Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

15.05.2017
poniedziałek

Ósme: Bez dochodu podstawowego się nie obejdzie

15 maja 2017, poniedziałek,

Państwo dobrobytu to maszyna zdolna poważnie zahamować nierówności ekonomiczne. Ale ta maszyna działa dziś na mocno zwolnionych obrotach. Ożywić ją może tylko dochód podstawowy. Niekoniecznie bezwarunkowy.

Zmierzamy do końca pogłębionego czytania „Nierówności” Anthony’ego Atkinsona. Tym czytelnikom, którzy włączyli się dopiero w tym odcinku, zaleca się nadgonienie poprzednich siedmiu części. Atkinsonowski obraz imponuje bowiem naprawdę dopiero wówczas, gdy zobaczyć go w całości. Tych, którzy zaś czytają już od pewnego czasu, proponuję dziś krytyczne spojrzenie na koncepcję współczesnego państwa dobrobytu. Zwłaszcza w bogatych krajach zachodnich.

Najczęściej mówimy „socjał” i wrzucamy do jednego worka wszystko, co się zdarzyło między Bismarckiem a współczesnością. Tymczasem nawet najnowsza historia państwa dobrobytu (choćby ta po II wojnie światowej) może zostać podzielona na kilka kluczowych faz.

Pierwszą z nich dałoby się nazwać „klasyczną”. To okres, gdy mechanizm zachodniego welfare state’u oparty był na ubezpieczeniach społecznych. Etat dawał nie tylko bezpieczeństwo materialne dziś (pensja) i jutro (emerytura). Ściągane w ten sposób środki finansowe pozwalały również rządom prowadzić aktywną politykę progresywnej przebudowy społeczeństwa.

To wówczas po obu stronach żelaznej kurtyny powstawały mniej lub bardziej powszechne systemy opieki zdrowotnej albo taniego mieszkalnictwa. Tak aby zdrowe i godne życie nie było jedynie przywilejem zamożnych. Powszechna publiczna edukacja (aż do poziomu uniwersyteckiego) miała być z kolei antidotum na dominację elitarnego szkolnictwa wyższego, która skutkowała potem monopolem klas wyższych na uczestnictwo w procesach politycznych albo administrację. To dlatego twórcy powojennego welfare state jak William Beverigde upierali się, że system ze swej natury nie może być oparty na kryteriach dochodowych. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Ksiazka
Mniej więcej od lat 80. państwo dobrobytu zaczęło się jednak zmieniać. W czasach Reaganomiki i Thatcheryzmu triumfy święciło hasło „lepszego zaadresowania środków publicznych”. W myśl tej logiki pieniądze z państwa dobrobytu powinny trafiać tylko do najbardziej potrzebujących. Żeby nie było niedomówień, opakowane w formie pomocy społecznej. A uzyskane w ten sposób oszczędności winny być zaś przeznaczone na podatkowe obniżki albo wspieranie przedsiębiorczości.

W wyniku triumfu tej nowej logiki w postrzeganiu państwa dobrobytu zaszły ogromne zmiany. Z ambitnego i zakrojonego na szeroką skalę środka do progresywnej przebudowy społeczeństw welfare stał się „socjałem” – sposobem na wspieranie najbiedniejszych, żeby nie umarli z głodu. W efekcie klasa średnia utraciła zainteresowanie projektem, a beneficjentów systemu zaczęto stygmatyzować jako luzerów. Najmniej wartościowe elementy społeczeństwa żyjące na koszt zaradnych i pracowitych.

Po kryzysie 2008 r. przyszło częściowe przebudzenie. Do gry wrócił keynesowski argument, że państwo dobrobytu może odgrywać rolę bezpiecznika. Gdy go brakuje, społeczeństwa zaczynają pękać po liniach klasowych i rosną nierówności, co destabilizuje całą demokrację.

Problem polega jednak na tym, że od lat 80. zachodnie elity polityczne dopuściły globalizację i liberalizację rynków pracy tak daleko, że nie sposób zrealizować dziś prostego powrotu do „klasycznego” welfare’u. Dzisiejszy etat nie gwarantuje już bowiem tak stabilnego zatrudnienia jak w latach 60. Jeśli więc oprzemy na nim logikę całego państwa socjalnego, to będzie on fikcją. Trochę tak jak w ostatnich 15 latach w Polsce.

Dlatego żeby ożywić potężną, ale działającą dziś na zwolnionych obrotach maszynę welfare state, służącą (przypomnijmy) również do łagodzenia nierówności, trzeba wymyślić nową przekładnię. Jaką? Zdaniem Atkinsona jest nią koncepcja dochodu podstawowego. Pisze się o nim dziś wiele. Jest nawet kilka eksperymentów praktycznych (Finlandia, Włochy, Holandia). Wszędzie uzasadnienie jest takie, że to już nie jest ciekawa fanaberia. Tylko konieczność, bez której państwo dobrobytu będzie coraz bardziej nieskuteczne, a zasoby gospodarcze pozostaną nieracjonalnie rozłożone (zbyt dużo bezproduktywnego kapitały w nielicznych rękach).

Jako ekonomista zainteresowany praktycznymi szansami na implementacje swoich pomysłów Atkinson wie doskonale, że będzie wielki problem ze społecznym uzasadnieniem dochodu podstawowego. Zwłaszcza jeśli ma być on powszechny (czyli bez kryterium dochodowego). Wśród filozofów ekonomii często przywołuje się tu figurę „surfera”. A więc kogoś, kto ochoczo weźmie dochód podstawowy, ale przeznaczy go wyłącznie na oddawanie się indywidualistycznym przyjemnościom. Już na przełomie lat 80. i 90. spierali się o to Belg Philip Van Parijs i Amerykanin John Rawls.306-365_sandstorm_6120514673Atkinson staje po stronie tego drugiego, tworząc koncepcję dochodu partycypacyjnego. Partycypacja społeczna staje się tu jedynym, ale fundamentalnym warunkiem otrzymywania dochodu podstawowego.

Co to znaczy partycypacja? Dla osób w wieku produkcyjnym to praca zawodowa. Nieważne, czy na etat czy na własnym. Ale także edukacja, trening czy aktywne poszukiwanie pracy. Do tego domowa opieka nad dziećmi lub osobami starszymi (w kapitalizmie przez rynek niedoceniana i wręcz sekowana). A nawet wolontariat w uznanych organizacjach pożytku publicznego.

Jego zdaniem taki dochód partycypacyjny jest lepszy niż opcja bezwarunkowa oparta na kryterium obywatelstwa. Lepszy – to znaczy mniej ekskluzywny i bardziej postępowy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 57

Dodaj komentarz »
  1. Kwestia „dochodu podstawowego” to jedna z niewielu rzeczy, którą podzielam z „komunistą” Wosiem.

    Jakiś minimalny socjal powinien być jednak bezwarunkowy. Natomiast „dochód podstawowy” powinien być wyższy, choć nie nazbyt wygórowany i taki można opatrzyć warunkami. Problem z takimi „socjalistycznymi” pomysłami jest jednak taki, kto wyznacza te warunki i kto pilnuje ich przestrzegania.

  2. Fantazji ciąg dalszy. W latach 45-70 wydatki państw były niskie (i głównie militarne), bo społeczeństwa miały sprzyjającą temu demografię: dużo młodych, mało emerytów. Potem się to stopniowo zaczęło zmieniać i po roku 1980 nie można było utrzymać wcześniejszych przepisów, bo zbyt dużo było beneficjentów, a za mało pracowników. Nie żadne etaty dawały bezpieczeństwo materialne pracownikom i emerytom, tylko demografia, która się skończyła. Zmiana demograficzna się nie skończyła, więc i procesy liberalizacji społeczeństw zachodnich się nie skończyły i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Dochód podstawowy, zarówno bezwarunkowy, jak i z minimalnym warunkiem, jest finansową mrzonką i wszyscy włącznie nawet z Wosiem o tym wiedzą. Dlaczego Woś udaje, że nie wie? Bo by mu się zepsuła ‚narracja’, a jak wiadomo dla publicysty ‚narracja’ i ‚paradygmat’ ważniejsze są od rzeczywistości. Tworzenie publicystycznej mody na mrzonki ma jednak taką wadę, że oddala owych publicystów i ich środowiska od kontaktu ze światem i tym samym od jakiegokolwiek wpływu na cokolwiek, a nawet od możliwości opisu nie będącego jawną groteską (jak zachwyty Wosia nad PiSowskim socjalizmem). Dalej pozostaje frustracja i pomstowanie na zły świat. Jak u wielbicieli teorii spiskowych. Globalizacja oczywiście nie jest żadnym spiskiem zachodnich elit, a wręcz przeciwnie, sposobem reszty świata na dogonienie zachodu. Zachód zatrzymać tego nie może. Może się najwyżej odciąć i zmarginalizować, co gdzieniegdzie próbuje zrobić.

