Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Nowy Atlas Ekonomiczny - blog Rafała Wosia Nowy Atlas Ekonomiczny - blog Rafała Wosia Nowy Atlas Ekonomiczny - blog Rafała Wosia

13.04.2018
piątek

Odszedł Jacek Tittenbrun. Człowiek, który spisał patologie polskiej prywatyzacji

13 kwietnia 2018, piątek,

Zmarł Jacek Tittenbrun. 66-letni poznański ekonomista był jednym z pionierów innego, bardziej krytycznego spojrzenia na polską transformację.

Jego najbardziej znana praca to czterotomowe „Z deszczu pod rynnę. Meandry polskiej prywatyzacji”. To napisana z benedyktyńską starannością historia polskich przemian własnościowych, które ruszyły pod koniec lat 80. – jeszcze przed upadkiem PRL i z inicjatywy wierchuszki PZPR. A były kontynuowane przez nową solidarnościową elitę polityczną. – Pisałem to 12 lat. I to nie jest praca prokuratorska ani rzecz, której da się użyć do bieżącej walki politycznej. Pewnie dlatego, że dostaje się w niej każdemu: tzw. postkomunistom, ludowcom, liberałom, solidarnościowcom i prawicy. Czyli wszystkim tym, przez których spora część polskiego społeczeństwa trafiła po 1989 roku z deszczu pod rynnęmówił mi Tittenbrun w rozmowie dla „DGP” w 2013 roku.

Fot. UAM

Tittenbrunowska krytyka polskich przemian była inna od tej formułowanej przez prawicę publicystyczną i bliskich jej ekonomistów (choćby prof. Witolda Kieżuna). Tittenbrun nie mówił, że patologie transformacji uderzyły „w Polskę” albo „w Polaków”. Kto tak twierdził, ten – jego zdaniem – rozmywał problem. Tragedia polskiej transformacji była bowiem bardziej realna i polegała na tym, że z deszczu pod rynnę wpadły niektóre grupy polskiego społeczeństwa. I co najsmutniejsze, były to właśnie te klasy, którym już za PRL było najtrudniej. Głównie robotnicy. Potem zaś pracownicy.

Była to perspektywa marksistowska, a Tittenbrun nie krył się z tym, że zawsze był marksistą. Już w latach 70. i 80. należał do tych ekonomistów, którzy atakowali PZPR z lewej – za odejście od postępowych ideałów i koncentrację na utrzymaniu władzy. W tym sensie robił to, co Kuroń i Modzelewski półtorej dekady wcześniej, zanim porzucili swój rewizjonizm. Z tego powodu nie po drodze mu też było z przechodzącą na radykalnie antylewicowe pozycje Solidarnością.

Tittenbruna bolało to, że za PRL samej klasie robotniczej – poza pewnymi enklawami – wiodło się raczej kiepsko. Dość szybko klasą panującą w Polsce Ludowej stała się bowiem nomenklatura. Tworzyli ją głównie kierownicy przedsiębiorstw państwowych, czyli odpowiednicy dzisiejszych menedżerów. To oni kryli się za państwem jako symbolicznym właścicielem przedsiębiorstw państwowych. Do tego dochodzili dygnitarze partyjni i wyżsi urzędnicy. Przedstawiciele tych trzech grup wymieniali się na najważniejszych stanowiskach w państwie i gospodarce. To była karuzela stanowisk. Jak już raz na nią wsiadłeś, miałeś dobrą robotę do końca życia. Jednego dnia taki ktoś był dyrektorem spółdzielni, potem redaktorem naczelnym ważnej gazety, później znów sekretarzem w województwie. Tym ludziom za socjalizmu wiodło się świetnie, a w kapitalizmie nawet lepiej. Robotnikom odwrotnie. W PRL było im ciężko, a po 1989 roku – jeszcze ciężej. A sposób przeprowadzenia polskiej prywatyzacji to właśnie jeden z powodów takiego obrotu spraw.

Takie podejście nie mieściło się po 1989 roku w głównym nurcie debaty ekonomicznej. Tittenbrun miał jednak swoich wiernych uczniów, zgromadzonych głównie w poznańskich środowiskach anarchistycznych, choć nie tylko. Od czasu tragicznego wypadku, w którym Tittenbrun stracił wzrok, otaczała go na dodatek mgiełka tajemnicy. Mimo problemów ze zdrowiem Tittenbrun pisał sporo i do końca, nie tylko po polsku. Wiele jego mniej znanych prac ciągle czeka na odkrycie przez młodszych.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Podobnie dobrze, niczym dawnej nomenklaturze wiedzie się klerowi. Przed transformacją nieźle, po niej luksusowo.

