Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Nowy Atlas Ekonomiczny - blog Rafała Wosia Nowy Atlas Ekonomiczny - blog Rafała Wosia Nowy Atlas Ekonomiczny - blog Rafała Wosia

19.06.2018
wtorek

Polska. Mój pierwszy dramat

19 czerwca 2018, wtorek,

Napisałem swój pierwszy dramat.

Osoby: Ludzie, Elity, PiS (albo dowolni inni tzw. populiści)
Miejsce akcji: Polska po 1989 r.

***

Ludzie (z razu nieśmiało, potem coraz głośniej): Sprawiedliwości!
Elity: Zaciskajcie pasa, lenie! Komuny wam było mało?!
Ludzie (po 20+ latach, coraz bardziej zniecierpliwieni): Ile mamy jeszcze czekać?
Elity (pohukując): Jeszcze nie!
PiS (wyskakując zza węgła): A my zrobimy 500+!
Elity: Szuje, kanalie, nie da się!!
Ludzie: No może spróbujmy.
Elity (później): Grrr wrrr. Że też sami na to nie wpadliśmy!

KURTYNA

Morał (dla elit): Jak się nie ogarniecie, to tak samo będzie z bezwarunkowym dochodem podstawowym, skróceniem czasu pracy, podwyżkami podatków dla najbogatszych etc. etc. etc.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 274

Dodaj komentarz »
  1. Miał pan zły sen panie redaktorze, ale tu ciekawostka, z której warto wyciągnąć wnioski, bo to co na jawie pana interesuje, to taki koszmar pojawia się najczęściej we śnie. Moja rada, niech pan nie będzie tak wpatrzony w PiS, bo po pierwsze nie warto!, a po drugie i to jest dla pana najważniejsze znikną złe sny i będzie pan zdrowszy na duszy, czego życzę redaktorowi ulubionego i przyzwoitego tygodnia „Polityka”.

  2. „W normalnych krajach jest opozycja polityczna, która pełni rolę takiego bezpiecznika w systemie. Pełni role tych „check and ballances” jak to mówią Amerykanie. U nas w takim plemiennym sposobie uprawiania polityki nie bardzo to istnieje, bo mamy opozycję totalną, która drze mordę, że cokolwiek rząd zrobi będzie źle, nawet jak robi to, co oni robili wcześniej”

  3. Problemem „opozycji totalnej” jest to, że umie tylko ubliżać Kaczyńskiemu i jego ludziom, a nie ma żadnej oferty, co ona by zrobiła, gdyby naród władzę odebrał obecnej ekipie i dał któremuś ze żrących się między sobą liderów. To znaczy, ma ofertę taką, „że znowu będzie jak było”. Gdyby Polacy chcieli, żeby tak było, to nadal rządziliby Komorowski i Kopacz

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Aby pokazać się jako lepsza alternatywa, trzeba zamiast drzeć mordę o „Polexicie”, średniowieczu, aborcji na żądanie, wycinaniu drzew etc., usiąść i pomyśleć, dlaczego się przegrało. Tylko z tego myślenia można wyciągnąć wniosek, co trzeba naprawić, aby sympatię wyborców odzyskać

  6. To rzeczywiście dobry moment na przełomowe decyzje tego rodzaju. Ludzie zarzucają Rafałowi że jest socjalistą-fantastą. Skąd weźmie pieniądze? Przecież sami pseudo-kapitaliści zaczęli szastać luzowaniem ilościowym. Po co? Żeby ratować banki. Dlaczego nie użyć go do dystrybucji pieniędzy od posiadających gotówkę na kontach do mniej zamożnych obywateli?

  7. Jaka szkoda że dorobek Karola Marksa czy Róży Luksemburg popada w zapomnienie, o czym świadczy wpis szanownego pana Redaktora.
    Ci autorzy zdawali zdawali sobie sprawę z tego, że konieczne jest odtwarzanie kapitału trwałego dla zapewnienia społeczeństwu dochodu na poziomie nie niższym niż był poprzednio.
    Szanowny Pan Redaktor zaś proponuje tylko by rozdać „ludziom” jak najwięcej, w ogóle nie przejmując się w ogóle czymś takim jak kapitał, jego wielkością czy strukturą.

  8. Otóż to! Stabilne demokratyczne gospodarki i społeczeństwa w Europie to kraje tzw. socjalnej gospodarki rynkowej: Niemcy, Francja, Szwecja itp. O przymiotniku „socjalny” pamiętano w tych krajach także a może zwłaszcza w latach odbudowy powojennej, w dużym stopniu podobnych do naszej odbudowy po ’89. Nasi politycy potraktowali przymiotnik w określeniu „socjalna gospodarka rynkowa” jako nieistotne, propagandowe hasło. No i mamy – populistyczną, coraz mniej rynkową gospodarkę. Jako dodatek do niedemokratycznego autorytaryzmu PiS. Za PRL to się nazywało bodajże „centralizm demokratyczny”, obowiązywał i w gospodarce i w polityce, a przymiotnik w tej nazwie faktycznie był nieistotnym propagandowym hasłem. Teraz to wraca. Niemiłe jest to, że ten „centralizm” był i jest bardzo niewydajny a raczej marnotrawny – propaganda jest kosztowna.

  9. Dobre!

  10. Proponuję by pan Woś zaczął eksperyment od siebie i zapewnił wybranej osobie dochód podstawowy a samotnej matce 1000+. Ze swoich zarobków oczywiście.

  11. Nowa Huta znowu Ziemkiewiczem leci, dość odległym zresztą: http://wolnosc24.pl/2017/04/01/ziemkiewicz-lecha-walese-uwazam-za-zupelnie-amoralnego-cwaniaka-hipokryte-megalomana-i-pazernego-oszusta/
    Człowiek prawicy, to jak nazwa wskazuje, człowiek prawy, wprost szlachetny, nieimający się bolszewickich procederów kopiowania cudzych tekstów i wklejania ich jako swoje.
    Mam rację p. Jacku?
    Chyba, że ma p. inną definicję prawicowości.

  12. @60vito
    19 czerwca o godz. 22:11 4397

    „Proponuję by pan Woś zaczął eksperyment od siebie…”

    Balcerowicz i jego neoliberalni hunwejbini jednak nie zaczęli eksperymentu od siebie…
    A efekty? Wtórny analfabetyzm, przemysł całkowicie upadł a my skwapliwie przetwarzamy drewno i skórę oraz z zapałem skręcamy zachodni sprzęt AGD – naszym przebojem eksportowym są drewniane trumny do samodzielnego montażu…
    Polskie najlepsze wyższe uczelnie poszybowały do dalekich setek światowych rankingów. Wybitne filmy i ambitne sztuki teatralne z trudem osiągają – w czterdziestomilionowym kraju! – w sumie kilkutysięczną widownię. Media osiągnęły poziom dna a służba zdrowia i nauka są w całkowitej zapaści. O biedzie a nawet nędzy szerokich rzesz społeczeństwa jaką zafundowali nam Balcerowicz & Spółka i kilkumilionowej emigracji już nawet nie wspomnę…

  13. W Wenezueli już mają dochody podstawowe, skrócenie czasu pracy i wyższe podatki. Sukces.

  14. @KrzysztofMazur
    20 czerwca o godz. 8:21 4400

    Dzięki Balcerowiczowi & Spółka u nas też „sukces” – wtórny analfabetyzm, najlepsze uniwersytety w dalekich setkach światowych rankingów, drewniane trumny do samodzielnego montażu jako przebój eksportowy, bieda a nawet nędza szerokich rzesz społeczeństwa i kilkumilionowa emigracja.

  15. Skoro można bez końca rolować dług, skoro da się produkować z powietrza potrzebne sumy, to dlaczego nie da się wypłacać dochodu podstawowego?

    Kilka krajów świata robi to od dziesięcioleci- permanentny deficyt handlowy i budżetowy.
    Jedyną istotną rzeczą jest:
    – posiadać walutę światową- produkowaną u siebie i wymienialną
    -niewielkie zadłużenie zewnętrzne w obcych walutach
    -stabilność polityczną.

    Wczoraj czytałem gdzieś o nowej koncepcji szamanów ekonomicznych, zbiezną z tym co wypunktowałem.
    Stare dogmaty padają, tworzy się nowe wersje…….

  16. KrzysztofMazur
    20 czerwca o godz. 8:21 4400

    W Wenezueli nie opłaca się nic produkować, skoro wszystko z importu jest tańsze.
    Podobnie jest z innymi krajami eksportującymi surowce.
    Obecne kłopoty to stary schemat ingerencji w wewnetrzne sprawy innych krajów.

    Obecne podwyżki stóp procentowych dolara, załatwią większość krajów rozwijających sie, które brały w nim kredyty.
    Biedni nie mają szans obrony przed atakiem spekulacyjnym.
    Ostatnie przykłady to Turcja, Rosja, Argentyna.

  17. @wiesiek59 – 20 czerwca o godz. 12:15 4402

    „Inflacja jest tak naprawdę w centrum Nowoczesnej Teorii Pieniądza. To groźba niekontrolowanego wzrostu cen jest tym, co ogranicza rząd przed wydatkowymi szaleństwami.”

    „To prawo reguluje dostęp do przycisku z drukarką, nie ekonomia. Ekonomia wkroczy natomiast wtedy, gdy ktoś zacznie wciskać ten przycisk bez opamiętania. Ale w każdym państwie ta granica bezpieczeństwa jest w innym miejscu.”

  18. Gdyby minister Rostowski czytał redaktora Wosia w grudniu 2014 roku to by się nie kompromitował
    publicznie w 2015 roku. Może jego partia wygrała by wybory wprowadzając od stycznia 2015 roku
    podobny program jak 500+ stymulujący gospodarkę. Zrobili podobnie w USA po kryzysie w 2008 roku. Jedynie Pan Rafał przypominał naszego najlepszego światowej sławy ekonomistę i jego programy – Kaleckiego.
    Czytam wiele wpisów i przerażony jestem płytkim rozumieniem wpływu procesów społecznych
    na rozwój gospodarki.
    Dla mnie najlepszym przykładem słabości ekonomicznych komentatorów był brak zrozumienia,
    dlaczego w początkowym okresie nowych rządów krajowi przedsiębiorcy mało inwestowali.
    Nikt nie brał pod uwagę nagonki i straszenia kryzysem przez przegraną koalicję PO i PSL.
    Wszystkim znawcom ekonomii przypominam – to nie nauka przewidywania, bo to tak jak z pogodą, na trzy dni do przodu.
    To nauka wyjaśniająca dlaczego jest, jak jest i co się do tego przyczyniło.
    Gratuluję panu red. R. Wosiowi przenikliwości i wiedzy.

  19. @grzerysz
    Czyli reakcją na ,, upadły” przemysł jest rozdawnictwo cudzych pieniędzy? Rolowanie długu? Czy naprawdę sądzisz, że lansowany przez Wosia program 1000+ , dochód podstawowy za samo istnienie, spowoduje że ludzie zaczną się kształcić, uczestniczyć w kulturze a przemysłowo dogonimy Niemcy? ,, Balcerowicz musi odejść” ?

  20. Teoretycznie, bezwarunkowy dochód podstawowy powinien zachęcać pracodawców do automatyzacji uciążliwych zajęć, bo nie będzie chętnych je wykonywać za (niską) wartość, jakie tworzą. Powinien zachęcać pracowników do podnoszenia swoich kwalifikacji i do podejmowania zajęć bardziej produktywnych i rozwojowych dla gospodarki. Jednak w Polskich warunkach pewnie znajdzie się wielu niezainteresowanych takim scenariuszem i zadowolonych jedynie z zaspokajania za jego pomocą podstawowych potrzeb. Gospodarki do przodu to nie popchnie. Być może przyczyni się do eskalacji oczekiwań kiedy ceny napojów wyskokowych pójdą do góry z powodu większego popytu na nie.
    Dochód podstawowy musi iść więc w parze z działaniami socjalnymi na wielu innych poziomach włączając w to np. edukację zawodową, obywatelską.

  21. @keltoi
    21 czerwca o godz. 9:19 4408

    „Gospodarki do przodu to nie popchnie”.

    Co popchnęło do przodu polską gospodarkę w okresie „sukcesu transformacji”? Przecież my teraz praktycznie tylko przetwarzamy drewno i skórę oraz skręcamy zachodni sprzęt AGD…

  22. keltoi
    21 czerwca o godz. 9:19 4408

    Nikt rozsądny nie będzie inwestował w Polsce własnego kapitału, o ile ma inne możliwości.
    Przy biegunce legislacyjnej wydalającej rocznie 25 000 stron nowych przepisów regulujących życie gospodarcze, trzeba być albo ryzykantem, albo firmą międzynarodową zatrudniającą kancelarie prawne.

    Moim zdaniem, to główna bariera.

  23. @wiesiek
    Coś mi się zdaje ,że wrócimy do źródeł czyli do początku, a jak wiadomo na początku był chaos hehehe. I znowu przemocą jednych nad drugimi „ustalimy” to, co już znamy a czego nie chcemy, bo silniejszego „racja” zawsze musi być na wierzchu.
    A gdzie ROZUM żeby nie powtarzać doświadczonych już błędów?
    Powtarzam, biologia. Tylko zmiana struktury i funkcjonowania mózgów a przez to myślenia o ludzkości może cokolwiek zmienić. Bo będziemy mieli jak zwykle to samo.
    Niech wreszcie historia nas czegoś nauczy. Nic na tym świecie do nas nie należy
    (własność) to my należymy do świata.

  24. @grzerysz „Polskie najlepsze wyższe uczelnie poszybowały do dalekich setek światowych rankingów.” No tak, wszak za czasów PRL były w pierwszej dziesiątce rankingu, ale Gowin sprytnym zarządzeniem wprowadzi je lada moment do pierwszej dziesiątki z powrotem.

  25. Może Woś to nie jest Fredro, ani tym bardziej Różewicz, ale dramatyczną iskrę bożą wnikliwie analizując treść i formę dramatu można u Redaktora dostrzec.
    Jak dla mnie na przykład zauważalny jest całkowity brak rekwizytów w didaskaliach. Na przykład jakiś pistolet, może kałach który jest, ale jakby go nie było i który nagle w ostatnim akcie okazuje się być – biorąc pod uwagę rozwijającą się akcję – jak najbardziej uzasadnionym uczestnikiem scenicznych zdarzeń.
    Bo Aurora byłaby chyba zbyt dosłowna.

  26. „Morał (dla elit): Jak się nie ogarniecie…” Gospodarz
    To was tzw. populiści „ogarną”, cokolwiek kto ma na myśli ,etc.etc.etc.

  27. Nie wiem, kto pierwszy zwrócił uwagę na fakt, że gnicie kraju czy Imperium, zaczyna się od:
    -fałszowania waluty
    -samowładztwa możnych
    -ucisku ludu podatkami
    -rozrostu biurokracji stającej się samoistnym bytem

    Wszelkie reformy dawały krótkotrwałą poprawę.
    Roboty publiczne, trzymanie w ryzach cen, czy rozdawnictwo podstawowych artykułów żywnościowych, reformy rolne, nie wystarczały na długo.
    Po wymianie elit- zamach stanu, czy zewnętrzne ataki barbarzyńców, kolejne elity popełniały te same błędy, po jakimś czasie.

    Zysk, koncentracja władzy w rekach nielicznych, samouwielbienie, daja zawsze taki sam skutek.
    Dochód podstawowy część napięć społecznych może zlikwidować.
    Metoda zap…az do śmierci w cudzej firmie, za coraz niższą realnie płacę, to nie jest metoda.
    Jedynie słuszny model ekonomiczny, zdaje się wyczerpał.
    Tak jak wyczerpują się zasoby Ziemi, przepalane w pogoni za zyskiem generowanym przez coraz większą ilość rzeczy niepotrzebnych, czy o krótkim okresie przydatności do użycia.

    Ludzka wiewiórka coraz szybciej kręci kołowrotkiem w klatce.
    Ale nadaremno……

  28. Programista
    Tu jest mowa o dystrybucji a nie o produkji. Realny kapitalizm jest na ogół sprawny, kiedy trzeba coś wyprodukować, ale zawsze zawodzi w sferze dystrybucji nadwyżki, o której piszesz, a którą w realnym kapitalizmie przejmują w zbyt duzej części kapitalisci.

  29. wiesiek59 20 czerwca o godz. 12:20 4403
    W Australii też nie opłaca się nic produkować, skoro wszystko z importu jest tam tańsze. Ostatnio zamknięto tam wszystkie fabryki samochodów, w olbrzymim obszarem kraju z cywilizają opartą na samochodach.

  30. Programista
    1.Tu jest mowa o dystrybucji a nie o produkji. Realny kapitalizm jest na ogół sprawny, kiedy trzeba coś wyprodukować, ale zawsze zawodzi w sferze dystrybucji nadwyżki, o której piszesz, a którą w realnym kapitalizmie przejmują w zbyt dużej części kapitalisci.
    2. Inflacja grozi tyko w warunkach niedoboru towarów na rynku a nie w warunkach obecnych, czyli gromnej nadprodukcji i ogromnych, niewykorzystanych rezerwach mocy produkcyjnych.

  31. Jarek
    Za czasów PRL-u nie było tych rankingów, ale polskie uczelnie wyższe liczyły się wówczas na świecie.

  32. Wiesiek
    1. Wszędzie na świecie mamy dziś do czynienia z ową biegunką legislacyjną. Przykładowo w Australii prawo podatkwe zmieniane jest średnio niemal codziennie – ponad 300 istotnych zmian rocznie.
    2. Kapitalista inwestuje tam, gdzie widzi zysk. Na zminay prawa ma zaś prawników i księgowych oraz kontakty z politykami. Łapówki, zresztą dawane legalnie, np. via różne fundacje, wlicza do niezbędnych kosztów swej dziłalności.