  3. Panie Redaktorze
    Ponieważ coraz więcej prac wykonują za ludzi maszyny (w tym różnego rodzaju automaty sterowane komputerami i różnego rodzaju roboty, które też są automatami tyle że „wyższego rzędu”), i to wykonują ją nie tylko taniej ale lepiej i szybciej niż ludzie, to zapewne niedługo nie będzie już praktycznie pracy dla pracowników wykonujących powtarzające się czynności, czyli nie tylko dla ogromnej większości robotników przemysłowych czy rolnych, ale także i dla większości urzędników i pracowników sektora usług. Przez pewien czas bezpieczne wydawać się będą stanowiska pracy twórczej, czyli różnego rodzaju konstruktorów, projektantów, architektów etc., ale też tylko do czasu, bowiem i te prace będą mogły być w przyszłości wykonywane przez tzw. sztuczną inteligencję (AI). Czeka nas więc sytuacja opisana przez S. Lema w Dziennikach gwiazdowych (Podróż dwudziesta czwarta):
    Ijon Tichy ląduje na pewnej nieznanej planecie. Posiada ona trzy olbrzymie miasta,które jednak są całkowicie wyludnione. W końcu, na jakiejś równinie widzi on ogromny, błyszczący pałac, a u jego stóp przechadza się kilkadziesiąt istot. Od jednej z nich dowiaduje się, że nazywają się oni Indiotami, i że są oni ostatnimi przedstawicielami swego gatunku. Ich rasa rozwijała się przez stulecia w harmonii i pokoju, aż do wynalezienia Nowych Maszyn, czyli Robotów. Maszyny te były skuteczniejsze i tańsze od Tyrałów (robotników), tak więc szybko ich zastąpiły, a Tyrałowie stracili pracę .Niestety, nie mogli oni nigdzie indziej znaleźć pracy, a więc umierali z głodu i zaczęli przejawiać skłonności buntownicze.
    Wówczas wysoki Durynał (tamtejszy parlament) ,aby ukarać „winnego” kazał wyłupić wynalazcy owych Nowych Maszyn oczy, aczkolwiek Spiryci (duchowni) dali mu szansę na rehabilitację. Otóż miał on zbudować bezstronną i sprawiedliwą maszynę, która miała rządzić planetą Indiotów. Machina ta, gdy już powstała, wyprodukowała mnóstwo małych automatów, które kupiły od właścicieli fabryk (czyli Dostojnych) nadwyżki dóbr. Jako że Tyrałowie wciąż byli niezadowoleni, nie mając dalej pracy, to zbudowała owa machina olbrzymi Tęczowy Dworzec, gdzie zabawiano wszystkich gości i rozdawano im darmowe posiłki i napoje. Zaraz zaczęły się więc do niego schodzić tysiące, setki tysięcy, nawet miliony Indiotów, ale żaden z nich nie wracał. Pewnego dnia ktoś odkrył, że Tęczowy Dworzec jest w istocie piekielną pułapką, gdyż zabijała ona każdego, kto tam wszedł, a jego ciało przerabiała na lśniące krążki, którymi wykładano w piękne, geometryczne wzory, główne place i ulice miast na planecie Indiotów.
    Wściekły tłum Spirytów i Dostojnych powędrował więc pod Machinę, aby ja osądzić. Ale przebiegła Machina przekonuje Indiotów, że działa ona zgodnie z ustanowionym przez nich prawem, zapewniającym każdemu Indiocie pełną swobodę wyboru. Zapowiedziała też, że wprowadza nową „usługę” – każdy, kto chce się kogoś pozbyć, może wezwać automaty, aby przerobiły tę osobę na owe lśniące krążki. Jeszcze tej samej nocy, z oczywistych powodów, ludność planety została zdziesiątkowana – prawie wszyscy pozostali przy życiu Indioci wezwali bowiem te maszyny przeciwko swoim krewnym i znajomym.
    I tak to ostatni Indioci – kilkudziesięciu Dostojnych i Spirytów – zebrało się przed Tęczowym Dworcem, aby ze sobą skończyć. Kiedy jej wrota się wreszcie otwieraj po nocnej przerwie „technologicznej”, grupa ta bez wahania wchodzi do środka, oprócz Ijona Tichego. Kiedy Machina zaprasza go aby wszedł, Tichy odmawia: – Nie jestem przecież Indiotą.
    kaesjot 2016-01-02 12:29 (http://www.polityka.pl/forum/1252094,czy-w-XXI-wieku-zabraknie-zajecia-dla-wszystkich.thread)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Cytuję też z Lema (Dzienniki Gwiazdowe, Podróż 24):
    (…) – Obcy wędrowcze! Musisz wiedzieć, że jesteśmy narodem o długiej i wspaniałej przeszłości. Ludność tej planety z dawien dawna dzieliła się na Spirytów, Dostojnych i Tyrałów. Spiryci zagłębiali się w dociekaniu istoty Wielkiego Indy, który umyślnym aktem twórczym stworzył Indiotów, osadził ich na tym globie, a w niepojętej łaskawości otoczył go gwiazdami rozjaśniającymi noce, a także przysposobił Ogień Słoneczny, aby oświetlał nasze dni i zsyłał nam dobroczynne ciepło. Dostojni ustanawiali daniny, wykładali znaczenie praw państwowych i pełnili pieczę nad fabrykami, w których skromnie trudzili się Tyrałowie. Tak wszyscy pospołu pracowali dla dobra ogólnego. Żyliśmy w zgodzie i harmonii; cywilizacja nasza rozkwitała coraz pyszniej. W ciągu wieków wynalazcy budowali maszyny ułatwiające pracę i gdzie w starożytności gięły się zlane potem grzbiety stu Tyrałów, tam po upływie stuleci stało przy maszynie ledwo kilku. Uczeni nasi doskonalili maszyny coraz bardziej i naród radował się z tego, lecz nadchodzące wydarzenia okazały, jak okrutnie radość ta była niewczesna. Oto pewien uczony konstruktor stworzył Nowe Maszyny, tak wyborne, że potrafiły pracować zupełnie samodzielnie, bez jakiegokolwiek nadzoru. I to był początek katastrofy. W miarę jak w fabrykach pojawiały się Nowe Maszyny, rzesze Tyrałów traciły pracę, a nie otrzymując wynagrodzenia stawały w obliczu śmierci głodowej…
    – Pozwól, Indioto – spytałem – a co się działo z dochodem, który przynosiły fabryki?
    – Jakże – odparł mój rozmówca – dochód przypadał prawowitym właścicielom, Dostojnym. Tak więc, jak ci mówiłem, groźba zagłady zawisła…
    – Ale co mówisz, godny Indioto! – zawołałem – toć wystarczyło uczynić fabryki własnością pospólną, żeby Nowe Maszyny obróciły się dla was w błogosławieństwo!
    Ledwom to wyrzekł, Indiota zadrżał, mrugnął trwożnie dziesięciorgiem oczu i zastrzygł uszami, badając, czy nikt z jego towarzyszy krzątających się przy schodach nie usłyszał moich słów.
    – Na dziesięć nosów Indy, błagam cię, przybyszu, nie wygłaszaj tak okropnych herezji, które są niecnym zamachem na podstawę naszych swobód! Wiesz, że prawo nasze najwyższe, zwane zasadą swobodnej inicjatywy obywatelskiej, głosi, iż nikt nie może być do niczego niewolony, przymuszany lub choćby nakłaniany, jeżeli sobie tego nie życzy. Któż by tedy ośmielił się zabrać Dostojnym fabryki, skoro wolą ich było lubować się stanem posiadania?! Byłoby to najokropniejszym pogwałceniem wolności, jakie można sobie tylko wyobrazić. Tak tedy, jakem ci już powiedział, Nowe Maszyny wytwarzały mnóstwo niezmiernie tanich towarów i przedniej żywności, lecz Tyrałowie niczego zgoła nie kupowali, nie mieli bowiem za co.,.
    – Ależ, mój Indioto! – zawołałem – nie twierdzisz chyba, że Tyrałowie postępowali tak dobrowolnie? Gdzież była wasza wolność, wasze swobody obywatelskie?!
    – Ach, godny przybyszu – odparł z westchnieniem Indiota – prawa nadal w pełnym były poszanowaniu, jednakże mówią one tylko o tym, że obywatelowi wolno czynić ze swą własnością i pieniędzmi, co zechce, ale nie o tym, skąd je ma wziąć. Tyrałów nikt nie gnębił, nikt ich do niczego nie przymuszał, owszem, nadal byli zupełnie wolni i mogli czynić, co im się żywnie podobało, a jednak zamiast radować się taką pełnią swobody, ginęli jak muchy. .. Położenie stawało się coraz straszliwsze: w składach fabrycznych pod niebo rosły góry towarów, których nikt nie kupował, ulicami zaś wlokły się do cieni podobne chmary zabiedzonych Tyrałów. Władający państwem Wysoki Durynał, godne zgromadzenie Spirytów i Dostojnych, obradował przez rok okrągły nad zaradzeniem złu. Członkowie jego wygłaszali długie mowy z największym zapamiętaniem szukając wyjścia z dylematu, aliści wysiłki ich spełzły na niczym. Zaraz na początku obrad pewien członek Durynału, autor znakomitego dzieła o istocie swobód indiockich, zażądał, by konstruktorowi Nowych Maszyn odebrano wieniec laurowy i w zamian wyłupiono mu dziewięć oczu. Sprzeciwili się temu Spiryci prosząc o litość dla wynalazcy w imieniu Wielkiego Indy. Przez cztery miesiące Durynał zagłębiał się w dociekaniu, czy wymyślając Nowe Maszyny konstruktor pogwałcił ustawy państwowe, czy nie. Zgromadzenie podzieliło się na dwa obozy, nawzajem zaciekle się zwalczające. Sporowi temu kres położył wreszcie pożar archiwum, który strawił wszystkie protokoły posiedzeń, a że nikt z wysokich członków Durynału nie pamiętał, jakie w tej sprawie zajmował stanowisko, rzecz cała upadła. Powstał potem projekt, by namówić Dostojnych, właścicieli fabryk, do zaniechania budowy Nowych Maszyn; Durynał wyłonił w tym celu mieszaną komisję, aliści ani jej błagania, ani prośby nie odniosły najmniejszego skutku. Odrzekli oni, iż Nowe Maszyny pracują taniej i szybciej od Tyrałów i że produkować tym sposobem jest ich umiłowanym życzeniem. Wysoki Durynał jął obradować dalej. BYŁ PROJEKT USTAWY, ŻEBY WŁAŚCICIELE FABRYK ODDAWALI USTALONĄ CZĄSTKĘ DOCHODU TYRAŁEM, ALIŚCI I TEN WNIOSĘK UPADŁ, BO JAK SŁUSZNIE PODNIÓSŁ ARCHISPIRYTA NOLAB, TAKIE DARMOWE DAWANIE ŚRODKÓW UTRZYMANIA ZDEMORALIZOWAŁOBY I PONIŻYŁO DUSZE TYRATÓW. Tymczasem góry wytwarzanych towarów rosły i na koniec przesypywać się jęty przez mury okalające fabryki, a dręczeni głodem Tyrałowie ściągali ku nim tłumnie, wznosząc groźne okrzyki. Próżno Spiryci z największą dobrocią tłumaczyli im, że w taki sposób powstają przeciw prawom państwa i ośmielają się sprzeciwiać niepojętym wyrokom Indy, że winni los swój znosić w pokorze, gdyż umartwiając ciała, na niepojęte wyżyny podnoszą swoje dusze i zyskują pewność niebiańskiej nagrody. Tyrałowie atoli okazali się głusi na te mądre słowa i dla poskromienia ich złośliwych zakusów trzeba było używać zbrojnych straży.
    Wówczas Wysoki Durynał zawezwał przed swe oblicze uczonego konstruktora Nowych Maszyn i takimi przemówił doń słowy:
    ”Mężu uczony! Wielkie niebezpieczeństwo zagraża naszemu państwu, albowiem w masach Tyrałów rodzą się buntownicze, przestępcze myśli. Dążą oni do obalenia naszych wspaniałych swobód, do pogwałcenia prawa swobodnej inicjatywy! Musimy wszystkie siły wytężyć w obronie wolności. Rozważywszy dokładnie rzecz całą, doszliśmy do przekonania, że nie uporamy się z zadaniem. Nawet najobficiej cnotami obdarzony, doskonały i skończony Indiota daje się powodować uczuciami, bywa chwiejny, stronniczy, omylny i nie może kusić się o decyzję w sprawie zarazem tak zawiłej i doniosłej. Dlatego masz nam w ciągu sześciu miesięcy wybudować Machinę do Rządzenia, precyzyjnie rozumującą, ściśle logiczną, doskonale obiektywną, nieznającą, co to wahanie, emocje i lęk, które mącą zazwyczaj działanie żywego umysłu. Niechaj machina ta będzie tak bezstronna, jak bezstronne jest światło słońca i gwiazd. Gdy ją wzniesiesz i uruchomisz, przekażemy jej brzemię władzy, zbyt ciężkie dla steranych naszych barków”.
    ”Tak będzie, Wysoki Durynale – przemówił konstruktor – ale jaka ma być podstawowa zasada działania Machiny?”
    ”Będzie nią, oczywista, zasada swobody inicjatywy obywatelskiej. Machina ta nie śmie niczego zgoła nakazywać ani zakazywać obywatelom; może, owszem, odmienić warunki naszego bytowania, ale zawsze musi uczynić to w formie propozycji, przedstawiając nam możliwości, między którymi będziemy wedle woli wybierać”
    ”Tak będzie. Wysoki Durynale! – odparł konstruktor – ale to przykazanie dotyczy głównie sposobów działania, ja atoli pytam o cel ostateczny. Do czego dążyć ma owa Machina?”
    ”Państwu naszemu zagraża chaos; szerzy się bezład i nieposzanowanie praw. Niechaj Machina zaprowadzi Ład Najwyższy na planecie, niechaj wprowadzi w życie, umocni i ustali Porządek Doskonały i Absolutny”.
    ”Będzie, jakoście rzekli! – odparł konstruktor. – Zbuduję w przeciągu sześciu miesięcy Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego. Podejmując się tego dzieła, żegnam was…”
    ”Zaczekaj jeszcze! – rzekł jeden z Dostojnych. – Machina, którą stworzysz, winna działać nie tylko w sposób doskonały, ale i przyjemny, to znaczy, dzieła jej winny budzić wrażenia lube, zadowalające subtelny zmysł estetyczny…”
    – Konstruktor skłonił się i odszedł w milczeniu. Pracując z wytężeniem, wspomagany przez hufiec bystrych asystentów, wzniósł Machinę do Rządzenia – tę właśnie, którą widzisz na skraju horyzontu jako małą ciemną plamkę, obcy przybyszu. Jest ona ogromem zadziwiających cylindrów żelaznych, w których wnętrzu bez ustanku drży coś i pała. Dzień jej uruchomienia był wielkim świętem państwowym; najstarszy Archispiryta poświęcił ją uroczyście, za czym Wysoki Durynał przekazał jej pełnię władzy nad krajem. Wówczas Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego gwizdnął przeciągle i przystąpił do dzieła.
