Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

13.09.2017
środa

Tłumaczę Janusza Majcherka

13 września 2017, środa,

Z pewnym opóźnieniem trafił mi w ręce intrygujący tekst Janusza A. Majcherka. Został on opublikowany w POLITYCE 23 sierpnia 2017 roku. Ale mam wiele powodów, by podejrzewać, że pochodzi z bardzo, ale to bardzo dalekiej przeszłości.

Czytałem „Chcieliście Polski? To ją macie” Janusza A. Majcherka kilka razy. Aż wreszcie zrozumiałem, dlaczego ten tekst wywołuje takie osłupienie czytelnika. On jest po prostu napisany specyficznym, archaicznym i na wpół dziś już wymarłym językiem neoliberalizmu. Formacji intelektualnej niegdyś potężnej. Tej, co w swym zenicie posunęła się nawet do publicznego ogłoszenia, że nie ma wobec niej żadnej alternatywy. Co niech będzie miarą zadufania i dogmatyzmu tej wymierającej kultury.

Jest oczywiste, że współczesny czytelnik posiadający przynajmniej fundamentalną wiedzę ekonomiczną i kilkadziesiąt lat doświadczeń z realnym kapitalizmem (kryzys 2008 roku) może mieć pewne problemy ze zrozumieniem tekstu Janusza A. Majcherka. Na szczęście swego czasu trochę zajmowałem się archeologią publicystyki neoliberalnej. Spróbuję więc ten anachroniczny tekst krakowskiego filozofa odkodować i przetłumaczyć na nowoczesną polszczyznę.

Już we wstępie pojawia się w nim termin „najlepszego ćwierćwiecza w nowożytnych dziejach”. Majcherek tego nie rozwija, ale prawdopodobnie chodzi mu o to, że okres 1989-2015 to czas dość szybkiego wzrostu pewnych wskaźników makroekonomicznych w Polsce. Głównie PKB oraz inwestycji zagranicznych. Niestety w czasach, gdy przyszło Majcherkowi pisać, nikt jeszcze w Polsce nie słyszał o innych sposobach mierzenia dobrobytu narodów. Mówiąc obrazowo. W czasach Majcherka na desce rozdzielczej do pomiaru rozwoju społecznego był tylko prędkościomierz. I chodziło o to, by dodawać jak najwięcej gazu. Potem jednak pojawiła się koncepcja zrównoważonego rozwoju. A deska rozdzielcza poszerzyła się o inne mierniki informujące, czy przypadkiem w pędzącym na maksa aucie nie odpadają koła, nie kończy się benzyna, a emisja spalin nie zaczadza kierowcy. To wówczas niszowa organizacja OECD stworzyła tzw. indeks lepszego życia, gdzie dobrobyt wyobrażany jest jako kwiatuszek.

I nie chodzi o to, by jeden listek był długi, a reszta rachityczna. Rzecz w osiągnięciu pewnej równowagi. Dlatego w indeksie miarą cywilizowanego rozwoju są przyzwoite wyniki w różnych dziedzinach: zdrowiu publicznym, edukacji, mieszkalnictwie, spójności społecznej etc. Tylko wtedy dostajemy w miarę ładny kwiatuszek. Taki jaki ma Holandia, Szwecja czy Norwegia. Nie wiem, jaką opinią cieszyły się te kraje w czasach Majcherka, ale dziś są uważane za całkiem niezłe miejsca do życia. Tymczasem kwiatuszek III RP jest dość koślawy. A obok listków całkiem długich (odziedziczona po PRL powszechna edukacja) wiszą mu kikuty bardzo niskiego dochodu, badyl mikrego zaangażowania społecznego czy kulfon słabego mieszkalnictwa.

Potem jest u Majcherka mowa o „nostalgicznych sentymentach”, które „przez wiele lat po upadku PRL snuły się w niektórych środowiskach politycznych”. Ale w końcu „zaczęły wygasać”. Wśród tych sentymentów Majcherek wymienia „sprawiedliwość społeczną”, „pełne zatrudnienie” czy „troskę o zwykłego człowieka”. Nie denerwujcie się Państwo na Majcherka. On mógł przecież nie wiedzieć, że w roku 1997 uchwalono w Polsce konstytucję. I że w tym najważniejszym akcie prawnym w art. 2 czytamy wprost, że „Rzeczpospolita Polska urzeczywistnia zasady sprawiedliwości społecznej”. A w art. 65 jest mowa o tym, że władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego zatrudnienia”. Gdyby znał te artykuły, to pewnie by zrozumiał, dlaczego w roku 2016 atak PiS na trójpodział władzy w Polsce nie spotkał się z aż tak powszechnym oburzeniem sporej części obywateli RP. Nieco zdezorientowanych, że jeszcze niedawno mówiono im, iż konstytucji nie można przecież czytać tak literalnie.

Dalej pisze Majcherek niezbyt pochlebnie o tych, którzy rozwodzą się nad niedolami prekariatu, umowami śmieciowymi, zbyt niskimi płacami. Mierzi go też, że ktoś może się ujmować za „biednymi lokatorami cudzych domów”. Nie wiem, kiedy i w jakich okolicznościach Majcherek formułował te uwagi. Wydaje mi się jednak, że musiało się to zdarzyć, zanim na świat wyszły informacje o tym, że udział płac w PKB w Polsce spadł w Polsce w latach 1995-2014 o 11 punktów procentowych (dane AMECO). I że na tle reszty Europy to był jeden z większych spadków.

Zakładam też, że jako mieszkaniec królewskiego Krakowa nie mógł wiedzieć o patologiach związanych z dziką reprywatyzacją miejskiego zasobu mieszkaniowego. W ramach której w samej tylko Warszawie 40 tys. osób zostało oddanych beneficjentom (najczęściej skupicielom roszczeń) jako niesławna „wkładka mięsna”. A ok. 100 tys. wpadło w spiralę zadłużenia z powodu prowadzonej przez warszawskie władze akcji mieszkaniowego „austerity”. Przy okazji gratuluję Januszowi Majcherkowi, że on przynajmniej mieszka w swoim własnym mieszkaniu i nikomu nie musi tego zawdzięczać. Dziwie się tylko, że brak mu fundamentalnej empatii, by postawić się (choćby w ramach intelektualnego ćwiczenia) w sytuacji tych mniej bystrych i zaradnych od niego.

Finiszuje Majcherek odwołaniem do Leszka Balcerowicza. Prawdopodobnie chodzi mu o niezwykle skutecznego (to trzeba mu przyznać) polityka, który zasłynął przepchnięciem przez Sejm (jeszcze wtedy) PRL pakietu kilkunastu ustaw zmieniających w dość fundamentalny sposób ład gospodarczy panujący w kraju. Nie dziwie się, że nie wie, że tamte ustawy uchwalone zostały w sposób urągający wszelkim standardom legislacyjnym demokratycznego, cywilizowanego państwa prawa. Dziś jednak wolno już mówić, jak było. Przypomnę tylko, bo w epoce neoliberalnego konsensu mówiło się o tym niechętnie, że od wpłynięcia planu Balcerowicza do Sejmu do ich podpisania przez demokratycznie (a jakże!) wybranego prezydenta Jaruzelskiego minęło… 11 dni. W tym święta Bożego Narodzenia. Dzisiejszemu czytelnikowi słusznie może się to skojarzyć z legislacyjnymi harcami PiS.

Niezawoalowane wezwania, by redaktorzy „GW” albo POLITYKI przestali drukować inaczej (od Majcherka) myślących autorów na szczęście nie mają już większego znaczenia. Dziś mogłoby to zostać oczywiście odczytanie jako jawny dowód braku pluralizmu w Majcherkowym światopoglądzie. Tak przecież charakterystyczny dla sposobu myślenia polskich neoliberałów. Owszem, bywały czasy, że potrafili oni takim wyrokiem wyrzucić poza nawias debaty niejednego „oszołoma”. Na całe szczęście dziś żyjemy już w całkiem innych czasach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 66

Dodaj komentarz »
  1. Machejka czytam z lekką dezaprobatą.Autorowi też nić nie brakuje do takiej oceny

  2. Czy Autor może przedstawić według jakich wskaźników dobrobytu inne kraje startujące z podobnego poziomu rozwoju osiągnęły lepsze wyniki niż Polska w latach 1990 – 2015? I dlaczego wszystkie standardowe statystyki nadal posługują się tym nieistotnym wskaźnikiem jak PKB? Argument o anarchicznym języku neoliberalizmu jest wyjątkowo nieuczciwą intelektualnie próbą unieważnienia cudzych argumentów na podstawie zupełnie arbitralnej oceny. Jakie kryteria anarchiczności Autor stosuje? Co do wymierającej kultury: na razie liberalizm umiera, ale nic skutecznego w jego miejsce jakoś nie może się urodzić. W sumie, jak zwykle, Autor bije wszelkie rekordy demagogii i arogancji ignorującej stan wiedzy ekonomicznej.

  3. Szanowny Pan Redaktor odwołuje się do indeksu lepszego życia OECD. Ten indeks składa się z kilkunastu kryteriów, które w większości są niemierzalne i opierają się wyłącznie na subiektywnych wrażeniach ankietowanych osób.
    Zabawne jest to, że takie oceny używane we wskaźniku są w pełni akceptowalne i uznawane za wiarygodną podstawę działań rządów. Jednocześnie zaś takie same subiektywne oceny ludzi, które wyrażają się w ich decyzjach rynkowych, w wydawaniu własnych pieniędzy i oferowaniu na sprzedaż własnych towarów (także lub nawet przede wszystkim pracy), takiej akceptacji już nie znajdują.
    Pytanie dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wypowiedzi deklaratywne ludzi mają być bardziej wiarygodne niż wypowiedzi tych samych ludzi poprzez działanie? To moim zdaniem jest postawione na głowie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Rzecz w osiągnięciu pewnej równowagi. Dlatego w indeksie miarą cywilizowanego rozwoju są przyzwoite wyniki w różnych dziedzinach: zdrowiu publicznym, edukacji, mieszkalnictwie, spójności społecznej etc”

    Dodam do tego: poziomie kultury i dostępie do niej szerokich mas społeczeństwa, czytelnictwie książek, poziomie mediów, innowacyjności gospodarki…

    Czy pan Majcherek naprawdę nie dostrzegł, że w okresie „najlepszego ćwierćwiecza w nowożytnych dziejach” szerokie rzesze naszego społeczeństwa żyły w biedzie albo wręcz nędzy, wiele milionów naszych rodaków wyemigrowało, polski przemysł praktycznie nie istniał, „specjalizowaliśmy” się w przetwórstwie drewna i skóry oraz montażu obcego sprzętu AGD (polskim przebojem eksportowym były drewniane trumny do samodzielnego montażu), służba zdrowia zupełnie leżała, kultura i nauka była w całkowitym upadku, media już dawno sięgnęły dna, czytelnictwo książek praktycznie nie istniało, wtórny analfabetyzm był w pełnym natarciu, brak było jakiegokolwiek zainteresowania ambitnym kinem i poważnym teatrem. Dodajmy do tego beznadziejny poziom naszych wyższych uczelni – najlepsze dwie szkoły wyższe lokowały się w piątej (ranking szanghajski) albo nawet szóstej (Times Higher Education World University Ranking) setce światowych rankingów.