  33. 60vito
    Jedyną realną alternatywą na bezwarunkowy dochód obywatelski jest DUPA czyli Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Obywatelskiego:
    „Dnia tysiącznego szóstego po opuszczeniu układu lokalnego Mgławicy Nereidy zauważyłem na ekranie rakiety plamkę, którą usiłowałem zetrzeć irchową ściereczką. W braku innego zajęcia polerowałem i czyściłem ekran przez cztery godziny, zanim się zorientowałem, że plamka jest planetą, która powiększa się z wielką szybkością. ” – fajnie się zaczyna, nawet pirxowato z tą plamką.
    Planeta we wzory geometryczne.
    Miasta opuszczone (coś jak z Majami? wszystko stało wymarłe, nigdzie ni śladu życia, żadnych znamion gwałtu czy kataklizmu żywiołowego).
    Pałac, cały jaśniejący, jakby wyrzeźbiony z jednego diamentu.
    Humanoidy (na planie „StarTreka” wylądował? ;D). Wymyślił im nazwę – animal hominiforme (zapobiegliwy: miałem tę nazwę już gotową, albowiem wykoncypowałem sobie w czasie podróży rozmaite określenia, żeby mieć je w zapasie na podobne okoliczności).
    Animal hominiforme to było naprawdę dobre, albowiem istoty chodziły na dwu nogach, miały ręce, głowy, oczy, uszy i usta; co prawda usta te znajdowały się pośrodku czoła, uszy pod brodą (i to po parze z każdej strony), oczu zaś aż dziesięcioro, różańcem umieszczonych na policzkach, ale podróżnikowi, który, jak ja, odkrył w swych wyprawach najdziwaczniejsze twory, istoty te do złudzenia przypominały ludzi. – jednak humanoidy tylko relatywne ;).
    W lustra (diamentowe) patrzyli. (Byłbyż smurf Laluś piątą kolumną indiotyzmu? ;D).
    Indioci, jeden odznaczał się niepoślednim rozumem.
    – Obcy wędrowcze! Musisz wiedzieć, że jesteśmy narodem o długiej i wspaniałej przeszłości. – zaczął opowiadać trochę w manierze „Baśni z 1000 i 1 nocy”).
    Ludność tej planety z dawien dawna dzieliła się na Spirytów, Dostojnych i Tyrałów. (Idee P. Lattona wiecznie żywe? ;))
    Wielki Inda ich stworzył (podobno).
    W ciągu wieków wynalazcy budowali maszyny ułatwiające pracę i gdzie w starożytności gięły się zlane potem grzbiety stu Tyrałów, tam po upływie stuleci stało przy maszynie ledwo kilku. Uczeni nasi doskonalili maszyny coraz bardziej i naród radował się z tego, lecz nadchodzące wydarzenia okazały, jak okrutnie radość ta była niewczesna.
    Albowiem: Oto pewien uczony konstruktor stworzył Nowe Maszyny, tak wyborne, że potrafiły pracować zupełnie samodzielnie, bez jakiegokolwiek nadzoru. I to był początek katastrofy. W miarę jak w fabrykach pojawiały się Nowe Maszyny, rzesze Tyrałów traciły pracę, a nie otrzymując wynagrodzenia stawały w obliczu śmierci głodowej…
    Tichy przyniósł im ideę socjalizmu.
    Sprzeczną z ich prawami: Wiesz, że prawo nasze najwyższe, zwane zasadą swobodnej inicjatywy obywatelskiej, głosi, iż nikt nie może być do niczego niewolony, przymuszany lub choćby nakłaniany, jeżeli sobie tego nie życzy. Któż by tedy ośmielił się zabrać Dostojnym fabryki, skoro wolą ich było lubować się stanem posiadania?! Byłoby to najokropniejszym pogwałceniem wolności, jakie można sobie tylko wyobrazić. /…/ prawa nadal w pełnym były poszanowaniu, jednakże mówią one tylko o tym, że obywatelowi wolno czynić ze swą własnością i pieniędzmi, co zechce, ale nie o tym, skąd je ma wziąć. Tyrałów nikt nie gnębił, nikt ich do niczego nie przymuszał, owszem, nadal byli zupełnie wolni i mogli czynić, co im się żywnie podobało, a jednak zamiast radować się taką pełnią swobody, ginęli jak muchy.
    Położenie stawało się coraz straszliwsze: w składach fabrycznych pod niebo rosły góry towarów, których nikt nie kupował, ulicami zaś wlokły się do cieni podobne chmary zabiedzonych Tyrałów.
    By złu zaradzić zwołali Wielki Durynał (ze streszczenia jego obrad to chyba najważniejsze: Sporowi temu kres położył wreszcie pożar archiwum, który strawił wszystkie protokoły posiedzeń, a że nikt z wysokich członków Durynału nie pamiętał, jakie w tej sprawie zajmował stanowisko, rzecz cała upadła. )
    Był projekt ustawy, żeby właściciele fabryk oddawali ustaloną cząstkę dochodu Tyrałem, aliści i ten wniosęk upadł, bo jak słusznie podniósł Archispiryta Nolab, takie darmowe dawanie środków utrzymania zdemoralizowałoby i poniżyło dusze Tyrałów.
    Tymczasem góry wytwarzanych towarów rosły i na koniec przesypywać się jęty przez mury okalające fabryki, a dręczeni głodem Tyrałowie ściągali ku nim tłumnie, wznosząc groźne okrzyki. Próżno Spiryci z największą dobrocią tłumaczyli im, że w taki sposób powstają przeciw prawom państwa i ośmielają się sprzeciwiać niepojętym wyrokom Indy, że winni los swój znosić w pokorze, gdyż umartwiając ciała, na niepojęte wyżyny podnoszą swoje dusze i zyskują pewność niebiańskiej nagrody. Tyrałowie atoli okazali się głusi na te mądre słowa i dla poskromienia ich złośliwych zakusów trzeba było używać zbrojnych straży.
    Zamówili u konstruktora Nowych Maszyn, Maszynę do Rządzenia, bo:
    „Nawet najobficiej cnotami obdarzony, doskonały i skończony Indiota daje się powodować uczuciami, bywa chwiejny, stronniczy, omylny i nie może kusić się o decyzję w sprawie zarazem tak zawiłej i doniosłej. Dlatego masz nam w ciągu sześciu miesięcy wybudować Machinę do Rządzenia, precyzyjnie rozumującą, ściśle logiczną, doskonale obiektywną, nie znającą, co to wahanie, emocje i lęk, które mącą zazwyczaj działanie żywego umysłu. Niechaj machina ta będzie tak bezstronna, jak bezstronne jest światło słońca i gwiazd. Gdy ją wzniesiesz i uruchomisz, przekażemy jej brzemię władzy, zbyt ciężkie dla steranych naszych barków”
    Maszyna ma jednak przestrzegać swobody obywatelskiej, rządzić – proponując.
    Cel ostateczny: „Niechaj Machina zaprowadzi Ład Najwyższy na planecie, niechaj wprowadzi w życie, umocni i ustali Porządek Doskonały i Absolutny”
    Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego.
    Maszyna stworzyła automaty co nadmiar dóbr wykupiły (Tyrałów – jeszcze dożyli? – to jakoś nie cieszyło), po czym wzniosła Dworzec Tęczowy i zaprosiła każdego kto zechce wejść.
    Grody stołeczne Debilia i Morona.
    Tysiące, dziesiątki tysięcy, miliony wreszcie Indiotów wpłynęły do wnętrza Dworca Tęczowego, lecz z tych, co tam wchodzili, nikt nie wracał.
    Na koniec kilkaset osób czekało cierpliwie na schodach marmurowych swej kolejności, gdy wtem rozległ się krzyk przeraźliwy, zagłuszający skoczne dźwięki bębnów: “Zdrada! Słuchajcie! Pałac nie jest dziwem żadnym, lecz piekielną pułapką! Ratuj się, kto może! Zguba! Zguba!”
    ”Zguba!” – odkrzyknął tłum na schodach, zawrócił na miejscu i w rozsypce rzucił się do ucieczki. Nikt mu zgoła w tym nie przeszkadzał.
    – Następnej nocy kilku odważnych Tyrałów podkradło się pod Dworzec. Powróciwszy opowiedzieli, iż tylna ściana Dworca z wolna się odemknęła i z wnętrza wysypały się nieprzeliczone stosy lśniących krążków. Czarne automaty zakrzątnęły się koło nich rozwożąc je na polach i układając w rozmaite figury i desenie.
    (Spiryci i Dostojni jakoś się dotąd do Dworca nie spieszyli.)
    Durynał zajął się sprawą (dowiadujemy się, że wynalazca był uczciwy, jeden z pierwszych do Dworca wlazł).
    Maszyna wytłumaczyła swe działania: „”Cóż za niemądre pytanie! – odrzekła Machina. – O jakim ładzie mówię? Spójrzcie na siebie, jak nieporządnie zbudowane są wasze ciała; wystają z nich rozmaite kończyny, jedni z was są wysocy, drudzy niscy, jedni grubi, inni znów chudzi… Poruszacie się chaotycznie, przystajecie, gapicie się na jakieś kwiaty, chmury, wałęsacie się bez celu po lasach, za grosz nie ma w tym wszystkim harmonii matematycznej! Ja, Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego, przemieniam wasze wiotkie, słabe ciała w solidne, piękne, trwałe formy, z których układam potem lube dla oka, symetryczne desenie i wzory nieporównanej regularności, wprowadzając w taki sposób na planecie elementy ładu doskonałego…”.
    Pragmatyzm elit: „My byśmy – rzekli Dostojni – nigdy zbrodni takiej nie popełnili, aliści cała odpowiedzialność spada na Machinę; pochłonęła ona ogromne rzesze gotowych na wszystko Tyrałów, a teraz pozostali przy życiu Dostojni będą mogli pospołu ze Spirytami zażywać pokoju doczesnego, chwaląc niepojęte wyroki Wielkiego Indy. Będziemy – rzekli sobie – omijali z daleka Dworzec Tęczowy, a wtedy nic złego się nam nie przytrafi”.
    Maszyny planu etap dlaszy:
    ”Uważajcie teraz pilnie na to, co wam powiem. Muszę kończyć dzieło rozpoczęte. Nikogo z was nie zamierzam zniewolić, namawiać ani nakłaniać do jakichkolwiek czynów; nadal pozostawiam wam pełną swobodę inicjatywy, atoli wyjawię wam, że jeśli któryś zapragnie, by jego sąsiad, brat, znajomy lub inny bliźni wzniósł się na stopień Kolistego Ładu, niechaj zawezwie czarne automaty, które natychmiast zjawią się przed nim i wedle jego rozkazu zawiodą umyślonego do Tęczowego Dworca. To wszystko”.
    Archispiryta Nolab (od tyłu czytać? ;)).
    Dostojni i Spiryci rozbiegli się po domach i każdy oddał się w czeterch ścianach medytacjom nad przyszłym swoim losem; im dłużej zaś rozmyślał, tym większy ogarniał go strach; każdy obawiał się bowiem, że jakiś sąsiad lub znajomy, żywiąc dlań nieprzyjazne uczucia, zawezwie przeciw niemu automaty, a nie widział żadnego innego dla siebie ratunku, jak tylko ten, aby działać pierwszy. Niebawem też nocną ciszę zamąciły okrzyki. Wychylając z okien wykrzywione lękiem twarze, Dostojni wyrzucali w mrok rozpaczliwe wołania i na ulicach rozległ się mnogi tupot żelaznych automatów. Synowie nakazywali wieść do Dworca ojców, dziadowie wnuków, brat wydawał brata i tak w ciągu jednej nocy tysiące Dostojnych i Spirytów stopniały do małej garstki, którą widzisz przed sobą, obcy wędrowcze. Nowy świt ujrzał pola zasłane miriadami harmonijnych wzorów geometrycznych, w jakie ułożone były lśniące krążki, ostatni ślad naszych sióstr, żon i krewnych.
    Maszyna przerwała działalność by wymyślić nowe desenie. Gdy do niej wróciła: wszyscy Indioci porwali się z miejsc i biegiem ruszyli w górę schodów. – Indioto! Indioto! – wołałem, lecz rozmówca mój tylko ręką mi pomachał i wołając: – nie mam już czasu! – pomknął wielkimi susami za innymi i znikł we wnętrzu Dworca. (Bo w końcu szanowała zasadę dobrowolności świętą.)
    Tichy odleciał. Nie jest Indiotą.
    Lem „Podróż dwudziesta czwarta” forum.lem.pl/index.php?topic=930.120

  34. I dlaczego ja kowalski ma wciąż bana u red. Wosia?

  35. @JohnKowalsky – 22 czerwca o godz. 17:15 4421

    Zawodzi dla zazdrośników, którzy nie potrafią się pogodzić z tym, że inni wnieśli większy wkład do wytwarzania.

  36. Kapitalizm z definicji zawodzi w dystrybucji, gdyż oparty jest on na wyzysku i ekonomicznym przymusie pracy. Kapitaliści zaś wnoszą ujemny wkład do wytwarzania, jako że oni są klasą pasożytniczą, nic nie produkującą a le sporo konsumującą.
    Polecam The Theory of the Leisure Class: An Economic Study of Institutions (1899), by Thorstein Veblen, is a treatise on economics and a detailed, social critique of conspicuous consumption, as a function of social class and of consumerism, derived from the social stratification of people and the division of labour, which are the social institutions of the feudal period (9th – 15th centuries) that have continued to the modern era.
    https://en.wikipedia.org/wiki/The_Theory_of_the_Leisure_Class

  37. „Najbiedniejsi […] są konserwatywni, bo nie stać ich na wysiłek myślenia, co będzie pojutrze Bogacze są natomiast konserwatywni, gdyż mają zbyt mało okazji do niezadowolenia z istniejącego stanu rzeczy.”
    „[…] klasa próżniacza utrzymuje konserwatyzm klas niższych, pozbawiając je […] środków do życia […].”

    Zapewne Veblenowi znany był K.Marks bo podwaliny jego pracy są właśnie u autora „Kapitału”

  38. @JohnKowalsky – 25 czerwca o godz. 20:14 4429

    Ekonomiczny przymus pracy – bo inni nie chcą za darmo leni utrzymywać. Dlatego lenie wymyśliły sobie „wyzysk” – bo jak już leń się tknie czegokolwiek to uważa że że to on był najważniejszy w produkcji.

  39. @programista

    „Nie ma takich słów ,które dotarłyby do głupców” klasyk

  40. programista 26 czerwca o godz. 8:29 4431
    Problem leży w tym, że pozbawieni kapitału ludzie pracy muszą w kapitalizmie utzymywać pssożytniczą klasę darmozjadów czyli kapitalistów. A bez wyzysku ludzi pracy to w kapitalizmie nie ma zysku dla wyzyskiwaczy i darmozjadów czyli kapitalistów.

  41. @JohnKowalsky – 27 czerwca o godz. 13:55 4433

    Ludzie pracy mogą gromadzić kapitał, tylko im się nie chce.
    Po to tylko, by bez żadnych wyrzutów sumienia móc konsumować wszystko co zarobili na bieżąco wymyślili wymówkę, że kapitaliści płacą im tylko tyle ile wystarcza na „odtworzenie ich siły roboczej”. Zasłaniają się tylko wymyślonym „wyzyskiem”, powtarzając to słowo jak mantrę bez jakiegokolwiek zrozumienia czym miałby on być.

  42. programista
    27 czerwca o godz. 14:16 4434

    „Ludzie pracy mogą gromadzić kapitał, tylko im się nie chce.”
    Ale walnąłeś – jak łysy o beton.
    Brzmi to jak słowa przypisywane Marii Antoninie : „Jak nie mają chleba to niech jedzą ciastka !”
    Tymczasem 52% Polaków jest zadłużonych ( wskaźnik ten nie uwzględnia kredytów hipotecznych a są to poważne kwoty na kilkadziesiąt lat dla wielu ludzi ) a 31% nie ma żadnych oszczędności. Kolejne 28% ma oszczędności nie przekraczające ich trzech miesięcznych ich pensji. Tylko 13% ma oszczędności przekraczające poziom ich rocznych zarobków.
    Z czego zatem mają gromadzić kapitał, jeśli większość żyje „z łapy do papy” ???

  43. Programista 27 czerwca o godz. 14:16 4434
    1. Z czego mogą ludzie pracy gromadzić kapitał, skoro kapitalista nie jest frajerem i płaci zatrudnionym przez niego pracownikom tylko tyle, ile musi, czyli tylko tyle, aby pracownikom starczyło na przeżycie, aby mieli oni siły, aby pracować dla kapitalisty. Przecież gdyby kapitalista płacił więcej niż to absolutne minimum (które jest niskie w biednych krajach a nieco wyższe w bogatych, gdyż w bogatych krajach koszta życia są wyższe), to pracownicy odłożyli bo kilku miesiącach pracy pieniądze na to, aby nic nie robić przez rok jak nie dłużej. Tak więc kapitalista płaci zatrudnionym u niego pracownikom najemnym tylko tyle, aby tym pracownikom starczyło na odtworzenie ich siły roboczej i ani grosza, kopiejki czy (euro)centa więcej, gdyż kapitalista z reguły umie liczyć a jak nie umie, to ma do tego liczenia księgowych i innych ekonomów.
    2. Natomiast wyzysk jest stwierdzonym faktem, jako że nowe wartości biorą się tylko i wyłącznie z pracy ludzkiej (kapitał jest przecież „skrystalizowaną” ludzka pracą, zakumulowanym zyskiem kapitalisty), a więc aby kapitalista mógł osiągnąć zysk, to musi on płacić zatrudnionym przez siebie pracownikom najemnym mniej niż wynosi wartość ich pracy, mniej niż wynosi wartość tego, co oni wytworzyli swoją pracą. Tak więc pracownik najemny w kapitalizmie tylko przez krotką część dnia pracy pracuje na siebie, a przez większość dnia wytwarza on zysk dla zatrudniającego go kapitalisty. Kapitalista, co raz jeszcze podkreślam, zatrudnia pracownika najemnego tylko wtedy, kiedy ten pracownik wytwarza dla zatrudniającego go kapitalisty nadwyżkę, czyli zysk. W innym razie zatrudnienie pracownika najemnego nie miałoby sensu, jako że byłoby tylko kosztem z punktu widzenia kapitalisty – kosztem, który nie przynosi kapitaliście żadnego zysku. Dziwię się, że Red. Woś tego tu wyraźnie nie wytłumaczył.

  44. Może jeszcze inaczej.

    Zakładając, że jakieś 90% zasobów Ziemi jest własnością nielicznych., ci liczni nie są w stanie pracować dla siebie.
    Są zmuszeni pracować dla kogoś.
    Mówimy tu oczywiście o gospodarce realnej, a nie wirtualnej.
    Ta jest nieograniczona z natury rzeczy.

    Przywoływany przez pana Wosia często, przykład Europy po epidemiach, mówi wszystko.
    Olbrzymie połacie ziemi stały odłogiem, bo brakło LUDZI!!!
    Obecnie jest odwrotnie.
    Ludzi i technologii pracooszczędnych multum.
    Tylko, kto to kupi, skoro tnie się płace?

    Zresztą, bariera popytu nie jest jedynym ograniczeniem.
    Innym, są potrzeby.
    Ile lodówek, samochodów, mieszkań, łóżek, potrzebuje w toku życia człowiek
    Górną granicą jest zaspokojenie tych podstawowych.
    Resztę można sztucznie wygenerować, ale w stopniu ograniczonym.
    Jedynie chciwość jest nieograniczona..

  45. wiesiek59
    27 czerwca o godz. 21:55
    Dawno, prawie pół wieku temu , we Forum ( było takie czasopismo ) widziałem dowcip rysunkowy : Amerykanin mówi z wyrzutem do sąsiada :
    ” Trzy lata tym samym samochodem ?! Chcesz wywołać kryzys?!.”

  46. @JohnKowalsky – 27 czerwca o godz. 21:11 4439

    „Z czego mogą ludzie pracy gromadzić kapitał, skoro kapitalista nie jest frajerem i płaci zatrudnionym przez niego pracownikom tylko tyle, ile musi, czyli tylko tyle, aby pracownikom starczyło na przeżycie, aby mieli oni siły, aby pracować dla kapitalisty. ”

    „Tymczasem 52% Polaków jest zadłużonych”

    Ludzi pracy stać na spłatę rat od kredytów konsumpcyjnych, a to znaczy że kłamstwem jest twierdzenie, że kapitalista płaci tylko tyle że wystarcza na przeżycie!

    Jednak to nie dociera do tych, którzy jak religijną mantrę ciągle i na okrągło powtarzają „wyzysk jest stwierdzonym faktem” gdyż „tylko pracownik wytwarza wartość” a „kapitalista płaci tylko tyle że starcza na przeżycie” więc „wyzysk jest stwierdzonym faktem” itd. itp.

    Niech szanowny Pan poda metodę jak wyliczyć „wartość tego, co oni wytworzyli swoją pracą”?
    Gdy dyskutowałem z Panem kilka miesięcy temu to wyszło że nawet wspólnej jednostki tej wartości nie był szanowny Pan w stanie wykazać.

  47. @kaesjot – 27 czerwca o godz. 20:30 4436

    Nie mają jak gromadzić kapitału ale spłacać raty kredytów to mają jak? Nikt im kredytu przymusowo nie wepchnął!
    To jest bardzo niewygodny fakt, bo pokazuje że się samemu odpowiada za własne działanie.