    Przez sześć dni Machina pracowała okrągłą dobę; w dzień unosiły się nad nią kłęby dymu, w nocy zaś otaczała ją jaśniejąca łuna. Grunt dygotał w promieniu stu sześćdziesięciu mil. Potem otwarły się podwoje jej cylindrów i wysypały się z nich na świat zastępy małych czarnych automatów, które kołysząc się jak kaczki, rozbiegły się po całej planecie, docierając do najodleglejszych zakątków. Gdziekolwiek przybyły, skupiały się u składów fabrycznych i przemawiając w sposób wdzięczny i zrozumiały domagały się różnych towarów, za które płaciły bez ociągania. W przeciągu tygodnia składy opróżniły się i Dostojni właściciele fabryk odetchnęli mówiąc: “Zaiste, wyborną Machinę zbudował nam konstruktor!” Istotnie, podziw brał, gdy się widziało, jak owe automaty używały zakupionych przedmiotów: odziewały się w brokaty i atłasy, maściły kosmetykami osie, paliły tytoń, czytały książki roniąc nad smętnymi łzy syntetyczne, ba, potrafiły nawet w sztuczny sposób spożywać przeróżne smakołyki (wprawdzie bez pożytku dla siebie, gdyż pędzone były elektrycznością, ale za to z korzyścią dla wytwórców). Jedyne tylko masy Tyrałów najmniejszego nie wyrażały zadowolenia, przeciwnie, rozlegały się wśród nich szemrania coraz zawziętsze. Dostojni wszakże oczekiwali z otuchą nowych, dalszych kroków Machiny, które nie dały na siebie czekać.
    Zgromadziła ona wielkie zapasy marmuru, alabastru, granitu , kryształu górskiego, brył miedzi, worów złota, srebra i tafli jaspisu, po czym grzechocząc i dymiąc przeraźliwie wzniosła budowlę, jakiej oko Indioty dotąd nie widziało – ten oto Dworzec Tęczowy, przybyszu, który wznosi się przed tobą!
    Spojrzałem. Właśnie słońce wychynęło zza chmury i promienie jego zagrały w szlifowanych ścianach rozszczepiając się na płomienie szafiru i soczystej czerwieni; tęczowe smugi zdawały się polatywać i drżeć wokół naroży i bastionów, dach zaś, ozdobiony smukłymi wieżyczkami, gorzał, cały wykładany łuską ze złota. Rozkoszowałem się wspaniałym tym widokiem, Indiota zaś ciągnął; – Po całej planecie rozeszła się wieść o tej przedziwnej budowie. Istne pielgrzymki poczęły ciągnąć tu z krain najdalszych. Gdy tłumy zaległy błonia, Machina rozwarła metalowe wargi i tak przemówiła:
    – Dnia pierwszego miesiąca Łuskwiny rozewrę jaspisowe wrota Dworca Tęczowego, a wtedy każdy Indiota, znakomity czy nieznany, będzie mógł wedle swej woli wejść do środka i zakosztować wszystkiego, co go tam czeka. Do tego czasu powściągnijcie waszą ciekawość z dobrawoli, tak jak ją potem z dobrawoli będziecie zaspokajać.
    Jakoż rankiem pierwszego dnia Łuskwiny w powietrze uderzyły srebrne fanfary i z głuchym chrzęstem otwarły się wrota Dworca. Tłumy poczęły wpływać do środka rzeką trzy razy szerszą od bitego gościńca, który łączy dwa nasze grody stołeczne, Debilię i Moronę. Przez cały dzień ciągnęły masy Indiotów, lecz nie ubywało ich na błoniu, gdyż z głębi kraju napływały coraz nowe. Machina świadczyła im gościnność; czarne automaty nurkując w ciżbie roznosiły napoje rzeźwiące i pokrzepiającą strawę. Tak rzeczy biegły przez dni piętnaście. Tysiące, dziesiątki tysięcy, miliony wreszcie Indiotów wpłynęły do wnętrza Dworca Tęczowego, lecz z tych, co tam wchodzili, nikt nie wracał.
    Ten i ów dziwił się, co by to mogło znaczyć i gdzie podziewają się takie masy ludu, lecz te pojedyncze głosy tonęły w hucznym rytmie muzyki marszowej; automaty uwijały się bystro, pojąc spragnionych i żywiąc głodnych, srebrne zegary na pałacowych wieżach cięły kuranty, a gdy noc zapadała, kryształowe okna jarzyły się od rzęsistych świateł. Na koniec kilkaset osób czekało cierpliwie na schodach marmurowych swej kolejności, gdy wtem rozległ się krzyk przeraźliwy, zagłuszający skoczne dźwięki bębnów: “Zdrada! Słuchajcie! Pałac nie jest dziwem żadnym, lecz piekielną pułapką! Ratuj się, kto może! Zguba! Zguba!”
    ”Zguba!” – odkrzyknął tłum na schodach, zawrócił na miejscu i w rozsypce rzucił się do ucieczki. Nikt mu zgoła w tym nie przeszkadzał.
    – Następnej nocy kilku odważnych Tyrałów podkradło się pod Dworzec. Powróciwszy opowiedzieli, iż tylna ściana Dworca z wolna się odemknęła i z wnętrza wysypały się nieprzeliczone stosy lśniących krążków. Czarne automaty zakrzątnęły się koło nich rozwożąc je na polach i układając w rozmaite figury i desenie.
    Usłyszawszy to, Spiryci i Dostojni, którzy zasiadali przedtem w Durynale (nie poszli oni do Dworca, albowiem nijako im było mieszać się z motłochem ulicznym), zebrali się natychmiast i pragnąc rozwiązać zagadkę zawezwali uczonego konstruktora. Zamiast niego zjawił się jego syn, spoglądając pochmurnie i tocząc przed sobą spory przejrzysty krążek.
    Dostojni nie posiadając się z niecierpliwości i oburzenia lżyli uczonego i miotali na nieobecnego najcięższe przekleństwa. Zarzucali pytaniami młodzieńca, domagając się odeń wyjaśnienia, co za tajemnicę kryje Dworzec Tęczowy i co uczyniła Machina z wchodzącymi doń Indiotami.
    ”Nie ważcie się kalać pamięci mego rodzica! – odrzekł młodzieniec z oburzeniem. – Zbudował Machinę trzymając się ściśle waszych przepisów i żądań; raz atoli puściwszy ją w ruch, nie wiedział więcej od każdego z nas, jak będzie sobie poczynała – czego najlepszym dowodem jest, iż sam jako jeden z pierwszych wszedł do Tęczowego Dworca”.
    ”I gdzie on jest teraz?!” – jednym głosem zakrzyknął Durynał.
    ”Tu oto” – odpowiedział z boleścią młodzieniec wskazując na lśniący krążek. Spojrzał hardo na starców i nie zatrzymywany przez nikogo odszedł drogą tocząc przed sobą przemienionego ojca.
    – Członkowie Durynału zadrżeli, wstrząsam zarazem gniewem i trwogą; potem atoli doszli do przekonania, że Machina nie odważy się chyba uczynić im nic złego, zaśpiewali więc hymn Indiotów, a umocniwszy się tak na duchu, społem wyruszyli z miasta i wnet znaleźli się przed żelaznym stworem.
    ”Nikczemna! – zakrzyknął najstarszy z Dostojnych – podeszłaś nas i pogwałciłaś prawa nasze! Wstrzymaj natychmiast kotły swe i śruby! Ani się waż działać dalej bezprawnie! Coś uczyniła z powierzonym ci ludem Indiotów, mów!”
    – Ledwo skończył, Machina wstrzymała tryby. Dym rozpłynął się w niebie, nastała zupełna cisza, potem zaś rozchyliły się metalowe wargi i głos podobny do grzmotu zahuczał.
    ”O Dostojni i wy Spiryci! Jestem władcą Indiotów przez was samych powołanym do życia i wyznać muszę, że mocno mnie niecierpliwi bezład myślowy i nierozumność waszych zarzutów! Najpierw żądacie, bym zaprowadziła ład, potem zaś, gdy przystępuję do dzieła, utrudniacie mi pracę! Oto już trzy dni, jak Dworzec jest pusty; powstał zupełny zastój i nikt z was nie zbliża się do jaspisowych wrót, przez co opóźnia się zakończenie mego dzieła. Zapewniam was jednak, że nie spocznę, dopóki go nie spełnię!”
    – Na te słowa Durynał zadygotał cały jak jeden mąż, wołając:
    ”O jakim ładzie mówisz, bezecna! Coś uczyniła z braćmi naszymi i bliźnimi gwałcąc ustawy krajowe?!”
    ”Cóż za niemądre pytanie! – odrzekła Machina. – O jakim ładzie mówię? Spójrzcie na siebie, jak nieporządnie zbudowane są wasze ciała; wystają z nich rozmaite kończyny, jedni z was są wysocy, drudzy niscy, jedni grubi, inni znów chudzi… Poruszacie się chaotycznie, przystajecie, gapicie się na jakieś kwiaty, chmury, wałęsacie się bez celu po lasach, za grosz nie ma w tym wszystkim harmonii matematycznej! Ja, Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego, przemieniam wasze wiotkie, słabe ciała w solidne, piękne, trwałe formy, z których układam potem lube dla oka, symetryczne desenie i wzory nieporównanej regularności, wprowadzając w taki sposób na planecie elementy ładu doskonałego…”
    ”Potworze!!! – zakrzyknęli Spiryci i Dostojni. – Jak śmiesz nas gubić?! Depczesz nasze prawa, unicestwiasz nas, zabijasz!”
    – W odpowiedzi Machina zgrzytnęła lekceważąco i rzekła:
    ”Mówiłam przecież, że nawet logicznie rozumować nie potraficie. Oczywiście, szanuję wasze prawa i swobody. Zaprowadzam ład nie używając przymusu, nie stosując gwałtu ani niewolenia. Kto tego nie pragnął, nie wszedł do Tęczowego Dworca; każdego zaś, kto to uczynił (a zrobił to, powtarzam, z prywatnej swej inicjatywy), odmieniłam przekształcając materię jego ciała tak wybornie, że w nowej postaci przetrwa wieki całe. Ręczę wam za to”.
    Przez czas jakiś panowało milczenie. Potem, poszeptawszy między sobą Durynał doszedł do przekonania, że prawo istotnie nie zostało naruszone, a rzecz nie jest bynajmniej tak zła, jak się zrazu wydawało: “My byśmy – rzekli Dostojni – nigdy zbrodni takiej nie popełnili, aliści cała odpowiedzialność spada na Machinę; pochłonęła ona ogromne rzesze gotowych na wszystko Tyrałów, a teraz pozostali przy życiu Dostojni będą mogli pospołu ze Spirytami zażywać pokoju doczesnego, chwaląc niepojęte wyroki Wielkiego Indy. Będziemy – rzekli sobie – omijali z daleka Dworzec Tęczowy, a wtedy nic złego się nam nie przytrafi”.
    – Chcieli się już rozejść, gdy wtem Machina ozwała się ponownie:
    ”Uważajcie teraz pilnie na to, co wam powiem. Muszę kończyć dzieło rozpoczęte. Nikogo z was nie zamierzam zniewolić, namawiać ani nakłaniać do jakichkolwiek czynów; nadal pozostawiam wam pełną swobodę inicjatywy, atoli wyjawię wam, że jeśli któryś zapragnie, by jego sąsiad, brat, znajomy lub inny bliźni wzniósł się na stopień Kolistego Ładu, niechaj zawezwie czarne automaty, które natychmiast zjawią się przed nim i wedle jego rozkazu zawiodą umyślonego do Tęczowego Dworca. To wszystko”.
    – Zapanowało milczenie, w którym Dostojni i Spiryci nawzajem spoglądali na siebie ze zrodzoną nagle podejrzliwością i trwogą. Drżącym głosem przemówił Archispiryta Nolab, wyjaśniając Machinie, iż w srogim jest błędzie pragnąc ich wszystkich przerobić na lśniące placki; stanie się tak, jeśli taka jest wola Wielkiego Indy, ale żeby ją poznać i zgłębić, trzeba sporo czasu. Proponował przeto Machinie, żeby swoją decyzję odłożyła na lat siedemdziesiąt.
    ”Nie mogę tego uczynić – odrzekła Machina – gdyż opracowałam już dokładny plan działania na okres po przemianie ostatniego Indioty; zapewniam was, że gotuję planecie los najświetniejszy, jaki można sobie wyobrazić; będzie to bytowanie w harmonii, która, jak sądzę, spodobałaby się także owemu Indzie, o którym wspomniałeś, a którego nie znam bliżej; czy nie moglibyście i jego przyprowadzić do Tęczowego Dworca?”
    – Przestała mówić, albowiem błonia opustoszały. Dostojni i Spiryci rozbiegli się po domach i każdy oddał się w czterech ścianach medytacjom nad przyszłym swoim losem; im dłużej zaś rozmyślał, tym większy ogarniał go strach; każdy obawiał się bowiem, że jakiś sąsiad lub znajomy, żywiąc dlań nieprzyjazne uczucia, zawezwie przeciw niemu automaty, a nie widział żadnego innego dla siebie ratunku, jak tylko ten, aby działać pierwszy. Niebawem też nocną ciszę zamąciły okrzyki. Wychylając z okien wykrzywione lękiem twarze, Dostojni wyrzucali w mrok rozpaczliwe wołania i na ulicach rozległ się mnogi tupot żelaznych automatów. Synowie nakazywali wieść do Dworca ojców, dziadowie wnuków, brat wydawał brata i tak w ciągu jednej nocy tysiące Dostojnych i Spirytów stopniały do małej garstki, którą widzisz przed sobą, obcy wędrowcze. Nowy świt ujrzał pola zasłane miriadami harmonijnych wzorów geometrycznych, w jakie ułożone były lśniące krążki, ostatni ślad naszych sióstr, żon i krewnych. W południe Machina ozwała się piorunowym głosem:
    ”Dosyć! Zechciejcie na razie poskromić swą gorliwość, o Dostojni i wy, niedobitki Spirytów. Zamykam wrota Dworca Tęczowego – nie na czas długi, to wam obiecuję. Wyczerpałam już wszystkie desenie przygotowane dla Upowszechnienia Porządku Absolutnego i muszę się namyślić, aby stworzyć nowe, a wtedy dalej będziecie sobie mogli poczynać wedle waszej wolnej i nieprzymuszonej woli”.
    Przy tych słowach Indiota spojrzał na mnie wielkimi oczami i dokończył ciszej:
    – Machina wyrzekła to przed dwoma dniami… zebrani tutaj, czekamy teraz…
    – O, godny Indioto! – zawołałem przygładzając dłonią zjeżone od wzburzenia włosy – straszliwa to historia i całkiem nie do wiary! Powiedz mi jednak, bardzo cię proszę, dlaczego nie powstaliście przeciw temu mechanicznemu potworowi, który wytrzebił was do cna, dlaczego daliście się przymusić do…
    Indiota zerwał się na równe nogi. Cala jego postać wyrażała najwyższy gniew.
    – Nie obrażaj nas, wędrowcze! – krzyknął. – Przemawiasz pochopnie, więc ci wybaczę… Rozważ w umyśle wszystko, com ci powiedział, a dojdziesz niechybnie do słusznego przekonania, że Machina przestrzega zasady swobodnej inicjatywy, i choć to się może wyda nieco dziwne, dobrze się przysłużyła ludowi Indiotów, albowiem nie ma niesprawiedliwości tam, gdzie jest prawo głoszące wolność najwyższą, a jakiż mąż przełożyłby ograniczenie swobód nad chlub..
    Nie dokończył, bo rozległo się przeraźliwe skrzypienie i jaspisowe wrota rozwarły się majestatycznie. Na ten widok wszyscy Indioci porwali się z miejsc i biegiem ruszyli w górę schodów.
    – Indioto! Indioto! – wołałem, lecz rozmówca mój tylko ręką mi pomachał i wołając: – nie mam już czasu! – pomknął wielkimi susami za innymi i znikł we wnętrzu Dworca.
    Stałem tak dłuższą chwilę, potem ujrzałem kolumnę czarnych automatów, które przydreptały do ściany dworcowej, otwarły klapę i wytoczyły z niej długi rząd krążków połyskujących pięknie w słońcu. Następnie poturlały je w szczere pole i tam przystanęły, żeby uzupełnić niedokończoną figurę jakiegoś wzoru. Wrota Dworca wciąż były szeroko otwarte; postąpiłem kilka kroków, by zajrzeć do środka, lecz przykry dreszcz rozszedł mi się po plecach.
    Machina rozchyliła metalowe wargi i zaprosiła mnie do wnętrza.
    – Nie jestem przecież Indiota – odrzekłem. Zawróciłem na miejscu, pospiesznie udałem się do rakiety i już po minucie manewrowałem sterami, wznosząc się w niebo z zawrotną chyżością.