  2. Ktoś rozliczył uczestników Okrągłego Stołu.
    Nikomu nie stała się krzywda….
    https://wolnemedia.net/1989-przelom-czy-handel-zywym-towarem/

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. W Polsce Ludowej wszystkim żyło się skromnie. Nie ma Pan pojęcia o realiach. To co Pan pisze to mitologia i propaganda. Sam jako wieloletni dyrektor miałem małego fiata, M-2 i dziś mam 3 tys emerytury. Mój straszy kolega, wieloletni dyrektor zjednoczenia przemysłu rafineryjnego i budowniczy na szczerym polu rafinerii w Płocku odszedł na emeryturę ze starą Skodą MB, lichym mieszkaniem w starym domu i z trudem dociągającym do pierwszego. Niech Pan spojrzy ile dziś zarabia nomenklaturowy szef Orleniu

  5. Manifest
    18 kwietnia o godz. 10:34 4351

    przecież to się zgadza.
    wszyscy żyjący w PRL byli dość skromnie nagradzani, żyli normalnie, wśród ludzi, w mieszkaniach zakładowych mieszkali i dyrektorzy i sekretarze.
    kominów płacowych również nie było.

    zło nastąpiło później, gdy cwaniaczki dorwały się do władzy.
    ludzi UCZCIWYCH zastąpiono kombinatorami, i mamy co mamy…..
    Od uczciwego rządu Mazowieckiego, do rządu nomenklatury PiS, przeszliśmy długą drogę.
    A każdy kolejny był coraz bardziej PAZERNY.

  6. @wiesiek59 18 kwietnia o godz. 11:35 4352

    Wypada przytoczyć książkę wspominanego tutaj Jacka Tittenbruna „Upadek socjalizmu realnego w Polsce”. Opisuje on zjawiska występujące w latach 70-tych, związane m.in. z zakupami zachodnich licencji, które przeczą opinii o skromności dyrektorów.

    http://marksizm.edu.pl/wydawnictwa/polska-mysl-marksistowska/jacek-tittenbrun/

  7. @programista
    To kto lub co, Twoim zdaniem, jest odpowiedzialny za takie zachowania ,system czy ludzie nieprzestrzegający zasad systemu? ,(każdego systemu).
    A.de Mello w swoim „Przebudzeniu”napisał ,że ,tak socjalizm jak i kapitalizm byłyby b.dobrymi systemami tylko jest jedno ale …. ale ludzie do jednego i drugiego nie dorośli. Coś w tym stylu, cytuję z pamięci.
    No i mamy „patologię normalności”, w każdym systemie. To ludzie mają poprzewracane w głowach tak, że praktycznie każdy system kuleje ,co dziwne lub nie, na tę sama chorobę, którą sklasyfikować można jako chciwość i pazerność. Bo tam gdzie pieniądze wchodzą w grę, tam z gruntu wszystko jest nieuczciwe. Bez względu na system.
    Przypomnę też sławetne słowa z NT , „Gdyż korzeniem wszelkiego zła jest miłość do pieniędzy,…” I Tym. 6.10

  8. Optymatyk
    18 kwietnia o godz. 20:49
    Trafiłeś w samo sedno problemu.
    Np firmy nie dzielą się na dobre i złe ze względu na własność ( prywatne dobre, państwowe złe ) tylko na dobrze zarządzane i źle zarządzane. No i oczywiście istotny jest cel działalności działania – czy jest on spójny z potrzebami społeczności czy ma przynosić maksymalne zyski właścicielom – oczywiście odbywa nie to kosztem klientów i i/lu pracowników.
    Istotne jest tu poczucie przynależności do społeczności.
    Trudno jednak w dzisiejszym świecie marzyć o czymś takim, co ma miejsce wśród plemion pierwotnych – złoczyńca wykluczony ze społeczności za działanie na jej szkodę umierał wskutek stresu spowodowanego tym wykluczeniem.
    Niepotrzebni byli sędziowie, wiezienia, kaci – wystarczyło mu powiedzieć – opuść grupę !