  48. Programisto,
    1. Ludzi pracy NIE jest stać na spłatę rat od kredytów konsumpcyjnych – oni często zadłużają się w drugim banku, aby spłacić kredyt zaciągnięty w pierwszym, albo też spłacają te kredyty, a właściwie odsetki od nich, odejmując sobie i swoim dzieciom od ust, nie dbając o swoje zdrowie, np. kupując najtańsze, niezdrowe produkty żywnościowe, jeżdżąc starymi samochodami bez ubezpieczenia obowiązkowego (OC), samochodami z zepsutymi hamulcami i przeżartymi rdzą płytami podłogowymi etc. Zauważyłeś chyba epidemię otyłości wśród amerykańskich czy australijskich proletariuszy? A to jest właśnie efekt tego, że oni się odżywiają tanio, a więc niezdrowo np. jedząc tani „fast food” np. z barów Mc Donald’s, pijąc Coca Colę, czyli podkolorowaną wodę z cukrem etc., aby mieć z czego spłacać kredyty, które im na każdym niemal kroku wciskają banki. Zapytasz się tu pewnie, dlaczego banki wciskają kredyty mało zarabiającym proletariuszom? Otóż banki żyją tylko z tego, że kreują i pożyczają pieniądze i inkasują z tego tytułu procent czyli odsetki od tych pożyczek. A że proletariuszy zawsze jest w kapitalizmie najwięcej, to oni właśnie stanowią największą grupę klientów banków – na zasadzie, duży obrót, mały zysk jednostkowy, ale dodany razem tworzy on duży zysk. Ponadto proletariusz, który ma pożyczkę do spłacenia, nie zrezygnuje tak łatwo z pracy i co więcej, podejmie ją za byle jaką zapłatę, aby tylko mieć z czego spłacać zaciągnięte przez siebie pożyczki. W ten sposób, poprzez kredyty, banki tworzą w realnym kapitalizmie podklasę de facto niewolników, czyli ludzi zmuszonych do pracy dla kapitalistów już nie tylko aby przeżyć, ale też aby spłacać odsetki od pożyczek.
    2. Tak, kapitalista płaci zatrudnionemu przez niego pracownikowi najemnemu, czyli proletariuszowi, tylko tyle że temu pracownikowi wystarcza na przeżycie i na reprodukcję jego siły roboczej, jako że inaczej, to skąd by kapitaliści, a szczególnie ich następne pokolenia brały ludzi do pracy? Ale rzeczywistość jest taka, że ponieważ kapitalista płaci mało, tylko to niezbędne minimum do przeżycia i prostej reprodukcji, to wielu proletariuszy rezygnuje z zakładania rodziny czy też z rozmnażania się, a by mieć w ten sposób pieniądze na nieco lepsze życie a także na spłatę pożyczek, które są dosłownie wpychane dziś konsumentom na siłę. Pamiętam, jak to w Australii dostałem od mojego banku (poprzez pocztę) kartę kredytową (Bankcard, dziś zastąpiona kartami VISA i MasterCard) mimo że o nią wcale nie występowałem. Zakładając ostatnio rachunek bieżący w banku PKO BP otrzymałem też od razu kartę kredytową, mimo że chciałem mieć tylko kartę debetową. Z kolei kiedy mój rachunek tzw. oszczędnościowy (savings) stał się „czerwony” (czyli że miałem na nim minus ileś tam dolarów), to bank automatycznie przyznał mi kredyt w postaci tzw. ovedraft’u – oczywiście nie darmowego ale tańszego niż kara za to, że wyjąłem z rachunku więcej niż na nim miałem.
    3. Jak więc widzisz, wyzysk jest w realnym kapitalizmie stwierdzonym faktem, gdyż tylko pracownik wytwarza nowe wartości a kapitalista płaci zatrudnionemu przez siebie pracownikowi najemnemu, czyli proletariuszowi, tylko tyle że starcza temu proletariuszowi tylko na przeżycie i czasami na reprodukcję jego siły roboczej. Kapitalista, co raz jeszcze podkreślam, zatrudnia pracownika najemnego czyli proletariusza tylko wtedy, kiedy ten pracownik czyli proletariusz wytwarza dla zatrudniającego go kapitalisty nadwyżkę, czyli zysk. W każdym innym razie zatrudnienie pracownika najemnego nie miałoby sensu, jako że byłoby tylko kosztem z punktu widzenia kapitalisty – kosztem, który nie przynosiłby kapitaliście żadnego zysku. Dziwię się, że red. Woś Ci tego tu jeszcze wyraźnie nie wytłumaczył.
    4. Wartość tego, co ludzie pracy wytwarzają swoją pracą określa się w godzinach społecznie niezbędnej pracy. Oczywiście, to jest jednostka umowna, ale tak samo umowny jest przecież metr czy kilogram, volt czy amper i wreszcie umowny jest pieniądz.
    5. Tak, wszyscy odpowiadamy za nasze własne działanie – kapitaliści też więc odpowiedzą za to, że żyją oni z wyzysku czyli z kradzieży. Przypominam: „לא תגנוב„ czyli „Nie będziesz kradzieży czynił” – Księga Wyjścia 20:15, tradycyjny polski przekład Dekalogu według Biblii księdza Jakuba Wujka.
    Szalom, Programisto!

  49. @JohnKowalsky – 28 czerwca o godz. 11:39 4445

    Biedni ludzie pracy – z biedy muszą pić tylko coca-colę i jeść tylko hamburgery w MacDonaldzie! Tylko na to wystarcza płaca od kapitalisty.
    Z tej biedy pewnie zapomnieli jak się samemu gotuje i jak się pije wodę!

    „Wartość tego, co ludzie pracy wytwarzają swoją pracą określa się w godzinach społecznie niezbędnej pracy.”
    Może i się określa, ale nie ma żadnego przelicznika „godzin pracy konkretnej” na „godziny pracy społecznie użytecznej”, tak samo jak nie ma żadnego przelicznika „godzin pracy społecznie użytecznej” na pieniądze.
    Także wszelkie roszczenia pieniężne oparte o „godziny pracy społecznie użytecznej” to duby smalone.

  50. Programista.

    Opisywano dość dokładnie Walmart, jako przykład systemu wyzysku.
    Płace pracowników nie starczały na utrzymanie, więc chyba 40% pobierało świadczenia socjalne uzupełniające pensje.
    Jednocześnie, właściciele należą do najbogatszych ludzi świata.

    Na przysłowiowym „wdowim groszu” rodzą się fortuny, o ile ktoś zorganizuje odpowiednio system wyzysku.

    Warufakis dość prosto ostatnio wyjaśnił w Krytyce ten schemat.
    Kredyt to pobranie z przyszłości pieniędzy, by wydać je teraz.

    Dodałbym do tego jeszcze jeden element.
    Schemat Ponziego…..
    Żyjemy właśnie w takiej sytuacji, że globalna piramida finansowa, odpowiadająca za dobrobyt wielu krajów, zaczyna się chwiać.
    Pod przyszłe zyski zastawiono wszystko i to kilkukrotnie.
    Jak to pierdyknie, będzie śmiesznie……

  51. Powtórzę jeszcze raz pomysł.
    Praca wymaga energii.
    To koszt energii powinien być pieniądzem, jako najbardziej obiektywna miara.

    Stosowanie takiej miary zarówno do wytworzenia pary butów, wydobycia tony węgla, czy przeżycia jednego dnia, urealniłoby wiele cen.

  52. programista
    28 czerwca o godz. 8:11
    wiesiek59 napisał : „Kredyt to pobranie z przyszłości pieniędzy, by wydać je teraz.”
    Jedni wolą oszczędzać 20 lat aż uzbierają sobie tyle, by kupić to, co chcieli a drudzy wolą spłacać kredyt 25 lat by mieć to natychmiast.
    Średnia płaca netto w Polsce to ok 3500 PLN ale ok. 60% zarabia mniej ( mediana jest o 1000 PLN niższa a dominanta o kolejne 500 PLN ) czyli najwięcej Polaków zarabia ok. 2000 PLN „na rękę”. Starczy na coś więcej niż tylko przeżycie ?
    Czy ty w tym kraju żyjesz ?

  53. Programista 28 czerwca o godz. 13:19 4446
    1. Widzisz, taniej jest często kupić gotowego hamburgera u Mc Donald’sa niż kupić surową wołowinę, ser, bułkę, sałatę etc., usmażyć kotlet i zrobić z tego hamburgera. Poza tym, to po ciężkiej, wyczerpującej pracy człowiek często nie ma siły, aby coś dla siebie ugotować. I co np. z pracownikami sezonowymi czy oddelegowanymi, którzy często po prostu nie mają dostępu do kuchni? I pamiętaj, że woda kosztuje często więcej niż Coca Cola. Np. Litr Coca Coli w Carrefourze kosztuje mniej niż 3 złote, a litr czystej wody nieco ponad 4 złote.
    2. Jest wyraźna definicja pracy społecznie niezbędnej. Według Marksa sposobem na mierzenie wartości jest określenie ilości społecznie niezbędnej pracy zawartej w danym produkcie. Dzięki temu możliwe jest mierzenie wartości pracy, co w połączeniu z ceną pracy (minimum jakie kapitaliści wypłacają robotnikom) służy do mierzenia poziomu wyzysku robotników. Sposobem na zmierzenie wartości pracy wykwalifikowanej jest porównanie wartości wymiennej dóbr wyprodukowanych przez wykwalifikowanych pracowników z dobrami wyprodukowanymi przez niewykwalifikowanych pracowników, przez co możemy przeliczyć pracę złożoną, czyli pracownika wykwalifikowanego na pracę prostą, czyli pracę pracownika niewykwalifikowanego.
    3. Istnieje też przelicznik pracy społecznie niezbędnej na pieniądze – po prostu jeżeli w ciągu godziny pracy społecznie niezbędnej pracownik wytworzy towary o wartości powiedzmy 10 szylingów, to jego godzina pracy ma wartość owych 10 szylingów.
    4. Cytuję: „Towar ma wartość, gdyż jest on krystalizacją pracy społecznej. Wielkość jego wartości lub jego wartość względna zależy od większej lub mniejszej ilości zawartej w nim substancji społecznej; to znaczy od względnej ilości pracy, niezbędnej dla jego wytworzenia. Względne wartości towarów są więc określone przez odpowiednie ilości lub przez sumy prac, które są w nie włożone, wcielone, zakrzepłe. Odpowiadające sobie ilości towarów, które mogą być wytworzone w tym samym czasie pracy, są równe. Albo inaczej mówiąc: wartość towaru tak się ma do wartości innego towaru, jak ilość pracy, zakrzepłej w pierwszym, ma się do ilości pracy, zakrzepłej w drugim. (…) Mogłoby się zdawać, że o ile wartość towaru jest określona przez ilość pracy użytej na jego wytworzenie, to im człowiek jest bardziej leniwy lub im bardziej niezręczny, tym większa będzie wartość wytworzonego przez niego towaru, gdyż tym więcej potrzeba będzie czasu pracy do jego sporządzenia. Byłby to jednak gruby błąd. Przypominacie sobie zapewne, że użyłem zwrotu ‘praca społeczna’, a określenie ‘społeczna’ zawiera sporo punktów. Mówiąc, że wartość towaru jest określana przez ilość pracy, włożonej weń lub w nim skrystalizowanej, mamy na myśli ilość pracy niezbędnej dla jego wytworzenia w danym stanie społeczeństwa, w określonych przeciętnych warunkach społecznych produkcji, przy danej społecznie przeciętnej intensywności i przeciętnej sprawności stosowanej pracy. Kiedy w Anglii parowy warsztat tkacki zaczął konkurować z ręcznym krosnem, to przetworzenie danej ilości przędzy w łokieć perkalu albo sukna wymagało tylko połowy uprzedniego czasu pracy. Co prawda, biedny tkacz ręczny pracował teraz siedemnaście lub osiemnaście godzin dziennie, zamiast jak poprzednio dziewięć czy dziesięć. Jednakże produkt jego 20-godzinnej pracy zawierał teraz tylko 10 godzin społecznej pracy lub 10 godzin pracy społecznie niezbędnej do przetworzenia pewnej ilości przędzy w tkaninę. Jego 20-godzinny produkt nie miał zatem więcej wartości niż jego produkt wykonany poprzednio w ciągu 10 godzin.
    Jeżeli więc ilość pracy społecznie niezbędnej, wcielonej w towary, określa ich wartość wymienną, to wszelkie zwiększenie ilości pracy niezbędnej dla wytworzenia towaru musi powiększyć jego wartość, podobnie jak wszelkie zmniejszenie musi ją obniżyć.
    Jeśliby odpowiednie ilości pracy niezbędne dla wytworzenia odpowiednich towarów pozostawały stałe, to ich odnośne wartości byłyby również stałe. Ale tak nie jest. Ilość pracy niezbędna dla wytworzenia towaru zmienia się ustawicznie wraz ze zmianą sił wytwórczych zastosowanej pracy. Im bardziej rozwinięte są siły wytwórcze pracy, tym więcej wytwarza ona produktów w danym czasie pracy; a im mniej rozwinięte są siły wytwórcze pracy, tym mniej wytwarza ona w tym samym czasie. Jeśliby np. na skutek wzrostu liczby ludności zaszła potrzeba wzięcia pod uprawę mniej urodzajnych gruntów, to ta sama ilość produktów dałaby się osiągnąć tylko za pomocą wydatkowania większej ilości pracy i na skutek tego powiększyłaby się wartość płodów rolnych. Z drugiej strony, jeżeli za pomocą nowoczesnych środków produkcji poszczególny przędzarz w ciągu jednego dnia roboczego przerabia w przędzę wiele tysięcy razy większą ilość bawełny niż ta, którą mógł dawniej wyprząść w tym samym czasie na kołowrotku, to jest oczywiste, że każdy funt bawełny wchłonie wiele tysięcy razy mniej pracy przędzarza niż poprzednio, i co za tym idzie, wartość, dodana przez przędzenie do każdego funta bawełny, będzie wiele tysięcy razy mniejsza niż poprzednio. Odpowiednio do tego spadnie wartość przędzy”.
    Karol Marks „Płaca, cena i zysk” Londyn, 1898 (opieram się tu na tłumaczeniu polskim: Karol Marks, Fryderyk Engles „Dzieła Wybrane” tom pierwszy str. 370-419 wydanie pierwsze, Książka i Wiedza, Warszawa 1960).

  54. @JohnKowalsky – 28 czerwca o godz. 15:49 4450

    „Jest wyraźna definicja pracy społecznie niezbędnej. Według Marksa sposobem na mierzenie wartości jest określenie ilości społecznie niezbędnej pracy zawartej w danym produkcie. ”

    Sposobem którego jeszcze nikt nie zrealizował. Nikt dotąd tego nie zmierzył dla żadnego towaru. Tak jak i nikt nie zmierzył wartości towaru pochodzącej z „zakrzepłej w tym towarze pracy”.
    Jedyną informacją jest CENA SPRZEDAŻY towaru, podlegająca ciągłym wahaniom popytu i podaży.

  55. Programista z blogu red. Wosia (https://wos.blog.polityka.pl/2018/06/19/polska-moj-pierwszy-dramat) 28 czerwca o godz. 15:57 4451
    CENA towaru wyrażona jest na rynku w umownych jednostkach miary zwanych pieniądzem, który występuje w różnych formach (moneta, banknot, czek a dziś a najczęściej zapis w pamięci komputera) oraz w różnych walutach, o szybko zmieniającym się kursie wymiany. Podlega ona ciągłym wahaniom popytu i podaży, ale zawsze „krąży” dookoła jego wartości, która z kolei zależy od włożonej w ten towar pracy ludzkiej (dokładniej pracy społecznie niezbędnej). Stąd też duży samolot pasażerski jest z reguły drożdży niż lokomotywa, lokomotywa droższa niż ciężarówka czy autobus, autobus czy ciężarówka są droższe niż samochód osobowy, samochód osobowy droższy niż motocykl, motocykl droższy niż rower a rower droższy niż hulajnoga, ze względu na różnice we wkładzie ludzkiej pracy, czyli innymi słowy kosztów produkcji.
    Cytuję ze źródla zachodniego, abyś mnie nie posadził o brak obiektywności.
    Main factors affecting price determination of product are: 1. Product Cost 2. The Utility and Demand 3. Extent of Competition in the Market 4. Government and Legal Regulations 5. Pricing Objectives 6. Marketing Methods Used.
    1. Product Cost:
    The most important factor affecting the price of a product is its cost. Product cost refers to the total of fixed costs, variable costs and semi variable costs incurred during the production, distribution and selling of the product. The price for a commodity is determined on the basis of the total cost. So sometimes, while entering a new market or launching a new product, business firm has to keep its price below the cost level but in the long rim, it is necessary for a firm to cover more than its total cost if it wants to survive amidst cut-throat competition.
    (businessmanagementideas.com/pricing/price-determination-6-factors-affecting-price-determination-of-product)

  56. @JohnKowalsky – 28 czerwca o godz. 17:22 4452

    „zawsze „krąży” dookoła jego wartości, która z kolei zależy od włożonej w ten towar pracy ludzkiej”

    Baju baju będziesz w raju.
    Może „krąży”, a może nie – wykazać tego nie można. Tym bardziej nie można wykazać jakich wartości dotyczy to krążenie ani gdzie jest środek tego krążenia.
    Podana zależność szeregująca różne produkty nic nie wyjaśnia dla wyznaczenia wartości ilości pracy niezbędnej społecznie zawartej w towarze.

    Na dodatek takie właśnie kłopoty występują nawet podczas próby wyznaczenia wartości ilosci pracy społecznie niezbędnej w towarze do którego użyto tylko jednorodnego rodzaju pracy. W przypadkutowaru do którego użyto choć kilku rodzajów pracy jest już kompletny klops, gdyż nie ma żadnej metody na redukcję pracy konkretnej do pracy prostej społecznie niezbędnej.

  57. Programista 28 czerwca o godz. 18:26 4453
    1. Wykazano dawno temu, że cena towaru zależy głównie od kosztów jego produkcji, a te z kolei zależą od wkładu pracy (bezpośredniej i zawartej w maszynach, budynkach, surowcach, półfabrykatach etc.) niezbędnej do wyprodukowania danego towaru.
    2. Tłumaczyłem ci już, że pracę złożoną sprowadza się do prostej przez porównanie wartości wymiennej (czyli w praktyce cen) dóbr wyprodukowanych przez wykwalifikowanych pracowników z dobrami wyprodukowanymi przez niewykwalifikowanych pracowników.
    3. Various economists (for example George J. Stigler, “Ricardo and the 93% labour theory of value”, The American Economic Review, Vol. 48, No. 3, June 1958, pp. 357-367), argue with statistical evidence that Ricardian labour theory of value is a better empirical predictor of prices than other theories. That is the real proofs of Marx theory and its applicability, going beyond just showing its internal logical consistency. Also: E.M. Ochoa “ Labor Values and Prices of Production: an Inter-Industry Study of the U.S. Economy, 1947-1972” PhD Thesis, New School for Social Research, 1985, Anwar Shaikh, :The Empirical Strength of the Labor Theory of Value” in Riccardo Bellofiore (ed.)”Conference Proceedings of Marxian Economics: A Centenary Appraisal” London: Macmillan, 1998. Whether more scholars will take up this challenge for research more comprehensively remains to be seen. Mostly, economists have preferred to build abstract mathematical models on the basis of a bunch of assumptions, rather than comprehensively investigate available empirical data for the purpose of creating an empirically-based theory about economic life. This contrasts with business managers, who have a strongly empirical theory of how business actually works, based on their daily experience of how things go in business.
    It is not difficult to prove a close positive correlation between the value of net output and the labour hours worked to produce it, since the payments which constitute that value, are themselves earnings which are necessarily proportional to time worked and paid for. Even if it is assumed, that gross profits are not proportional to time worked, by some margin, the total labour-cost involved in the total net output is nevertheless typically more than half of the value of the total net output or gross value added (in the US, labour compensation is nowadays around 55% of the value of total net output).
    The netted totals in the US National Income and Product Accounts (NIPA’s) for 2015 show, that annual labour costs were about $9.7 trillion while the total operating surplus or gross profit (net of depreciation) was about $4.5 trillion. In other words, total US labour earnings are twice the size of total gross profit receipts directly generated by production. Since total wage costs are based on time-wages, it is simple math to understand that any measure of the net value added (gross labour compensation + gross profits) which Marx called the value product must necessarily show a strong positive correlation with the total labour hours worked.
    What is statistically much more difficult to prove, is the relationship between prices and values in the actual distribution of net output (a traditional example mentioned, is that while in South Korea workers on average work the most working hours in the world, per capita per year, Korean value-added per capita has been much lower than might be expected; it is not so easy to explain, why this is the case). A very interesting confirmation of the basic idea that Marx had is provided from a most unexpected source: post-Keynesian economics. After mustering a lot of empirical evidence about pricing practices, the leading heterodox “real-world” economist Fred Lee concluded that: “Mark up, normal cost, and target rate of return pricing procedures are used by pricing administrators to establish prices which will cover costs, hopefully produce a profit, and, most importantly, permit the enterprise to engage in sequential acts of production and transactions” (Frederic S. Lee “Post-Keynesian Price Theory” Cambridge University Press, 1999, p. 228). (…) According to statistical calculations by Shaikh and Tsoulfidis, the discrepancies between the different empirical measures of product-values, prices of production, regulating prices and market prices which are feasible (using input-output data, labour data and capital stock data) turn out to be, on the whole, not very large. This suggests that the enormously long Marxist debate about the relationship between product-values and product-prices was, in a sense, unwarranted; overall, the differences between average product-prices and the underlying product-values are, as far as can be established, just not very great. And if the price/value differences are not very great, then Marx was quite justified in mostly disregarding them in Capital, Volume I and Capital, Volume II. Had Marxists been able to measure price-value relationships of products empirically, earlier on in the controversy, they might not have given the issue so much weight; but the econometric techniques to do it were perfected only from the 1980s onward. However, the validity of econometric techniques to measure price-value deviations are still in dispute.
    Shaikh largely side-steps a more precise conceptual discussion of the relationship between Marxian values and the forms of prices as such, preferring to demonstrate a strong positive correlation between movements in labour requirements and movements in actual price-levels for outputs. His analysis suggests, that the real dynamics of capitalist competition in the sphere of production are indeed remarkably similar to how Smith, Ricardo and then Marx originally described them, even although Marx’s theory must be, as other scientific theories, constantly reviewed, elaborated and modified to complete the classical theory, so that it is fully consistent and can properly explain the economic facts.
    (en.wikipedia.org/wiki/Prices_of_production)
    A ty dalej swoje…

  58. A propos kapitalizmu.
    Czego potrzebuje kapitalizm?
    Osoby zachowującej rozważną samokontrolę na stanowisku pracy i dziko anarchicznej w centrum handlowym. Otwartym oczywiście przez 7 dni w tygodniu.