    Dla pana Majcherka – i jemu podobnych – to widać bez znaczenia.

  6. Panie Redaktorze – proszę się nie dziwić ,,tym” ludziom – oni inaczej nie umieją bo nie mogą, myśleć. ,,Ten” system dał im wszystko – pozycję, bezpieczeństwo, jest źródłem uznania. Oczywiście wypracowali (bardzo często) sobie oni pozycję intelektualną w czasach tzw. komuny – mieli czas na lektury, naukę. Nie musieli biegać za kasą. Ale wystrzelili w III RP. Wracając do tematu ,,betonu neoliberalnego” – G. Sachs, którego polecania nasz guru ekonomiczny czyli Balcerowicz przepisał do swojego sztambucha dziś twierdzi ,,że nie w każdym kraju jego recepty się sprawdziły”, że miały negatywny skutek – oczywiście jest to mądrość post factum ale przynajmniej Sachs ma na tytle uczciwości intelektualnej by powiedzieć ,,myliłem się”. Inny ancymonek: Allan Greenspan – on przyciśnięty podczas przesłuchań musiał przyznać, że ,,gdzieś w jego modelu tkwił błąd”. Takie podrzędne, jak wyżej wymienieni, postacie neoliberalizmu poczuwały się by przyznać sie do swoich błędów ale nie nasz Profesór a jak widać inny profesor (Majcherek) też widzi, że było super a byłoby jeszcze bardziej super gdyby nie ,,głupie państwo”. Jest też pan Gadomski w GW – niezmiennie wierny kapłan skompromitowanej ideologii. Powtórzę: nie ma co oczekiwać od nich głębszej refleksji czy przewartościowania bo kimże by byli gdyby nie neoliberalizm? Balcerowicz byłby zapewne pryncypialnym wykładowcą ekonomii na jakieś uczelni a weekendami by ganiał na fuszki w Wyższej Płacenia Czesnego w Pierdyliewie a inny weekend miałby wykłady Wyższej Szkole Dawania Wyższego Wykształcenia w Srajewie. A tak jest Wielkim Balcerowiczem. Liczy kasę rządowi a media spijają (a przynajmniej powinny) jego bezcenne opinie z jego jakże prawdomównych ust.
    Mi oczy na rolę i ,,osiągnięcia” Balcerowicza i całej transformacji otworzył prof. Kowalik – Nawet nie podjęto debaty, namysłu – przytacza opinię Kuronia ,,że nic z tego nie rozumie ale podoba mi się”. Tak właśnie to wyglądało.
    Kwestia Konstytucji – cóż Pana interesują paragrafy społeczno-ekonomiczne dodam ze swej strony koncertowo olaną ,,neutralność światopoglądową” czy ,,wolność słowa”. Sporo tego by nie ryzykować grzywny podczas ,,obrony Konstytucji”.
    Co do dziedzictwa tzw. komuny – wielu z tych co dziś wyje ,,raz sierpem raz młotem” gdyby nie tzw. komuna teraz by kornie stało przed jakimś panem i plebanem i mnąc berecik meldowało ,,jaśnie panu” dlaczego krowy powierzone ich pieczy nie wykonały planu dostawy mleka.

  7. Witam panie Rafale. Nazywam się Łukasz Żurek i mnie również zbulwersował tekst pana Majcherka. Generalnie zgadzam się z pana opinią na temat tego kuriozum. Nawet napisałem list w tej sprawie do redakcji „Polityki”, ale bez odzewu. Pozwolę go sobie przytoczyć w całości:

    „Szanowni Państwo,
    ze zdumieniem, a nawet rosnącym zażenowaniem przeczytałem w Polityce nr 34/2017 artykuł Janusza A. Majcherka „Chcieliście Polski? No to ją macie.” Ponieważ pierwsza lektura owego tekstu wprawiła mnie w osłupienie, przeczytałem go jeszcze raz i zdumienie moje nie minęło, co więcej, wzrosło znacznie. Pan Majcherek zaprezentował się w owym tekście jako dogmatyczny i nieustępliwy obrońca III RP. Owszem w takim postawieniu sprawy nie ma nic złego, wręcz przeciwnie trzeba bronić ostatniego 25-lecia, niestety Majcherek postanowił go bronić metodami publicystyki rodem z PRL. To znaczy: RP III była krajem mlekiem i miodem płynąca, jest to prawda absolutna i nie wymagająca dyskusji. A kto zgłasza zastrzeżenia, czy ośmiela się głośno krytykować, ten kiep i przede wszystkim neobolszewik! Tak, dokładnie tak. W swojej pogardzie dla przeciwników królującego w III RP neoliberalizmu Majcherek zachowuje się tak, jakby nie zdarzył się kryzys 2008 roku i jakby cała, przetaczająca się ekonomiczna debata z udziałem, było nie było, noblistów krytykująca neoliberalizm nie miała miejsca.
    To, ze Majcherek przegapił ostatnie 10 lat dysput intelektualnych można wybaczyć, choć nie świadczy najlepiej o kondycji umysłowej autora. Gorzej, że Majcherek chce ni mniej, ni więcej tylko przywrócenia cenzury! Utyskuje, że „GW” oddaje swoje łamy piszącym o patologiach III RP (prekariat, czyszczenie kamienic – proszę zresztą zwrócić uwagę z jakim leceważeniem pisze o ofiarach tych procederów), narzeka na filmowców, że kręcone przez nich filmy „to tendencyjne historie tragicznych skutków i ofiar transformacji, społecznego wykluczenia, patologii kapitalizmu, ogólnej nędzy i rozpaczy”. No i po co takie rzeczy kręcić? Komu to jest potrzebne? Tonący w oparach absurdu Majcherek chyba nie wie, że zachowuje się jak sędzia z „Rejsu”, który mówi: „Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie.” Trzeba chwalić, trzeba do pustych polskich głów cały czas kłaść, że żyjemy w najlepszym ze światów, że III RP jest super, bo inaczej przyjdzie zły Kaczyński i wszystko zniszczy.

    Dużo się pisze, że PIS i jego akolici posługują się metodami zaczerpniętymi wprost z PRL. Niestety jak widać owa tendencja dotknęła też przedstawicieli drugiej strony, czego przykładem kuriozalny tekst Majcherka.
    Z poważaniem
    Łukasz Żurek”

    serdeczne pozdrowienia

  8. To przykre,że część obywateli zostało pokrzywdzonych(należy to w miarę możliwości naprawiać) ale gospodarka to system naczyń połączonych i liczą się tak zwane prawa ekonomii i jak widać nieźle obecna ekipa nieźle doi z osiągnięć gospodarczych poprzednich ekip ale wystarczy tylko troche gorsza koniunktura gospodarcza i wszysto się skomplikuje.

  9. Aby pokazać się jako lepsza alternatywa, trzeba zamiast drzeć mordę o „Polexicie”, średniowieczu, aborcji na żądanie, wycinaniu drzew etc., usiąść i pomyśleć, dlaczego się przegrało. Tylko z tego myślenia można wyciągnąć wniosek, co trzeba naprawić, aby sympatię wyborców odzyskać

  10. Problemem „opozycji totalnej” jest to, że umie tylko ubliżać Kaczyńskiemu i jego ludziom, a nie ma żadnej oferty, co ona by zrobiła, gdyby naród władzę odebrał obecnej ekipie i dał któremuś ze żrących się między sobą liderów. To znaczy, ma ofertę taką, „że znowu będzie jak było”. Gdyby Polacy chcieli, żeby tak było, to nadal rządziliby Komorowski i Kopacz

  11. I naprawdę z poważną minę porównuje pan ‚przepychanie’ ustwaw przez Balcerowicza
    z tym co robi obecnie PiS? On przepychał w 11 dni, to czemu im się to zarzuca?
    A zapomniał już pan. co działo się z polską gospodarką w ciągu tych 11 dni? Jaka była
    inflacja, jakie było zaopatrzenie w sklepach? To była kompletna katastofa, kraj zbankrutował. I w takiej sytuacji powinny być zachowane wszystkie demokratyczne
    procedury, czyli dłlugie tygodnie jałowego ględzenia. I kto miał wtedy do zaoferowania
    lepszy kontr-plan, który bezboleśnie w kilka lat upodobnił by nas Zachodu? Nie przypominam sobie. Zna pan określenie ‚stan wyższej konieczności’? Nie przekreśla to wszystkich błędów, które popełniono potem, ale porównywanie motywów Balcerowicza
    z Kaczyńskim jest godne posłanki Pawłowicz.
    I zanim zacznie pan porównywać kwiatuszki Szwecji i Norwegii z naszym, niech pan najpierw porówna ich stan gospodarek z naszą w czasie tych 11 dni.

  12. Majcherek nigdzie nie pisał, że rozwój polski ogranicza się do wzrostu PKB. Dostępność mieszakań też wzrosła, podobnie jak poziom służby zdrowia, czego efektem jest wydłużenie się przeciętnej długości życia.

    Holandia jest obecnie 7-krotnie bogatsza od Polski, Szwecja 10-krotnie, Norwegia 13 krotnie, licząc wielkością majątku przypadającego na mieszkańca (global wealth databook) i tamtejsze wydatki państwa w stosunku do zamożności obywateli mierzonej majątkiem nie są większe niż w Polsce, a przeciwnie, przy takiej dysproporcji zamożności różnica w wydatkach państwa na osobę jest mniejsza.

