/gospodarka/raporty/artykul/pozbylismy;sie;dlugow;po;prl-u;zaciagnelismy;nowe,204,0,456652.html

    „..Porozumienie z kwietnia 1991 roku umożliwiło częściową redukcję zobowiązań (50 procent) w dwóch etapach (lata 1991-1993 oraz 1994 rok i lata następne). W następnych latach negocjowaliśmy przyspieszenie spłat – ostatecznie ostatnią ratę wobec Klubu Paryskiego zapłaciliśmy w marcu 2009 roku…”

    Co do 2011/2012 roku restrukturyzowania dlugu greckiego i de facto jego zmniejszenia o ponad 100 miliardow euro
    (co podobno nie mialo miejsca wedlug jakowalskiego…)

    @http://money.cnn.com/2012/03/09/markets/greece-creditors-default/
    „Under the terms of the restructuring, bondholders stand to lose up to 75% of their investment by writing down the value of Greek bonds by 53.3% and exchanging the debt for securities with a lower (!) interest rate.
    The deal is expected to eliminate (!) over €100 billion from Greece’s debt load and reduce its funding costs over the next few years, according to the Institute of International Finance…”

    @https://en.wikipedia.org/wiki/Greek_government-debt_crisis
    „…Despite these efforts, the country required bailout loans in 2010, 2012, and 2015 from the International Monetary Fund, Eurogroup, and European Central Bank, and negotiated a 50% „haircut” on debt owned to private banks in 2011…”

    Oczywiscie moge sie mylic i wszyscy oprocz Pana jakowalskiego zapewne sie myla i znaczenie slowa
    „haircut”
    w stosunku do dlugu
    nie oznacza jego redukcji… tylko cos tam innego.

  215. Bankrupcja jest normalnym i akceptowalnym sposobem wyjscia z pulapki zadluzeniowej.
    To nie jest sankcjonowanie kradziezy jak wypisuje banialuki jakowalski.

    Dlatego, ze dlugi bynajmniej nie sa swiete ale wazny jest zdrowy rozsadek.

    Odkladajac chwilowo na bok upadlosc konsumencka wezmy taka firme np. GM
    ” 1 czerwca 2009 roku koncern ogłosił bankructwo i przeszedł w stan upadłości. 11 lipca 2009 roku GM zostało wykupione przez Departament Skarbu USA i od tego czasu prowadzi działalność jako General Motors Company. Część praw do marki Saab odkupiło chińskie przedsiębiorstwo BAIHC.

    Po ponad 2 latach od ogłoszenia bankructwa i półtora roku od restrukturyzacji koncern wypracował 9 mld USD zysku w 2011 roku (z czego 7 mld w samej Ameryce Północnej) – najwięcej w swojej dotychczasowej historii. W tym samym czasie przedsiębiorstwo wyprodukowało 9 milionów samochodów (o 7.6% więcej niż w 2010 roku), stając się tym samym ponownie największym koncernem samochodowym świata pod względem wielkości produkcji…”

    w 2013 cale wielkie miasto Detroit oglosilo upadlosc po to by by wyjsc z pulapki zadluzeniowej …Dwa lata po bankructwie w Detroit widać znaki ożywienia: z ulic znikają pustostany, powstają firmy i projekty deweloperskie itp itd.

  216. O tzw odluzeniu/resecie
    dlugow mowi coraz wiecej ekonomistow na swiecie.

    Jeden z nich, ktorego Pan jakowalski zapewne zna to Christpher Keen mowi otwarcie o koniecznej redukcji dlugu „zlodziejstwie” wedlug jakowalskiego.

    Chrispoher Keen, ktory wedlug mnie slusznie uwaza iz dlug na pewnym poziomie jest z punktu widzenia zdrowego rozsadku i ekonomii nieracjonalny ma konkretny plan dotyczacy masowego odluzenia miedzy innymi tzw, helicopter money.

    @http://www.debtdeflation.com/blogs/2012/07/22/the-crisis-in-1000-words-or-less/
    polecam.

    Sam osobiscie w ramach swojej pracy poznalem najwiekszego dewelopera na Gold Coast Jima Raptisa, ktorego firma bankrutowala dwukrotnie…!

    Ostatnio 2009 z dlugiem w na poziomie miliarda dolarow…

    By dwukrotnie odrodzic sie jak feniks z popiolow – dzieki upadkowi… jakos wyszedl z tarapatow i wlasnie byl entuzjastycznie witany jako wybitny deweloper znowu na rynku w 2015….