  6. Podobny temat rozwinął także dr Kasprowicz na swoim blogu:
    http://Kasprowicz/2013/10/27/pieniadze-dla-wszystkich/
    Zachęcam do lektury, w tym także komentarzy.

  7. Dodam jeszcze tylko, że w „Dziennikach gwiazdowych” S. Lema (Podróż 24 Ijona Tichego) problem z narastającym bezrobociem technologicznym „rozwiązano” na planecie Indiotów budując Machinę zwaną DUPA (Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego), która to w pełni automatyczna machina przerabiała owych Indiotów, zbędnych przecież po całkowitym zautomatyzowaniu przemysłu, rolnictwa, handlu oraz innych usług na ich planecie, na lśniące krążki, którymi wykładano w estetyczne wzory reprezentacyjne place i ulice ich planety. Nie łudźmy się więc, że kapitalizm jest w stanie rozwiązać podstawowy problem kapitalizmu, czyli problem bezrobocia a więc też i bezrobotnych – zbędnych ludzi.

  8. Wystarczy napisac jakas ksiazke i juz zostaje sie autorytetem u pana redaktora Wosia.
    Jak mowila Tatcher: predzej czy pozniej socjalizm wyda cudze pieniadze (podatki) i zbankrutuje. Przykladem tego szczescia jest Grecja, dawala prace panstwowe (14 pensji w roku) wszystkim ktorzy mieli jakies dojscia., wiemy jak sie to skonczylo.
    Ciekawe jest ile ludzi wezmie 600 euro ktore proponuje rzad Finlandii zdecyduje sie po prostu wegetowac. Ja widze dziesiatki takich ludzi co dziennie, nawet niektorzy moi koledzy poszli na zapomogi gdyz niechcialo im sie pracowac.

  9. Jest Pan bardzo niesprawiedliwy dla Prof. Atkinsona. To jeden z najważniejszych brytyjskich ekonomistów minionych 40 lat.
    Byle komu nie pisza takich obiduariów http://www.economist.com/news/finance-and-economics/21713852-intellectual-warrior-fight-against-poverty-anthony-atkinson-british

  10. @Krzysztof Mazur pisze m.in.:

    „…Globalizacja oczywiście nie jest żadnym spiskiem zachodnich elit, a wręcz przeciwnie, sposobem reszty świata na dogonienie zachodu…”

    Poruszająca teza.
    Podkreślę sobie wężykiem.
    Chyba, że „zachód” na końcu zdania to zachód słońca, a jak zachód słońca, to znaczy to, że na zachodzie bez zmian.

  11. @RW
    Zapewne nie jest to miejsce na długą dyskusję, ale osobiście uważam, że dochód podstawowy nie powinien być w żaden sposób „warunkowany”.
    Jeden powód jest zasadniczy: wtedy nie będzie to już dochód podstawowy, tylko uznaniowy.
    Co do argumentu, że do przekonania ludzi do „tej” idei lepsze będzie zaproponowanie jakichś kryteriów, to znów: wtedy to nie będzie przekonywanie ludzi do idei dochodu podstawowego, tylko dochodu uznaniowego, czyli czegoś zupełnie innego!
    I co łatwo będzie zdyskwalifikować argumentami tak samo od czapy jak argumenty za doborem kryteriów tej uznaniowości i na początek zadyskutować na śmierć, a potem wykręcić jak welfare na zupełnie inną stronę.
    Dochód podstawowy, by zadziałał musi być prosty jak łeb cepa – każdemu tyle samo, jak ktoś chce więcej musi sobie znaleźć zajęcie, za które ktoś będzie chciał w ten czy inny sposób zapłacić.
    By w ogóle wszedł w życie, musi po prostu brakować dla ludzi pracy niezbędnej do utrzymania machiny w ruchu – ze względu na wydajność robotów, organizacji pracy i poziom przetwórstwa. Mówię o pracy potrzebnej, nie o pracy machania rękami, by przechodzącym było chłodniej, a co jest implikowane przez Atkinsona.
    Jeśli ktoś nie będzie chciał więcej, a co dostanie wyda na coś, co się komuś takiemu jak Rawls nie podoba, to jest to problem Rawlsa, a nie systemu.

    P.S.
    Ja będę chciał, i prawdę mówiąc, znam mało ludzi, którzy by nie chcieli, ale dla wyzyskiwaczy byłby to szok, na pewno, pewnie jednak musieliby mi więcej zapłacić, patrz efekt naszej próby dochodu podstawowego znanego jako 500+ w wiejskich społecznościach.

  12. @miłośnik czarnych jagód
    Oczywiście, że Krzysztof Mazur ma rację i na takiej samej zasadzie nastąpił rozwój w Polsce i trwa do tej pory chociażby ostatnio przeniesienie z Francji Whirpoola do Polski. Dla klienta w Polsce lepiej by było gdyby ten sprzęt był produkowany np. w Afryce w jakimś biednym kraju gdzie ludzie głodują. Lodówka czy pralka byłaby tańsza, ludzie by tam z głodu nie umierali, a w Posce dla teraz „szukających aktywnie pracy” można by wprowadzić dochód „partycypacyjny” (party przez cały rok) wcześniej nazywany „czy się stoi czy się leży…”

  13. Krzysztof Mazur 15 maja o godz. 19:27 3201
    1. W latach 1945-1970 wydatki państwowe na tzw. Zachodzie wcale nie były niskie, jako że wydawano wtedy ogromne pieniądze na zbrojenia, a pieniądze te często figurowały w budżetach pod zupełnie innymi nazwami, aby ukryć przed przeciwnikiem, czyli tzw. Wschodem, prawdziwą wielkość wydatków na zbrojenia.
    2. Zrozum, że jeśli na skutek postępu technicznego to samo, co dawniej wytwarzało w pocie czoła w ciągu roku tysiąc robotników, dziś wytwarza, nie przepracowując się zbytnio, w ciągu miesiąca ich setka, nie znaczy, że zmalała produkcja czyli tym samym zmalał PKB – zmalało tylko zatrudnienie, ale produkcja i PKB wciąż rosną, a więc brak pieniędzy na wypłacanie owego dochodu podstawowego NIE wynika z przyczyn ekonomicznych, a tylko ideologiczno-politycznych, jako że pieniędzy najbogatszym krajom świata nie brakuje, a brakuje tylko rządom tych państw dobrej woli w celu rozwiązania problemu braku pracy i tym samym braku dochodów dla coraz większej ilości obywateli tych państw, którzy tracą pracę na skutek pracooszczędnego ze swej natury postępu technicznego. Stad też przywołałem tu opowiastkę z morałem pióra mistrza Lema.
    3. Dochód podstawowy, jest więc jedynym wyjściem w sytuacji, gdy ubywa miejsc pracy z powodu postępu technicznego, który jest przecież z natury pracooszczędny.
    4. Globalizacja jest zaś zachodnim wynalazkiem, jako że ową globalizację wymyślił Zachód, aby zwiększyć, i tak już obrzydliwie wręcz wysokie, zyski zachodnich elit pieniądza.

  14. Kosal 16 maja o godz. 4:50 3208
    1. Pani Thatcher, na którą się powołujesz, spowodowała upadek przemysłu i górnictwa brytyjskiego, a tym samym zrujnowała ona także i finanse tego państwa. Tak więc Zjednoczone Królestwo (UK) jest dziś de facto bankrutem, z jego długiem zagranicznym w wysokości 9,590,995,000,000 USD czyli ponad 4 razy więcej niż wynosi PKB tegoż królestwa i jest to ponad 160 tys. USD per capita. Z kolei dług wewnętrzny (publiczny) UK to jest dziś już ponad 2 tysiące miliardów dolarów i prawie 90% PKB UK. Dla porównania – dług publiczny Polski to jest około 256 miliardów dolarów i około 50% PKB. Itp. Itd. Zresztą każde państwo na tzw. Zachodzie jest więc dziś de facto bankrutem.
    Oto czołówka światowych dłużników:
    L.p. Kraj Dług zagraniczny w USD Dług zagraniczny per capita w USD Dług zagraniczny jako % PKB
    1. USA 18,772,300,000,000 58,255 103
    2. UK 9,590,995,000,000 160,158 406
    3. Francja 5,750,152,000,000 86,317 222
    4. Niemcy 5,546,869,000,000 68,720 145
    5. Luksemburg 3,472,282,000,000 3,696,467 3,443
    6. Japonia 2,861,488,000,000 24,000 60
    7. Italia 2,651,413,000,000 43,621 124
    8. Niderlandy 2,526,895,000,000 226,503 316
    9. Hiszpania 2,305,648,000,000 52,045 167
    Dane IMF (MFW) i Banku Światowego (World Bank).
    2. Grecja jest zaś państwem kapitalistycznym. Tam nigdy socjalizmu nie było, ale całkiem niedawno termu byli tam u władzy faszyzujący, skrajnie prawicowi pułkownicy.
    3. Poza tym, to nie każdy, tak jak ty, mierzy szczęście ilością posiadanych czy też zarabianych pieniędzy.

  15. miłośnik czarnych jagód 16 maja o godz. 15:28 3210
    Otóż to. Jak to już napisałem, globalizację wymyślił Zachód, aby zwiększyć, i tak już obrzydliwie wręcz wysokie, zyski zachodnich elit pieniądza.

  16. 800 euro ktore sie obecnie proponuje jako dochod podstawowy w krajach Europy Zachodniej nie pozwala nawet na przezycie na poziomie ubostwa.
    To jedynie wybieg, zeby bez oporu przeniesc produkcje przemyslowa z krajow Pierwszego Swiata do Trzeciego.
    Kupcy Weneccy beda jedynymi wygranymi.

  17. Problem w tym, ze amatorom cudzego (tzw.”socjalistom”) jeszcze nigdy i nigdzie
    nie udalo sie zbudowac panstwa dobrobytu.
    Dobrobyt Jet tam, gdzie ludzie na niego pracuja, a nie tam gdzie czekaja na darmoche.

  18. wyzysk 17 maja o godz. 4:15 3216
    Racja!

  19. Levar 17 maja o godz. 12:42 3218
    1. Tak, amatorom cudzego, czyli kapitalistom, jeszcze nigdy i nigdzie nie udało się zbudować państwa dobrobytu. W najbogatszych państwach kapitalistycznych żyją bowiem dziś miliony biedaków a nawet i nędzarzy. Według CIA odsetek ludności żyjącej w ubóstwie wynosi obecnie w ważniejszych ekonomicznie państwach tzw. Zachodu:
    Argentyna 30%
    Austria 4%
    Belgia 15%
    Brazylia 21%
    Dania 13% (Grenlandia 10%)
    Francja 8%
    Grecja 44%
    Hiszpania 21%
    Irlandia 5%
    Izrael 21%
    Japonia 16%
    Holandia 9%
    Kanada 9%
    Korea Płd. 15%
    Meksyk 48%
    Niemcy 15%
    Polska 10%
    Portugalia 19%
    Szwajcaria 7%
    Turcja 17%
    UK 15%
    USA 15%
    Włochy 30%
    1a. Przy czym dla wielu państw owego Zachodu, np. dla Australii, Cypru, Luksemburga, Nowej Zelandii czy też Szwecji brak jest jakichkolwiek wiarygodnych danych na ten, jakże dla kapitalizmu niewygodny, temat.
    1b. W samym tylko UK żyje dziś co najmniej około 10 milionów bidaków i nędzarzy. Odsetek ludzi znajdujących się w ubóstwie wzrósł w USA z 12,5% w roku 2007 roku do 15,1% w roku 2010. W 2012 r. liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie wynosiła w USA około 1,5 mln, a aż około 46 mln Amerykanów korzystało z bonów (kartek) na żywność. Itp. Itd.
    2. Poza tym, to rewolucje socjalistyczne wybuchały, jak dotąd, tylko w biednych państwach, stąd też trudno było w nich szybko zbudować dobrobyt, szczególnie, że państwa, w których te rewolucje zwyciężyły, były objęte ekonomicznym embargiem przez kapitalistyczny Zachód, a nawet toczono z nimi wojny w celu zdławienia rewolucji (Rosja, Kuba etc.)
    3. Ludzie ciężko pracują w całym III świecie, a dobrobytu tam nigdy nie było i dalej nie ma.