    Spadek udziału płac w PKB to efekt zmiany struktury zatrudnienia, w 1989 roku nie było osób prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich doliczenie do płac co najmniej zmniejszyłoby ów statystyczny spadek.

    Woś świadomie posługuje się demagogią, więc jego usunięcie z poważnych mediów byłoby krokiem w dobrym kierunku. Niestety nie jest to jedyny taki przypadek.

  13. W latach 70-tych opowiadano dowcip porownujacy PRL do srodkow komunikacji. Konczyl sie stwierdzeniem: za Gierka jak w samolocie, niby komfort a rzygac sie chce.
    O dokonania III RP mozna sie spierac, chyba jednak jest troche jak w tym samolocie (przynajmniej dla czesci spoleczenstwa), czego efektem sa, miedzy innymi, wyniki wyborow 2015 roku.

  14. ggry.Całkowita racja.Teraz to się fajnie gada i totalnie neguje.Amnezja niektórych ogarnęła?

  15. @ggry
    14 września o godz. 10:21
    Tryb trybem ale…poczytaj Kowalika – wraz z Bugajem byli ekonomicznymi doradcami ,,S”. Z dnia na dzień zostali oni odsunięci na boczny tor, pojawili się ludzie ,,znikąd” w tym powiązany z PZPR Balcerowicz, który ,,nawrócił się” na neoliberalizm podczas stypendium w USA.
    D. Lipton G. Sachs przyjechali z programem ,,maksimum” by podczas negocjacji mieć z czego ,,ustępować”. Ku ich zdziwieniu nikt się z nimi nie targował – nawet zbankrutowana Burkina Faso targowała się o każdy punkt, Polska – nie.
    Z dnia na dzień otworzyliśmy swój rynek na zagraniczne towary co skutecznie zarżnęło lokalne wytwórstwo i ustawiło zwrotnice naszego ,,rozwoju” na postkolonialne tory, na których zajęliśmy miejsce właściwe peryferyjnym krajom, pełniących rolę służebną wobec krajów Centrum*. Można to porównać do wypuszczenia pełnego zestawu mikrobów na organizm noworodka.
    Miarą ,,sukcesu” transformacji i metod ,,pana profesora” dla mnie pozostaje nasze zadłużenie – tzw. komuna w wyniku swojego kryzysu i upadku zostawiła aż 50mld $, My w dobie ,,sukcesu” dobiliśmy do BILIONA. Do tego dochodzi zadłużenie przedsiębiorstw, samorządów, gospodarstw domowych. Jak na ,,sukces” to zadziwiająco mało osiągnęliśmy ale może kluczem do zrozumienia dlaczego niech będzie sytuacja na rynku piwa: ok 92% rynku należy do 3 ZAGRANICZNYCH firm. A więc ZYSKI z każdych 92 wypitych butelek/100 WYPŁYWAJĄ (najczęściej nieopodatkowane) z Polski…
    * zwykle pierwsza ofiarą zagranicznych ,,inwestorów” padał dział badawczo-rozwojowy przedsiębiorstwa. Mieli swój w centrali. Oczywiście można powiedzieć, że ,,były to pożali się boże działy inżynierkowie…” Owszem – ale byli i gdyby uzyskali dostęp do zachodniej wiedzy miałby kto ją przyswoić i spożytkować. Obecnie nie ma NIC. Zaczynamy na ugorze, od zera.

  16. Janusz A. Majcherek to filozof i socjolog kultury.
    Ale naszemu Gospodarzowi dostaje się też od niedouczonych – pożal się Boże – ekonomistów: „… jak zwykle, Autor bije wszelkie rekordy demagogii i arogancji ignorującej stan wiedzy ekonomicznej”.

    Jaki jest „stan wiedzy ekonomicznej” większości naszych ekonomistów pisał prawie rok temu na swoim blogu Jacek Żakowski. Oto fragmenty tego komentarza zatytułowanego „I tu Was mamy, nasi ekonomiści!”:

    „To nie był nasz pomysł. Wymyślił to prof. Witold Kwaśnicki, ekonomista z Uniwersytetu Wrocławskiego, prezes wrocławskiego oddziału PTE, członek rady naukowej Instytutu Misesa. Za jego radą kolejny Konsens Ekonomistów poświęciliśmy szukaniu odpowiedzi na fundamentalne pytanie – jaka jest polityczno-ideowa tożsamość polskich ekonomistów….

    …wygląda na to, że w Polsce większość ekonomicznej profesji zamknęła się w rezerwacie idei na Zachodzie dość popularnych dwie dekady temu, a dziś nawet w najbardziej zachowawczych środowiskach ekonomicznych występujących już tylko incydentalnie. Pewnie nie tylko dla mnie szokujące jest to, że ponad połowa naszych respondentów uważa, iż powinno się o przeszło połowę zmniejszyć podatki i wydatki państwa. Kierunek cywilizacyjny jest przecież dokładnie odwrotny. Technologicznie determinowany wzrost różnic dochodowych stawia nas bowiem przed dość prostą alternatywą: albo znacznie większa redystrybucja pozwalająca utrzymać w ryzach rozwarstwienie mimo rosnącej różnicy w produktywności i płacach, albo twarda dyktatura trzymająca pod butem coraz liczniejszych niezadowolonych.
    Podobnie zaskakująca jest opcja niemal połowy ekonomistów na rzecz zniesienia wszelkich barier handlowych, gdy ich obniżenie do obecnego poziomu w bardzo dużym stopniu odpowiada za zachwianie nawet najtrwalszych demokracji w Anglii i Ameryce. Podobnie poruszające jest przekonanie jednej trzeciej ekonomistów, że należy sprywatyzować fundusze emerytalne, gdy miliony ludzi straciły prywatne emerytury na skutek kryzysu 2008 r., a dalszy rozwój kryzysu pokazuje wyraziście jak nigdy, jakim złożonym problemem jest międzyokresowe przenoszenie wartości przez instrumenty rynkowe – od akcji po pieniądz.
    Wreszcie niezwykle trudne stało się zrozumienie opcji na rzecz zaniechania przez rząd wspomagania niektórych działań biznesowych, w sytuacji gdy widać, że długookresowo najlepiej rozwijają się kraje (od Izraela i Niemiec po Chiny), których rządy to mądrze i konsekwentnie robią, a ujawniona przez kryzys zawodność całkowicie spontanicznej alokacji środków, czyli całkiem wolnych rynków, jest na całym Zachodzie (nie tylko za sprawą Piketty’ego) jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej i akademickiej.
    Myszką trącą też poglądy dużej części ekonomistów w gorących sprawach społecznych (pierwsze pięć pytań). Tu jednak polski tradycjonalizm wydaje się mieć większe znaczenie niż wykształcenie, wiedza i przynależność do ekonomicznej profesji.
    W sumie wyniki ankiety zdają się pokazywać, że bardzo duża część profesji ekonomicznej przynajmniej epokę temu zamknęła się w akademickiej wieży z kości słoniowej i nie chce zauważyć zmian zachodzących w świecie. Z pewnością nie jest to jedyna taka profesja. Ale ta akurat ma szczególne znaczenie, bo – zwłaszcza dla polityków – ekonomiści stali się kimś w rodzaju teologów świata materialnego. A kiedy teologia rozjeżdża się z rzeczywistością, czasem robi się groźnie. I to zdaje się być teraz nasz przypadek”.

  17. @KrzysztofMazur
    14 września o godz. 15:30 3541

    „Woś świadomie posługuje się demagogią, więc jego usunięcie z poważnych mediów byłoby krokiem w dobrym kierunku”.

    To w Polsce są jeszcze poważne media?
    Te, które dawno temu były naprawdę poważne już dawno zniknęły z rynku albo całkowicie zeszły na psy walcząc o przetrwanie w kraju wtórnego analfabetyzmu. W dziesiątce najchętniej kupowanych w Polsce tygodników jest sześć pism plotkarskich. Reszta to magazyny telewizyjne albo poradnikowe…
    Przypomnę, że w naszym przeciętnym gospodarstwie domowym rocznie na książki – w tym podręczniki – wydaje się około 20 zł. Można u nas nawet spokojnie ukończyć wyższe studia społeczne albo humanistyczne nie przeczytawszy żadnej książki.

  18. Trochę szacunku do czytelnika ,Panie Woś ,by się przydało.
    Jest duże prawdopodobieństwo ,że akurat tutaj może pan mieć odbiorcę
    niekoniecznie w postaci ciemnego luda.
    Polska w 89 była podobna do dzisiejszej Wenezueli ,a nie do Szwecji,Norwegii
    czy Holandii.
    W 89 i 90 inflacja była na poziomie 680%. i żywność i mydło było na kartki,
    a i po to trzeba było stać nocami w kolejkach.
    W tamtym czasie zarejestrowanych było 320 tys samochodów.
    Można powiedzieć,że jedyne co Balcerowicz zabrał Polakom to miejsca parkingowe.

    ”’dlaczego w roku 2016 atak PiS na trójpodział władzy w Polsce nie spotkał się z aż tak powszechnym oburzeniem sporej części obywateli RP”’

    Spotkał się .Od początku były demonstracje KOD w obronie TK.
    Brały w nim udział ludzie pamiętający PRL i wcale niekoniecznie zamożni.
    W lipcu przyłaczyło się trochę młodzieży.
    Wyczulenie na na łamanie demokracji ma przede wszystkim inteligencja,
    a PIS wygrał głosami chłopków pańszczyźnianych 46%.Oni zdecydowali.
    Na PIS głosowało też 55% z wykształceniem podstawowym.53% z gimnazjalnym,
    50% z zawodowym.
    Im jest wszystko jedno,bo nie udało się rządowi zorganizować ani jednej
    demonstracji poparcia chociaż się odgrażali.

    A teraz wyniki badań CBOS pt. ”Elektorat lewicy od 2005r ” .
    Największy lewicowy elektorat w 2017r ma ….PO bo aż 38%
    SLD 16%,PIS 8% Razem poniżej 4%.
    Badani ,wybór uzasadniają znaczącą poprawą swojego bytu od 2005r.

    Od 2005 roku udział elektoratu lewicowego w grupie młodych do 30 r życia spadł
    z 14% do 6%
    Największy jest w grupie 55+
    To jest jeden z powodów przegranej PO—oderwali się od swojego liberalnego elektoratu,
    tak samo jak Pan oderwał się od rzeczywistości.