  217. Andrzej Falicz – 18 listopada o godz. 2:10 474
    1. Napisałem prawdę, że nie masz pojęcia o ekonomii oraz że jesteś wykształcony i inteligentny, a więc o co ci chodzi?
    2. Redukcja polskiego długu w latach 1990. była tylko pozorna, jako że przy okazji zawarto tajne porozumienie, na mocy którego rząd RP zobowiązał się do zaciągania pożyczek w zachodnich bankach, zaraz po osiągnięciu względnej równowagi w polskim sektorze finansów. Oto dowód: IMF Survey : Poland Renews IMF Credit Line for $33.8 Billion – imf.org/external/pubs/ft/survey/so/2013/car011813a.htm. Ale ja się pytam, po co nam ta pożyczka, skoro w roku 2013 byliśmy zadłużeni zagranicą na ogromna sumę ponad 360 miliardów (billions) USD?
    2a. Oto wysokość długu zagranicznego Polski w miliardach dolarów USA w latach 1970-2016 według IMF (MFW):
    1970 0.8
    1971 0.8
    1972 1.1
    1973 1.9
    1974 3.9
    1975 6.9
    1976 10.2
    1977 12.8
    1978 15.9
    1979 18.9
    1980 21.9
    1981 23.5
    1982 25.0
    1983 25.0
    1984 25.3
    1985 28.1
    1986 31.8
    1987 36.2
    1988 37.7
    1989 39.3
    1990 48.5
    1991 48.4
    1992 47.0
    1993 47.2
    1994 42.2
    1995 44.0
    1996 41.0
    1997 49.0
    1998 56.9
    1999 59.0
    2000 63.0
    2001 71.0
    2002 73.0
    2003 99.0
    2004 123.0
    2005 137.0
    2006 146.0
    2007 152.0
    2008 227.5
    2009 167.9
    2010 239.6
    2011 300,0
    2012 320,0
    2013 360,0
    2014 380,0
    2015 350,0
    2016 340,0
    Tak więc w roku 1992 nasze zadłużenie powinno spaść według ciebie p połowę, czyli z 48 mld USD do 24 mld USD, a tymczasem zmniejszyło się ono tylko o miliard (do roku 1996 o ok. 8 miliardów), aby w roku 1997 wrócić do stanu mniej więcej z roku 1991, po czym zwiększyło się ono do prawie 60 mld USD w roku 1999, przekroczyło 100 mld USD w roku 2004, 150 mld USD w roku 2007, 200 mld USD w roku 2010, 300 mld USD w roku 2011 a 350 mld w roku 2013. Takie są fakty, z nimi się nie dyskutuje.
    2b. Co do Grecji, to przedstawiam tu dynamikę jej długu zagranicznego (lata 2006-16) w mld USD (dane greckiego banku centralnego za portalem „Trading Economics”):
    2006 240
    2007 250
    2008 310
    2009 360
    2010 430
    2011 405
    2012 370
    2013 400
    2014 420
    2015 430
    2016 440
    Dług Grecji spadł więc o tylko 60 mld USD w latach 2011-12, po czym już w roku 2015 powrócił on stanu sprzed jego redukcji, czyli do poziomu z roku 2010 i dalej on rośnie, choć (jak w Polsce) nieco wolniej niż w latach poprzednich.