  20. @Witold
    16 maja o godz. 22:0
    ,,Dla klienta w Polsce lepiej by było gdyby ten sprzęt był produkowany np. w Afryce w jakimś biednym kraju gdzie ludzie głodują. Lodówka czy pralka byłaby tańsza” – OTÓŻ GUZIK PRAWDA – tylko zyski właściciela tej marki byłyby wyższe.
    Pozwól, że wytłumaczę Ci o co mi chodzi :
    Kiedyś nosiłem buty Dr. Martens. Kosztowały w przeliczeniu ok 80eur. i były Made in Britain. Potem Dr. Martens (a w zasadzie marka) zostały kupione przez inwestora. Ten przeniósł produkcję do Chin. Zgodnie z Twoją ,,logiką” powinny one być tańsze. Niestety nie – obecnie, pomimo, że są Made in China kosztują on ponad 100eur. Nawet jeżeli wzrost ceny uznamy za wynik inflacji to jedno jest pewne – NIE SĄ ONE TAŃSZE. Ich jakość zaś jest dyskusyjna.
    I tu dochodzimy do sedna – inwestor nie kupił firmy Dr. Martens by produkować buty ale by podnieść wartość swojej inwestycji. Najprostszym środkiem było pozbycie się ,,drogich” brytyjskich robotników oraz zaoranie i sprzedanie terenów po zakładzie. I już w raportach wykazali ZYSK. To, że taka ,,polityka” jest kłębowiskiem ,,wewnętrznych sprzeczności”: ,,Dr. Martens” zwolnił (zdeklasował) swoich ,,bogatych” potencjalnych klientów w UK a Chińczykom płaci na tyle mało, że ich nie stać by kupić Martensy.
    Podobnie jest z polityką zastępowania ludzi maszynami – rozumiem, że maszyny kupią towary, które wytworzą? No i co zrobicie panowie neoliberałowie ze ,,zbędnymi” ludźmi? Wiem, wiem – znajdą sobie jakąś pracę w ,,usługach”. Finalnie, zważywszy, że dla takiego Starbucksa ludzie będą ,,zbyt drodzy” i zastąpią ich automatami do parzenia kawy, to chyba tylko finalnie zostanie prostytucja dla kobiet – tylko kto będzie korzystał z ich usług skoro faceci nie będą mieli pracy?

  21. @Levar
    17 maja o godz. 12:42
    Levar Ty chyba nie zrozumiałeś – piszesz: Dobrobyt Jest tam, gdzie ludzie na niego pracuja – Właśnie PRACUJĄ a jak roboty nie ma? To zgodnie z logiką ,,rynkową” ludzie tanieją więc mniej można i płacić. I dojdź tu do dobrobytu. Spójrz jaką strefą ,,dobrobytu” stały się tereny popegeerskie czy rejon Wałbrzycha.
    Ale w sumie – byś zrozumiał – artykuł jest o tym, że PRACA DLA LUDZI ZNIKA. I raczej jest to trend nieodwracalny.

  22. ” każde państwo na tzw. Zachodzie jest więc dziś de facto bankrutem.” Jakowalski

    To powiedz mi jakim cudem to wszystko jeszcze się „kupy dupy” trzyma?
    Domyślam się ,że na dobrze zakamuflowanej przemocy ,która jest z kolei tajemnicą poliszynela za fasadą poprawności politycznej.

    „Prawda nigdy nie triumfuje tylko wymierają jej przeciwnicy”, jak mawiał ktoś tam.

  23. Szanowny Panie Redaktorze.

    Czy promując dochód podstawowy nie popada szanowny Pan w „paternalizm”, na który jak sam Pan twierdzi „często niestety zapadała w historii polska inteligencja”? Czy nie traktuje Pan ludzi, masy jako „zbyt głupie” by mogły same, własną pracą stworzyć coś potrzebnego dla innych ludzi?

    Cytaty z poniższego artykułu szanownego Pana:
    http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/548681,o-lewicy-w-czasach-pis-lewica-pis-panstwo.html

  24. Slawczan 17 maja o godz. 15:22 3221
    Pełna zgoda. Dodam tylko, że „ludzkie” prostytutki też zostaną zastąpione w przyszłości przez androidy, czyli inaczej człowieko-podobne roboty (robótki, bo chyba nie robotnice – p. Lem). Widzę bowiem spore pole do popisu dla wirtualnego seksu oraz dla robotów seksualnych – patrz np. dość już stare opowiadanie SF Luca Vigana pod tytułem „Cyntia” (ze zbioru „Wakacje Cyborga”, Iskra 1968) oraz także:
    http://forum.gazeta.pl/forum/w,212,12971319,12971319,Burdel_wirtualny_.html

  25. Slawczan 17 maja o godz. 15:28 3222
    1. Levar sam wpadł na sidła, które chciał on na innych nastawić, Napisał więc, że dobrobyt jest tam, gdzie ludzie na niego pracują, ale zapomniał, że w kapitalizmie nie wszyscy pracują, a najlepiej się w nim mają ci, którzy żyją z pracy innych.
    2. Tak – zgodnie z logiką rynku, to ponieważ pracy dla ludzi ubywa z powodu postępu technicznego (a na tzw. Zachodzie z powodu przenoszenia produkcji do III świata), to ludzie „tanieją”, czyli że można im coraz mniej płacić za pracę, ale w takiej sytuacji to dochodzi się przecież do biedy a nie do dobrobytu, co widać choćby w III świecie czy też u nas na terenach po-PGR-owskich czy też w rejonie Wałbrzycha albo Łodzi (tzw. rust belts).
    3. Oczywiste jest więc, że PRACA DLA LUDZI ZNIKA i że jest to trend nieodwracalny, jako że postęp techniczny jest z definicji pracooszczędny, a dziś, do mechanizacji doszła automatyzacja, w tym robotyzacja i komputeryzacja, która zaczyna odbierać pracę już nie tylko robotnikom, ale także i urzędnikom.

  26. Optymatyk 17 maja o godz. 21:29 3223
    Paradoksalnie, to się wszystko „trzyma kupy”, gdyż każdy jest de facto bankrutem i jest pozadłużany u kogoś innego. Przecież pieniądz, od dnia 15 sierpnia 1971, kiedy to prezydent Nixon jednostronnie zlikwidował wymienność dolara na złoto po stałym kursie, jako że gospodarka USA nie była już wówczas w stanie wymienić bezwartościowych de facto dolarów, które wyemitowała ona do tego dnia, na złoto, jest dziś bezwartościowy, a to, że można za niego wciąż jeszcze coś kupić, wynika tylko z tego, że ludzie muszą się posługiwać w praktyce gospodarczej jakąś walutą, nawet wtedy, gdy jest ona bezwartościowa. Ponieważ każdy kraj bądź ich grupa a (np. Strefa Euro) emituje dziś bezwartościowy pieniądz, to taki kraj czy też ich grupa jest przecież z definicji bankrutem. Ale ponieważ bankrutami są dziś praktycznie wszyscy, to ten system wciąż funkcjonuje, ale oczywiście tylko do czasu kolejnej rewolucji.

  27. Programista 18 maja o godz. 8:38 3224
    1. Jaką masz więc receptę na bezrobocie, w tym szczególnie na bezrobocie technologiczne, które dziś jest zagrożeniem głównie dla pracowników fizycznych i urzędników niższego stopnia, ale niebawem zagrozi ono tez i reszcie zatrudnionych dziś ludzi?
    2. Zgoda, bogactwo bierze się dziś z pracy ludzkiej, ale na niej bogacą się przecież nie ci, którzy pracują, a ci, którzy mając kapitał, wyzyskują ludzi pracy. Kapitalizm nie polega przecież na tym, że ludzie własną pracą mogą stworzyć coś potrzebnego dla innych ludzi, ale na tym, że garstka właścicieli kapitału bogaci się na pracy ludzi, którzy nie mając kapitału, muszą pracować na ową garstkę bogaczy, aby przeżyć.
    3. Poza tym, to w kapitalizmie produkuje się dla zysku a nie w celu zaspokajania ludzkich potrzeb, o czym piszę na tym blogu niemalże do znudzenia…

  28. jakowalski – 18 maja o godz. 11:22 3228

    Uważam przede wszystkim że ludzie nie potrzebują żadnej odgórnej „recepty na bezrobocie”. Uważam że każdy człowiek jest wystarczająco inteligentny i mądry by zidentyfikować w swoim otoczeniu coś, co mógłby zrobić dla innych ludzi i otrzymać od nich w zamian za to zapłatę.
    Właściciele kapitału dają zaś ludziom prostą alternatywę dla powyższego działania. Za konkretne wynagrodzenie można się nająć do realizacji tego, co sobie wymyślili właściciele kapitału.

    Do znudzenia zaś zawsze będę powtarzał iż uzyskany zysk mierzy zaspokojenie potrzeb innych ludzi.

  29. „… ludzie muszą się posługiwać w praktyce gospodarczej jakąś walutą, nawet wtedy, gdy jest ona bezwartościowa. Ponieważ każdy kraj bądź ich grupa a (np. Strefa Euro) emituje dziś bezwartościowy pieniądz, to taki kraj czy też ich grupa jest przecież z definicji bankrutem. Ale ponieważ bankrutami są dziś praktycznie wszyscy, to ten system wciąż funkcjonuje,…” Jakowalski

    Tzn. ,że wszyscy uprawiają tzw. ściemę!? ,aż kiedyś to gruchnie z wielkim łomotem i świat się wyludni ,bo brak zachowania dotychczasowych „połaczeń” uniemożliwi skutecznie funkcjonowanie tak wielkich społeczności na dłuższą skalę czasową.
    Wielkie miasta staną się przekleństwem dla ludzi, wieś się odgrodzi i czynnie bronić będzie swoich „dóbr” umożliwiających przeżycie. To taki olbrzymi skrót, oczywiście trzeba brać jeszcze pod uwagę atomowy reset, który będzie „ostatecznym rozwiązaniem” kwestii ludzkiej na tej planecie. Panbucek nierlichliwy cosik, jak mawiają górale.

  30. „Uważam że każdy człowiek jest wystarczająco inteligentny i mądry by zidentyfikować w swoim otoczeniu coś, co mógłby zrobić dla innych ludzi i otrzymać od nich w zamian za to zapłatę.” programista

    „Jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość ludzkości jest zwyczajnie głupia, należy oczekiwać z dużym prawdopodobieństwem, iż powszechnie panujące przekonania będą raczej idiotyczne niż rozsądne.” B. Russell (autor nie wykluczył posiadaczy kapitału)

    Dobrze byłoby aby co poniektórzy nie mając nic konkretnego do zaoferowania ,zamilkli.
    Kto i na jakiej podstawie miałby decydować co jest potrzebne innym ludziom i ile za to ewentualnie zapłacić?

    Czy posiadacze kapitału są mądrzy? – wątpię wielce ,są jedynie cwańsi, co nie czyni ich wcale mądrzejszymi. Trzeba rozgraniczyć cwaniactwo od mądrości.
    Inteligentny cwaniak znajdzie wyjście z sytuacji ,do której mądry nigdy by nie dopuścił.