    Czekam ,aż wykaże się Pan wiedzą jak pokonać kryzys w Wenezueli.

  19. Co Pan ma na myśli mówiąc o ciemnym ludzie?

  20. Dziekuje, zapoznałem się z listem. To smutne, że nikt Panu nie odpisał. Dziekuje, że mi go Pan wysłała.
    r

  21. wysłał. Przepraszam za literówkę.
    r

  22. Panie Woś- zrób Pan jakiś haczyk do odznaczania przeczytanych komentarzy, aby nie czytać ponownie już przeczytanych.

  23. hmmm

  24. http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/upadek-gospodarki-przemyslowej-symptomy-przyczyny-i-skutki/
    ==========

    Myślę że ten artykuł dość dokładnie wyjaśnia przyczyny „sukcesu” gospodarek zachodnich.
    Polska tą drogą pójść nie mogła, bo była za słaba b grabić INNYCH.
    Natomiast doskonale nadawała się do ograbienia po roku 1990.
    mamy więc spory wkład do podtrzymania przez pewien czas gospodarek naszych obecnych sojuszników…..
    niestety, ten model wzrostu – centrum doi peryferie- osiągnął swoje granice, przestał być użyteczny.

    Mam też lapidarne wyjaśnienie przewagi ekonomicznej krajów posiadających walutę światową.
    Ich sukces ekonomiczny jest oparty na dojeniu całej reszty za pomocą mechanizmu finansowego.
    co pozwala na przeznaczanie kolosalnych sum na przykład na badania naukowe i wdrożenia:

    „Otóż: jeden bank centralny drukuje walutę z niczego (sam ją sobie dopisuje do swojego własnego stanu konta, żeby być dokładnym) a potem idzie z tą nową walutą na forex, gdzie wymienia ją na inną walutę, stworzoną przez inny bank centralny też z niczego. W ten sposób kurs walut ustalany jest zgodnie z aktualnym zleceniem z BIS. Ważne przy tym jest żeby ta czasowo ograniczona umowa wymiany walut była ważna ponad dwa lata, bo wtedy nie wchodzi ona do bilansów banków centralnych a wytworzona w ten sposób waluta oficjalnie nie istnieje. Drugim ważnym efektem tego przestępstwa (manipulacja kursów giełdowych jest przestępstwem) jest hossa na giełdach, bo bilans bilansem ale tą wydrukowaną walutę trzeba gdzieś zaparkować. Ta kasa trafia do banków komercyjnych które w zamian za nią zastawiają w bankach centralnych swoje własne toksyczne papiery (na wieczne nieoddanie, rozumie się). Efektywnie dochodzi zatem do sanacji bilansów prywatnych banków komercyjnych. Toksyczne papiery wartościowe typu obligacje Grecji są wymieniane na gotówkę, oczywiście po cenie nominalnej a nie rynkowej. Państwa też coś z tego mają: banki komercyjne najpierw skupują dług rządowy a potem odsprzedają/zastawiają go w bankach centralnych. Jest zatem popyt na ich obligacje. Stąd pochodzi na przykład niemiecka nadwyżka budżetowa, czyli powód dla którego Schäuble w Niemczech uważa się za boga finansów.

    Przestępstwo manipulacji kursami walut nie jest i nie może być ścigane ponieważ transakcje są zlecane z eksterytorialnych budynków będących siedzibami banków centralnych.”

  25. Marcin Wrzos: Wraz z upadkiem ZSRR gospodarka kapitalistyczna w obecnym kształcie zdominowała świat. Naomi Klein twierdzi, że nie musiało się tak stać. Jej zdaniem, gdyby rywalizacja między blokami trwała dłużej, doszłoby do załamania kapitalizmu. Upadek bloku wschodniego przyszedł w ostatnim momencie i otworzył mu pole do ekspansji. Od tamtej pory coraz mniej jednak pozostało miejsc do skolonizowania…

    Przemysław Wielgosz: Kapitałowi niekoniecznie potrzebna jest przestrzeń do podbicia. Potrafi on cyrkulować wewnątrz systemu kapitalistycznego. Dobrym przykładem jest zjawisko przesunięć produkcyjnych. Kapitał w poszukiwaniu taniej siły roboczej oraz dogodnych dla siebie warunków inwestowania przemieszcza się globalnie. Beverly J. Silver bardzo ciekawie opisuje w swojej książce pt. „Globalny proletariat”, jak wyglądało przemieszczanie się ośrodków przemysłu motoryzacyjnego w Stanach Zjednoczonych. Fabryki początkowo migrowały z północnych stanów na południe, potem do Meksyku, a następnie do Republiki Południowej Afryki, Korei Południowej, Brazylii i do Chin. Silver udowodniła, że poszukiwanie taniej siły roboczej może mieć wymiar globalny, że nie jest to jakaś nowość w kapitalizmie.
    http://zielonewiadomosci.pl/tematy/ekologia/kryzysy-globalnej-gospodarki/
    ===============

    Ten tekst polecam panu Antonio.

    w latach 1980- 90, przeprowadzono w Polsce kilkanaście tysięcy strajków, w czasie których NIC NIE PRODUKOWANO, a otrzymywano za ich czas pełne wynagrodzenie.
    To rozwaliło naszą gospodarkę i więzi kooperacyjne, a nie niewydolność systemu gospodarczego.

    Banalne wytłumaczenie, ale prawdziwe….

    kto płacił za destabilizację polski?
    czy nie ci, co potem wykupili za bezcen polskie zakłady, tysiąckrotnie odbijając sobie swój wkład finansowy?

  26. Rafał Woś
    15 września o godz. 15:23 3549
    Co Pan ma na myśli mówiąc o ciemnym ludzie?
    ————-
    To jest ten lud ,którego zdiagnozował Kurski i trzymając się tej diagnozy robi dla niego tv.
    Widział Pan?
    Miliony oglądających potwierdzają słuszność tego spostrzeżenia.
    Dostrzegam ,że wielu publicystów widząc sukces Kurskiego, podąża jego ścieżką.
    Dopuszczam ,że czasami nieświadomie.
    Gdyby nie pisał Pan dla Polityki ,to nie jest wykluczone ,że byłby Pan gościem Rachonia
    wynajętym do walenia w III RP i chwalenia kaczystów na czele z Morawieckim,
    którego bez mrugnięcia wziął Pan przecież za ekonomistę.

    PS
    W oryginale było tak : ”lud głupi wszystko kupi ”

  27. Panie Woś co z tą Wenezuelą.Ma Pan jakąś radę?

  28. Ależ ja bywałem gościem Rachonia w TV Republika. Bardzo zdolny dziennikarz telewizyjny. Mam trochę problem z tym co Pan pisze, bo ja nie uważam, ze lud jest ciemny. Uważam, że obywatelki i obywatele mają wiele powodów by chcieć głebokich zmian w projekcie III RP. A teksty takie jak Majcherka ich tylko w tym utwierdzają
    pozdrawiam

  29. Teraz co poniektórzy to są tacy mądrzy,że „głowa boli”.W 1989 i w kilku następnych latach jak niby zbankrutowane państwo miało cokolwiek wspierać?Większość zakładów była na archaicznym poziomie technologicznym i tych ich produktów nie było gdzie sprzedać.Tzw. „nadbudowa” w firmach była monstrualna.Inflacja monstrualna.Kto niby miał wyłożyć kasę na modernizację gospodarki?”Sołtys z Cieniawy”?Owczesny elektorat SLD,który teraz popiera PIS?Teraz PIS urządza się populistyczną młóckę bo się doi kasę z dorobku poprzednich ekip.Dopóki jest wzrost gospodarczy w Europie i na świecie jest OK ale sytuacja polityczna jest nieciekawa.Węgrzy zabezpieczyli sobie tyły układając sobie dobre stosunki gospodarcze i polityczne z Rosją.A co PiS robi?Znowu zostaniemy na „samotnej wyspie” ze swoimi racjami z których nic nie wynika oprócz skojarzeń z sytuacją sprzed II-j wojny.Martwimy się o dobrobyt a wygląda na to,że niedługo będziemy się martwić o byt.

  30. prospector
    15 września o godz. 16:59 3559

    większość polskich zakładów przemysłowych- szczególnie od czasów Gierka- była budowana na zachodnich licencjach.
    nie jest więc prawdą, że były anachroniczne i przestarzałe.
    Również większość produkcji była sprzedawalna- oczywiście w innych ciągach logistycznych i walutach.
    Zerwanie więzi kooperacyjnych po roku 1990, skutkowało niesprzedawalnością, to fakt.
    Tworzenie nowych rynków zbytu, kooperacji międzynarodowej, zajęło nam bagatela 25 lat.

    Okazuje się, że nie jest łatwo wpasować się w inny system gospodarczy, znaleźć odbiorców, zostać poddostawcą czy producentem, wywalczyć niszę rynkową

    Obecnie pozbyliśmy się w ramach likwidacji „nadbudowy” i likwidacji „przerostów zatrudnienia” jakichś 5 milionów obywateli, wzmacniając naszą emigracją inne kraje.
    Sukces?
    Co najmniej wątpliwy…..

    Ma pan rację co do jednego.
    Zrażanie sobie Niemców, od których zależy nasza połowa eksportu, to gorzej niż zbrodnia, to błąd…..
    A ruszanie tematu reparacji, to skrajna głupota.
    Tym bardziej, że wszystkie niemieckie inwestycje w Polsce leżą na dawnych ziemiach niemieckich…..
    Może się okazać, że budowali u siebie…..

  31. W RZECZPOSPOLITEJ sprzed roku ukazał się ciekawy wywiad z profesor Elżbietą Mączyńską, Prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, wykładowcą w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, pasujący do tematu naszego Gospodarza. Tytuł wywiadu: „Neoliberalizm jest groźny dla rozwoju kraju”.
    Profesor Mączyńska nawiązuje do publikacji profesora Ignacego Sachsa podkreślającego potrzebę zrównoważonego rozwoju społeczno-ekonomicznego (a więc wzrost gospodarczy + postęp społeczny + postęp ekologiczny) a nie tylko „dzikiego wzrostu”. Mączyńska zupełnie słusznie stwierdza: „Właściwie przez całe 27 lat sprawy społeczne były spychane w Polsce na margines”.