  59. 2018-06-28 12:00

    gruby
    w artykule zespół napisał:

    „Tak czy inaczej, jeśli po artykule będziecie innego zdania, to czekamy na kontrargumenty w komentarzach.”

    W artykule analizujecie wpływ nowotworzonej waluty wylewającej się z banków centralnych na rynki. Który jest znikomy jeśli weźmiemy pod uwagę że w bankach centralnych tworzone jest około 10, no może max. 12 procent waluty nowotworzonej w ogóle, jak sami w jednym z wcześniejszych artykułów twierdziliście.

    Sprawa następna: Bernie Sanders na swojej stronie internetowej upublicznił raport GAO (coś w rodzaju amerykańskiego NIKu) z którego wynikało że amerykański bank centralny „poza bilansem” po 2008 roku stworzył i pożyczył bankom komercyjnym 20 bln FEDów które to rozeszły po systemie bez śladu i bez protestu.

    Zastanawianie się nad ewentualnymi skutkami kolejnej rundy QE w wysokości może połowy a może jednego biliona FEDów jest niepoważne kiedy w systemie pod stołem i poza oficjalną sprawozdawczością kursują kwoty równe całkowitemu zadłużeniu USA.

    FED to zaledwie jedna firma, są też inne: taki EBC na przykład. Jego księgi nie podlegają audytowi a sama siedziba we Frankfurcie jest eksterytorialna. Co oznacza że bilans EBC jest tak samo wiarygodny jak FED. Obydwie firmy bowiem nie podlegają kontroli oficjalnych władz.

    Wiedząc zatem że oficjalne sprawozdania banków centralnych nie są warte nawet papieru na którym są drukowane przechodzimy do następnego filaru systemu: oficjalnie banki centralne dostarczają bankom komercyjnym waluty, która to waluta jest używana przez nie do zabezpieczenia lewarowanych interesów. W takim lewarowanym rezerwą cząstkową interesie dochodzi do powtórnego stworzenia waluty z niczego, tym razem jednak każde puste Euro z banku centralnego opakowywane jest w następne 90 a może nawet 99 pustych Euro stworzonych przez bank komercyjny.
    Nie znamy ilości tworzonych przez banki komercyjne walut, te dane zostały w 2006 roku oficjalnie utajnione.

    To jeszcze nie koniec wyliczanki: w niektórych państwach przepisy pozwalają sektorowi bankowemu na tworzenie waluty bez żadnych ograniczeń, to znaczy wymagają zerowej rezerwy na pokrycie depozytów.

    Podusmowując:
    – nie wiemy ile drukują banki centralne bo stosują one podwójną księgowość,
    – nie wiemy ile drukują banki komercyjne bo M3 został utajniony,
    – nie wiemy ile waluty tworzone jest bez żadnych ograniczeń w krajach z zerowym poziomem rezerw w systemie bankowym.

    Ja bardzo was przepraszam, ale o czym jest ten artykuł ? O wpływie tupania mrówki na przęsła mostu kiedy maszeruje ona po tym moście razem z kolegą słoniem ? W tym świetle na problem ceny złota patrząc: czy cena złota wyrażona w FEDach, euro, jenach czy złotówkach cokolwiek może nam powiedzieć o wartości metalu ? A jej wahania ? Zależą od popytu czy może od gradientu zmian definicji wartości jednego FEDa albo jednego Euro ?

    W sytuacji w której nikt nie wie co się z metrówką aktualnie dzieje mierzenie nią czegokolwiek, od złota zaczynając poprzez gospodarkę na cenie bułki w sklepie kończąc mija się z celem. System monetarny przestał działać, miarka się zepsuła. To znaczy sama się nie zepsuła, ona została zepsuta. Kiedyś za używanie lewych odważników na targu można było stracić prawą rękę. No właśnie. Dzisiaj nazywamy tą czynność „polityką monetarną”.

    Dlatego ośmielę się powtórzyć: o czym właściwie jest ten artykuł ?
    ===================

    Myślę że to niegłupi opis obecnej sytuacji.

    W momencie w którym za papier, czy elektrony, zaczęto kupować REALNE DOBRA, obiecując zapłacenie za nie w przyszłości ekwiwalentem dóbr, czy usług, ekonomia stanęła na głowie.

    Ta obietnica, że za nasze długi zapłacą kiedys prawnuki, jest co najmniej wątpliwa.
    A na tym opiera się obecnie ekonomia świata.

  60. @JohnKowalsky – 28 czerwca o godz. 19:06 4454

    „Wykazano dawno temu, że cena towaru zależy głównie od kosztów jego produkcji, a te z kolei zależą od wkładu pracy (bezpośredniej i zawartej w maszynach, budynkach, surowcach, półfabrykatach etc.) niezbędnej do wyprodukowania danego towaru.”

    Zależność ceny sprzedaży GŁÓWNIE od podanych czynników dalej nic nie wnosi do wyliczenia wartości towaru. Tak samo jak krążenie ceny wokół tej wartości. Nadal wartości nie można w zaden sposób wyznaczyć. A wartość towaru i to wartość wniesiona tylko przez pracownika najemnego jest kluczowa dla udowdnienia że wyzysk jest czymś innym niż tylko bajeczką dla niezaradnych.
    Szanowny Pan potwierdza własną bezradność w przeprowadzeniu taiego dowodu, wklejając do komentarza dziesiątki linii z wikipedii.

    „pracę złożoną sprowadza się do prostej przez porównanie wartości wymiennej (czyli w praktyce cen) dóbr wyprodukowanych przez wykwalifikowanych pracowników z dobrami wyprodukowanymi przez niewykwalifikowanych pracowników”

    Nawet szanowny Pan nie zrozumiał problemu, który dotyczy jednego towaru na który składały się różne rodzaje prac.

    Oczywiście że będę dalej powtarzał swoje, gdyż niewysłowioną przyjemność czerpię z obserwacji jak szanowny Pan miota się usiłując dowieść niemożliwego.

  61. https://www.paulcraigroberts.org/2018/06/26/long-can-federal-reserve-stave-off-inevitable-paul-craig-roberts/

    Dla poparcia tezy, że piramida Ponziego jest rzeczywistością, dość poważny człowiek potwierdza.

  62. Programista 28 czerwca o godz. 20:06 4458
    1. Wartość, podobnie jak koszta produkcji, można tylko oszacować, Nie da się jej dokładnie wyliczyć, jako że każdy, kto sądzi, że można dokładnie wyliczyć koszta produkcji czegoś bardziej złożonego od cepa, musi być z definicji ignorantem zarówno w dziedzinie ekonomii, zarządzania jak też i rachunkowości.
    2. Cała wartość towaru pochodzi z pracy pracownika najemnego. Jak to już wyjaśniałem, albo bezpośrednio, albo też z pracy zawartej w maszynach, budynkach, surowcach, półfabrykatach etc. niezbędnych do wyprodukowania danego towaru.
    3. Wyzysk jest esencją i fundamentem, na którym zbudowany jest kapitalizm. Jak to ci już wyjaśniłem, wyzysk jest w realnym kapitalizmie stwierdzonym faktem, gdyż tylko pracownik wytwarza nowe wartości a kapitalista płaci zatrudnionemu przez siebie pracownikowi najemnemu, czyli proletariuszowi, tylko tyle że starcza temu proletariuszowi tylko na przeżycie i czasami na reprodukcję jego siły roboczej. Kapitalista, co raz jeszcze podkreślam, zatrudnia pracownika najemnego czyli proletariusza tylko wtedy, kiedy ten pracownik czyli proletariusz wytwarza dla zatrudniającego go kapitalisty nadwyżkę, czyli zysk. W każdym innym razie zatrudnienie pracownika najemnego nie miałoby sensu, jako że byłoby tylko kosztem z punktu widzenia kapitalisty – kosztem, który nie przynosiłby kapitaliście żadnego zysku. Dziwię się, że red. Woś Ci tu tego jeszcze wyraźnie nie wytłumaczył.
    4. Wkleiłem ci fragmenty dzieła Marksa, bynajmniej nie z Wikipedii. Ale ty z tego znów niczego nie zrozumiałeś.
    5. Powtarzam: pracę złożoną sprowadza się do prostej przez porównanie wartości wymiennej (czyli w praktyce cen) dóbr wyprodukowanych przez wykwalifikowanych pracowników z dobrami wyprodukowanymi przez niewykwalifikowanych pracowników. Nie ma tu znaczenia, czy na dany towar składają się takie same czy też różne rodzaje prac, jako że wiadomo, ile godzin pracy wymaga wytworzenie danego towaru w rozbiciu na poszczególnych pracowników. Wystarczy porównać ich średnie płace, aby przeliczyć pracę złożoną na prostą. Przykładowo – jeżeli robotnik wykwalifikowany zarabia przy produkcji danego towaru 10 zł na godzinę, a robotnik niewykfalifikowany 2 złote, to praca złożona ma w tym przypadku pięciokrotnie większą cenę, a co a tym idzie i wartość niż praca prosta. Wstyd mi jest wyjaśniać tobie takie elementarne i oczywiste prawdy.
    6. To ty się miotasz usiłując dowieść niemożliwego, czyli ze kapitalista żyje tylko i wyłącznie ze swojej pracy, gdy tymczasem oczywiste jest dla każdego uważnego obserwatora życia gospodarczego, że kapitalista żyje z cudzej pracy, czyli z wyzysku i że nie zatrudni on nikogo, jeśli by na tym nie zarobił. No cóż, jesteś typowym przekładem bezmózgowca w tym sensie, że oczywiście masz jakiś tam mózg, ale nie potrafisz go uruchomić w tym znaczeniu, że nie potrafisz uruchomić wyższych funkcji swojego mózgu, w tym myślenia abstrakcyjnego, a więc powierzasz myślenie innym – tu propagandzistom kapitalizmu.
    7. Masz więc mentalność typowego niewolnika (zresztą tak jak miliardy innych ludzi na Ziemi), a więc musisz mieć nad sobą Pana, który za Ciebie myśli i za ciebie podejmuje decyzje, a więc zwalnia ciebie od myślenia i podejmowania decyzji. A że masz bardzo mały rozumek (tak zresztą jak miliardy innych ludzi na Ziemi), taki jak miś Kubuś Puchatek (Winnie-the-Pooh) z bajki A.A. Milnego, to ci dobrze z tym. Jak to napisał kiedyś Lem – dobrze być idiotą, albowiem człowiek się wtedy cieszy, że się zesrał w gacie, bo mu wtedy jest ciepło w dupę – widowisko w sześciu częściach p.t. „Wyprawa profesora Tarantogi”, w której Lem wymyślił ograniczacz albo reduktor inteligencji. Ten ograniczacz albo reduktor inteligencji nazwał on tam „ujemną protezą” i napisał, że tylko idiota może być naprawdę szczęśliwy. A to wyjaśnia popularność kapitalizmu wśród proletariuszy – ludzi, jak by nie było takich jak ty, czyli w znacznej większości z ograniczoną inteligencją, a czego ty jesteś najlepszym przykładem, wręcz klinicznym. Można się więc na tobie doktoryzować a nawet habilitować i uzyskać belwederską profesurę z psychiatrii i nie tylko.
    Szalom!

  63. wiesiek59 28 czerwca o godz. 20:09 4459
    Cały współczeny kapitalizm jest jedną wielką piramidą Ponziego.
    POozdrawiam.

  64. programista
    28 czerwca o godz. 20:06
    Narwij w lesie koszyk malin i pójdź z nim na targ, na którym kilkunastu hodowców oferuje świnie o wadze ubojowej ( duża podaż). Potencjalnym chętnym na świnie jesteś ty ( mały popyt ) ale na maliny chętny jest każdy hodowca ( duży popyt ) a masz je tylko ty ( mała podaż).
    Idąc twoim tokiem rozumowania wszyscy hodowcy powinni oddać swe świnie za twój koszyk malin.
    Myślisz , że tak uczynią ?

  65. @JohnKowalsky – 28 czerwca o godz. 20:49 4460

    „Wartość, podobnie jak koszta produkcji, można tylko oszacować”

    Czyli roszczenia o jakikolwiek wyzysk nie mają żadnych podstaw – dziękuję że szanowny Pan wreszcie to potwierdził.

    „kapitalista płaci zatrudnionemu przez siebie pracownikowi najemnemu, czyli proletariuszowi, tylko tyle że starcza temu proletariuszowi tylko na przeżycie i czasami na reprodukcję jego siły roboczej.”

    Przeżycie na hamburgerach i coca-coli, bez hańbienia się własnoręcznym gotowaniem. Bo przecież samodzielne gotowanie zawsze musi być tańsze jeżeli byłby wyzysk – gotujący nikomu nie musi wtedy oddawać nadwyżki którą właśnie gotowaniem wypracował.

    „Wystarczy porównać ich średnie płace, aby przeliczyć pracę złożoną na prostą.”

    Przeczy szanowny Pan sam sobie, bo przecież jeżeli zjawisko „wyzysku” miałoby miejsce to te średnie płace nie odpowiadałyby wytworzonym wartościom, czyli proporcaj pomiędzy nimi nic by nie dawała. Znowu musiałby szanowny Pan wprowadzać kolejne przyjęte „z sufitu”, niczym nie uzasadnione założenie, jak Marks, że dla każdego pracownika najemnego stopa wyzysku jest taka sama.

    Rozumiem w pełni bezraność szanownego Pana – z powodu bezradności musi się Pan teraz uciekać do porównania z idiotami, niewolnikami, do „srania w gacie”, gdyż nie ma Pan żadnych innych argumentów poza powtarzaniem w koło macieju że jest wyzysk bo tylko pracownik wytwarza wartość.
    Jest to wystarczajace świadectwo poziomu intelektualnego szanownego Pana.

  66. @kaesjot – 28 czerwca o godz. 20:56 4462

    Popyt dotyczy skłonności do zapłaty. Więc jeżeli faktycznie byłby duży popyt to by oddali. A że zwykle nie oddają, to tylko świadczy o tym że popyt tak duży nie jest jak by się wydawało.

  67. Programista
    1. Nikt nie odda świni za kilka dkg malin.

  68. Programista
    1. Ekononmia to nie jest apteka. W niej wystarczą szacunki z błędem pomiaru nawet do 10%. Ale wyzysk w kapitalizmie jest rzeczywistością i źadnymi zaklęciami tego nie zmienisz.

  69. Programista
    3. Samodzielne gotowanie nie jest tańsze, jako że Mc Donalds kupuje wszystko hurtowo, czyli taniej niż ty.

  70. Programista
    4 Średnie płace są proporcjonalne do wytworzonych wartości. Np. programista zarabia z reguły więcej niż osoba sprzątająca jego stanwowisko pracy.

  71. Programista
    5. Nie jest też tak, że dla każdego pracownika najemnego stopa wyzysku jest taka sama. Jest ona bowiem inna w zależnoci od kraju, zawodu czy branży.

  72. Programista
    Na koniec przypominam, że prawda w oczy kole.

  73. programista
    28 czerwca o godz. 21:2
    Wyhodowanie świni do wagi ubojowej zajęło ( tradycyjnym sposobem) zajęło co najmniej 6 m-cy a zebranie koszyka malin ok. 1 godziny.
    Jedna świnia to mięso dla rodziny na parę miesięcy a koszyk malin ledwo na jeden deser po obiedzie.

  74. Programista pisze m.in ( cytując Kowalskiego):
    „kapitalista płaci zatrudnionemu przez siebie pracownikowi najemnemu, czyli proletariuszowi, tylko tyle że starcza temu proletariuszowi tylko na przeżycie i czasami na reprodukcję jego siły roboczej.”

    A ja jedynie przypomnę, że proletariusze to

    (z łac. proles: potomstwo, winna latorośl), w starożytnym Rzymie warstwa najuboższych niemających ziemi obywateli, wolna w zasadzie od podatków i służby wojskowej, u schyłku republiki w znacznym stopniu utrzymywana przez państwo. Szczególnie dużą rolę proletariusze odgrywali podczas walk wyborczych. Od państwa otrzymywali jedzenie i prawo do bezpłatnych igrzysk.

  75. @JohnKowalsky – 28 czerwca o godz. 21:59 4467

    „Samodzielne gotowanie nie jest tańsze, jako że Mc Donalds kupuje wszystko hurtowo, czyli taniej niż ty.”

    Litości!
    Przecież właśnie takim stwierdzeniem zaprzecza szanowny Pan twierdzeniu że to praca tworzy wartość a tym samym zaprzecza istnieniu wyzysku.
    Jeżeli TYLKO praca tworzy wartość, to wartość produktu pochodzi z pracy pracowników którzy je wyhodowali i zebrali. Wartość gotowego posiłku to z kolei zarówno praca pracowników hodujących i zbierających produkty jak i złączona z nią praca pracowników transportujących surowce i pracowników przygotowujących danie. Jak nie patrzeć ta praca MUSI być większa niż praca zawarta w samych produktach. A cena sprzedaży klientowi detalicznemu „krąży” przecież w koło tej właśnie wartości pochodzącej z pracy.
    Szanowny Pan właśnie temu zaprzecza, twierdząc że klient płaci za gotowe danie, czyli za wartość pracy w nim zawartą mniej niż za wartość pracy zawartą w samych produktach.
    Tak twierdząc potwierdza tylko szanowny Pan wniosek, że cena sprzedaży nie może w żaden sposób służyć do wyznaczania „wartości pracy społecznie użytecznej zawartej w towarach”.

    „prawda w oczy kole”

  76. Programista z blogu Red. Wosia 29 czerwca o godz. 8:05 4473
    1. Wartość hamburgera pochodzi z pracy pracowników którzy go wyprodukowali, ale tylko z pracy społecznie niezbędnej, a nie z każdej pracy. Jak to Marks napisał” „Mogłoby się zdawać, że o ile wartość towaru jest określona przez ilość pracy użytej na jego wytworzenie, to im człowiek jest bardziej leniwy lub im bardziej niezręczny, tym większa będzie wartość wytworzonego przez niego towaru, gdyż tym więcej potrzeba będzie czasu pracy do jego sporządzenia. Byłby to jednak gruby błąd. Przypominacie sobie zapewne, że użyłem zwrotu ‘praca społeczna’, a określenie ‘społeczna’ zawiera sporo punktów. Mówiąc, że wartość towaru jest określana przez ilość pracy, włożonej weń lub w nim skrystalizowanej, mamy na myśli ilość pracy niezbędnej dla jego wytworzenia w danym stanie społeczeństwa, w określonych przeciętnych warunkach społecznych produkcji, przy danej społecznie przeciętnej intensywności i przeciętnej sprawności stosowanej pracy. Kiedy w Anglii parowy warsztat tkacki zaczął konkurować z ręcznym krosnem, to przetworzenie danej ilości przędzy w łokieć perkalu albo sukna wymagało tylko połowy uprzedniego czasu pracy. Co prawda, biedny tkacz ręczny pracował teraz siedemnaście lub osiemnaście godzin dziennie, zamiast jak poprzednio dziewięć czy dziesięć. Jednakże produkt jego 20-godzinnej pracy zawierał teraz tylko 10 godzin społecznej pracy lub 10 godzin pracy społecznie niezbędnej do przetworzenia pewnej ilości przędzy w tkaninę. Jego 20-godzinny produkt nie miał zatem więcej wartości niż jego produkt wykonany poprzednio w ciągu 10 godzin. Jeżeli więc ilość pracy społecznie niezbędnej, wcielonej w towary, określa ich wartość wymienną, to wszelkie zwiększenie ilości pracy niezbędnej dla wytworzenia towaru musi powiększyć jego wartość, podobnie jak wszelkie zmniejszenie musi ją obniżyć.” Karol Marks „Płaca, cena i zysk” Londyn, 1898 (opieram się tu na tłumaczeniu polskim: Karol Marks, Fryderyk Engles „Dzieła Wybrane” tom pierwszy str. 370-419 wydanie pierwsze, Książka i Wiedza, Warszawa 1960).
    2. Tak więc hamburger zrobiony w domu nie będzie mieć większej wartości niż ten zrobiony taniej, metodą przemysłową w barze Mc Donald’sa. Ponadto to klient płaci w takim barze za gotowe danie, czyli za wartość pracy w nim zawartą więcej niż za wartość pracy zawartą w samych produktach, gdyż płaci także za pracę kucharza z owego baru Mc Donald’sa. Ale ponieważ kucharz z baru Mc Donald’sa jest bardziej wydajny niż ktoś, kto sam sobie przyrządza w domu hamburgera i ponieważ bar Mc Donald’sa kupuje mięso, bułki, keczup, sałatę i energię hurtowo, czyli taniej (bez pośrednictwa detalisty, czyli bez dodatkowego wkładu pracy na dystrybucję, w tym transport), to hamburger kupiony w barze Mc Donald’sa jest z definicji tańszy niż taki sam zrobiony w domu, jako że tylko hamburger zrobiony w barze Mc Donald’sa zawiera jedynie pracę społecznie niezbędną na jego wykonanie.
    3. Dodatkowa praca wykonana w domu na sporządzenie hamburgera nie ma więc sensu ekonomicznego, jako że nie zwiększa ona wartości tego hamburgera. Nawet jeśli robimy w domu hamburger z lepszych składników to też nie zwiększamy jego wartości, gdyż są restauracje, gdzie produkuje się luksusowe hamburgery wysokiej jakości taniej niż w domu z powodów już wyżej wymienionych.
    4. Na koniec – cena sprzedaży służy do wyznaczania wartości pracy społecznie niezbędnej zawartej w towarach. Tak więc hamburger z baru Mc Donald’sa jest tańszy niż hamburger z dobrej restauracji (np. w stylu amerykańskim), gdyż dobra restauracja używa lepszych surowców, do jego wyprodukowania, surowców do wyprodukowania których potrzeba jest więcej pracy ludzkiej oraz ponieważ luksusowy hamburger z dobrej restauracji jest bardziej pracochłonny niż ten z baru Mc Donald’sa.
    Szalom!