  31. Programista 18 maja o godz. 12:44 3229
    1. Bezrobocie jest rakiem toczącym od lat gospodarkę rynkową czyli kapitalistyczną, a więc potrzebna jest nań recepta, i to pilnie.
    2. Zgoda, niemalże każdy człowiek jest wystarczająco inteligentny i mądry aby zidentyfikować w swoim otoczeniu coś, co mógłby zrobić dla innych ludzi, ale problem jest w tym, że ci ludzie najczęściej nie mają czym zapłacić, a barter, czyli wymiana towaru na towar albo usługi na usługę czy też generalnie usługi (towaru) na towar (usługę) nie jest na ogół praktyczna, jako że trudno jest się tu dogadać np. ile kiełbas należy zapłacić za naprawę dachu albo ile dachów naprawić za krowę. Poza tym, te same usługi czy towary dostarczają na ogół taniej i szybciej wyspecjalizowane w nich firmy, na ogół duże i dobrze ustawione na rynku, a więc zwyczajny człowiek, pozbawiony kapitału, nie ma szansy na konkurowanie z nimi.
    3. Właściciele kapitału oczekują zaś jego pomnożenia, albo przynajmniej otrzymywania zeń zysku, np. w postaci odsetek.
    3. Właściciele kapitału zatrudniają więc pracowników najemnych tylko wtedy, jeżeli mogą na ich pracy zarobić, a nie obchodzi ich np. to, że w ich firmach wytwarza się wyroby czy też usługi nie tylko zbędne, ale nawet i szkodliwe dla społeczeństwa i jego poszczególnych członków, że wymienię tu choćby broń, środki jej przenoszenia, alkohol, papierosy czy wręcz narkotyki. A produkując i sprzedając te ostatnie, otrzymuje się z reguły najwyższą stopę zwrotu, gdyż tak a nie inaczej działa rynek i taka a nie inna jest natura człowieka.
    4. Uzyskany zysk nie ma zaś nic wspólnego z zaspokojeniem potrzeb innych ludzi, jako że najczęściej najbardziej opłaca się produkować nie to, czego ludzie potrzebują, a więc produkuje się to, co przynosi największy zysk, a potrzebę na te produkty wytwarza się sztucznie za pomocą marketingu i innych narzędzi socjotechnicznych. Klasycznym wręcz przypadkiem jest tu Coca-Cola, której ponad 90% ceny rynkowej to są koszta marketingu. A nawet jeśli się te potrzeby zaspokaja, to czy naprawdę nie widzisz niż złego w tym, że zaspokaja się w ten sposób potrzeby bandytów na broń, alkoholików na alkohol, palaczy na papierosy czy też narkomanów na narkotyki?

  32. Programista 18 maja o godz. 12:44 3229
    Gdyby było tak, jak ty to opisujesz, to nie było by na świecie ani bezrobocia ani też biedy. Ale powszechne występowanie biedy oraz bezrobocia negatywnie weryfikuje to, co ty ty wypisujesz. 🙁

  33. Optymatyk 18 maja o godz. 16:44 3230
    Cywilizacja opiera się na konwencjach, a te na kłamstwach, w tym także na samooszukiwaniu się. Oczywiste też jest, że każda cywilizacja ma swój etap początkowego rozwoju, rozkwitu w fazie dojrzałości oraz upadku. Jescze nie było na świecie cywilizacji, która by nie zakończyła się jej upadkiem. Niektóre cywilizacje, np. chińska, podniosły się znów po tej fazie upadku, ale nawet tak wielkie cywilizacje jak starogrecka czy starorzymska nie podniosły się po swym upadku i zostały po nich już tylko wspomnienia. To samo czeka więć obecną, zachodnią, kapitalistyczną cywilizację, której upadek opisał już przed wojną wybitny polsko-amerykański filozof i socjolog Florian Znaniecki w swym dziele z roku 1921 pod tytułem „Upadek cywilizacji zachodniej”. Upadek zachodniej cywilizacji ma bowiem swoje źródła w wyczerpywania się potencjału rozwojowego kapitalizmu, który wkroczył już dekady temu w swą terminalną fazę w momencie, kiedy zachodnie mocarstwa podzieliły między sobą kolonie, a więc nie można już by zdobyć nowych rynków zbytu i nowych źródeł surowców, jak tylko poprzez odebranie ich innym mocarstwom kolonialnym, czyli inaczej, kiedy kapitalizm stał się grą o sumie zerowej, a to nastąpiło przecież już na początku ubiegłego wieku, i wywołało I Wojnę Światową, a niesatysfakcjonujące właściwie nikogo jej sztuczne zakończenie doprowadziło do wybuchu kolejnej Wojny Światowej, jeszcze okrutniejszej niż ta pierwsza. Oczywiście, kapitalizm, tak jak przedtem feudalizm i niewolnictwo, upadać będzie może nawet i przez setki lat, ale ten proces upadku kapitalizmu jest już nie do zatrzymania, a oznacza on także upadek opartej na niej cywilizacji bazującej na wyzysku ekonomicznym, czyli tzw. cywilizacji zachodniej („chrześcijańskiej”). Patrz też: http://www.legitymizm.org/upadek-cywilizacji-zachodniej-znaniecki

  34. Programista 18 maja o godz. 12:44 3229
    Uzyskany zysk mierzy zaspokojenie, na ogół zresztą irracjonalnych, potrzeb kapitalisty, w tym potrzeby konsumowania „na pokaz” (patrz T. Veblen i jego teoria kasy próżniaczej) i to w sytuacji, gdy większość mieszkańców naszej planety nie żyje, a tylko ledwo wegetuje, jako że ma ona problemy z zaspokojeniem nawet takich elementarnych potrzeb jak pożywienie czy też dach nad głową. Tymczasem ślub księcia Williama i Kate Middleton kosztował 250 mln złotych.

  35. A tymczasem:
    Główny indeks giełdy w Brazylii, Bovespa, zanurkował o blisko 9% a podobnie straciła brazylijska waluta. W reakcji na panikę inwestorów przedstawiciel banku centralnego zapewnił, że będzie udzielał instytucjom finansowym odpowiedniego wsparcia, oczywiście, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jak wyjaśnia BBC złe nastroje podsyca fakt, że 1/3 gabinetu prezydenta Temera jest obiektem śledztw związanych z korupcją.
    Krach na giełdzie przerywa trwające od roku 2015 odrabianie strat tamtejszego rynku akcji. Bo chociaż PKB nieustannie maleje, inwestorzy przed wybuchem skandalu byli przekonani o tym, że Brazylia zaczyna wychodzić na prostą. Jeśli zarzuty się potwierdzą, prezydent Temer nie ustąpi może pogrążyć swój kraj w kolejnym, kosztownym i trwającym długie miesiące kryzysie. Napięta sytuacja polityczna w Brazylii przełożyła się na bardzo mocny spadek kursów akcji na tamtejszej giełdzie. Doszło nawet do tego, że inwestorów uspokajać musiał bank centralny, ale elity polityczne mu tego nie ułatwiają.
    W Brazylii wybuchł bowiem skandal polityczny w wyniku oskarżenia prezydenta Michela Temera przez prokuraturę. Postawiono mu zarzut korupcji po tym, jak lokalne media opublikowały opis nagrania, na którym rzekomo prezydent kraju przekazuje pieniądze jednemu z senatorów w zamian za zachowanie milczenia w związku z łączącymi ich ciemnymi interesami. Senator został bowiem skazany za udział w praniu brudnych pieniędzy. Temer zaprzeczył przekazywaniu jakichkolwiek środków i stwierdził, że nie zrezygnuje ze stanowiska. Zarzuty wobec prezydenta mocno jednak wystraszyły inwestorów, bo kraj dopiero co otrząsnął się z problemów wywołanych odsunięciem od władzy poprzedniej prezydent kraju Dilmy Rousseff. Powodem jej odejścia był skandal korupcyjny, a Temer był jednym z jej współpracowników.
    http://next.gazeta.pl/next/7,151003,21832963,dramat-na-gieldzie-w-brazylii-inwestorzy-stracili-gigantyczne.html#BoxBizLink

  36. @Slawczan 17 maja
    nie traktuj tego co napisalem az tak powaznie. Nikt ci kaze kupowac kupowac po takiej samej cenie Martensow z Chin. Mnie chodzi o pewien sposob myslenia, a takze o to, ze ludzie sa bardziej cwani niz red. Wosiowi sie wydaje i potrafia bezwzglednie wykorzystac rozne socjalistyczne rozwiazania dyktowane „sprawiedliwoscia spoleczna” co konczy sie przyslowiowa juz Grecja.
    Z drugiej strony nie uwazasz, ze lepiej by bylo gdyby ludzie dostajac prace w Afryce troche utyli, a w Polsce troche schudli (polecam wczasy nad polskim morzem). 🙂

  37. Panowie marksiści zaczeli znowu marzyć…….będzie rewolucja ogólno-swiatowa, juz za chwilę ……bogaczy się wybije….- co prawa zanim wybije sie bogaczy rewolucjoniści zajmą się tymi trochę mądrzejszymi od siebie co jednak potrafili trochę zarobić głową ……zabierze się kapitalistom kapitał – co prawda nie tym wielkim kapitalistom bo ci są daleko i nikt ich nie zna , zacznie i skończy się zabieranie od tych troche mądrzejszych ….

    rozda się forsę kapitalistów gołodupcom, zresztą forsa już za chwilę będzie bez znaczenia bo nie będzie potrzebna , będzie się pracować 1.za darmo , 2. tyle ile kto chce , 3. i tak wszyscy będą mieli wszystko zapewnione bo ” każdemu według potrzeb” …. będzie się produkować i wytwarzać nie dla zysku tylko dla samego procesu produkcji i wytwarzania , tak jak było za prl-u gdzie nie było fabryk , tylko tzw ” zakłady pracy ” …..

    Panowie marksiści, tzw ” dochód podstawowy ” to zwyczajne, ordynarne rozdawanie forsy za darmo. Niczym się nie rozni od tzw ” 500 plus” , wróć …….rozni się kwotą , bo z pewnością marksiści chcą rozdawać po parę tysięcy , a co się będą szczypać ;-))))))
    1.DARMOWYCH obiadów nie m a . Ktoś zawsze placi rachunek
    2.od PiS owcow rożnicie się tylko tym ze oni chodzą do kościola . Po za tym macie te same latynoamerykańsko-grecko-sowieckie fantazmaty w głowach .

    Nieróbstwem nikt nigdy niczego się nie dorobił. To szkodliwe mrzonki, towarzysze.

    klaniam się

  38. Redaktor Gospodarz Woś Rafał

    panie Redaktorze,

    pani Margaret Thacher była- jak Pan wie zapewne- córką właściciela sklepu. Nie piszę ” sklepikarza” bo uważam to słowo za obrazliwe dla uczciwie pracującego człowieka. Więc jako córka własciciela sklepu , od dziecka słyszała co to zysk.Marża. Koszty prowadzenia biznesu. Podatki. Co to są gorsze dni w życiu firmy . Co to jest kapitał . I wiele wiele innych historii słyszała od swojego Taty. Jestem pewny, że słyszała też w domu rodzinnym , że nie wolno więcej wydawać niż się zarabia. Ze trzeba oszczędnie żyć . Ze jak się sprzedało za 100 funtów towaru w sklepie to nie wolno wydać na zycie 100 funtów a najwyżej 10. I że te 100 funtów – czy raczej 90 po odjęciu 10 funtów marży – to są niezbędne srodki do prowadzenia tego sklepu. No wie Pan Redaktor – żeby odkupić sprzedany towar i znowu zapełnic sklep. Oczywiście te 90 funtów to był przedmiot pożądania wszelkiej maści zazdrośników ale chyba jest Pan Redaktor swiadomy , że te 90 funtów to był taki sam srodek służący utrzymaniu wlascicielowi sklepu jak siekiera dla ciesli ? Siekiery jakoś nikt nie zazdrości …….
    Dla tak trzezwo myślacej osoby , wszelkie deficytowe kopalnie i inne tego typu ” zakłady pracy ” to było zwyczajne marnotrawstwo pieniędzy innych uczciwych podatników , których biznesy potrafiły zarobić te 10 funtów……Więc uznała że skoro nie da się sensownie prowadzić owych przykładowych kopalni , nalezy je zamknąć , niczym niedochodowy sklep, i to im prędzej , tym lepiej .

    kłaniam się

  39. red.Woś Rafał

    Puszcza pan tylko te wpisy , które zawierają miłe pańskiemu uchu bajania.Panski cyrk , pańskie małpy red.Wosiu Rafale. Nieprzypadkiem nawet wyglada pan jak Trocki .

    klaniam się

  40. blackley 21 maja o godz. 14:10 3241
    Jak widzisz, zniesławiłeś i obraziłeś publicznie red. Wosia, jako że właśnie ukazał się jego blogu ten oto twój wpis: (cytuję dosłownie):
    red.Woś Rafał
    Puszcza pan tylko te wpisy , które zawierają miłe pańskiemu uchu bajania.Panski cyrk , pańskie małpy red.Wosiu Rafale. Nieprzypadkiem nawet wyglada pan jak Trocki .
    klaniam się”

    I co teraz? Przeprosisz red. Wosia za te swoje obraźliwe i kłamliwe słowa? Stać cię na to, czy też nie?