  218. Andrzej Falicz – 18 listopada o godz. 2:10 474
    POlecam także i to: Poland’s hidden debt How much does Poland owe and does it really matter?
    The Polish government says the country’s public debt stands at roughly 53 percent of GDP, considerably less than all the European economies larger than Poland. Also, Poland has managed to keep its debt ratio below the EU-mandated 60 percent of GDP threshold, something even the stereotypically frugal Germans have not managed to do.
    However, Leszek Balcerowicz, the former head of Poland’s central bank and who was also finance minister from 1989 to 1991, engineering Poland’s transformation from communism to a market economy, has questioned the official figures.
    Balcerowicz and his think-tank, the Civic Development Forum (FOR), have conducted their own analysis, revealing that if Poland’s hidden debt was taken into account, the actual debt-to-GDP ratio would be more like 250 percent, high by any standards.
    “According to our estimates, the hidden debt, and so the state’s obligations on further expenses, has reached PLN 3.1 trillion, which comes out to PLN 83,000 per citizen,” said Balcerowicz at a press conference late last year. The greatest part of the hidden debt are obligations of the Social Insurance Institution towards pensioners.”
    Poland like Greece?
    “Hidden debts are legal obligations not covered by treasury papers. Just like the revealed debt, at one point in time, hidden debt will start to pose a threat to development,” Balcerowicz said. “There will come a time when the hidden debt will no longer be hidden, just like in Greece.”
    So does Poland’s hidden debt problem pose a fundamental threat to the stability of the country’s economy?
    WBJ Observer asked Stanisław Gomułka, a former deputy finance minister and adviser to Balcerowicz who often appears with the former NBP head during debt discussions, what he thinks about the issue and its potential consequences for the Polish economy.
    Gomułka explained that there is a “big difference” between official and unofficial debt.
    “Official debt is traded and enters financial markets, unofficial debt is not traded on financial markets. Unofficial debt is the obligation a state makes to repay its citizens, whom it borrows from, at some later stage,” Gomułka said.
    This debt is not owed to foreign investors and banks, but to Polish households and so financial markets and ratings agencies are “not concerned by this debt”.
    If at some point in the future, the government has difficulty meeting its obligations, there will be no crisis involving
    investors but rather an internal crisis, Gomułka said.
    “Households will simply be told that past governments were foolish, the current government cannot meet the obligations they were dumped with, and thus they have to reduce them by passing the necessary laws,” Gomułka added. That being said, it is difficult to imagine that Poland’s hidden debt would have no impact on the markets were
    Poland to experience an economic or financial crisis. And having a huge amount of hidden debt could prove costlier to the perceptions of Poland among foreign investors than that of, say, Germany or the United States, which have been considered (for better or worse) safe havens for decades.
    It is good Poland is trying to emulate western economies. But it certainly doesn’t need to repeat all their mistakes.
    Remi Adekoya – http://wbj.pl/polands-hidden-debt

  219. Andrzej Falicz – 18 listopada o godz. 2:52 476
    1. Nie znam Christophera Keena. A powinienem?
    2. Nie jestem zwolennikiem „rozrzucania” pieniądza „z nieba”, jako że to musi spowodować przejście z obecnego stanu deflacji do galopującej inflacji, a oba te stany są przecież wysoce szkodliwe dla gospodarki.
    3. A to, że kapitalizm rynkowy oparty jest na oszustwach finansowych, to jest oczywista oczywistość.
    4. Przecież całe Gold Coast to jest zamek zbudowany (także i dosłownie) na ruchomych piaskach. I oczywiste jest też, że szczególnie zaś w Australii, tacy ludzie jak ów Jim Praptus są ponad prawem, jako że mają oni doskonałe koneksje w rządach – zarówno stanowym (QLD jest przecież, obok WA najbardziej skorumpowanym stanem CoA) jak też i federalnym. Przecież na czele rządu w Kanberze stoi dziś bezczelny oszust podatkowy Malcolm Turnbull, podobnie jak to było też z jego poprzednikiem Tonim Abbottem – obaj to oczywiście liberałowie, czyli po naszemu aferałowie. ;-). Ale przecież wiadomo jest, że bogaty może bezkarnie ukraść miliard czy tez zamordować (np. żonę – patrz Simpson murder case) a więc nic mu za to nie grozi, a biedny idzie de facto automatycznie za kratki za przywłaszczenie sobie batonika o wartości jednego dolara – czy to jest Polska, Australia, czy też USA a nawet i Szwecja. 🙁
    Pozdrawiam z W-wy,
    LK