  77. miłośnik czarnych jagód z blogu Red. Wosia 29 czerwca o godz. 7:46 4472
    Tak. W Starożytnym Rzymie w okresie jego upadku, który trwał tam, nota bene, setki lat, nie było pracy dla proletariuszy (z łaciny „proletarius” czyli „produkujący potomstwo”, a więc posiadających tylko potomstwo). Aby zapobiec rewolucji, to państwo dawało im Bezwarunkowy Dochód Obywatelski w postaci darmowych mieszkań, darmowego chleba i darmowych igrzysk. Dziś też, w sytuacji braku pracy dla proletariatu, burżuazyjnym „demokracjom” pozostaje to samo: zasiłki na zakup chleba (w Polsce np. 500+), darmowe mieszkania (Mieszkanie +) i darmowe igrzyska (np. obecny Mundial, transmitowany za darmo do miejsc, gdzie mieszkają proletariusze).
    Szalom!

  78. Programista 29 czerwca o godz. 8:05 4473
    Nigdzie nie napisłem, że ” klient płaci za gotowe danie, czyli za wartość pracy w nim zawartą mniej niż za wartość pracy zawartą w samych produktach.”
    Napiałem tyko, że „samodzielne gotowanie nie jest tańsze, jako że Mc Donalds kupuje wszystko hurtowo, czyli taniej niż ty gdyż nie ponosi ta firma kosztów detalisty i ponieważ kucharz z Mc Donaldsa ma większą wydajność pracy niż ty .”
    Proszę więc o trochę uczciwości w dyskusji.

  79. Hamburger jest często używanym przykładem porównawczym.
    Produkt jest STANDARDOWY we wszystkich krajach, wymaga jednakowego nakładu pracy i energii.

    Dlaczego więc kosztuje w różnych krajach różnie, w zależności od siły nabywczej społeczeństwa?

    Moim zdaniem, kurs wymiany walut narodowych jest ustalany sztucznie, preferując kraje najbogatsze.
    A to dyktuje wszystko, łącznie z poziomem życia.

  80. Programista 29 czerwca o godz. 8:05 4473
    Nigdzie nie napisałem, że ” klient płaci za gotowe danie, czyli za wartość pracy w nim zawartą mniej niż za wartość pracy zawartą w samych produktach.”
    Napisałem tylko, że „samodzielne gotowanie nie jest tańsze, jako że Mc Donalds kupuje wszystko hurtowo, czyli taniej niż ty gdyż nie ponosi ta firma kosztów detalisty i ponieważ kucharz z Mc Donaldsa ma większą wydajność pracy niż ty .”
    Proszę więc o trochę uczciwości w dyskusji.
    Przepraszam też za lterówki jako iż piszę to z telefonu.
    Szalom!

  81. JohnKowalsky
    29 czerwca o godz. 9:46 4476

    Duża firma może podyktować dostawcy cenę zbytu na granicy opłacalności, w zamian za gwarancję stałych zakupów.
    Detalista nie ma takiej siły „perswazji”…
    Dlatego ceny zbytu dyktują najwięksi gracze na rynku.
    I tyczy to każdej dziedziny.

    Dla nas to raczej oczywiste, Programista zdaje się tego nie dostrzegać…

    Jest to społecznie kosztowne, na przykład na rynku mieszkaniowym.
    Maksymalizacja zysku winduje ceny mieszkań i napędza rynek kredytów hipotecznych.
    Gdyby budować po kosztach, bądź z określoną stopą zysku, mieszkania byłyby tańsze co najmniej o połowę.

    Kapitalizm jest dość jednostronny, działa jak grabie- tylko w jedną stronę.
    W kierunku właścicieli kapitału, a obecnie jego twórców- z powietrza…….

  82. wiesiek59 29 czerwca o godz. 9:47 4477
    W bogatszych krajach kucharz z baru McDonaldsa żyje na wyższym poziomie niż w biednych, a więc zarabiać musi więcej. Wynika z tego, że praca w bogatszych krajach ma większą wartość a więc też i cenę niż w biednych i że globalizacja w tym też i UE jest tylko iluzją, jako że mamy wciąż osobne rynki w każdym państwie, nawet w ramach UE.
    Pozdrawiam!

  83. @JohnKowalsky – 29 czerwca o godz. 9:30 4474

    „bez pośrednictwa detalisty, czyli bez dodatkowego wkładu pracy na dystrybucję, w tym transport”

    To produkty w Mc Donald’s znajdą się w magiczny sposób, nikt ich nie będzie przewoził od producenta, same się potoczą?
    Przecież nie ma znaczenia który kapitalista zajmie się transportem towaru „pod sam nos klienta”, czy hurtownik czy Mc Donald’s – każdy z nich podzieli się z producentem częścią wartości dodatkowej wytworzonej przez pracownika tworzącego produkty.

    Czy szanowny Pan ma aż tak wielką blokadę mentalną że nie jest w stanie w żaden sposób zrozumieć że człowiek który gotuje sam dla siebie za to gotowanie sam sobie NIE MUSI PŁACIĆ! Że taki człowiek płaci wyłącznie za produkty. Choćby jego praca była nie wiadomo jak niewydajna, to zawsze zawiera w sobie konkretną ilość pracy społecznie użytecznej, której ceny człowiek samodzielnie gotujący nie musi płacić kapitaliście z Mc Donalda.
    Kolosalne znaczenie ma fakt, że NIE MUSI PŁACIĆ kapitaliście za gotowanie. Bo przecież żeby zapłacić kapitaliście za gotowanie to sam musi się zatrudnić u innego kapitalisty. A wtedy za własną pracę otrzyma mniej zapłaty niż wytworzył wartości, bo część tej wartości zabierze kapitalista. Gdy gotuje sam to cała wartość jaką wytworzy podczas gotowania będzie należała do niego – gotując samodzielnie NIE JEST WYZYSKIWANY!

    Jak szanowny Pan twierdzi, że samodzielne gotowanie nie ma sensu, to konsekwentnie niech szanowny Pan zamilknie w kwestii wyzysku.

  84. @JohnKowalsky – 29 czerwca o godz. 9:49 4478

    Litości!
    Przecież cała dyskusja dotyczy pieniędzy jakie zarabia pracownik najemny i na co mu one wystarczają!
    Jeżeli szanowny Pan zgadza się z tym, że pracownik najemny wyda mniej na zakup produktów niż na zakup gotowych dań to po co ta polemika!

  85. programista 29 czerwca o godz. 10:16 4481
    Napisałem wyraźnie – Mc Donald’s kupuje bezpośrednio u hurtownika a często nawet i producenta, a więc nie ponosi, tak samo jak np. Wall Mart czy Carrefour albo Aldi, kosztów detalisty, a często też nie ponosi nawet kosztów hurtownika. I czy słyszałeś o opportunity cost czyli o koszcie alternatywnym (koszcie utraconych możliwości lub koszcie utraconych korzyści)? Przypominam, że stanowi on miarę wartości utraconych korzyści w związku z niewykorzystaniem w najlepszy sposób dostępnych zasobów. Inaczej mówiąc, koszt alternatywny jest to wartość najlepszej z możliwych korzyści, utraconej w wyniku dokonanego wyboru. Koszt alternatywny jest podstawą myślenia ekonomicznego. Jeżeli alternatywne rozwiązanie dałoby lepsze efekty niż realizowany wariant (koszt alternatywny przewyższa korzyści uzyskane z realizacji przyjętego wariantu), to oznacza, że podjęta decyzja jest nieracjonalna (businessdictionary.com/definition/opportunity-cost.html).
    Cóż więc z tego, że gotując samodzielnie nie jesteś wyzyskiwany, skoro twoja praca nie ma sensu ekonomicznego, jako że nie korzystając z podziału pracy (Adam Smith się tu kłania) zużywasz znacznie więcej niż tylko społecznie niezbędny czas na wyprodukowanie owego hamburgera, a czas to jest przecież PIENIĄDZ. Idąc za twoim rozumowaniem, to najlepiej by było, aby każdy sobie wszytko samodzielnie produkował, tyle, że wtedy, bez podziału pracy i płynących z tego korzyści, cofnęlibyśmy się o setki, jak nie o tysiące lat, gdyż przykładowo wysoko wykwalifikowany chirurg, zamiast operować chorych, zajmowałby się swoim przydomowym ogródkiem i chlewikiem, sam by uprawiał glebę i hodował świnie, zarzynał je, ćwiartował i sporządzał z nich kotlety oraz je smażył, czyli że wykonywałby pracę zwyczajnego rolnika i rzeźnika oraz kucharza zamiast pracy chirurga, a w tym czasie chorzy, którym lekarze mogliby by pomoc, umieraliby z braku pomocy medycznej, gdyż lekarze zajęci by byli uprawą roli i hodowlą zwierząt gospodarskich oraz przygotowywaniem dla siebie posiłków.
    Znów wykazujesz brak znajomości nawet elementarnych podstaw ekonomii, także myląc pracę społecznie użyteczną z pracą społecznie niezbędną… Ręce mi opadają.

  86. programista 29 czerwca o godz. 10:40 4482
    W realnym wspólczesnym kapitalizmie konsument, w tym więc też i pracownik najemny, wyda więcej na zakup produktów niż na zakup gotowych dań w tanim barze. Wynika to choćby z korzyści płynących z podziału pracy.

  87. Do uczestników dyskusji i do red. Wosia – podskutowałbym więcej, ale najpierw proszę o odblokowanie nicka „j a k o w a l s k i”, abym nie musiał wysyłać tu moich komentarzy z telefonu.

  88. JohnKowalsky
    29 czerwca o godz. 9:58 4480

    Zastanawiam się, czy struktura płac na świecie, nie jest efektem spadku po epoce kolonialnej- w jakiejś części.
    Tani import z kolonii oparty na niskich płacach, drogi import wysoko przetworzonych produktów do kolonii.
    Wysoko opłacany pracownik na zachodzie, wcale nie musi być bardziej wydajny, poza lepszym technicznym uzbrojeniem stanowiska pracy.

    Co zresztą widać w ostatnich czasach, gdy przeniesiono line technologiczne do Azji.
    A jednak ten sam smartfon, but, czy koszula wyprodukowana w Europie czy USA, ze względu na koszty byłby nieopłacalny w produkcji.

    Różnica w kosztach płacowych, środowiskowych, BHP, socjalnych, utrzymania, stanowi o różnicy w jakości życia.
    Za nasz dobrobyt i wysokie płace, ktoś musi zapłacić.
    Ilu niewolników przypada na białego?
    Gdzieś wyliczono, że ze 200……

  89. @JohnKowalsky – 29 czerwca o godz. 10:47 4483

    „Cóż więc z tego, że gotując samodzielnie nie jesteś wyzyskiwany, skoro twoja praca nie ma sensu ekonomicznego”

    Rozumiem gdybym to ja wygłosił taką kwestię.
    Bo przecież cały sens wszystkich moich komentarzy sprowadza się do uzmysłowienia tego właśnie faktu – iż istnienie lub nie istnienie wyzysku jest bez znaczenia wobec ekonomicznego sensu pracy. To jest przecież sedno własności prywatnej i kapitalizmu – przede wszystkim sens ekonomiczny, przede wszystkim wytwarzanie jak najbardziej efektywne.
    Po co zatem szanowny Pan cały czas nadaje ogromne znaczenie właśnie wyzyskowi, skoro teraz twierdzi że ważniejszy jest sens ekonomiczny?

    „W realnym wspólczesnym kapitalizmie konsument, w tym więc też i pracownik najemny, wyda więcej na zakup produktów niż na zakup gotowych dań w tanim barze.”

    Niech szanowny Pan po prostu pójdzie do sklepu i do baru i porówna ceny za te same masy produktów.

  90. Programista
    Krótko powiem, że wyzysk jest osobną sprawą, a podział pracy osobną. Podział pracy będzie przecież też istnieć w socjalizmie i komunizmie, a więc nie wymaga on istnienia ani kapitalizmu ani też wyzysku.
    Poza tym, to porównania cen oraz mas surowców i gotowego produktu nie mają sensu, jako że w skład gotowego produktu wchodzi z defnicji więcej pracy społecznie niezbędnej, a gotowy produkt może mieć (i na ogół też ma) mniejszą masę niż masa surowców zużytych do jego prrodukcji. Przykladowo – przecięny samochód zawiera ponad tonę stali (1090 kg) a wyprodukownie tony stali wymaga zużycia 300 ton wody,jako że wyprodukownie 1 kg stali wymaga zużycia ok. 300 kg wody. Wyprodukownie tony stali wymaga też zużycia 630 kg koksu, a do wyprodukowania jednej tony koksu potrzeba ok. półtorej tony węgla itp. itd.
    Szalom!

  91. @JohnKowalsky – 29 czerwca o godz. 13:33 4489

    Czy szanowny Pan nie dostrzega w jaką popada paranoję? Przecież podział pracy ma sens tylko wtedy gdy przynosi korzyści wszystkim uczestnikom takiego podziału pracy, tylko wtedy ma dla uczestników ekonomiczny sens. Tymczasem dla pracownika najemnego w przypadku przygotowywania własnego posiłku, zgodnie z pańską teorią że kapitalista płaci pracownikowi tylko tyle by mu starczało na przeżycie ten podział pracy ekonomicznego sensu nie ma.
    Bo gdyby pracownik mógł poświęcić czas na gotowanie dla siebie na pracę najemną, to i tak nie mógłby zarobić więcej! Nie mógłby bo kapitalista mu więcej nie zapłaci zgodnie z pańską teorią. Ale jeżeli sam będzie gotował to zaoszczędzi i będzie miał więcej pieniędzy do dyspozycji.
    A że w rzeczywistości tak nie jest i pracownik najemny więcej zarobi podejmując dodatkową pracę niż gotując dla siebie, to świadczy jedynie o fałszywości tezy, że kapitaliści płacą tyle że wystarcza tylko na przeżycie.

    Porównanie tych cytatów szanownego Pana jest po prostu rozbrajające:
    „konsument, w tym więc też i pracownik najemny, wyda więcej na zakup produktów niż na zakup gotowych dań w tanim barze”

    „porównania cen oraz mas surowców i gotowego produktu nie mają sensu”

  92. Programista
    1. Podział pracy jest starszy niż kapitalizm, Występował on już we wspólnocie pierwotnej (myśliwi, zbieracze, rolnicy, pasterze, garncarze etc.).
    2. Podział pracy zwiększa wydajność pracy, o czym zresztą pisał już w XVIII wieku Adam Smith, a więc ma ów podział pracy zawsze sens ekonomiczny, ale przecież, nie ma on nic wspólnego z wyzyskiem czy też jego brakiem.
    3. Gdyby pracownik najemny (dalej w skrócie robotnik) mógł poświęcić czas spędzony na gotowanie dla siebie na pracę najemną, to zakładając, że byłaby dla niego jakkolwiek praca, to zarobiłby on oczywiście więcej, jeśli tylko miałby siłę tę prace wykonać i potrafił ją wykonać. Kapitalista zapłaciłby by mu wtedy za tę dodatkową pracę, gdyż ów robotnik, wykonując tę pracę przysporzyłby dodatkowy zysk dla kapitalisty wykonując więcej pracy a także dla tego, że ów robotnik zużyłby więcej swojej siły roboczej, a więc musiałby też więcej czy też lepiej się odżywiać, a to przecież kosztuje.
    4. Jeżeli robotnik będzie sam sobie gotował, to nie zaoszczędzi, gdyż wyda więcej niż gdyby sie stołował w tanim barze, a poza tym to znów zapomniałeś o opportunity cost (koszcie alternatywnym, koszcie utraconych możliwości lub koszcie utraconych korzyści) – dla robotnika rozsądniej jest więc szukać dodatkowej pracy w swoim zawodzie, np. nadgodzin, niż bawić sie w gotowanie, gdyż pracując dodatkowo w swoim zawodzie zarobi on dodatkowo więcej, niż by zaoszczędził, gdyby przyrządzał dla siebie posiłki.
    5. Ale dodatkowo pracując, wcale nie poprawi on jakości swojego życia, jako że szybciej się on wtedy zużyje jako „mówiące narzędzie” i szybciej nie będzie się on nadawać do pracy. To co zarobi dodatkowo, nie pokryje też dodatkowych wydatków na żywność, kosztów leczenia z powodu przepracowania czy wreszcie strat, które poniesie ów pracownik będąc zmuszonym wcześniej zaprzestać pracować zarobkowo. Kapitalista płaci bowiem robotnikowi tylko tyle, aby temu drugiemu wystarczyło na przeżycie i reprodukcję swej siły roboczej, czyli na wychowanie swojego potomstwa – następnej generacji robotników.
    6. Jeszcze raz więc powtarzam, że jeśli robotnik pracuje dłużej, to więcej zarabia, ale tylko pozornie, jako że wtedy ponosi ów robotnik dodatkowe koszta, związane z dłuższym czasem pracy a więc większym wysiłkiem. Kapitalista, płacąc np. za nadgodziny, zwraca robotnikowi tylko część dodatkowych wydatków, które ów robotnik ponosi w związku z pracą w nadgodzinach. Niestety, ale pracownicy najemni, a także osoby samozatrudnione, mylą zbyt często przychód (utarg) z zyskiem (nadwyżką), Mój znajomy taksówkarz oświadczył mi np., że zarobił danego dnia 100 złotych, ale zapomniał, że te 100 zł to był tylko jego utarg, jako iż należy od niego odjąć koszt benzyny, oleju etc., oraz amortyzację taksówki, ale tego, to ów taksówkarz nie zauważył. Tak więc jeśli robotnik zarobi danego dnia za nadgodziny powiedzmy te 100 zł, to jest to tylko jego przychód czyli utarg, a więc od tego trzeba odjąć koszta dodatkowego wyżywienia, proporcję kosztów dodatkowego leczenia w tym lekarstw oraz proporcję kosztów tego, że wcześniej będzie on musiał przestać pracować zawodowo z powodu wyczerpania swoich sił pracą w nadgodzinach, a te koszta na pewno przekroczą owe zrobione 100 zł. Kapitalista nie jest bowiem altruistą i płaci robotnikom tylko tyle, ile musi, wykorzystując ekonomiczny przymus pracy i bezrobocie, a więc płaci on robotnikowi mniej, niż wynosi wartość jego pracy.
    7. Nie widzę też sprzeczności pomiędzy stwierdzeniem, że „konsument, w tym więc też i pracownik najemny, wyda więcej na zakup produktów niż na zakup gotowych dań w tanim barze” i że „porównania cen oraz mas surowców i gotowego produktu nie mają sensu”, jako że porównujemy tu nie ceny poszczególnych produktów (dań w barze i artykułów żywnościowych) a tylko całość wydatków na jedzenie. Chciałeś mnie złapać za słówka, ale znów ci się to nie udało. Czy nie sądzisz, że się tu po prostu kompromitujesz?
    8. A jeśli chcesz kontynuować tę dyskusję, to zapraszam na blog Ministra Celińskiego albo Red. Jażdżewskiego, jako iż Red. Woś z nieznanych mi powodów zablokował mi dostęp do swojego blogu z mojego komputera, a więc musze ci odpowiadać z telefonu, co nie jest dla mnie szczególnie wygodne (to znaczy, że w ogóle mi to nie odpowiada).
    Szalom!