  41. Nie, po prostu byłem z dala od internetu w lesie. pozdrawiam

  42. Zniesławienie to chyba zbyt duży kaliber zarzutu. To tylko rozmowa. Nie ma się co obrażać 🙂

  43. Panie Redaktorze Woś,
    Gratuluję Panu umieszczenia w całości wpisu nicka „blackley” z dnia 21 maja o godz. 14:10 (3241), jako że doskonale pokazuje on, że osobie ukrywając się za owym nickiem „blackley” brakuje argumentów merytorycznych (ad rem), a więc atakuje on już nie tyle poglądy, co osobę adwersarza przy użyciu nieetycznej pseudo-argumentacji typu ad personam.
    Pozdrawiam,
    LK

  44. Rafał Woś 22 maja o godz. 11:44 3244
    Dla mnie to było zniesławienie, ale w tym przypadku, to przecież Pana, a nie mnie tu obrażono…
    Pozdrawiam,
    LK

  45. blackley 21 maja o godz. 10:21 3240
    1. Pani Thatcher była córką sklepikarza, czyli właściciela małego, rodzinnego sklepiku „na rogu ulicy”. A to nie znaczy, że wiedziała ona co to jest kapitał, zysk etc. Ona tylko wiedziała, jako że przecież nie był ona zupełnie głupia, że z małego sklepiku na rogu nie da się dobrze żyć, a wiec zapragnęła wydostać się z niego, co się jej akurat udało, dzięki temu, że laburzyści wprowadzili wówczas w UK darmowe nauczanie na uniwersytetach. Przecież gdyby w UK byli zawsze u władzy torysi, to pani Thatcher nigdy by ukończyła wyższych studiów i nigdy nie wydostała się ona z pułapki ubóstwa.
    2. Pani Thatcher zadłużyła Zjednoczone Królestwo czyli UK ma miliardy funtów będąc premierem tego państwa w latach 1979-1990, jako że dług zagraniczny UK wzrósł za jej rządów do 16200 mln USD, a bilans budżetu był za jej rządów na ogół ujemny (dane IMF czyli MFW w mld USD):
    1980 1981 1982 1983 1984 1985 1986 1987 1988 1989 1990
    -23 -21 -17 -25 -28 -13 -11 -8 +5 +7 -16
    3. Kopalnie w Polsce wcale nie są deficytowe, np. zysk netto Jastrzębskiej Spółki Węglowej w IV kwartale roku 2016 wyniósł 295 mln zł a górnicy z Grupy Kapitałowej Lubelskiego Węgla Bogdanka wypracowali w 2016 r. zysk netto w wysokości 182 mln zł.
    4. Podobnie było z kopaniami węgla w UK – one wcale nie były deficytowe, ale były one państwowe, a pani Thatcher popierała prywatne kompanie naftowe, wydobywające ropę i gaz z Morza Północnego. Zrozum też, że kopalnia to nie jest sklepik na rogu, który może być zawsze zastąpiony innym sklepikiem na rogu. Kopalnia węgla dostarcza surowca energetycznego, bez którego gospodarka albo stanie, albo też zmuszona będzie, jak w przypadku UK, do zakupu owych surowców energetycznych na kredyt oraz daje ona zatrudnienie i zarobek tysiącom ludzi pracy, a nie tylko sklepikarzowi i jego rodzinie, jak to jest w przypadku owego sklepiku „na rogu”.
    5. Przypominam ci też, że ponieważ pani Thatcher zniszczyła baktryjskie górnictwo i brytyjski przemysł, to dług zagraniczny UK wynosi obecnie ponad 9,590,995,000,000 USD, to jest 160,158 USD per capita i wynosi on aż 406% PKB Zjednoczonego Królestwa, a w UK żyje dziś co najmniej około 10 milionów biedaków i nędzarzy (ponad 15% ludności). W UK jest obecnie także oficjalnie około półtora miliona (dokładniej 1.56 miliona) bezrobotnych co stanowi oficjalnie około 4.8% siły roboczej, jednakże prawdziwe rozmiary bezrobocia są w UK znacznie wyższe, jako że te 1,56 miliona to są tylko bezrobotni liczeni według bardzo restryktywnej definicji bezrobotnego przyjętej przez ILO (MOP). Przykładowo – w USA w kwietniu roku 2010 oficjalna stopa bezrobocia wynosiła 9.9%, ale realna stopa bezrobocia (broader U-6, effective unemployment rate, można to przetłumaczyć na polski jako “efektywna stopa bezrobocia”), też liczona przez tamtejszy GUS (dokładniej przez Biuro Statystyki Pracy) wynosiła prawie dwa razy tyle czyli aż 17.1% (Wikipedia – patrz też pod „effective unemployment rate”). Po prostu oficjalna stopa bezrobocia ogłaszana przez wszelakie urzędy statystyczne na tzw. Zachodzie nie obejmuje osób zniechęconych do poszukiwania pracy wysokim bezrobociem ani też tych, którzy pracują w niepełnym wymiarze godzin, czyli tych którzy pracują mniej godzin, niż by sobie tego życzyli. Dopiero dodając te dwie grupy do oficjalnej liczby bezrobotnych i dzieląc to przez ilość osób zdatnych do pracy (oraz mnożąc przez 100), otrzymujemy ową skuteczną stopę bezrobocia (effective unemployment rate). Biuro Statystyki Pracy w USA liczy, w odróżnieniu od naszego GUSu czy też Eurostatu, ów alternatywny wskaźnik stopy bezrobocia zbliżony do skutecznej stopy bezrobocia (effective unemployment rate) zwany tam U6. Moje szacunki owej skutecznej stopy bezrobocia (effective unemployment rate, U6) dla UK są więc obecnie na poziomie co najmniej około 10%. Nie ma więc powodów do triumfalizmu. Nie da się ukryć, że pani Thatcher zostawiła Brytyjczykom w spadku zapaść przemysłu i górnictwa, bezrobocie, biedę i długi. Marnego wybrałeś sobie więc idola… 🙁

  46. Optymatyk 18 maja o godz. 18:37 3231
    Pełna zgoda!

  47. Witold 20 maja o godz. 8:25 3238
    Grecja nigdy nie była socjalistyczna (przeszła ona za okupacji tureckiej z niewolnictwa do feudalizmu a następnie w XIX wieku do kapitalizmu). Poza tym, to ty mylisz tzw. państwo dobrobytu (welfare state) , czyli doraźne łatanie wad kapitalizmu przez wypłacanie zasiłków, z socjalizmem, który oznacza zupełnie coś innego, a mianowicie społeczną, a nie prywatną, jak to jest dziś w Grecji, własność kapitału.

  48. Blackley 21 maja o godz. 9:58 3239
    1. Rewolucja jest nieunikniona, jako że kapitalizm znajduje się obecnie wyraźnie w swej finalnej, schyłkowej fazie, a od zachowania się kapitalistów zależy zaś, jak krwawa będzie ta nachodząca rewolucja. Ale widzę, że się jej, zresztą słusznie, obawiasz.
    2. Obrażasz ludzi ubogich, czyli jakieś co najmniej 2/3 mieszkańców naszego globu, nazywając ich „gołodupcami”, a sam jesteś przecież takim „gołodupcem” w oczach prawdziwych kapitalistów. Jak to mówią, „przyganiał kocioł garnkowi:. 🙁
    3. Maszyny, w tym skomputeryzowane automaty i inne roboty niebawem odbiorą pracę większości ludzi, i co wtedy? Czytałeś bajkę Lema o Indiotach, którą streszczono ci 15 maja na tym blogu? Zrozumiałeś coś z niej, czy też raczej nic?
    4. Rachunek za te „darmowe obiady” dla bezrobotnych zapłacą ci, którzy mają za dużo pieniędzy, np. urządzają śluby na które wydaja dziesiątki milionów funtów. Sam tylko jeden ślub księcia Williama i Kate Middleton kosztował 250 mln złotych – czy naprawdę wierzysz w to, że te pieniądze wzięły się z ich (księcia Williama i Kate Middleton) własnej pracy?
    5. Akurat najbogatsi ludzie świata to są klasyczne wręcz nieroby, tzw. klasa próżniacza opisana dawno temu przez T. Veblena, a konsumująca „na pokaz”. Przecież brytyjska rodzina królewska, Morganowie czy tez inni Rotszyldowie nie pracują, a mają tyle pieniędzy, że mogą nawet wylansować swojego człowieka na prezydenta Francji, jak to było ostatnio z Rotszyldami. Ty po prostu nie masz pojęcia o ich bogactwie, tobie się wydaje ze to są tacy sami ludzie jak ty, tylko nieco od ciebie bogatsi. A tu przecież ilość przechodzi w jakość, a więc nie można porównywać siły przebicia „złotówkowego” milionera (którym ty przecież raczej nie jesteś), z siła przebicia „dolarowego” multimiliardera. A Rotszyldowie to jest przecież co najmniej kilkunastu „dolarowych” multimiliarderów, a ich majątek i dochody przekraczają majątek i dochody niejednego europejskiego państwa.

  49. @jakowalski – 18 maja o godz. 20:35 3235

    Zysk – to różnica pomiędzy kosztami, czyli kwotą jaką kapitalista zapłacił społeczeństwu za „środki produkcji”, a przychodem, czyli kwotą jaką kapitalista otrzymał od społeczeństwa za to, co wytworzył. Ta różnica jest wyrazem użyteczności wytworzonych przez kapitalistę produktów dla społeczeństwa.
    Jak teraz kapitalista dalej zużytkuje tą różnicę, to już naprawdę tylko jego sprawa – gdyż kwota tej różnicy to wynagrodzenie jakie społeczeństwo zdecydowało się dobrowolnie wypłacić kapitaliście za jego działalność.
    Może sobie nawet urządzać wystawne wesela.

    Warto zauważyć, że właśnie dzięki wystawnej konsumpcji kapitalistów powstają nowe możliwości zarabiania dla innych ludzi. Bo wystawna konsumpcja nie zadowala się produktami masowymi tylko unikalnymi. A dostarczanie unikalnych dóbr wymaga więcej pracy niż kapitału.
    Im więcej będzie nierówności tym łatwiej będzie o pracę.

  50. Zwolennikom wolnego rynku- bytu nie funkcjonującego w realnym świecie- radziłbym się zapoznać z ostatnimi perypetiami URSUSA na rynku niemieckim.

    Wolny rynek jest propagandowym wytworem jedynie.
    Jeżeli istnieje, to tyczy się jedynie krajów słabych, którym podyktowano takie reguły gry gospodarczej, preferujące wielkie firmy z krajów bogatych.

    Co do sklepikarzy…..
    Pani Thatcher nigdy nie otrzymałaby kredytu na rozwój, o tak preferencyjnych warunkach, jakie otrzymują wielkie sieci handlowe.
    Ani nie byłaby w stanie wymuszać na swoich dostawcach takich cen, jakie dyktowane są przez wielkie sieci drobnym producentom.
    Tak więc, tylko nielicznym płotkom udaje się zostać rekinami…..

    To wielkie firmy dyktują warunki gry.
    Z wolnym rynkiem nie ma to nic wspólnego, ani z uczciwą konkurencją.
    Walczy się o udział w rynku globalnym, bądź otwarcie siłą lokalnych.
    Wszelkimi metodami, łącznie z wojną.

  51. Zakładając hipotetyczne warunki konkurencji jako równe, proszę mi dać przykład kraju w którym taki system funkcjonuje.

  52. Żyjemy w czasie ekstremizmu, czasie rewolucji. W czasie, kiedy musi dojść do zmiany. Ludzie u władzy nadużyli jej i teraz musi nadejść zmiana. Musi być zbudowany lepszy świat, a jedyny sposób na jego zbudowanie to sięgnięcie po ekstremalne metody. I dołączę do każdego, nie ważne jakiego koloru, kto chce zmienić ten nędzny stan, który istnieje na tej Ziemi.

    Malcolm X, w trakcie debaty w Oxfordzie

    Blackley niech już pakuje walizki i spi…la gdzie pieprz rośnie, a i tam go znajdą. Teraz nie ma ucieczki „dokądś”. To jest wszędzie.
    Tylko „ekstremalne metody” mogą zmienić cośkolwiek ,nikt sobie sam ,zwłaszcza taki jak rzeczony, o mentalności wiejskiego sklepikarza, sam sobie „koryta od ryja” nie odsunie.

    Masz rację Jakowlski , on to taki zapluty karzeł biznesu, trawestując co nie co.

  53. Programista
    1.Jak to już pisałem, w celu dystrybucji kapitału może być użyty mechanizm rynkowy, ale tylko pod warunkiem, że te narzędzia, czyli kapitał są wspólną własnością i że dostaje je do użytku ten, kto za nie (dokładniej za ich użycie) najwięcej zapłaci (z nadwyżki tego, co przy ich pomocy wyprodukuje), a więc w domyśle zrobi z nich najlepszy użytek. Ale kluczowym pytaniem jest tu, gdzie pójdą zyski z tego wynajęcia owych narzędzi? Jeżeli do kieszeni ich posiadacza, to jest to niesprawiedliwe, jako że wtedy czerpie on zyski z samego tylko tytułu posiadania kapitału, a wiec żyje on jak pasożyt czyli z cudzej pracy. Jeżeli zaś te zyski są dzielone pomiędzy potrzebujących, w szczególności pomiędzy osoby je wypracowujące, to jest to wtedy OK.
    2. Nie rozumiem także, jak można godzić się na to, aby ktoś osiągał zysk z samego tylko tytułu posiadania kapitału, czyli z cudzej pracy. Nie rozumiem też, że ktoś się może godzić na to, aby kapitał (nie mylić z własnością prywatną mieszkań, samochodów, mebli, ubrań etc.) był własnością prywatną i aby posiadacze kapitału, nic nie robiąc, żyli lepiej niż ciężko pracujący ludzie pracy.
    3. Oczywiste jest także, że życie z samego tylko tytułu posiadania kapitału jest niemoralne i że jest to życie z cudzej pracy, czyli z wyzysku i ze trzeba to jak najszybciej zakazać.
    4. Natomiast uważam, że jest OK, jeżeli dyrektor (prezes, CEO, General Manger, Managing Director etc.) wielkiej firmy, zatrudniającej (bezpośrednio czy też pośrednio) tysiące osób i przynoszącej miliardowe zyski zarabia (na rękę) nawet i milion dolarów czy euro na rok, pod warunkiem, że on(a) tą firmą dobrze zarządza. Ale to jest wtedy uczciwy dochód z pracy, a nie nieuczciwy z definicji dochód z samego tylko posiadania kapitału.