    Na tej samej stronie wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych w wywiadzie „Polska transformacja miała cechy kolonialne” mówi m.in.: „Przypomnę, że kilkadziesiąt lat temu, gdy my produkowaliśmy samochody, firmy koreańskie robiły rowery i motorowery. Dzisiaj ten kraj ma dwa potężne koncerny samochodowe a oprócz tego silny przemysł stoczniowy i nowych technologii”.

    Tak, my też mieliśmy kilka dekad temu silny przemysł stoczniowy i produkowaliśmy układy scalone, w tym mikroprocesory…
    Dzisiaj mamy zamiast tego liczne grono burżuazji kompradorskiej, zatwardziałych obrońców anachronicznej i skompromitowanej doszczętnie polityki neokolonialnej.

  32. Ekonomiści Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) w Bazylei (najważniejsza instytucja finansowa na świecie) od kilku lat powtarzają, że już dawno osiągnęliśmy tak wysoki poziom zadłużenia, że mimo historycznie niskich stóp procentowych ciężar odsetek tłumi rozwój gospodarczy. Innymi słowy dług jest tak duży, że gospodarka nie może się rozwijać.

    Kiedyś czytałem opracowanie pochodzące właśnie z BIS, wg którego negatywnych skutków długu publicznego nie odczuwamy, jeżeli nie przekracza on 30% w relacji do PKB. Przy małym długu tymczasowe zwiększenie wydatków finansowych kredytem może mieć sens.

    Obecnie zadłużenie krajów rozwiniętych przekracza 100% w relacji do PKB, podczas gdy dług całkowity (rządowy, korporacyjny oraz osobisty) jest najwyższy w historii i wynosi 327% PKB. Co więcej wg danych za 2016 rok, każdy dodatkowy wzrost PKB o 1 USD wymaga przyrostu długu rzędu 4 USD. Gdzie tu logika?
    https://independenttrader.pl/huragan-cudownym-lekarstwem-na-problemy-gospodarcze.html#comments
    ============

    Interesujący model „ekonomiczny”…..

    Polecam ewentualnym polemistom.

    Tym bardziej, że większość materiałów potrzebnych do odbudowy, USA będą musiały IMPORTOWAĆ, dając w zamian jedynie $ z bieżącego dodruku.
    Jakie są granice takiego modelu gospodarczego?

    Poza może Niemcami, produkującymi REALNE dobra i technologie, cała reszta produkuje iluzje, zadłużając się w krajach rozwijających się, czy we własnych społeczeństwach.

    W Koniakowie, w karczmie, wisi napis:

    „Kredyt umarł, borg nie żyje
    kto nie płaci, ten nie pije”…….

  33. https://zarobmy.se/wpis/logistyka-globalizacji/
    ==========

    Polecam dyskusję pod tematem.
    Tam dyskutują PRAGMATYCY, nie teoretycy ekonomiczni.

  34. Rafał Woś
    15 września o godz. 16:58 3558

    OK .Widzimy inaczej. Przekonywanie się jest stratą czasu.

    Ale proszę nie uciekać od sprawy Wenezueli.Jako stała pańska czytelniczka
    także części płatnej ,jestem szalenie ciekawa jakie ma pan recepty na tamtą sytuację.
    To może być pasjonujące także dla Pana.To tak jakby stał się Pan doradcą
    premiera Mazowieckiego i oponentem Balcerowicza w 89r.
    Jak poskładać do kupy państwo, które rozpadło się pod ciężarem socjalizmu.

  35. „A ruszanie tematu reparacji, to skrajna głupota.
    Tym bardziej, że wszystkie niemieckie inwestycje w Polsce leżą na dawnych ziemiach niemieckich…..
    Może się okazać, że budowali u siebie…..” wiesiek59 (nie robię Ci jakichkolwiek wyrzutów bo w bardzo wielu kwestiach zgadzam się z Tobą)

    A przecież to są NASZE od dawien dawna słowiańskie (nieprawdaż?), tzw.”ziemie odzyskane” po 1945 roku, w imię tzw.”sprawiedliwości dziejowej”!? Nadarzyła się tośmy wzięli za „radą” pewnego Gruzina.
    Nie ma co drodzy Państwo, żądajmy zwrotu wszystkich ziem sprzed 1772 roku. „Wcielmy” z powrotem w nasze granice prawie całą Ukrainę (Kudak to taka stara polska twierdza na rubieżach), całą Białoruś, Litwę i
    trochę Mołdawi i co tam jeszcze? Stwórzmy LECHISTAN (czas Najwyższy) ,nasz „Lew” przecież uratował Europę przed „nachodźcami, co nieprawda?
    Dlaczego nie? ,swego czasu Żyrinowski nie bez kozery chapnął jęzorem w temacie. Słowianie powinni dążyć do jedności, nie?

    A takie państwo (istniejące jedynie od 1873 roku) ,które wywołało tyle nieszczęść (celowy eufemizm) w świecie (w Europie szczególnie) w jednym tylko stuleciu a zasadniczo jego połowie, powinno ulec rozwiązaniu.
    A może m(y)acki sięgają jeszcze gdzie indziej?
    O kuźwa!, robi się wesoło jak nie wiem co.

    Temu Panu , którego tak nurtuje problem Wenezueli powiem ,dowiedz się kto „kręci” całą Am.Płd. jak nie ekspozytury CIA ,na czyim pasku chodząca ?
    Zaczytaj H. Zinna „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych od 1492 do dzisiaj. ”
    Dorzuć do tego „Moloch” K.Deschnera i wszystko będzie jasne.
    „Protokoły Mędrców Syjonu” – fałszerstwo oparte na faktach? ,tylko nie „wyjeżdżać” mi „Porosze(nko)” od antysemitów.
    „Ludzie (bez względu na pochodzenie) ludziom zgotowali ten los”.

    „Zaprawdę ,w jaki sposób my sami – będąc w takim niedostatku demokracji, możemy chcieć dawać ją światu?(…) Demokracja poczęta w militarnym i ekonomicznym zniewoleniu mas, karmiona łzami i krwią, to żadna demokracja.
    To despotyzm, skumulowany efekt łańcucha, który – jak powiada ów dokument znany jako Deklaracja niepodległości – ludzie mają prawo obalić (…)”(E.Goldman) H.Zinn „Ludowa……” s.481
    Czy nie przypomina to znanej sentencji Leninowskiej o demokracji?, „Demokracja w kapitalizmie to demokracja bogatych i złudzenia biednych?

    Ten mój wpis doskonale koreluje z tym(moim) na poprzednim wątku tego bloga, zwłaszcza z cennym-unikatowym spostrzeżeniem prof.J.Aleksandrowicza.

    Szacunek dla wszystkich

  36. Majcherka przeczytałam i rozumiem, zgadzam się z nim w 100%. Natomiast Wosia nie rozumiem zupełnie. Dobrze by było gdyby ktoś przetłumaczył o co mu chodzi. Majcherek nie zajmuje się ekonomią i wskaźnikami. Natomiast stanem umysłu niektórych publicystów tak. Rzeczywiście nie pasuje pan do Polityki panie Woś, pana miejsce jest w pismach bardziej lewicowych.

  37. @ antonio,

    „Można powiedzieć,że jedyne co Balcerowicz zabrał Polakom to miejsca parkingowe.”

    Oczywiscie mozna i tak. Niemniej jesli jest tak dobrze, dlaczego jest nienajlepiej. Dawno temu, jesli Pan pamieta, byl dowcip o drozejacej zywnosci i taniejacych lokomotywach. Warto o tym pamietac i nie zamalowywac sie w ciemnym kacie, gdyz to zazwyczaj konczy sie lzami.

    @ prospector,

    „Większość zakładów była na archaicznym poziomie technologicznym i tych ich produktów nie było gdzie sprzedać.”

    Pozwole sie z Panem nie zgodzic. Taka jest oficjalna wersja majaca uzasadnic zniszcznie polskiej infrastrutury przemyslowej i w efekcie deindustrializacje Polski. Problem jest o wiele bardziej zlozony i sa prace na ten temat.

  38. Zwrócę może jeszcze uwagę na kolejny aspekt wilczego neoliberalizmu jaki zafundowali nam Balcerowicz & Spólka traktując ludzi jak „nawóz historii” i konie, dokładnie jak te obsługujące „turystów” do Morskiego Oka.
    Uznanie, że zarabianie pieniędzy usprawiedliwia wszystko, doprowadziło do dewaluacji wartości z prawdą na czele.
    Często na ten temat pisze profesor Andrzej Szahaj z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Kilka miesięcy temu opublikował on w RZECZPOSPOLITEJ artykuł „Turbokapitalizm i zwycięstwo kłamstwa”.
    Oto fragmenty z tego tekstu:

    „Teza, którą chciałbym postawić, brzmi następująco: bezwstydny tryumf kłamstwa to pokłosie kilkudziesięcioletnich rządów systemu turbokapitalizmu, który czyniąc z zysku amoralne i jedyne kryterium sukcesu, doprowadził do rozpowszechnienia się przekonania, iż cel (zysk) uświęca środki, i oswoił wielu ludzi z kłamstwem.
    Kompletne odejście kapitalizmu od jakiejkolwiek moralności, uznanie, że zarabianie pieniędzy rozgrzesza ze wszystkiego zarówno jednostki („chciwość jest dobra”), jak i całe instytucje („udziałowcy domagają się zysków”) doprowadziło do dewaluacji tradycyjnie uznawanych wartości z prawdą na czele. Gdy masowo zaczęły kłamać banki, instytucje nominalnie zaufania społecznego, starając się naciągnąć swych klientów, gdy w błąd zaczęły wprowadzać reklamy, gdy kłamały spółki akcyjne, pompując swe wyniki finansowe, gdy pojawił się „kapitalizm drobnego druku”, system, który uczynił z naciągania ludzi i czynienia ich frajerami swój sposób na sukces (nie ma dnia, aby prasa codzienna nie donosiła o nowych próbach narażania klientów na niepotrzebne koszty i naciągania na zbędne zakupy), wszelkie tradycyjne wartości poszły w odstawkę….