  93. @JohnKowalsky – 29 czerwca o godz. 19:04 4491

    To wracamy do „mantry” – pracownik mógłby zarobić więcej jakby się zatrudnił dodatkowo ale by nie mógł bo to by były tylko pozory, bo się robotnik szybciej zużyje. Nie może też np sam sobie gotować bo mimo że zaoszczędzi to zużyje czas a czas to pieniądz, chociaż w tym czasie i tak nie może się zatrudnić bo itd.

    Socjalistyczne wyznanie wiary szanownego Pana wraz jego dogmatami znam już na pamięć, tak często podaje je szanowny Pan bez żadnej refleksji słowo w słowo lecz z czołobitnoscią najwierniejszego wyznawcy.

  94. Programista 29 czerwca o godz. 19:53 4492
    Sorry, ale nie na temat.

  95. Programiście POlecam też to: en.wikipedia.org/wiki/The_Theory_of_the_Leisure_Class

  96. Programista,

    Albo bawisz się w demagogię, albo nie ogarniasz problemu.
    Efekt SKALI.
    Taniej jest przygotować 10 000 posiłków, dzęki tasmowej produkcji, niż indywidualnie gotować w każdym gospodarstwie.
    Wówczas można skalkulować cenę- taką pomiędzy gotowaniem indywidualnym, a marżą zysku wynikającą z efektu skali w zakupach hurtowych.
    To z tego pochodzi zysk wynikający z posiadania sieci- restauracji, sklepów, firm produkcyjnych, farmaceutycznych, motoryzacyjnych, itp.
    W pewnym momencie dochodzi do kartelizacji poszczególnych rynków.

  97. „Polska jest, za przeproszeniem, cywilizacyjnym zadupiem, które tak naprawdę nie liczy się w świecie.” S.Lem

  98. „Walka o pieniądz stwarza bardzo liczną klasę ludzi pozbawionych podstawowych środków utrzymania. Jest to bądź brak najpotrzebniejszych środków do życia, bądź brak środków na konsumpcję na przyzwoitym poziomie. W obu tych wypadkach istnieje walka o zaspokojenie codziennych potrzeb, albo podstawowych, albo „wyższych”. Walka z przeciwnościami pochłania całą energię jednostki, skierowuje wszystkie wysiłki na osiągnięcie swych egoistycznych, zawistnych celów i dzięki temu staje się coraz bardziej zasklepiona w egoizmie.” T.Veblen

  99. Optymatyk
    Dzięki za cytat z Veblena.

  100. Można przypuścić, że wszyscy ludzie mają świadomość, lecz na ogół nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. więcej
    Stanisław Lem – Okamgnienie

  101. Człowiek musi jeść, pić i ubierać się; reszta jest szaleństwem.
    Stanisław Lem – Powrót z gwiazd

  102. Idiotów uszczęśliwić można byle czym, z rozumnymi jest gorzej.
    Stanisław Lem – Cyberiada

  103. Starożytni mawiali: „mundus vult decipi, ergo decipiatur”. Świat łaknie oszustw, więc jest oszukiwany.
    S. Lem „Okamgnienie”

  104. Nie ma dobrej odpowiedzi na źle postawione pytanie.
    S. Lem „Pokój na Ziemi”

  105. Ignorancja nasza (ludzka) jest oceanem ogólnoświatowym, zaś wiedza pewna – pojedynczymi wysepkami na tym oceanie.
    S. Lem „Mój pogląd na świat”

  106. Ateistą jestem z powodów moralnych. Uważam, że twórcę rozpoznajemy poprzez jego dzieło. W moim odczuciu świat jest skonstruowany tak fatalnie, że wolę wierzyć, iż nikt go nie stworzył!
    S. Lem Wywiad dla The Missouri Review

  107. I na koniec
    Ta komórka partii zza żelaznej kurtyny – Lem jest najprawdopodobniej wieloosobowym komitetem, a nie pojedynczym osobnikiem, gdyż pisze wieloma stylami i raz zna niektóre obce języki, a raz nie – dąży do zdobycia monopolistycznej pozycji pozwalającej kontrolować opinię poprzez krytykę i artykuły pedagogiczne, stanowiąc zagrożenie dla całej naszej dziedziny science fiction z jej swobodną wymianą poglądów i myśli.
    Autor: Philip Kindred Dick
    Opis: w donosie do FBI, 1974.
    Źródło: Wojciech Orliński, Lema nie ma?; posłowie w: Stanisław Lem, Dzienniki gwiazdowe, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2008, s. 374.

  108. Też się dorzucę- z Wingrove’a:

    „Ci płaszczący się służący, ci łaszący się pochlebcy, ci zlizujący plwociny półludzie, którzy zrobią wszystko, by mieć swój udział w dobrach tego świata”…..

  109. wiesiek59 30 czerwca o godz. 10:56 4509
    Celny cytat.

  110. Jeden z najbardziej trafnych opisów naszego kraju;

    „Jedyną dobrą rzeczą, jaką można powiedzieć o Polsce, jest to, że mamy bardzo przystojne dziewczęta. Zła zaś to ta, że wolimy pójść w niedzielę do kościółka, a po mszy zapomnieć o wszystkim. Tak jest bezpieczniej. Polacy są, jak to powiedział Norwid, wspaniałym narodem i bezwartościowym społeczeństwem.” S.Lem

  111. „Dla Polaków można dużo zrobić, z Polakami nic”….
    Wielopolski

    A jakie nasz naród ma wady? Ksenofobia, antysemityzm, pijaństwo, lenistwo, chamstwo, brud, tandeta, głupota polityczna, analfabetyzm, rusofobia…
    Autor: Władysław Pasikowski

    Cechy charakterystyczne społeczeństwa polskiego to: alkoholizm, nieuczciwość, brak tolerancji względem inaczej myślących, nieposzanowanie pracy, zarówno cudzej jak i własnej. Wypadałoby zapytać, czy takiemu społeczeństwu przysługuje miano chrześcijańskiego.
    Autor: Andrzej Szczypiorski

    Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi.
    Autor: Donald Tusk, Polak rozłamany, „Znak” nr 390–391, listopad-grudzień 1987.
    ============

    Te i inne cytaty
    https://pl.wikiquote.org/wiki/Polacy

  112. Tego naprawdę się nie spodziewałem po Redaktorze.

    Okazuje się że Woś udziela rozgrzeszenia.
    Uspokajam materialistów ( gdybym nie uspokoił, zapewne groziłby Wosiowi dywanowy nalot wolno myślących od Kowalczyka), nie chodzi o żadną spowiedź powszechną, ale o rozgrzeszenie obecnie sprawujących władzę „z tytułu” rozdawnictwa.
    Wyjaśnię jedynie, że „rozgrzeszenie” to tekst Wosia zamieszczony na Gazeta.pl
    i odnoszący się do tych wszystkich danin obecnie sprawujących.
    Raczej podobnie odnoszę się do tego procederu, a jedyne co mogę dodać po lekturze komentarzy, że ponad 20-letnia mantra nie poszła na marne.
    Ton większości komentarzy krytyczny, ale jeżeli uwzględni się fakt z jakim zapałem głoszono wszem i wobec o plusach dodatnich neoliberalnych rozwiązań we wszelkich mediach i szkołach mniej lub bardziej przyzakładowych to ten fakt nikogo nie może dziwić.

  113. Wiesiek 59 cytuje Pasikowskiego. Chyba reżysera.

    „A jakie nasz naród ma wady? Ksenofobia, antysemityzm, pijaństwo, lenistwo, chamstwo, brud, tandeta, głupota polityczna, analfabetyzm, rusofobia…”
    Moje wrażenia po zapoznaniu się z treścią:

    ksenofobia -to efekt zachłannej miłości Ojczyzny…
    antysemityzm – przypadłość połowy globu…
    pijaństwo – ale nie piją na czczo…
    lenistwo – przepraszam, a Wincenty Pstrowski to Austriak?
    chamstwo – może i chamy, ale za to jak przepraszają
    brud – częste mycie skraca życie…no i nie mają dolegliwości alergicznych
    tandeta – naród estetycznych wyżyn to oczywiście Niemcy i na co im przyszło w XX wieku…
    głupota polityczna – rzeczywiście mają rezerwy w tej dziedzinie, ale się uczą
    analfabetyzm – próba badawcza raczej mało wiarygodna
    rusofobia – ale są też rusofile…na przykład wypełniający tę ankietę.

  114. @JohnKowalsky
    Co Ty na to: https://www.youtube.com/watch?v=ztNNs1tVOAk

  115. https://kultura.onet.pl/muzyka/gatunki/pop/alicja-majewska-z-powodu-niskiej-emerytury-rozwaza-sprzedaz-ukochanego-domu-artykul/bq2zvcc

    Ale najważniejsze jest;
    ” Dzisiaj Zachód wygląda inaczej. W latach 80. to był inny świat. Restauracje, sklepy – to wszystko robiło na nas ogromne wrażenie. Teraz opieram się przed wyjazdem do USA, bo nie widzę w tym sensu. To już nie jest tak intratne, jeśli chodzi o zarobki, bo dolar ma kompletnie inną wartość – uzasadniła w „NŻ”.”

  116. Optymatyk
    Same deklaracje tu nie wystarczą. Trzeba przejść do czynów.

  117. @JohnKowalsky
    Zgadza się, dobrze że chociaż wiadomo co i gdzie jest do zrobienia a gdy wrzód się napełni to pęknie rozleje się, łatwiej będzie pozamiatać. Trzeba by tzw. resorty siłowe odmówiły posłuszeństwa swoim kapitalistycznym mocodawcom. Kiedy za kapitałem przestanie stać realna przemoc fizyczna, na której on bazuje, wtedy wszystko ruszy z kopyta. Do tego potrzebna jest przebudowa świadomości wśród tzw. służb ,a to nie jest proces zbyt szybki. Wydaje się ,że teraz takim rozsadnikiem i podglebiem takich działań mogą być Chiny wsparte przez Rosję tudzież Indie i Iran. Wiadomym jest ,że wojna ,zwłaszcza nuklearna, nie załatwi nic, a zasadniczo załatwi wszystkich. I może za parę tysięcy lat zaczniemy od nowa ,ale to już jestem ciekaw co mnie to obchodzi.

  118. Fakty i mity o polityce PRL
    ‎1. Zależność od ZSRR
    Mit: PRL był wasalem ZSRR.‎
    Fakt: PRL był o wiele mniej zależny od ZSRR niż III RP jest dziś zależna od Waszyngtonu, ‎Brukseli, Berlina i Watykanu. PRL był, zaraz po ZSRR, państwem numer dwa w RWPG i ‎Układzie Warszawskim, a dziś jesteśmy daleko w tyle, jeśli chodzi o naszą pozycje w UE i ‎NATO. Ustępujemy w tych organizacjach nie tylko UK, Francji, Niemcom czy Kanadzie, ale ‎nawet i Turcji.‎
    ‎2. Kościół
    Mit: Kościół był w PRL-u prześladowany.‎
    Fakty: Kościół, szczególnie zaś rzymsko-katolicki, był w PRL-u na ogół uprzywilejowany. ‎Najtrudniejsze lata miał on pod koniec prezydentury Bieruta (apogeum zimnej wojny), który to ‎jednak początkowo chadzał pod rękę z prymasem na procesjach z okazji święta Bożego Ciała. ‎Po dojściu do władzy Gomułki kościół nie był już w Polsce aktywnie prześladowany, za Gierka ‎był on już de facto uprzywilejowany. Za rządów krypto-katolika Jaruzelskiego stał się on zaś ‎najważniejszą siłą w państwie, zaraz po armii i policji – była to jedyna organizacja ‎pozapaństwowa, która bez przeszkód działała podczas stanu wojennego.‎
    ‎3. Ustrój państwa
    Mit: PRL był państwem komunistycznym (ew. socjalistycznym)‎
    Fakt: PRL był państwem kapitalistycznym, tyle że kapitalizm był tam państwowy a nie jak dziś i ‎przed wojną rynkowy. Rządziła wówczas partia teoretycznie komunistyczna a w nazwie ‎robotnicza, która twierdziła, że buduje socjalizm, ale w PRL-u istniał przecież ogromny sektor ‎prywatnego rolnictwa i spory sektor drobnej prywatnej przedsiębiorczości nie tylko w usługach, ‎ale także i przemyśle, działały banki, był w obiegu pieniądz, obowiązywało przedwojenne ‎prawo wekslowe itp. itd.‎
    ‎4. Analfabetyzm
    Mit: analfabetyzm w Polsce zlikwidowano już w latach II RP.‎
    Fakty: Według oficjalnych ówczesnych statystyk, w Polsce w roku 1921 było aż 33,1% ‎analfabetów, w 1931 wciąż aż 23,1%. Dopiero w PRL-u odsetek ten spadł do poziomu poniżej ‎‎1%.‎
    ‎5. Awans społeczny
    Mity: To nie rządzący w PRL-u komuniści wymusili przemiany społeczne w Polsce, jako iż to ‎wojna je wymusiła, roznosząc „w pył” przedwojenną inteligencję (inteligencja polska była ‎pierwszym celem dla Niemców i Sowietów zaś, inteligencja żydowska zginęła w Holocauście). ‎Możliwość awansu odblokowały więc takie czynniki jak śmierć 5-6 milionów obywateli (Żydów ‎polskich i Polaków) i wysiedlenie z Polski milionów Niemców.‎
    Fakty: Gdyby nie komuniści rządzący Polską w latach 1944-1989, to dzieci robotników i ‎chłopów (poza nielicznymi w Polsce kułakami) nie miały by szansy, tak jak przed wojną, na ‎podjęcie studiów wyższych czy choćby na zdobycie matury. Poza tym, to spora część polskiej ‎inteligencji przetrwała wojnę, a sporo polskich inteligentów wróciło do Polski po wojnie z ‎emigracji, np. z Francji i innych państw Zachodu.‎
    ‎6. Wyksztalcenie wyższe
    Mit: W PRL-u nie upowszechniono w istotnym stopniu wyksztalcenia wyższego, jako że w roku ‎‎1988 miało je tylko 6-8% społeczeństwa.‎
    Fakty: Przed wojną wyższe wyksztalcenie miało tylko 0,7% ludności Polski (1921 rok – brak ‎danych za ‎lata późniejsze).‎‏ Dopiero‎ szybka industrializacja Polski w latach PRL-u ‎wymusiła ‎upowszechnienie wyksztalcenia ścisłego i technicznego, które w przedwojennej, rolniczej ‎Polsce ‎mocno szwankowało. W II Rzeczypospolitej funkcjonowało tylko pięć ‎uniwersytetów: ‎‎Jagielloński, Wileński, Lwowski, Warszawski i Poznański (KUL sie nie liczył, ‎jako że nie miał on ‎wydziałów ścisłych) oraz tylko dwie politechniki: Warszawska i Krakowska ‎AGH (Politechnika ‎Gdańska była wówczas niemiecka).‎
    ‎7. Reforma rolna
    Mit: Reforma rolna to był pomysł skradziony PSL-owi przez komunistów.‎
    Fakty: Reforma rolna nie mogła dość do skutku przed wojną, ponieważ blokowało ją ‎wpływowe wówczas ‎ziemiaństwo.‎
    ‎8. Nierówności
    Mity: W PRL-u wszyscy stali się biedakami i tylko dlatego tylko zmalały nierówności.‎
    Fakty: Nierówności radykalnie zmalały w Polsce powojennej, głównie na skutek likwidacji ‎klas ‎pasożytniczych, czyli burżuazji i ziemiaństwa oraz likwidacji bezrobocia i zniknięcia ‎bezrolnej ‎podklasy rolników.‎

  119. Fakty i mity o gospodarce PRL
    ‎1. Bezrobocie
    Mity: W PRL było znaczne ukryte bezrobocie, jako że występował tam znaczny nadmiar ‎zatrudnienia w przemyśle, górnictwie i rolnictwie oraz administracji.‎
    Fakty: W PRL-u ukryte bezrobocie było marginalne, znacznie mniejsze niż przed wojną czy też ‎po roku 1989. Przykładowo, w obecnej Polsce mamy nawet więcej urzędników państwowych ‎niż mieliśmy ich w PRL-u, mimo że państwo kontroluje dziś znacznie mniejszą cześć ‎gospodarki niż w czasach Polski Ludowej. Rozrosły się też w III RP usługi niematerialne, które ‎‎„pompują” („nadmuchują”) PKB, ale na ogół niczego realnego czy też potrzebnego one nie ‎wytwarzają, a więc mamy dziś więcej niż w PRL-u (liczbowo i procentowo) de facto ‎bezrobotnch, choć oficjalnie pracujących, niż to było w czasach PRL-u. Mamy też w dalszym ‎ciągu olbrzymie ukryte bezrobocie na polskiej wsi, która jest wciąż przeludniona, na której ‎wciąż mieszka o kilka milionów osób za dużo. Paradoksalnie, niezbędną przecież reformę ‎polskiego rolnictwa opóźniają dotacje płacone polskim rolnikom przez Unię, często tylko po to, ‎aby ci rolnicy pozostali na wsi i tym samym nie emigrowali do miast, zwiększając tam legiony ‎ludzi zbędnych, czyli bezrobotnych i bezdomnych.‎
    Tak więc realna stopa bezrobocia przekracza obecnie w Polsce 20% i to znacznie, gdyż do de ‎facto tego około miliona oficjalnie bezrobotnch ‎,do faktycznie bezrobotnych należy zaliczyć w ‎Polsce także tych, którzy choć są formalne zatrudnieni, to nic użytecznego nie wytwarzają, a ‎więc co najmniej ten milion urzędników państwowych, samorządowych i zatrudnionych w ‎firmach prywatnych, czyli w praktyce np. prawie cały warszawski „Mordor”. Jak to podaje ‎GUS, w Polsce jest już ponad 600 tys. urzędników państwowych i prawie pół miliona ‎urzędników w sektorze prywatnym ‎. Dodajmy do tego co najmniej milion zbędnych ludzi na ‎polskiej wsi, gdyż jak to podaje Gazeta Prawna ‎, prawie milionowa armia ludzi bez pracy żyje ‎dziś na polskiej wsi.‎
    Dodajmy wreszcie te co najmniej dwa miliony Polaków, których wysokie bezrobocie i niskie ‎płace zmusiły do emigracji zarobkowej z przyczyn politycznych. Według mocno zaniżonych ‎szacunków GUS-u ‎, w końcu 2016 roku poza granicami Polski przebywało czasowo około 2 i ‎pół miliona Polaków. Dodajmy więc do liczby bezrobotnych te dodatkowe co najmniej cztery ‎miliony de facto bezrobotnych Polaków, a wtedy dopiero uzyskamy prawdziwy obraz ‎bezrobocia w Polsce: ‎
    Zatrudnieni 16,5 mln
    Oficjalnie bezrobotni 1 mln
    Razem siła robocza 17.5 mln
    Realnie bezrobotni: 1 mln (oficjalnie bezrobotni) + 1 mln (zbędni urzędnicy) + 1 mln (zbędni ‎ludzie na wsi) + 2 mln (emigracja zarobkowa) = 5 mln
    Oficjalna stopa bezrobocia (1.0/17.5)*100=5.7%‎
    Realna stopa bezrobocia: (5.0/17.5)*100=28.6% i jest to moim bardzo zaniżony szacunek, jako ‎że poza granicami Polski pracuje dziś dobrze ponad trzy miliony Polaków zmuszonych do ‎wyjazdu z Polski przez tzw. transformację.‎