  9. @Optymatyk – 18 kwietnia o godz. 20:49 4354

    Jeżeli „ludzie mają poprzewracane w głowach tak, że praktycznie każdy system kuleje ,co dziwne lub nie, na tę sama chorobę, którą sklasyfikować można jako chciwość i pazerność” to może nie warto szukać systemu który będzie ideałem we wszystkich cnotach.
    Może warto szukać systemu który będzie likwidował lub ograniczał jeden problem o dużej wadze – stosowanie przemocy fizycznej pomiędzy ludźmi.

  10. https://nowyobywatel.pl/2018/04/14/bezdroza-polskiej-prywatyzacji/

    Stary wywiad z Tittenbrunem…..
    =========

    Jeszcze nigdzie poza dość małymi grupami ludzi, nie udało się wyhodować społeczeństwa altruistów.
    Ludzkie stado niespecjalnie się różni w zachowaniu od wilczego.
    Przywódca żre pierwszy, i ma najlepszą samicę…

    Nawet demokracja tego nie zmieniła.
    Przykładem- Berlusconi czy Trump.

  11. wiesiek59 pisze:
    „Jeszcze nigdzie poza dość małymi grupami ludzi, nie udało się wyhodować społeczeństwa altruistów.”

    Ale próbować trzeba.

    Na przykład:
    http://lewicowo.pl/przedmowa-do-ksiazki-kropotkina-pomoc-wzajemna/

  12. Tylko jedno zdanie z linku do Kropotkina:

    „Aby zmienić społeczeństwo, należy zmienić jednostki – względnie zwrócić ich myśli, dążenia, wysiłki w kierunku odmiennym od dotychczasowego.”

    A poza tym czytajcie Kropotkina.
    Szczególnie jego „Pomoc wzajemną”.

  13. Co mi na mysl przychodzi…..
    Amisze? Kibuce? Kooperatywy? ŚW? Mormoni?

    W skali kraju to nie chce funkcjonować…..
    Najbliżsi ideałowi są chyba z racji liczebności i warunków życia Skandynawowie.

  14. @miłośnik czarnych jagód
    19 kwietnia o godz. 10:43 4358

    „Ale próbować trzeba”.

    Tak, ale próbować trzeba…

  15. „Ludzkie stado niespecjalnie się różni w zachowaniu od wilczego.
    Przywódca żre pierwszy, i ma najlepszą samicę…” wiesiek59

    Czyżby ewolucja zatrzymała się na w naszym przypadku na „zezwierzęceniu”? Atawizm?
    Cofamy się w rozwoju?, inna rzecz ,że przez rozbój, jak to kiedyś określiłem, rozwój przez rozbój. A gdzie rozum?, doświadczenie?, refleksja?, gdzie chociażby namiastka mądrości z tylu tysiącleci niepowodzeń i tęsknota za swego rodzaju utopią jakim jest raj utracony?
    „Postęp techniczny to topór w ręku psychopaty” A. Einstein

    Dlatego jestem zdania ,że na to wszystko składa się biologia mózgu i jego wadliwa struktura , a co z tym idzie działanie i skutki tego wadliwego działania. Coś kiedyś , dawno temu poszło nie tak jak powinno ,stąd tyle antagonizmów między ludźmi.
    Wszyscy są pełni dobrej woli, miast dobrej natury. Wszyscy mają dobrą wolę, zamiast dobrej natury.
    To jest dla nas b.przykre ale inne wytłumaczenia nie mają żadnego sensu bo nie prowadzą do żadnego konstruktywnego rozwiązania tego problemu. Drepczemy w miejscu ,czyli zasadniczo cofamy się. Ile to już teorii/religii/filozofii powstało na ten temat na przestrzeni wieków, i żadna nie jest w pełni zadowalająca.
    „Najpierw żarcie , potem moralność” B.Brecht

  16. Przywódcami ludzkiego stada bardzo rzadko zostają jednostki wybitne.
    Zdecydowanie częściej, AMBITNE.
    Bez zmiany sposobu wyłaniania przywódców i najwyższych kadr, nic się nie zmieni.
    Ludzie nie chcą wojen, przywódcy i owszem.
    A to w ich rękach leżą decyzje.

    Teoretycznie, pójście drogą Buddy, rozwiązałoby problem.
    Tyle że wyrzeczenie się pożądania- władzy, prestiżu, pieniędzy, dla większości jest niedostępne.