    Jeśli do typowego dla internetu zarabiania na kłamstwie (a także np. zaszczuwania ludzi przez wyspecjalizowane firmy…) dodamy działający od dziesięcioleci przemysł reklamowy i marketingowy, który stał się całkowicie amoralnym narzędziem manipulacji; prasę tabloidową, która swój sukces także często zawdzięcza nie do końca prawemu moralnie postępowaniu, oraz grzechy innych mediów (telewizja!) przeciwko przyzwoitości objawiające się czymś, co swego czasu nazwałem „kulturą upokarzania” – uzyskamy smutny obraz świata, w którym kłamstwo i manipulacja stały się czymś powszechnym. Przestały dziwić, spowszedniały….

    Jak głosi znana maksyma Rochefoucaulda: „Hipokryzja to hołd oddany cnocie przez występek”. Mówienie czegoś innego niż się faktycznie myśli jest z reguły naganne moralnie, jednak jeszcze wstydzi się swej niemoralności, potwierdzając paradoksalnie siłę moralności samej. Jawny i otwarty bezwstyd niemoralnego zachowania rzuca wyzwanie moralności jako takiej, a wraz z nią fundamentom cywilizacji zachodniej (i każdej innej). Jeśli uzyskuje on nagrodę w postaci sukcesu i uznania za skuteczność, droga na moralne dno stoi otworem.
    Postprawda polityczna stowarzyszona z wcześniejszą postprawdą turbokapitalistyczną razem pchają nas ku upadkowi. Żadne społeczeństwo, żadna wspólnota nie może bowiem trwać, gdy rozpada się jej system wartości. W tym sensie moralność nie jest jedynie dodatkiem do czegoś ważniejszego, stanowi ona sedno wspólnotowej (społecznej) integracji. Wraz z jej zmierzchem rozpoczyna się proces rozpadu.
    Obawiam się, że jesteśmy właśnie w jego kolejnej fazie. Trudno będzie ją powstrzymać. Dopóki bowiem kłamstwo i nieuczciwość będą się opłacać, moralność nie ma szans. Tym bardziej że tradycyjne systemy moralne (chrześcijańskie i świeckie) chroniące (choć niedoskonale) przed nimi utraciły swoją moc działania. W pustkę po nich wcisnął się światopogląd czyniący z materialnego powodzenia jedyny sens ludzkiego życia. A w ten sposób otworzyła się droga do tego, aby pogoń za zyskiem finansowym i politycznym sukcesem ostatecznie zdemolowała moralność”.

  39. Wiesiek 59.Z tymi licencjami to było zgrubsza tak:zwykle były już przestarzałe a jak już do nas trafiły to zwykle tkwiły już w żółwim ruchu inowacyjnym np.mały fiat,duży fiat.

  40. prospector
    17 września o godz. 8:58
    Jak ktoś nam „uciekł do przodu” na sporą odłeglość to nie da sie od razu doskoczyc do niego tylko trzeba wytrawle, stopniowo go doganiac.
    Nie myślisz chyba, że ci, ktorzy niedawno zostali „granatem oderwani od pługa” będa od razu Mercedesy produkowac.
    Wielu z nich nie wiedziało do czego kosiarka słuzy bo oni jeszcze zboże sierpem …..

  41. @lusia24
    16 września o godz. 0:09 3567

    „Rzeczywiście nie pasuje pan do Polityki panie Woś…”

    Z tym się akurat zgadzam. Redaktor Woś jest zbyt oczytany i za bardzo samodzielnie i trzeźwo myślący jak na dzisiejszą redakcję POLITYKI.
    Mówiąc szczerze, z tego właśnie powodu nasz Gospodarz generalnie zupełnie nie pasuje do naszych współczesnych mediów, które w okresie „sukcesu transformacji” zupełnie zeszły na psy. Cóż, nasze szkoły wyższe – z których tylko bardzo ale to bardzo nieliczne mieszczą się na dalszych pozycjach pierwszego tysiąca światowych rankingów – masowo produkują ćwierćinteligentów. Nie ma więc komu poważnych pism redagować; nie ma też komu ich – podobnie zresztą jak i książek – kupować i czytać.

  42. Zastanawiałem się, co zabiło Wenezuelę…..

    1-Najkrócej ujmując, brak barier celnych na import towarów produkowanych wcześniej w kraju, co zniszczyło produkcję wewnętrzną, droższą niż ściągane za petrodolary.

    2-Wyciągnięcie z biedy 1/3 społeczeństwa poprzez zasiłki stymulujące popyt wewnętrzny i brak miejsc pracy w nowopowstałych firmach.

    3-Nacjonalizacja zasobów i firm zagranicznych, skutkująca kontrakcją wielkich korporacji, wspartych działaniami Wielkiego Brata.
    Rozniecanie niepokojów społecznych w celu obalenia nieprzychylnych rządów, to standard działania CIA.

  43. prospector
    17 września o godz. 8:58 3570

    Technologie przestarzałe w najbardziej rozwiniętych krajach świata, byłyby nieosiągalnym celem dla większości krajów świata- tego niej rozwiniętego.
    Co doskonale widać na przykładzie tych niewielu, którym udało się zindustrializować w ostatnim półwieczu.

    Za import trzeba czymś zapłacić.
    Mieć coś na wymianę.
    Albo zadłużać się i mieć kumulujący się deficyt handlowy, pozbawiający niezależności ekonomicznej i politycznej.

    Niestety, produkty rolne nie zbilansują takiej wymiany, ani surowce kopalne- w przypadku Polski.
    Kraje petrodolarowe importują wszystko, łącznie z kadrą inżynieryjno- techniczną i naukową.
    Pomimo już 50 lat inwestowania we własny przemysł.
    Skok cywilizacyjny nie odbywa się dzięki importowi, tylko własnej ewolucji technicznej, badaniom, unowocześnianiu cudzych licencji.
    Takie jest moje zdanie, poparte empirią.
    Tajwan, Japonia, Korea Pd. zaczynały od tego właśnie.
    Tą drogą poszły Chiny.
    Polska szła podobną ścieżką, ale przerwano ten rozwój.

  44. @antónio
    15 września o godz. 21:16 3565

    Jak poskładać do kupy państwo, które rozpadło się pod ciężarem neoliberalizmu?

    Moim zdaniem trzeba absolutnie zacząć od podniesienia poziomu intelektualnego naszego społeczeństwa, w szczególności tzw. inteligencji. Wyjście z wtórnego analfabetyzmu to sprawa podstawowa.
    A więc radykalna poprawa poziomu edukacji – szczególnie na szczeblu wyższym – oraz jakości mediów publicznych. Z czasem powinna poprawić się i jakość mediów prywatnych bo pojawi się na poważne media zapotrzebowanie. Może w końcu objawi się polski odpowiednik THE ECONOMIST, THE NEW YORKER albo DIE ZEIT?
    Do tego szerokie upowszechnianie kultury, również – a może przede wszystkim – tej wysokiej.
    Proces to będzie długotrwały ale jest on absolutnie niezbędny o ile mamy wyjść z intelektualnej/naukowej/kulturalnej/przemysłowej/medycznej zapaści zgotowanej nam przez Balcerowicz & Spółka.

    Dla Ciebie mam specjalną ofertę TEATRU NARODOWEGO w Warszawie. Jako, że prawie nikt już w naszym kraju nie ogląda ambitnego teatru albo filmu (dyrektor wspomnianego teatru, Jan Englert, szacuje maksymalną liczbę widzów na dobrej sztuce na około 3000 osób) konieczne są częste promocje, o ile w ogóle nawet Teatr Narodowy w kraju będącym kilka dekad temu potęgą teatralną (a przez pewien okres i filmową) ma wystawiać cokolwiek innego poza tandetą i chłamem:

    „Bilety w cenie promocyjnej na „Dziady” we wrześniu
    18/09/2017

    Na najbliższe przedstawienia Dziadów w dniach 23 i 24 września, o godz. 18:30 mamy pulę biletów w promocyjnej cenie 45 zł. Można je kupować w kasach Teatru lub rezerwować telefonicznie w dniach 18–22 września; bilety objęte promocją nie są dostępne w systemie sprzedaży online.
    Zapraszamy na Dziady w inscenizacji litewskiego mistrza teatru Eimuntasa Nekrošiusa, który za reżyserię arcydramatu Mickiewicza został uhonorowany Nagrodą im. Konrada Swinarskiego”.

    Naprawdę piękne, wręcz olśniewające przedstawienie. Szkoda, że w naszym kraju nie ma już komu takiego zrealizować. Wymajające jednak wyrobionego widza. Ale kilka dekad temu w naszym kraju nie było z tym problemu. Najwyższy więc czas aby takich widzów znowu zacząć kształcić i zachęcać.

  45. myśli Pani ze powinni mnie wylać za poglądy?

  46. Przytoczę może słowa naszego wielkiego artysty teatru, Tadeusza Kantora, jakie przypomniał w wywiadzie kilka lat temu najwybitniejszy żyjący polski reżyser teatralny, Krystian Lupa:

    „20 lat temu, kiedy rozpoczęła się w Polsce wielka przemiana, kiedy zachłysnęliśmy się wolnością, wielkie wrażenie zrobiła na mnie wypowiedź Tadeusza Kantora o nowych ekipach rządzących. Kantor mówił, że z zapartym tchem słuchał tego, co mówią politycy tej wolnej Polski, od których tyle oczekiwaliśmy. A wtedy premierem został Tadeusz Mazowiecki, więc nie byle kto, elita. „Słuchałem uważnie – mówił Kantor – ale żaden z tych polityków nie wypowiedział słowa sztuka. Oni pożałują tego, oni przez to przegrają””.

    Ciekawe coby Kantor powiedział dzisiaj, kiedy kultura i sztuka – jak i wiele innych dziedzin – leżą całkowicie na łopatkach a w naszym kraju rzadko kto już nawet czytuje książki…

  47. @lusia24
    16 września o godz. 0:09 3567

    „Majcherka przeczytałam i rozumiem, zgadzam się z nim w 100%. Natomiast Wosia nie rozumiem zupełnie”.

    To zupełnie odwrotnie niż ja – Wosia przeczytałem i rozumiem, zgadzam się z nim w 100%. Natomiast Majcherka nie rozumiem zupełnie. W szczególności nie rozumiem dlaczego dokonał tak wierutnej manipulacji imputując wielu poglądy, których nigdy nie głosili i dorabiając im bezczelnie gombrowiczowskie gęby.