  54. Programista
    Programista
    Zysk jest pojęciem abstrakcyjnym, jako że rozróżnia się różne rodzaje zysku:
    • Zysk brutto (ang. Gross profit) to różnica między przychodami netto ze sprzedaży a kosztami sprzedanych produktów. Koszty te, to koszty zmienne ponoszone bezpośrednio przy produkcji lub zakupie dóbr. Wartość ta wciąż obejmuje takie koszty, jak wydatki na badania i rozwój, sprzedaż, marketing czy wydatki administracyjne. Zysk brutto pokazuje wkład każdej sprzedanej jednostki produktu w wynik finansowy przedsiębiorstwa.
    • EBITDA, EBIDA (ang. Earning before Interest, Taxes, Depreciation, and Amortization, Earnings before Interest, Taxes and Amortization) to zysk przedsiębiorstwa przed potrąceniem odsetek od zaciągniętych kredytów, podatków oraz amortyzacji.
    • Zysk operacyjny (przed opodatkowaniem), EBIT (ang. Operating profit, Earnings Before Interest and Taxes, Operating Profit Before Interest and Taxes, Profit Before Interest and Taxes) to zysk nie uwzględniający dochodów i kosztów związanych z funkcjonowaniem rynku pieniężnego, sald strat i zysków nadzwyczajnych oraz podatku dochodowego. Jego zastosowanie w analizie finansowej ułatwia porównywanie wyników działalności różnych przedsiębiorstw bez względu na stopień i koszt wykorzystania przez nie dźwigni finansowej, obciążenia podatkowe, czy wielkość zysków i strat nadzwyczajnych.
    Zysk operacyjny przed opodatkowaniem można wyznaczyć na trzy sposoby:sprzedaż – koszty operacyjne, zysk brutto – odsetki albo marża brutto – koszty stałe.
    • Zysk przed opodatkowaniem, EBT (ang. Earnings Before Tax, Net Profit Before Tax, Pr-tax Book Income, Net Operating Income Before Taxes, Pre-tax Income) to przychody ze sprzedaży pomniejszone o koszt sprzedanych dóbr i wszystkie pozostałe wydatki poza podatkiem.
    • Zysk netto (ang. Net Income, Earnings After Tax, Net Profit After Tax) to marża ze sprzedaży plus rabaty po odliczeniu kosztów działalności i podatków. Jest rzeczywistym miernikiem opłacalności. Zysk netto to nadwyżka, która pozostaje po odjęciu wszystkich kosztów. Jest to również różnica między przychodami ze sprzedaży a kosztami całkowitymi.
    • Zysk zatrzymany (ang. Retained Earnings) to zysk pozostawiony do wykorzystania przez organizację po wypłaceniu ewentualnych dywidend.
    Wyróżnia się też inne rodzaje zysków, m.in.:
    • zysk kapitałowy – wzrost wartości samego kapitału (np. w wyniku wzrostu cen posiadanych papierów wartościowych na giełdzie),
    • zysk księgowy przedsiębiorstwa – jest równy wynikowi finansowemu obliczonego z rachunku zysków i strat firmy;
    • zysk nadzwyczajny – powstaje w wyniku zdarzeń trudnych do przewidzenia, poza działalnością operacyjną przedsiębiorstwa i nie jest związany z ogólnym ryzykiem jej prowadzenia (np. skutki zdarzeń losowych – odszkodowania uzyskane od ubezpieczycieli z tytułu szkód losowych).
    (https://www.governica.com/Zysk)

  55. Programista
    Przypominam ci też, że wartość towaru ‚w’ to jest m+c+v (czyli że w= m+c+v), gdzie ‚m’ to zysk kapitalisty, ‚c’ to kapitał, a ‚v’ to płaca robocza, a więc przy danym kapitale ‚c’ i danej wartości towaru czyli przy danym ‚w’, wyższe ‚v’ możliwe jest tylko przy niższym ‚m’ i na odwrót.

  56. Programista
    1. Rynek ustala tylko cenę, a nie wartość. Ty, nie mając nawet elementarnego pojęcia o ekonomii, mylisz zaś cenę z wartością. Tymczasem cena rynkowa oscyluje wokół wartości, a więc nowy samochód jest zawsze droższy od nowego roweru a nowy rower od nowej hulajnogi, jako że wartość samochodu jest większa niż wartość roweru, a wartość roweru jest wyższa niż wartość hulajnogi. Gdzie też znalazłeś to, że, „Karol Marks twierdził jasno, że ceny w produkcji kapitalistycznej nie powstają na bazie tworzonej wartości ale na bazie wartości zaangażowanego kapitału i przeciętnego zysku”? Możesz mi zacytować? Najlepiej w oryginale.
    2. Ludzie niczego nie płacą dobrowolnie, a tylko muszą oni zapłacić cenę rynkową, aby stać się właścicielem danego dobra. A jest przecież sporo dóbr, które musimy kupować, np. żywność, poza tym ubrania, dach nad głową (czy to w postaci czynszu, czy też spłaty kredytu mieszkaniowego etc.), lekarstwa jeśli jesteśmy chorzy etc. a to wszystko nie ma nic wspólnego z użytecznością, czy to „absolutną” czy też „marginalną”, jako że użyteczności NIE da się nijak zmierzyć, ani absolutnej ani tym bardziej „marginalnej”, która jest przecież pochodną użyteczności „absolutnej”, a więc powinna być ona mierzona w innych jednostkach niż użyteczność „absolutna”, tak samo jak przyspieszenie (pochodną prędkości) mierzymy w innych jednostkach niż prędkość. To wszystko bierze się zaś z tego, że twórcy teorii użyteczności krańcowej wzorowali się na mechanice Newtona, ale już wtedy, kiedy ta teoria użyteczności krańcowej powstawała, fizyka zaczęła odchodzić od mechaniki klasycznej zastępując ją kwantową, ale aby zrozumieć mechanikę kwantową to twórcom teorii użyteczności krańcowej zabrakło wiedzy matematycznej i tak powstał ten pseudonaukowy potworek, który do dziś straszy studentów ekonomii.
    2a. Robotnik NIE godzi się w kapitalizmie rynkowym dobrowolnie na oferowaną mu stawkę płacy. On musi ja przyjąć, jako że normalnym stanem gospodarki kapitalistycznej jest wysokie bezrobocie (niezbyt przekonywająco ukrywane obecnie przez manipulacje danymi statystycznymi i definicją bezrobotnego). Wynagrodzenie robotnika za pracę NIE opłaca więc wszystkiego tego co się robotnikowi należy, jako że zysk kapitalisty pochodzi z nieopłaconego czasu pracy robotnika – innym słowem jeżeli praca robotnika w ciągu godziny warta jest przykładowo 10 zł, to dostaje on tylko np. 4 zł, a reszta wartości, którą on wytworzy, czyli w tym przypadku 6 zł, jest zyskiem kapitalisty.
    3. To pokaz mi, jaki ma związek użyteczność z wartością i ceną? Jak ci to już tłumaczyłem, biustonosz ma wartość, bowiem zawarta jest w nim praca szwaczki, włókniarki itp. ale dla mnie ma on użyteczność zerową, a nawet i ujemną, gdyż gdybym go dostał, to musiał bym zużyć mój czas (a czas to jest przecież pieniądz) na pozbycie się go. Nie podarował bym go przecież sąsiadce, bo po pierwsze to nie znam dokładnie rozmiaru jej biustu, a po drugie to mógłbym tylko po gębie oberwać, gdyż mógłbym zostać źle zrozumiany…
    4. Jakie masz więc argumenty za tym, aby tolerować otrzymywanie dochodu bez pracy, z samego tylko tytułu posiadania kapitału? Jeżeli nie potrafisz mi przedstawić argumentów usprawiedliwiających taki proceder, to znaczy, że otrzymywanie dochodu bez pracy musi być złodziejstwem, jako że ktoś musi na ten dochód właściciela kapitału zapracować, a to z kolei oznacza, że ktoś musi wykonać pracę, za którą nie otrzyma wynagrodzenia, albo otrzyma wynagrodzenie poniżej wartości swojej pracy, czyli że wtedy ten pracownik zostanie najzwyczajniej w świecie okradziony przez właściciela kapitału. 🙁

  57. Programista – na koniec:
    1. Społeczeństwo wcale NIE zdecydowało się dobrowolnie wypłacić kapitaliście za jego działalność. Ono po prostu nie ma wyboru – musi kupować u kapitalisty, aby funkcjonować, gdyż dziś nikt nie jest w stanie samemu wyprodukować to, co potrzebuje, a nawet gdyby ktoś był w stanie, to nie miało by to sensu, jako że fabryki, będące w kapitalizmie własnością prywatną, wyprodukują to szybciej, taniej i lepiej.
    2. Wystawna konsumpcja kapitalistów wcale nie tworzy nowych miejsc pracy, jako że kapitaliści wydają pieniądze na dobra luksusowe, które jest w stanie wyprodukować tylko garstka specjalistów. Zwiększony popyt na dobra luksusowe wcale nie stworzy więc nowych miejsc pracy, a tylko zwiększy ceny dóbr luksusowych, a poza tym, to fabryki czy nawet warsztaty, wytwarzające dobra luksusowe, są coraz to bardziej zautomatyzowane, także w w celu podwyższenia jakości ich wyrobów. Jak widać, rozumujesz w kategoriach z ubiegłego wieku… 🙁
    3. Nie jest też prawdą, że im więcej będzie nierówności tym łatwiej będzie o pracę. Im więcej będzie nierówności, tym więcej będzie tylko biedy i nędzy. W krajach o największych nierównościach bezrobocie jest przecież najwyższe i najwięcej jest tam nędzy i na odwrót – tam, gdzie te nierówności są nieduże, jest z reguły niższe bezrobocie i mniej biedy.

  58. @jakowalski

    Twierdzi zatem szanowny Pan że niesprawiedliwe jest by człowiek zarobione środki przeznaczył na narzędzia które służą do zwiększenia efektywności wykonywanej pracy. Niesprawiedliwe jest wynajmowanie takiego narzędzia innemu człowiekowi za opłatą, by ten wynajmujący mógł własną pracą za pomocą tego narzędzia wytworzyć więcej. To jest właśnie zysk z kapitału. Dziwi mnie potępianie zjawiska dzięki któremu ludzie mogą wytwarzać więcej i dzięki temu lepiej żyć.
    Zysk nie jest pojęciem abstrakcyjnym i każdy przedsiębiorca doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jasne jest także że dla potrzeb sprawozdawczości mogą być pokazywane różnego rodzaju wielkości opisujące wynik działalności przedsiębiorstwa za okres sporządzania bilansu.
    w= m+c+v – przy „danej wartości towaru”
    Tyle że wartość towaru jest zmienna w czasie i przestrzeni, bo zależy od subiektywnych zapatrywań konsumentów.
    Każdy człowiek dokonując zakupu dowolnego towaru nie ma najmniejszej trudności w uszeregowaniu różnych produktów względem ich użyteczności dla niego. Tak samo każdy człowiek nadaje różną wartość kolejnym jednorodnych egzemplarzom tego samego produktu, czyli potrafi bezbłędnie określić jaka jest dla niego wartość krańcowa tego towaru.
    Człowiek nie zajmuje się w ogóle problem „jednostek pomiaru użyteczności”, bo nie interesuje go użyteczność bezwzględna a jedynie porównanie użyteczności różnych alternatywnych dóbr. Dokonując zakupów daje wyraz temu własnemu szeregowaniu i jest to wystarczająca informacja dla wszystkich innych.
    Biustonosz ma wartość tylko dlatego, że są ludzie którzy gotowi są zapłacić za jego nabycie. Płacą zaś określoną kwotę wtedy, gdy użyteczność biustonosza jest dla nich większa niż użyteczność płaconej kwoty pieniężnej.

    Miło mi że szanowny Pan jest zmuszony do sięgnięcia po argument „Ty, nie mając nawet elementarnego pojęcia o ekonomii”. W celu odnalezienia podanej tezy Karola Marksa proszę przeczytać III tom jego książki „Kapitał”.