  120. 2. Przemysł‎
    Mity: Przemysł PRL-u był przestarzały i niekonkurencyjny na rynkach światowych.‎
    Fakty: Przemysł PRL-u stał się niekonkurencyjny i przestarzały dopiero po roku 1980, czyli po ‎festiwalu strajków zorganizowanym przez NSZZ Solidarność i na skutek blokady ekonomicznej ‎nałożonej na Polskę przez Zachód. Paradoksalnie, główny zagraniczny architekt tej blokady, ‎czyli Ronald Reagan, ma dziś swój pomnik w samym centrum Warszawy.‎
    Polska za czasów PRL-u nie tylko produkowała, ale także eksportowała i to na cały świat takie ‎wyroby jak komputery i inny sprzęt informatyczny, samochody osobowe i ciężarowe, samoloty ‎‎(w tym odrzutowe), helikoptery, fabryki kwasu siarkowego, tabor kolejowy etc. Mieliśmy wtedy ‎swój własny przemysł, swoją własną myśl techniczną i całkiem dobre wyższe uczelnie aż ‎przyszedł Balcerowicz i to wszytko zniszczył, jako że „taniej będzie to wszystko kupić ‎zagranicą” i „w Polsce nie opłaca się tego produkować”. Tyle, że Balcerowicz nie powiedział ‎nam, za co mamy to kupić zagranicą i skończyło się więc to wszystko na tym, że jesteśmy dziś ‎zadłużeni na prawie 400 mld USD, czyli ponad 10 razy tyle, co byliśmy zadłużeni za Gierka a ‎praktycznie nieskończenie więcej niż wynosił nasz dług za Gomułki.‎
    Przykład „zacofania” technologicznego PRL-u: w roku 1999 Serbowie strącili podczas swej ‎wojny z Ameryką ‎‎„niewidzialny” dla radaru amerykański samolot F-117 przy pomocy ‎rosyjskiej rakiety S-125 Newa, ‎czeskiego radaru Tamara i polskiego komputera ODRA 1325. Za ‎karę, musieliśmy zburzyć Elwro, ‎które to fabryka wyprodukowała ten komputer. Zestrzelenia ‎dokonała rosyjska bateria pocisków systemu S-‎‎125 Newa, ale bez czeskiego radaru i polskiego ‎komputera, nie doszłoby to do skutku: ‎„Odra 1325 doczekała się również swojej wersji ‎wojskowej – Rodan 10. Od połowy lat 1970-tych ‎komputer ten wykorzystywany był do analizy ‎danych z radarów w systemie obrony powietrznej ‎kraju. Na bazie Rodanów produkowano ‎systemy obrony przeciwlotniczej dla Układu ‎Warszawskiego. Mało kto dziś wie, że Rodan 10 ‎okazał się najskuteczniejszym systemem do ‎wykrywania ponoć niewykrywalnych samolotów ‎typu stealth, czyli bombowców B-2 czy ‎myśliwców F-117”. ‎
    http://www.tvp.pl/wiedza/aktualnosci/odra-cud-ktory-pokonal-ameryke/4428453‎

  121. ‎3. Dług zagraniczny
    Mit: Polska była najbardziej zadłużona zagranicą w okresie PRL-u, a dokładniej w latach 1970-‎tych i 1980-tych.‎
    Fakty: Obecny dług zagraniczny Polski przekracza i to znacznie ten z lat 1970-tych i 1980-tych. ‎Fakty są bowiem takie, że Gierek zadłużył Polskę w latach 1970-1980 na około 21 mld dolarów ‎USA, a posolidarnościowe rządy zadłużyły Polskę w latach 1989-2016 na około 300 mld ‎dolarów USA, przy czym tylko za czasów, kiedy Balcerowicz były wicepremierem, ministrem ‎finansów i prezesem NBP zadłużenie Polski wzrosło o około 121 miliardów dolarów USA – ‎patrz tabele poniżej.‎
    Ponadto, to dług Gierka poszedł przede wszystkim na cele inwestycyjne, a dług III RP głównie ‎na konsumpcję. Pokażcie mi choć jedną większą nową fabrykę wybudowaną w Polsce po roku ‎‎1989 przez Polaków i dla Polaków. Przypominam też, że tzw. pomoc otrzymywana przez Polskę ‎z UE, a która idzie częściowo na budowę i modernizację infrastruktury nie wlicza się do długu, ‎mimo że to są pieniądze, które my de facto oddajemy Zachodowi, np. w formie pozwolenia na ‎wywóz z Polski zysków zagranicznych firm działających w Polsce, a więc ta pomoc unijna to ‎jest de facto pożyczka i to wysokooprocentowana. Przecież inaczej, gdyby ta pomoc nie dawała ‎zysków Zachodowi, to Polska by nigdy tej unijnej pomocy nie dostała, jako że w kapitalizmie ‎nic nie dostaje się przecież za darmo.‎
    Zadłużyliśmy się więc dziś znacznie bardziej niż za Gierka, jako że nasz dług zagraniczny ‎wynosi obecnie aż 71.7% PKB i aż 171.8% naszego eksportu, a w roku 1989 wynosił on ‎odpowiednio tylko 20.3% PKB i 154.2% naszego eksportu (dane Międzynarodowego Funduszu ‎Walutowego i CIA). Jak to wyliczyłem, sam tylko Leszek Balcerowicz, jako wicepremier i ‎minister finansów oraz jako prezes NBP zadłużył nas zagranicą na ponad 120 mld USD. Pan ‎Leszek Balcerowicz, za swojej kadencji jako (wice)premier, minister finansów i prezes NBP ‎zadłużył przecież Polskę na prawie 200 mld dolarów USA czyli 10 razy tyle co Gierek, a mimo ‎to mamy dziś w Polsce, po ćwierćwieczu reform jego i jego uczniów, podobny poziom rozwoju ‎co Białoruś, która uniknęła problemów jakie my mieliśmy i dalej mamy w związku z reformami ‎Balcerowicza: bezrobocie, bezdomność, niskie płace, masowa ucieczka Polaków z Polski etc. ‎To przecież nie kto inny, jak Balcerowicz, na rozkaz swoich mocodawców z Zachodu, ustawił ‎polską gospodarkę już w roku 1990 na nieustanne zadłużanie się, a czego dowodem jest 27 ‎deficytów budżetu w ciągu 27 lat i wciąż rosnący dług zagraniczny RP.‎
    Fakty są przecież takie, że w latach 1989-1991, na samym początku tej, tragicznie nieudanej ‎transformacji, dług zagraniczny Polski wzrósł z 24 mld USD to 47 mld USD czyli prawie ‎dwukrotnie, a w latach 1997-2007 z 49 mld USD do prawie 230 mld USD, to jest wzrósł on o ‎‎22 mld USD w latach 1997-2000 i o aż 156 mld USD w latach 2001-2007. Oznacza to, że ‎zadłużenie zagraniczne Polski za rządów Balcerowicza wzrosło łącznie o prawie 200 miliardów ‎dolarów USA, a i tak jesteśmy pod względem PKB per capita mniej więcej na poziomie ‎Białorusi, a mamy przy tym o wiele wyższe bezrobocie i o wiele wyższe zadłużenie ‎‎(zagraniczne i wewnętrzne) niż Białoruś. To są fakty, wzięte z takich źródeł jak Bank Światowy, ‎CIA i MFW (IMF), a z faktami się przecież nie dyskutuje.‎
    Tak więc obecna Polska, ze swym obecnym długiem, wynoszącym prawie 72% PKB i prawie ‎‎172% eksportu, od dawna jest de facto bankrutem, tyle że takim, który odracza ogłoszenie ‎niewypłacalności przez zaciąganie kolejnych pożyczek na obsługę istniejącego długu, jako że ‎Polska ma dziś, w odróżnieniu od roku 1981, otwarte linie kredytowe w zachodnich bankach. ‎Ale pamiętajmy, że te linie kredytowe mogą być zamknięte w każdej chwili i że decyzja ‎pozostawienia ich na razie otwartych jest decyzją na 100% polityczną. Wiemy przecież ‎doskonale, że życie na kredyt musi się kiedyś skończyć i to smutno – zarówno dla Polski jak i ‎dla UE oraz dla całego tzw. Zachodu. I co wtedy?‎
    Owo ogromne, wynoszące dziś już dobrze ponad 1000 miliardów złotych zadłużenie Polski, jest ‎przecież głównie „zasługą” Balcerowicza, który ustawił polską gospodarkę już w roku 1990 na ‎nieustanne zadłużanie się, a czego dowodem jest 27 deficytów budżetu w ciągu 27 lat i wciąż ‎rosnący dług zagraniczny RP. Przypominam raz jeszcze, że fakty są takie, że w latach, kiedy ‎Balcerowicz był odpowiedzialny za finanse RP czy to jako wicepremier i minister finansów czy ‎też jako prezes NBP, dług zagraniczny Polski wzrósł łącznie o aż 121 miliardów dolarów USA:‎
    ‎- w latach 1989-1991 (Balcerowicz jako wicepremier i minister finansów) o 10 mld USD (z 38 ‎mld do 48 mld)‎
    ‎- w latach 1997-2000 (Balcerowicz jako wicepremier i minister finansów) o 22 mld USD (z 41 ‎mld do 63 mld- w latach 2001-2007 (Balcerowicz jako prezes NBP) o 89 mld USD (z 63 mld do ‎‎152 mld)‎
    Jeśli chodzi zaś o dług rządowy, to za czasów kiedy Balcerowicz był odpowiedzialny za finanse ‎RP, wzrósł on o aż 311 miliardów złotych:‎
    ‎- w latach 1989-1991 (Balcerowicz jako wicepremier i minister finansów) o 100 mld zł (z 141 ‎mld do 214 mld)‎
    ‎- w latach 1997-2000 (Balcerowicz jako wicepremier i minister finansów) o 109 mld zł (z 193 ‎mld do 302 mld)‎
    ‎- w latach 2001-2007 (Balcerowicz jako prezes NBP) o 102 mld zł (z 302 mld do 404 mld)‎
    Mimo, a raczej na skutek tej eksplozji zadłużenia, to jesteśmy pod względem PKB per capita ‎mniej więcej na poziomie Białorusi, a mamy przy tym o wiele wyższe bezrobocie i o wiele ‎wyższe zadłużenie (zagraniczne i wewnętrzne) niż Białoruś. Przypominam, że to są wszystko ‎fakty, wzięte z takich źródeł jak Bank Światowy, CIA i MFW (IMF), a z takimi faktami, to się ‎przecież nie dyskutuje.‎

  122. 4. Poziom życia
    Mity: Wzrost poziomu życia w czasach PRL-u to był tylko marny odprysk tego, co miało ‎miejsce po wojnie w tych częściach Europy, które nie były pod kontrolą ZSRR. Nawet bardzo ‎biedne przed wojną kraje jak Hiszpania, Grecja czy Portugalia po kilku dekadach wyprzedzały ‎nas o gospodarczo o kilkadziesiąt lat.‎
    Fakty: Nieprawdą jest, że Hiszpania, Grecja czy Portugalia wyprzedzały nas po wojnie ‎o ‎gospodarczo o ‎kilkadziesiąt lat. Byliśmy w czasach Bieruta, Gomułki i Gierka blisko ‎średniego ‎poziomu Włoch, który zawyżony był i jest przez bardzo ‎bogatą północ.‎ Poza tym, to ‎nie ‎popełniajmy błędu porównując PKB per capita, nawet PPP, czyli z uwzględnień poziomu ‎cen, a ‎porównajmy lepiej poziom konsumpcji. Przykładowo – Irlandia ma w Europie PKB per ‎capita (nawet PPP, czyli biorąc pod uwagę poziom cen) mniejszy ‎tylko od Luksemburga a ‎większy nawet niż Szwajcarii (biorąc pod uwagę tylko większe państwa, a pomijając „mikroby” ‎takie jak ‎Monako czy nawet Liechtenstein), ale pod względem poziomu konsumpcji wcale nie ‎wyprzedza ‎ona znacznie Polski (Irlandia 95% średniej unijnej, a Polska 74% tej średniej). ‎Wskaźnik AIC, czyli rzeczywista indywidualna konsumpcja, uważany jest za realną miarę ‎dobrobytu kraju. Bierze on pod uwagę dobra i usługi kupowane przez poszczególne ‎gospodarstwa domowe bezpośrednio, jak i poprzez różnego rodzaju organizacje typu „non–‎profit” i rząd dla konsumpcji indywidualnej (ochrona zdrowia, edukacja itp.). Im wyższy ten ‎wskaźnik, tym większy jest poziom dobrobytu. Dopiero po tym, kolejnym ważnym ‎wskaźnikiem, który oddaje poziom zamożności społeczeństwa jest PKB na mieszkańca (PKB ‎per capita). ‎Z danych Eurostatu wynika więc, że pod względem dobrobytu najlepiej mają się w ‎Europie mieszkańcy Luksemburga, Niemiec i Austrii, a Polska znajduje się w średniej grupie z ‎jej 74% średniej unijnej.‎

  123. ‎5. Rozwój gospodarczy‎
    Mity: przynależność do bloku radzieckiego zahamowała nasz rozwój gospodarczy w sposób ‎drastyczny – o ile zestawimy to, co faktycznie było z tym, co mogło być pod warunkiem ‎pozostania w obozie zachodnim.‎
    Fakty: Pozostając w bloku zachodnim, mielibyśmy dziś gospodarkę taką jak dziś, czyli ‎kompradorską i ‎neokolonialną, ale o wiele biedniejszą. Lepiej by się dziś żyło, tak jak przed ‎wojną, tylko kilku ‎procentom najbogatszych kapitalistów i obszarników, a reszcie Polaków ‎żyłoby się znacznie gorzej. ‎Mielibyśmy jak przed wojną i w Ameryce Łacińskiej rozległe slumsy ‎i powszechną biedę oraz malutkie ‎enklawy zamożności i bogactwa.‎
    ‎6. Handel zagraniczny‎
    Mit: Polska traciła na handlu ze Związkiem Radzieckim.‎
    Fakt: Polska zyskiwała na handlu ze Związkiem Radzieckim, jako że za statki i inne nasze ‎wyroby przemysłowe, które trudno było wówczas sprzedać na przesyconym rynku światowym, ‎otrzymywaliśmy wówczas z ZSRR ropę naftową i gaz ziemny oraz inne surowce (np. rudy ‎metali) po preferencyjnych cenach.‎
    ‎7. Ekonomia niedoborów‎
    Mit: Gospodarka PRL-u była gospodarką niedoborów
    Fakty: Gospodarowanie polega na możliwie jak najlepszym (najbliższym do optymalnego) ‎zaspokajaniu potrzeb konsumentów (a które to potrzeby są przecież nieograniczone) przy ‎pomocy będących do dyspozycji, z definicji ograniczonych zasobów (surowców, mocy ‎produkcyjnych etc.). Kapitalizm, w tym, więc także i państwowy, czyli ustrój gospodarczy PRL-‎u, jest więc z definicji gospodarką niedoborów, tyle, że w kapitalizmie państwowym w PRL-‎owskim wydaniu występował niedobór towarów i usług konsumpcyjnych na rynku dóbr i usług, ‎a w obecnym, rynkowym kapitalizmie mamy ostry niedobór miejsc pracy na rynku pracy a na ‎rynku pieniądza – ostry niedobór pieniędzy wśród większości konsumentów. Kapitalizm ‎państwowy był w Polsce gospodarką niedoboru towarów konsumpcyjnych, jako że z powodu ‎zimnej wojny w tzw. Bloku Socjalistycznym priorytet miał przemysł ciężki, głównie produkcja ‎uzbrojenia. Natomiast obecnie, w warunkach kapitalizmu rynkowego, mamy w Polsce ‎gospodarkę niedoboru miejsc pracy, niedoboru ‎pieniądza wśród ludzi pracy a przed wszystkim ‎gospodarkę niedoboru popytu. Tak więc USA od lat ‎prowadzą gospodarkę tzw. wojennego (albo ‎militarnego) Keynesizmu polegającą na ratowaniu ‎upadających amerykańskich przedsiębiorstw ‎takich jak Boeing, GM czy też GE poprzez zamówienia ‎wojskowe. Obecny rząd Morawieckiego ‎idzie podobną drogą, przeznaczając coraz to większą część PKB na zbrojenia i tak kółko się ‎zamyka – powracamy do priorytetu dla zbrojeń, tyle że w innym, „amerykańskim”, a nie jak ‎dawniej „radzieckim” wydaniu.‎
    Poza tym, to pamiętajmy, że alternatywą dla tych tak ostro krytykowanych przez liberałów ‎kartek czyli przydziałów deficytowych dóbr, jest tylko by zaporowa ‎cena na deficytowy towar. ‎I w ten właśnie sposób, czyli przez zaporowe ceny mieszkań i zaporowe czynsze, „rozwiązuje” ‎się ‎obecnie w takich państwach zaawansowanego kapitalizmu rynkowego, jak np. w Australii, ‎problem niedostatku mieszkań, ale w rezultacie otrzymuje się bezdomność i ‎problemy ‎finansowe ludzi, którzy muszą wydawać na czynsz ponad połowę swoich dochodów.‎‏ Jestem‎ ‎więc za racjonowaniem deficytowych dóbr konsumpcyjnych, takich jak np. mieszkania, w ‎sytuacji ‎ich niedoboru, aby zapobiec spekulacji deficytowymi dobrami konsumpcyjnymi, ale ‎tylko do czasu, ‎aż znikną ich niedobory, np. znikną niedobory mieszkań, gdyż zacznie je ‎budować państwo.‎

  124. Optymatyk 10 lipca o godz. 21:17 4523
    Co sądzisz o spotkaniu Putina z Trumpem?
    Szalom!

  125. @JohnKowalsky

    „i tak jesteśmy pod względem PKB per capita mniej więcej na poziomie ‎Białorusi”

    Polska 15751.23
    Białoruś 6375.82
    https://pl.tradingeconomics.com/country-list/gdp-per-capita?continent=europe

    Przy tak pojmowanym „mniej więcej” można wykazać wszystko.

  126. No, to może teraz się coś zacznie?
    https://wiadomosci.onet.pl/kraj/trwa-protest-mundurowych-mozliwa-manifestacja-w-warszawie-artykul/jgs28kz
    „W ostateczności funkcjonariusze zapowiadają, że wyjdą na ulice.”

  127. programista
    17 lipca o godz. 9:27 4533
    Spotykają się chcący się rozwieść lekarz i chory prawnik.
    Lekarz zbadał prawnika i wypisał mu receptę a prawnik napisał lekarzowi pozew rozwodowy.
    W USA wystawili sobie nawzajem rachunki po 1000 USD a w Polsce była to „przysługa za przysługę”.
    O ile wskutek tego zwiększył się PKB w USA a ile w Polsce ?

  128. Racja, kaesjot.

  129. programista 17 lipca o godz. 9:27 4533
    GDP per capita PPP w porównywalnych międzynarodowych dolarach (current Geary–Khamis dollars, also known as international dollars):
    Dane MFW (IMF):
    Polska 29,251, Białoruś 18,616
    Dane banku Światowego (World Bank)
    Polska 29,291, Białoruś 18,848
    dane CIA:
    Polska 29,300 Białoruś 18,600
    Rożnica na korzyść Polski około 1,6 razy a nie, jak ty podałeś 2,5 razy.