  48. http://wgospodarce.pl/informacje/40567-chiny-zaniepokojone-planami-ue

    Taka ciekawostka, dla dogmatyków wierzących w wolny rynek jako byt rzeczywisty, a nie iluzoryczny.
    Gdy jest to wygodne dla unijnych graczy, każą rynek otwierać- innym oczywiście.
    Gdy jest to niewygodne, gracz jest silny i konkurencyjny, blokuje się mu dostęp pod byle pozorem.

  49. @ prospector,

    „….zwykle były już przestarzałe a jak już do nas trafiły to zwykle tkwiły już w żółwim ruchu inowacyjnym np.mały fiat,duży fiat.”
    Wiele bylo na czasie, jak przykladowo „maly Fiat” czy „International Harvester”. Sens licencji polega na czyms innym, nie na samym produkcie sprzedawanym w danej chwili. Licencja pozwala na zasadniczy przeskok technologiczny i.e. rozwoj rozpoczety z zupelnie innego poziomu. Tak robi wiele krajow, kupujac licencje czy nawet przejmujac firmy na wysokim poziomie technologicznym.

    Pozdrawiam

  50. @Rafał Woś
    18 września o godz. 14:05
    Gdy Pana pisanina zacznie mieć znaczący wpływ na rzeczywistość pogonią Pana czem prędzej. Całostronnicowa, ekskluzywna reklama czy Pan to żaden dylemat. Jasne, że teklama bo cel jest wyższy ,,ratowanie i rozwój opiniotwórczego tygodnika”.

  51. Lusia24
    16 września o godz. 0:09 3567
    ” Rzeczywiście nie pasuje pan do Polityki panie Woś, pana miejsce jest w pismach bardziej lewicowych”

    Pan Woś przyda się wszędzie.Pełni funkcję dzwonka alarmowego ostrzegajacego
    przed powrotem PRL-u.

  52. grzerysz
    18 września o godz. 13:09 3575

    Panie kochany.Jak długo można tłuc ”Dziady” licząc na pełne sale.
    Przemawiasz Pan jak skamielina.

  53. Dla przypomnienia.

    Część mainstreamowych elit (np. Król, Boni) po ćwierćwieczu z hakiem potwierdza, że „byliśmy głupi”, „byliśmy głusi”…

    Inni (np. Modzelewski, Bugaj) mieli wątpliwości już dużo, dużo wcześniej ale nie chcieli zbyt mocno protestować – jednym słowem – co nawet może i w pewnym stopniu zrozumiałe – nie chcieli się za mocno wychylać…

    Jeszcze inni (np. Kuroń, Bujak) po kilku czy kilkunastu latach przyznawali się bardzo odważnie do poważnych zaniechań i zaniedbań.

    Jacek Kuroń w 2002 roku mówił w wywiadzie: „Podżyrowałem ten jego plan [Balcerowicza] i to mój grzech niewątpliwy. Ale nie jest to grzech pierwszoplanowy, bo dziś nie jest istotne, co żyrowałem, tylko raczej moje zaniechania. To co wówczas trzeba było robić. Trzeba było złożyć inną propozycję, a ja do tego nie byłem przygotowany.”

    A już w lipcu 1991 roku z ust Zbigniewa Bujaka pada słynne zdanie: „Przepraszam za Solidarność”. Jak pisała GAZETA WYBORCZA: „Człowiek z opinią absolutnie odpornego na wirusa władzy i nieskorego do sięgania po korzyści przepraszał za kolegów, którym nieobce były podniety związane z luksusem, przepraszał, że piękne ideały „Solidarności” nie zostały zrealizowane. Przepraszał za kłótnie i podziały w parlamencie, za nieudolność, korupcję i politykę gospodarczą”.

  54. Marian.W.O
    16 września o godz. 7:07 3568
    @ antonio,
    „Dawno temu, jesli Pan pamieta, byl dowcip o drozejacej zywnosci i taniejacych lokomotywach. ”

    To przysłowie nie pasuje. Żywności jest ,aż za dużo i jest tania.
    (Może sie to zmienić bo PIS majstruje przy dystrybucji)

    Tu pasuje ”jak nie kijem go, to pałą” –w Balcerowicza oczywiście.
    Bo przyzna Pan ,że miejsc parkingowych jest coraz mniej i są coraz droższe
    i będzie tylko gorzej.

  55. @antónio
    19 września o godz. 1:38 3585

    „Jak długo można tłuc ”Dziady” licząc na pełne sale”

    W kraju na odpowiednim poziomie tak samo długo jak sztuki Sofoklesa, Szekspira, Moliera, Czechowa, Strindberga, Ibsena, Racina czy Becketta.

    Przemawiasz Pani jak ćwierćinteligentka.

  56. @antónio
    19 września o godz. 1:38 3585

    „Jak długo można tłuc ”Dziady” licząc na pełne sale”

    Dodam może, że po raz pierwszy byłem na olśniewającym spektaklu Eimuntasa Nekrošiusa w dwa miesiące po premierze. Wcześniej sztukę zagrano tylko kilka razy. I już na „moim” pokazie ze 25% miejsc było pustych. W kolejnym miesiącu Teatr Narodowy zdecydował się na radykalne obniżki cen biletów aby móc wystawiać tą wspaniałą sztukę choćby ze dwa razy w miesiącu…
    I wszystko to w czterdziesto-milionowym kraju należącym do UE, będącym kilka dekad wcześniej światową potęgą teatralną. Wydającym wówczas miesięcznik DIALOG na takim poziomie, że fachowcy uznawali go za najlepsze pismo teatralne na świecie. I szczycącym się wybitnym poziomem cotygodniowego Teatru Telewizji…
    Po spustoszeniach dokonanych przez ograniczonych doktrynerów w rodzaju Balcerowicza, teraz już nawet rzadko kto w naszym kraju czytuje książki. O zainteresowaniu ambitnym kinem czy teatrem możemy tylko pomarzyć. Szczególnie, że Balcerowicz & Spółka pozostawili nam w spadku zapaść w edukacji, nauce, przemyśle, służbie zdrowia, mediach. Kogo więc teraz interesuje kultura?

    Filip Novokmet (Paris School of Economics), Thomas Piketty (Paris School of Economics) i Gabriel Zucman (Department of Economics, University of California, Berkeley) w swojej pracy z sierpnia 2017 roku („FROM SOVIETS TO OLIGARCHS: INEQUALITY AND PROPERTY IN RUSSIA, 1905-2016) zaliczyli Polskę do grupy „largely foreign-owned countries”.

    Jak poskładać do kupy „largely foreign-owned country”, które rozpadło się pod ciężarem neoliberalizmu?
    Oj, będzie naprawdę ciężko.

  57. I w POLITYCE zaczynają już wiać inne wiatry:

    „Mariusz Janicki, Wiesław Władyka
    19 września 2017

    Opozycja, patrząc na sondaże z ostatnich tygodni musi przeżywać katusze. PiS szybuje ponad 40 proc., Platforma spada już poniżej 20, Nowoczesna nie może trwale przebić 10, a ludowcy są pod progiem. Rafał Trzaskowski z Platformy, komentując (w RMF) spadki notowań swojej partii i wzrosty PiS, stwierdza, że „to porażające wyniki” oraz że partia rządząca „nawiązała kontakt z olbrzymią częścią społeczeństwa, z którą my nie nawiązaliśmy kontaktu”. Ten lider młodszego pokolenia platformersów, wymieniany jako ewentualny następca Schetyny, zauważa, że gdyby PiS nie podejmowało sensownych decyzji, „nie wyciągało ludzi z biedy”, to „nie miałoby takich wyników”. Także w „Gazecie Wyborczej” zdarzają się ostatnio komentarze głoszące, że totalna opozycyjność wyczerpuje swoją formułę, nie przynosi przyrostu notowań, a wręcz przeciwnie. Zwłaszcza że o ile w sondażach poparcia dla partii na PiS wskazują wszyscy zwolennicy tej partii, to opozycję wybiera tylko część przeciwników Kaczyńskiego.

    Jakkolwiek by patrzeć, w tej chwili opozycja jest na ścieżce wyborczej klęski”…

  58. @antónio
    19 września o godz. 13:34 3588

    „Bo przyzna Pan, że miejsc parkingowych jest coraz mniej”

    To prawda. Polacy wyczyścili kilka krajów z samochodowych wraków…

    W Polsce 60 proc. aut jeżdżących po drogach ma więcej niż 10 lat. Na tym tle wypadamy gorzej niż Rumunia, Węgry i Czechy, nie wspominając o Irlandii, gdzie takich aut jest na drogach jedynie ok. 10 proc.

    Pod koniec 2016 r. średni wiek importowanego używanego samochodu osobowego wyniósł 12 lat ale chętnie sprowadzane są też auta starsze niż 20 lat – tu zanotowano wzrost o 100 proc. do prawie 24,5 tys. samochodów w 2016 r.

  59. Z wtórnym analfabetyzmem w Polsce, który zawdzięczamy okresowi „sukcesu transformacji” a la Balcerowicz, związany jest oczywiście nie tylko radykalny i postępujący stale spadek czytelnictwa książek ale i spadek czytelnictwa czegokolwiek na poziomie wyższym od poziomu pisemek plotkarskich o życiu „gwiazd” serialowych.
    Doświadczają tego na własnej skórze oczywiście także najgorliwsi apologeci „sukcesu transformacji” w rodzaju GAZETY WYBORCZEJ i POLITYKI. Jak wynika z najnowszych danych opublikowanych na portalu WIRTUALNEMEDIA, w lipcu 2017 roku sprzedano ogółem („sprzedaż ogółem to suma sprzedaży egzemplarzowej wydań drukowanych, sprzedaży egzemplarzowej e-wydań oraz wszystkich form prenumeraty wydań drukowanych i prenumeraty e-wydań”) o ponad 24% mniej GAZETY WYBORCZEJ i o ponad 12% mniej POLITYKI niż w lipcu 2016 roku.
    Szczególnie rozpaczliwa jest sytuacja GAZETY WYBORCZEJ, która w ostatnim ćwierćwieczu zeszła ze sprzedaży ogółem niemal miliona egzemplarzy do jedynie stu tysięcy ostatnio. Nie pomagają już nawet wielokrotnie przeprowadzane zwolnienia grupowe, wyprzedaże nieruchomości, zamykania biur korespondentów zagranicznych itp.
    POLITYKA w czasach PRL miała w najlepszym swoim okresie nakład (i sprzedaż na pniu) na poziomie siedmiuset tysięcy egzemplarzy. Teraz ma sprzedaż ogółem porównywalną z GAZETĄ WYBORCZĄ, a więc bardzo niewiele ponad sto tysięcy egzemplarzy.
    Tym, którzy czytali POLITYKĘ w latach 1960. i 1970. nie muszę mówić, że poziom tygodnika – mimo cenzury – był znacznie wyższy niż obecnie.