  220. I jeszcze to dla Pana A. Falicza:
    1. Gareth HutchensAustralia’s economy facing hazards unlike any seen in 20 years
    The Australian economy is facing hazards unlike any seen in more than 20 years, and is starting from a position of income weakness, according to a frank new report. It means incomes and the tax base will grow much slower than governments have become used to, making budget repair harder at the federal level.
    (smh.com.au/federal-politics/political-news/australias-economy-facing-hazards-unlike-any-see-in-20-years-ceda-20160217-gmwf6i.html)
    2. Economic Issues (38%) still biggest problems facing Australia for new PM Malcolm Turnbull but Terrorism/Wars/ Security/Safety easily World’s biggest problem (30%)
    (roymorgan.com/findings/6543-most-important-problems-facing-australia-world-october-2015-201511100114)
    3. The economic horror show facing Australia’s new prime minister Malcolm Turnbull
    Australia is a nation breaking records at the moment. Not only has it just signed it’s fifth prime minister in five years into office, it’s clocked up 24 consecutive years without a recession—a feat unmatched by any other developed nation. But as Australia’s decades-long commodity boom dies in the embers of China’s “new normal” economy, and quarterly GDP growth slows to an anemic 0.2%, it’s a country facing nothing short of a crisis.
    The problems are so deep that Australia’s new prime minister, ex-investment banker and barrister Malcolm Turnbull, backed his whirlwind run for office on fixing them. “The big economic changes that we’re living through here (in Australia) and around the world offer enormous challenges and enormous opportunities and we need a different style of leadership,” he said at a press conference announcing his challenge to Tony Abbott, who was voted out Sept. 14. On top of a slowing economy, Turnbull is inheriting a country with the fastest-growing net debt in the developed world, a shrinking federal budget, and an entire generation of constituents who have only known economic prosperity.
    Australian consumers started taking out unprecedented levels of debt—household debt in the country is more than triple what it was during Australia’s 1991 recession, at an amazing 154%. “Australia is living large. It has been a place awash with money and you see that in every aspect of life in Australia,” said Hetherington.
    But as Australia’s economic growth falters, it is clear the nation partied too hard during the boom, and could be about to wake up with an empty wallet and a whopping hangover. The governments of the day weren’t entirely neglectful. They initially paid down Australia’s debt and dipped into the budget to increase spending during the global financial crisis, which ensured Australia remained one of the few OECD countries to avoid a recession. The Liberal government also established a sovereign wealth fund, called the “Future Fund”, to cover Australia’s future pension liabilities.
    However, unlike other sovereign wealth funds in established countries that have also been lucky enough to live through similar commodities booms —like Norway and Chile—this money is effectively already spent. In fact, the federal government’s unfunded super liabilities for politicians, judges, public servants and military personnel was estimated at over AUD$200 billion in 2013, while Australia’s Future Fund had assets of just AUD$88.9 bln. Australia’s lack of savings during the boom years has left the nation in a precarious position, especially now China – which has been Australia’s largest export market since 2009 – is fast running out of manufacturing steam. Commodity prices have fallen 55% from their 2011 highs, according to the Reserve Bank of Australia’s commodity price index. Australia’s deficit on it current account balance – a measure of its trade that includes overseas income – blew out an eye-watering 41% in the June quarter to AUD$19 billion as a result, a level not seen since the global financial crisis.
    Australia’s foreign debt now hovers just below AUD$1 trillion, and the IMF has warned that the nation’s present debt trajectory is the worst in the developed world. A word not heard in 24 years in Australia–recession–is now being uttered with growing frequency.
    (http://qz.com/502258/charted-the-economic-horror-show-facing-australias-new-prime-minister-malcolm-turnbull)

  221. Andrzej Falicz – 18 listopada o godz. 2:27 475
    1. Odróżnij bankructwo konsumenckie od bankructwa firmy. Firma produkuje, zatrudnia ludzi i jest często niezbędna dla funkcjonowania państwa, jak to jest z GM, o której dalej.
    2. GM (tak jak np. Boeing) jest za dużym koncernem i zbyt ważnym dla gospodarki i wojskowości USA, aby mógł on zbankrutować, a więc jego akcje zostały wykupione przez państwo w ramach nacjonalizacji długów kapitału, po czym GM otrzymał, jako firma państwowa, olbrzymią pomoc od podatników i dzięki niej stanął na nogi, po czym został on na nowo sprywatyzowany, na zasadzie prywatyzacji zysków kapitału. Ale wiadomo przecież, że co jest dobre dla GM, jest dobre dla USA.
    3. Co do Detroit City (DC) – tego miasta, jako metropolii, nic już nie uratuje. Podobnie jak w Łodzi, odnowiono tam ostatnio kilka ulic w centrum, ale istotne jest, że to miasto się wyludnia, podobnie jak Łódź i z tego samego powodu – upadku tamtejszego przemysłu (w DC – samochodowego a w Łodzi – włókienniczego). Jak dobrze pójdzie, to ludność DC ustabilizuje się na poziomie około pół miliona (z 1,849,568 w roku 1950), podobnie jak ludność Łodzi (z 854,003 w roku 1988).

  222. Andrzej Falicz – jeszcze tylko to:
    Niestety jest wiele sfer, gdzie nawet kraj taki jak Szwecja zmierza w złym kierunku. Nierówności w dochodach również w moim kraju wzrastają do rekordowych poziomów, nawet jeśli są dużo niższe niż w innych państwach. Bezrobocie wśród młodych ludzi jest na zdecydowanie zbyt wysokim poziomie, nie udaje nam się zaoferować odpowiedniej pomocy imigrantom, a także słabo idzie ich pełna integracja ze społeczeństwem.
    Daniel Sachs, tłum. Tomasz Obrączka
    Tekst ukazał się pierwotnie w czerwcu 2012 r. na stronie internetowej magazynu „The Globalist”, zajmującego się od 2000 r. tematem globalizacji. http://www.theglobalist.com/