  60. Mówiąc o tzw. opiniotwórczej prasie i dramatycznym spadku zarówno jej poziomu jak i ilości czytelników w Polsce, spójrzmy na sytuację u naszego zachodniego sąsiada.

    Wychodzi tam kilka doskonałych dzienników a ich łączna sprzedaż przekracza milion egzemplarzy. Najpoważniejszy z nich, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, o poziomie u nas zupełnie niewyobrażalnym, sprzedaje około 250000 egzemplarzy, a wiec dużo więcej niż u nas sprzedają wszystkie dzienniki tzw. opiniotwórce. FAZ – jak i szereg innych poważnych gazet i czasopism w Niemczech – wychodzi ciągle w dużym formacie i nawet stosunkowo od niedawna zamieszcza…kolorowe zdjęcia. Ma ponad czterdziestu korespondentów zagranicznych.

    Wybitny tygodnik „Die Zeit” (duży gazetowy format i poziom o którym możemy w Polsce tylko pomarzyć) sprzedaje 500000 egzemplarzy. A mają tam jeszcze przecież z tygodników choćby „Der Spiegel” (prawie 800000 sprzedawanych egzemplarzy), „Focus” (prawie 500000 sprzedawanych egzemplarzy) i „Stern” (prawie 600000 sprzedawanych egzemplarzy)…

  61. grzerysz
    20 września o godz. 12:00 3593

    Celem obecnego modelu gospodarczego jest konsumpcja NA KREDYT.
    samochody, mieszkania, szkoły, wczasy, służba zdrowia, korzystanie z mediów.

    W momencie gdy na kredyt będą dostępne wytwory kultury- książki, teatry, prasa- ich konsumpcja wzrośnie.

    Ten model tworzy idealnego niewolnika.
    Zakredytowany na śmierć, nie podskoczy….
    I o to w tym wszystkim chodzi.

  62. @grzerysz
    20 września o godz. 12:00
    Co do tego spadku czytelnictwa to signum temporis być może nas dopada? W czasach tzw. komuny ludzie nie mieli zbyt wiele do roboty – 2 kanały telewizji, równie mało interesujące, ogródek pracowniczy no i INNY RYTM dnia. Dziś człowiek jak ma szczęście przychodzi urobiony o 17 z pracy, dom, dzieci + MOC ATRAKCJI etc. MAŁO CZASU POZOSTAJE NA LEKTURY. Sam wiem po sobie by utrzymać średnią 2 książek na miesiąc muszę się nieźle nagimnastykować. Częstokroć czytam gazety jedząc śniadanie (wiem niezbyt elegancko).
    Kolejną rzeczą – w czasach tzw. komuny taka Polityka była oknem na świat no i pisały w niej znakomite pióra. Dziś tych okien jest tyle ile adresów w internecie.Co ważniejsze Polityka nie stała się jedynym oglądem na ten świat – tu ciekawy jest przykład artykułu A. Domosławskiego poświęcony gehennie (teraz już byc może ludobójstwu lub czystce etnicznej) ludu Rohingja z Birmy. Zdawać by się mogło, że kwestia jest niepodlegająca żadnej wątpliwości ale pod artykułem jest komentarz internauty, który dość szeroko przedstawia kontekst całej sytuacji i ten obraz już nie jest taki czarno-biały. To trochę tak jak dyskutować o rzezi wołyńskiej skupiając się na samym akcie – wtedy wyłania się obraz Ukraińców jako bandy krwiożerczych rezunów niczym z ,,Ogniem i mieczem”. Ale gdy rozejrzymy się szerzej to będzie jasnym, że przez 300lat kolonializmu i ,,polskiej gospodarki” na Ukrainie sporo złej krwi sie nagromadziło.
    Rola tradycyjnych mediów zwyczajnie osłabła i tyle.
    Co do poziomu – jeżeli uważasz, że jest on tak słaby to się nim nie katuj. Ja tak zrobiłem, choć chciałem wiedzieć czym żyją ,,oni”, z tymi wszystkimi ,,OdRzeczy” czy ,,wŚmieci” i tyle. Poziom warsztatu w tych pisemkach jest na poziomie gadzinówki i nie dałem rady spiłować tej ,,łopaty”.
    Zwróć tez uwagę, że aspekt finansowy w czasach tzw. komuny był drugorzędny a na to sam sobie swoim postem (cytując prof. Szahaja) odpowiedziałeś o co chodzi. Polityka uczestnicząc w tej paranoi przynajmniej usiłuje zachować jakieś imponderabilia a jeżeli nawet nie to przynajmniej stosuje maksymę Rochefoucaulda w swej działalności. Jak na nasze czasy to i tak nieźle

  63. Oto dość obszerny wybór z refleksji po lekturze artykułu Janusza A. Majcherka jakimi z czytelnikami GAZETY WYBORCZEJ podzielił się dziennikarz Kamil Fejfer.

    „Mam 31 lat, na umowie o pracę przepracowałem w życiu niecałe półtora roku. W swojej teczce zawodowej mam ponad 70 umów o dzieło i umów-zleceń. Znaczna część z nich powinna być po prostu umowami o pracę – z takimi neobolszewickimi przywilejami jak płatny urlop czy okres wypowiedzenia. Kiedy zwalniano mnie z jednej z moich śmieciowych prac, gdzie zarabiałem 2 tys. zł na rękę na umowie o dzieło, przełożona powiedziała, że wywalczyła mi dwutygodniowy okres wypowiedzenia.
    Według Głównego Urzędu Statystycznego średni czas poszukiwania pracy w Polsce to 10 miesięcy. Jak mnie wyrzucili w 2015 roku, wynosił on 13 miesięcy. Nie miałem oszczędności, bo wbrew temu, co swego czasu mówiła „Gazecie Wyborczej” Henryka Bochniarz, nie da się odkładać z 1,6 tys. zł. Z 2 tys. też nie. Znaczy próbować warto; rezygnacja z życia na poziomie psa i zejście do poziomu sytego szczura dla 50 zł miesięcznie odłożonych zaskórniaków brzmi naprawdę kusząco. Nie skorzystałem, może byłem głupi….

    Pisząc książkę „Zawód” o polskim rynku pracy, rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy mają wszystkie powody, żeby się wkurzać.
    Z ratownikiem medycznym, który w czasie swojej kariery uratuje 10 tys. osób, a system wycenia jego pracę na 18 zł za godzinę.
    Z doktorką psychologii, potrójną laureatką konkursu Studencki Nobel, autorką kilkudziesięciu publikacji naukowych, która od pięciu lat nie może znaleźć pracy w zawodzie, bo wszystkie miejsca są obsadzone znajomymi.
    Z doświadczoną dziennikarką z wieloletnim stażem, która od ponad dekady jedzie na śmieciówkach, a pod koniec miesiąca czasami zastanawia się, jak ugotować dla swoich dzieciaków obiad za 6 zł ze składników z Biedronki.
    Rozmawiałem w końcu z dziewczyną, która po wielu latach pracy w callcenter i w barach została prostytutką, aby – jak sama twierdzi – przestać się w Polsce czuć jak dziwka….

    To nie jest tak, że marudzenie niszczy polską demokrację. Demokrację niszczy system stworzony tak, że osoby na śmieciówkach, ten – he, he, he – prekariat, nie ma poczucia, że naprawdę jest czego bronić”.

  64. Właśnie wróciłem z pracy i najmłodsza córka pochwaliła się dzisiaj odebranym dyplomem ukończenia Uniwersytetu Artystycznego z tytułem magistra inżyniera architekta z oceną bardzo dobrą.
    Jest okazja, trza to uczcić – mówię jej.
    A co ? – odpowiada – czy to, że powiększyłam coraz liczniejsze w tym kraju grono bezrobotnych magistrów z bardzo dobrym dyplomem ?
    Jak była studentką to mogła przebierać w ofertach pracy, szefowie byli z niej zadowoleni. Gdy studia skończyła i napomknęła o umowie o pracę natychmiast przestała być potrzebna.
    I na cholerę te 19 lat nauki ?

  65. @Slawczan
    21 września o godz. 10:56 3597

    „Co do tego spadku czytelnictwa to signum temporis być może nas dopada?”
    „Dziś człowiek jak ma szczęście przychodzi urobiony o 17 z pracy, dom, dzieci + MOC ATRAKCJI etc. MAŁO CZASU POZOSTAJE NA LEKTURY”.
    „Dziś tych okien [na świat] jest tyle ile adresów w internecie”.

    Spodziewając się takiego głosu zamieściłem zapobiegawczo wpis (20 września o godz. 16:56 3594) o rynku poważnej prasy w Niemczech.
    Też tam mają internet i też przychodzą z pracy urobieni. A jednak nawet tak ambitne i trudne gazety i czasopisma jak „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Die Zeit” sprzedają się stosunkowo świetnie. I zupełnie ich redakcje nie dbają o atrakcyjną szatę graficzną i „poręczny” format. Po prostu jest tam duże zapotrzebowanie na bardzo poważne media. Książek też czytają w Niemczech znacznie więcej niż w Polsce.

    „…w czasach tzw. komuny taka Polityka była oknem na świat no i pisały w niej znakomite pióra”.

    To prawda.

    „Co do poziomu – jeżeli uważasz, że jest on tak słaby to się nim nie katuj. Ja tak zrobiłem”.

    Ja też.

  66. @wiesiek59
    20 września o godz. 17:56 3595

    „Ten model tworzy idealnego niewolnika.
    Zakredytowany na śmierć, nie podskoczy….
    I o to w tym wszystkim chodzi”.

    Wiesiek, Balcerowicz & Spółka zostawili zapaść w przemyśle, nauce, kulturze, służbie zdrowia, mediach, szkolnictwie wyższym.
    Ale może najgorsze jest to, że daliśmy się im zdebilizować. Czy zdołamy więc wygrzebać się z dalekich peryferii?