  130. programista 17 lipca o godz. 9:27 4533
    Rozumiesz to: Comparisons of national wealth are frequently made on the basis of nominal GDP and savings (not just income), which do not reflect differences in the cost of living in different countries (see List of countries by GDP (nominal) per capita); hence, using a PPP basis is arguably more useful when comparing generalized differences in living standards between nations because PPP takes into account the relative cost of living and the inflation rates of the countries, rather than using only exchange rates, which may distort the real differences in income. This is why GDP (PPP) per capita is often considered one of the indicators of a country’s standard of living,[2][3] although this can be problematic because GDP per capita is not a measure of personal income. (See Standard of living and GDP.)
    Note that the Irish GDP data below is subject to material distortion by the tax planning activities of foreign multinationals in Ireland. 2015 Irish GDP was over 150% of 2015 Irish GNI. To address this, in 2017 the Central Bank of Ireland created „modified GNI” (or GNI*) as a more appropriate statistic, and the OECD and IMF have adopted it for Ireland. 2015 Irish GDP is 143% of 2015 Irish GNI.
    Wiecej po „Distorted GDP-per-capita for tax havens” pod adresem:
    https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_(PPP)_per_capita

  131. programista 17 lipca o godz. 9:27 4533
    Porównania bogactwa narodowego są często dokonywane na podstawie nominalnego PKB i ‎posiadanych nominalnych oszczędności (nie tylko dochodu), które jednak nie odzwierciedlają różnic w ‎kosztach utrzymania w różnych krajach. W związku z tym korzystanie z zasady PPP (parytetu siły ‎nabywczej) jest bardziej użyteczne przy porównywaniu ogólnych różnic w standardach życia między ‎narodami, ponieważ PPP uwzględnia relatywne koszty utrzymania i stopy inflacji w krajach, zamiast ‎używać jedynie kursów wymiany, które na ogół mocno zniekształcają rzeczywiste różnice w ‎dochodach. Właśnie dlatego PKB (PPP) na mieszkańca (per capita) jest często uważany za jeden z ‎ważniejszych wskaźników poziomu życia w danym kraju, chociaż to może to być problematyczne, ‎ponieważ PKB na mieszkańca nie jest miarą dochodów osobistych.‎
    Istnieje wiele naturalnych przyczyn ekonomicznych, które powodują, że PKB na mieszkańca (per ‎capita) zostaje zniekształcony, np. kraje bogate w zasoby ropy, gazu i inne surowce (od Arabii ‎Saudyjskiej i Kataru po Australię i Kanadę) mają zazwyczaj wysoki wskaźnik PKB na mieszkańca, ‎choć mają one gospodarki typowe dla krajów III świata (oparte na eksporcie surowców). Coraz częściej ‎uznaje się też, że raje podatkowe dla indywidualnych osób albo dla przedsiębiorstw zniekształcają dane ‎ekonomiczne, które powodują sztucznie zawyżone dane dotyczące PKB na jednego mieszkańca (per ‎capita). Szacuje się, że ponad 15% państw to są raje podatkowe. Badania przeprowadzone przez MFW ‎szacują, że około 40% globalnych przepływów FDI czyli tzw. Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych ‎‎(BIZ), które mają duży wpływ na PKB różnych państw, są tzw. transakcjami fantomowymi, czyli ‎niezwiększającymi realnego poziomu dobrobytu. Odnosi się to też do Polski, gdzie oficjalnie wpływają ‎spore pieniądze z owych FDI, ale to są tylko fikcyjne, „fantomowe” pieniądze, których zwyczajny ‎Polak nigdy nie zobaczy.‎
    Najlepiej jest to widać na przykładzie Irlandii, gdzie w roku 2017 dane gospodarcze stały się tak ‎zniekształcone przez amerykańskie międzynarodowe strategie unikania opodatkowania (patrz pod ‎‎„ekonomia krasnoludków” – „leprechaun economics”), znane również jako działania BEPS, że Irlandia ‎porzuciła statystyki PKB (GDP i GNP) jako wiarygodne mierniki swojej gospodarki i utworzyła ‎zastępczą statystykę zwaną Zmodyfikowanym Dochodem Narodowym Brutto (Modified Gross ‎National Income), w skrócie GNI. Irlandia jest bowiem jednym z największych na świecie rajów ‎podatkowych i jedną z największych na świecie pralnią brudnych pieniędzy, ale Komisja Europejska ‎udaje, że tego nie widzi. Do największych rajów podatkowych i pralni brudnych pieniędzy zalicza się ‎obecnie według MFW i Banku Światowego: Katar, Makao, Luksemburg (kraj Junckersa, szefa KE), ‎Singapur, Brunei, Irlandię, Norwegię, Kuwejt, Emiraty (ZEA -UAE), Szwajcarię, Hong-Kong, San ‎Marino, USA, Arabię Saudyjską, Holandie, Islandię i Bahrajn oraz Austrię, Danię i Szwecję.‎
    Więcej tu: https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_(PPP)_per_capita

  132. Optymatyk 17 lipca o godz. 17:41 4534
    To dobrze, jako że wreszcie pojawią się policjanci na ulicach. Będzie bezpieczniej!

  133. „Co sądzisz o spotkaniu Putina z Trumpem?” JohnKowalsky

    Wiadomym jest, że prezydent Trump jest dobrym biznesmenem, a nie dyplomatą.
    Mówi czasem emocjonalnie to,co myśli. Na pewno jednak kieruje się interesem swojego państwa i narodu w pierwszej kolejności. To że próbuje złagodzić napięcia w stosunkach z mocarstwem atomowym ,jest raczej godne pochwały,a nie krytyki.
    Przez próbę zbliżenia z Rosją, która ma wiele do zaoferowania w sprawie pokoju światowego naraził się jednak „jastrzębiom”-ludziom, dla których im gorsze stosunki z Rosją, tym lepiej. Dobrze byłoby, aby przed krytyką Trumpa zastanowili się, czy po to by zwiększać konflikt z Rosją trzeba było organizować ten szczyt w Helsinkach. Wprawdzie prezydent Putin twierdzi ,że zimna wojna dawno przeszła do historii, to jednak trwa gorąca wojna i to u granic wschodniej flanki NATO ,w pobliżu granic Polski, gdzie naprzeciwko siebie stoją uzbrojone po zęby wojska. Czy ci krytykanci chcą,aby te armie ruszyły na siebie?
    Co do działań służb specjalnych USA, takich jak CIA ,FBI to przecież wiadomym jest wszem i wobec ,że już wiele razy opierając się na fałszywkach ,wywołano konflikty lokalne ,w wyniku których zginęło miliony ludzi i zdemolowano wiele państw np. Irak i Libia, Afganistan oraz Syria.
    Podobno głównym wygranym mają być Chiny (ludowe).

  134. @JohnKowalsky

    Sam Pan rozpoczął sążniste wywody krytykujące transformację, w oparciu właśnie o wskaźnik PKB, powtarzając kilkukrotnie
    „To są fakty, wzięte z takich źródeł jak Bank Światowy, ‎CIA i MFW (IMF), a z faktami się przecież nie dyskutuje.‎”

    Podałem zatem konkretne dane wraz ze źródłem, w którym każdy może sprawdzić jak to wygląda i ocenić wiarygodność prezentowanych treści.

  135. programista 18 lipca o godz. 8:09 4543
    To nie ja zacząłem na tym blogu oceniać poziom rozwoju państw na podstawie wskaźnika PKB, a tylko ‎tacy liberałowie jak ty. Ja zawsze krytykowałem ten wskaźnik, przypominając wiele razy, że ‎
    ‎1. PKB (w tym też i per capita) w żadnym wypadku nie jest miarą dobrobytu. Według ONZ, PKB ‎oznacza jedynie produkcję tych dóbr i usług, które są wprowadzone na rynek. Wśród owych dóbr i ‎usług znajdują się zaś nie tylko poprawiające dobrobyt ludności danego kraju, ale też i te, które ów ‎dobrobyt umniejszają. PKB mierzy także usługi rządowe po koszcie (a więc je niedoszacowuje) i ‎zawiera tylko małą część tej produkcji rolników, która zostaje w gospodarstwie rolnym, oraz nie ‎zawiera produkcji gospodarstw domowych, szczególnie zaś tej wytwarzanej przez kobiety, albowiem ‎do PKB jest liczone tylko to, co jest sprzedane, i w praktyce nawet nie zawsze. Produkcja sektora ‎nieformalnego nie jest też na ogół w ogóle zawarta w PKB. Ogólne dane odnośnie całego PKB i ‎średnich na osobę (per capita) nie dostarczają także żadnej informacji o dystrybucji dochodów oraz o ‎korzyściach gospodarczych dla różnych grup w społeczeństwie, które mogą one zyskać na skutek ‎rozwoju gospodarczego. PKB nie mówi też niczego o warunkach pracy i satysfakcji z niej uzyskanej; ‎nie mówi też nic o stopniu udziału w narodowym życiu różnych grup społecznych oraz nie mówi nic o ‎innych ważnych wymiarach rozwoju takich jak sytuacja demograficzna i warunki polityczne. ‎Międzynarodowe porównania często zaś zawodzą ze względu na to, że kursy wymiany walut nie są ‎odpowiednie do ustalenia względnej siły nabywczej walut, szczególnie w obszarze konsumpcji dóbr i ‎usługi przez gospodarstwa domowe. Studia alternatywnych metod porównywania PKB między krajami ‎bazujące na sile nabywczej walut (PPP) wskazują, iż konwencjonalne konwersje walut (to jest według ‎kursu ich wymiany) mogą przesadnie zwiększać względną ekonomiczną odległość między krajami o ‎wysokim i niskim PKB per capita. Jest to dobrze zilustrowane przez fakt, że nikt nie mógłby utrzymać ‎się przy życiu w wysoko rozwiniętych („przemysłowych”) krajach z dochodów ocenionych na ‎całkowicie wystarczające do przeżycia w biedniejszych („rozwijających się”) krajach (United Nations: ‎Overall Socio-economic Perspective of the World Economy to the Year 2000 (New York: UN, 1990 s. ‎‎21)‎
    ‎2. Miarą dobrobytu jest zaś tzw. HDI (Human Development Index – „wskaźnik rozwoju ludzkiego”) ‎czyli Wskaźnik Rozwoju Społecznego WRS – syntetyczny miernik opisujący stopień rozwoju ‎społeczno-ekonomicznego poszczególnych krajów (stąd czasem nazywany wskaźnikiem rozwoju ‎społeczno-ekonomicznego), opracowany w roku 1990 przez pakistańskiego ekonomistę Mahbuba ul ‎Haqa. Oparty na tym wskaźniku system porównywania wprowadzony został przez Organizację ‎Narodów Zjednoczonych i od roku 1993 ONZ a dokładniej UNDP (agenda ONZ do spraw rozwoju) ‎wykorzystuje go w swoich corocznych raportach. Polska ma obecnie (dane za rok 2015) HDI 85.5 a ‎Chiny 73.8, ale w roku 1970 Chiny miały HDI 34.9 a Polska 82.9, zaś w roku 1990 odpowiednio 51.4 i ‎‎80.7, a więc w porównaniu do roku 1970 Chiny poprawiły się o 2,11 razy (111%) a Polska tylko o ‎‎1.03 razy (3%) zaś w porównaniu do roku 1990 Chiny poprawiły się o 1.43 razy (43%) a Polska o ‎tylko 1.06 razy (6%). Podobnie Białoruś ma (dane za rok 2016) HDI 79.6, czyli niewiele tylko (o ok. ‎‎7%) mniejszy niż Polska – 85.5 w roku 2015.‎

  136. Optymatyk
    Ja też wolę, że Trump rozmawia z Putinem, zamiast grozić mu rozpoczęciem wojny, czego wyraźnie ‎sobie życzą polscy politycy z POPiSu, pozostający od roku 1989 (jak nie wcześniej) na służbie CIA, ‎Mosadu, MI(n) i Bundesnachrichtendienst. I zgoda, że głównym wygranym konfliktu na linii USA-‎Rosja muszą być Chiny Ludowe czyli ChRL, jako że Tajwan to jest przecież część ChRL i niedługo ‎będzie on rządzony z Pekinu.‎

  137. Programista
    Podałeś tylko PKB per capita według aktualnego kursu wymiany, a więc dane, które w ogóle nie maja ‎sensu (patrz np. przypadek Irlandii z jej pozorne wysokim PKB per capita).‎

  138. Programista
    Porównuje się PKB PPP, a ten wynosi: według IMF (MFW) Niemcy $4,170,790 mln a Rosja ‎‎$4,007,831 mln a według Banku Światowego odpowiednio $4,030,399 mln i $3,635,868 mln a według ‎CIA odpowiednio $4,150,000 mln i 4,000,000 mln- ‎en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_(PPP).‎
    W wielkim skrócie: parytet siły nabywczej czyli PPP (od ang. Purchasing Power Parity) jest to kurs ‎wymiany walut wyliczony w oparciu o porównanie cen z góry ustalonego koszyka towarów i usług w ‎różnych krajach w tym samym czasie, wyrażonych w walutach tych krajów. Parytet siły nabywczej ‎pozwala więc na rozwiązanie problemu dokonywania międzynarodowych porównań PKB. Zasadniczą ‎kwestią jest więc zebranie danych o cenach z zagregowanej listy towarów i usług, która zawiera ‎produkty porównywalne i reprezentatywne dla analizowanych krajów. Parytet siły nabywczej jest ‎właściwszym wskaźnikiem od finansowego (giełdowo-bankowego) kursu walutowego, gdyż ‎uwzględnia on siłę nabywczą ludności.‎
    Choć Niemcy (PKB 4,170,790 mln USD PPP) są wciąż największa gospodarką Europy, to jednak tylko ‎marginalnie większą niż Rosja (PKB 4,007,831 mln USD PPP), a zawdzięczają to głównie Planowi ‎Marshalla i pracy gastarbeiterów, w tym też Polaków. Niemcy maja też dwa razy tyle ludności co ‎Polska. Pod względem PKB per capita Niemcy ustępują zaś w Europie m. in. Liechtensteinowi, ‎Monako, Luksemburgowi, Irlandii, Norwegii, Szwajcarii, San Marino, Holandii, Islandii czy Szwecji. ‎Pod względem konsumpcji per capita Polacy ($21100 rocznie) niewiele dziś ustępują Niemcom ‎‎($35700 rocznie). Polska ma dziś poziom konsumpcji taki, jaki Niemcy miały na początku XXI wieku, ‎ale szybko je dogania:‎
    ‎„Nikt tak pięknie nie goni Zachodu jak my. Niemcy coraz bliżej, Węgry już dawno z tyłu” Rafał Hirsch ‎‎„Wyborcza” 25.06.2018 23:24 http://next.gazeta.pl/next/7,156830,23595065,nikt-tak-pieknie-nie-goni-‎zachodu-jak-my.html#BoxBizLinkImg.‎

  139. @JohnKowalsky – 18 lipca o godz. 11:36 4546

    Podałem dane wraz ze źródłem które każdy może sprawdzić, bez potrzeby wiary w nieomylność piszącego.

  140. Programista
    Jak więc widzisz, rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona niż to, czego uczył cię Balcerowicz.

  141. @JohnKowalsky – 18 lipca o godz. 11:38 4547

    Podsumowując, po wielokrotnych przeliczeniach różnymi współczynnikami, wyznaczanych arbitralnymi metodami, otrzymamy takie dane jak nam pasują.
    Bo porównania prostego wskaźnika „w ogóle nie maja ‎sensu”.

  142. programista 18 lipca o godz. 11:41 4548
    Powtarzam – Podałeś bezkrytycznie, bez wyjaśnienia i zrozumienia, tylko PKB per capita według ‎aktualnego ‎kursu wymiany, a więc dane, które w ogóle nie maja ‎sensu – patrz np. przypadek Irlandii ‎z jej ‎pozornie tylko wysokim PKB per capita a o wiele niższym realnym PKB i niskim jak na zachód ‎UE, ‎poziomem konsumpcji.‎ Przecież stopa życiowa w Polsce jest dziś podobna do tej w Białorusi, a ‎tylko statystyki PKB per capita po kursie wymiany waluty tworzą złudzenie, że Polska wyprzedza w ‎tej dziedzinie ‎Białoruś. Tak naprawdę, to różnica w poziomie życia przeciętnego mieszkańca ‎pomiędzy Polską a ‎Białorusią jest statystycznie nieistotna, i tak samo sztucznie tylko zwiększona jest ‎ta różnica pomiędzy ‎np. Polską a Niemcami czy Australią. Odsyłam Cię więc do takich wskaźników ‎jak PKP PPP a przede ‎wszystkim HDI i poziom konsumpcji per capita.‎

  143. programista
    18 lipca o godz. 11:44 4550
    NIE, po prostu, jak ci to już wyjaśniłem, podałeś bezkrytycznie, bez wyjaśnienia i zrozumienia, tylko PKB per capita według ‎aktualnego ‎kursu wymiany, a więc dane, które w ogóle nie maja ‎sensu – patrz np. przypadek Irlandii ‎z jej ‎pozornie tylko wysokim PKB per capita a o wiele niższym realnym PKB i niskim jak na zachód ‎UE, ‎poziomem konsumpcji.‎ Przecież stopa życiowa w Polsce jest dziś podobna do tej w Białorusi, a ‎tylko statystyki PKB per capita po kursie wymiany waluty tworzą złudzenie, że Polska wyprzedza w ‎tej dziedzinie ‎Białoruś. Tak naprawdę, to różnica w poziomie życia przeciętnego mieszkańca ‎pomiędzy Polską a ‎Białorusią jest statystycznie nieistotna, i tak samo sztucznie tylko zwiększona jest ‎ta różnica pomiędzy ‎np. Polską a Niemcami czy Australią. Odsyłam Cię więc do takich wskaźników ‎jak PKP PPP a przede ‎wszystkim HDI i poziom konsumpcji per capita.‎

  144. programista 18 lipca o godz. 11:44 4550
    To jest też tak, jakbyś zamiast porównywać dane dotycząc zużycia paliwa w samochodach uzyskane ‎podczas prób przeprowadzanych przez niezależne organizacje, np. konsumenckie, czyli dane z prób ‎przeprowadzanych na losowo wybranych egzemplarzach na drogach publicznych w warunkach ‎normalnej jazdy, w tym po miesicie, używał dane producentów uzyskane w optymalnych warunkach, ‎przez fabrycznych kierowców, w samochodach odpowiednio wyregulowanych, ma zamkniętym torze ‎próbnym, czyli w warunkach których praktycznie nie spotyka się jednak w normalnym ruchu na ‎drogach publicznych.‎

  145. programista 18 lipca o godz. 11:44 4550
    To jest też tak, jakbyś zamiast porównywać dane dotycząc zużycia paliwa w samochodach uzyskane ‎podczas prób przeprowadzanych przez niezależne organizacje, np. konsumenckie, czyli dane z prób ‎przeprowadzanych na losowo wybranych egzemplarzach na drogach publicznych w warunkach ‎normalnej jazdy, w tym po mieście, używał dane producentów uzyskane w optymalnych warunkach, ‎przez fabrycznych kierowców, w samochodach odpowiednio wyregulowanych, ma zamkniętym torze ‎próbnym, czyli w warunkach których praktycznie nie spotyka się jednak w normalnym ruchu na ‎drogach publicznych.‎

  146. programista 18 lipca o godz. 11:44 4550
    Arbitralne to jest tylko porównywanie PKB per capita po kursie wymiany waluty, które, jak to ci już ‎wyjaśniłem, nie ma sensu, jako że jest zniekształcone przez takie czynniki jak np. owe kursy wymiany, ‎przepływ kapitału, poziom cen oraz, last but not least, rozkład dochodów i majątków.‎

  147. programista 18 lipca o godz. 11:44 4550
    Ty się więc bierzesz do naprawy zegarka z młotkiem, czyli prostym narzędziem. POwodzenia!‎ 😉

  148. @JohnKowalsky

    Proszę Pana, we własnym komentrarzu
    JohnKowalsky – 16 lipca o godz. 22:08 4528
    napisał Pan co następuje:

    „Fakty są przecież takie, że w latach 1989-1991, na samym początku tej, tragicznie nieudanej ‎transformacji, dług zagraniczny Polski wzrósł z 24 mld USD to 47 mld USD czyli prawie ‎dwukrotnie, a w latach 1997-2007 z 49 mld USD do prawie 230 mld USD, to jest wzrósł on o ‎‎22 mld USD w latach 1997-2000 i o aż 156 mld USD w latach 2001-2007. Oznacza to, że ‎zadłużenie zagraniczne Polski za rządów Balcerowicza wzrosło łącznie o prawie 200 miliardów ‎dolarów USA, a i tak jesteśmy pod względem PKB per capita mniej więcej na poziomie ‎Białorusi, a mamy przy tym o wiele wyższe bezrobocie i o wiele wyższe zadłużenie ‎‎(zagraniczne i wewnętrzne) niż Białoruś. To są fakty, wzięte z takich źródeł jak Bank Światowy, ‎CIA i MFW (IMF), a z faktami się przecież nie dyskutuje.‎”

    Powołuje się Pan w tym fragmencie na „PKB per capita” bez żadnych dodatkowych warunków i modyfikacji, i wyłącznie na podstawie tego wskaźnika formułuje Pan opinię iż „jesteśmy (…) mniej więcej na poziomie ‎Białorusi”.
    Przedstawiłem więc Panu jaką wartość ma dokładnie ten wskaźnik dla obu porównywanych krajów, by pokazać niewiarygodność pańskich opinii.
    Teraz Pan w odpowiedzi na to wykazuje, że ten wskaźnik, który sam Pan wybrał jako uzasadnienie do swojej własnej opinii jest bezsensowny. Czyli usiłuje Pan mnie przekonać że dla uzasadnienia własnej opinii wybrał wskaźnik pozbawiony sensu.

    Bardzo zabawnie jest obserwować jak ktoś sam zawzięcie wykazuje niewiarygodność własnych poprzednich wypowiedzi.

  149. programista 18 lipca o godz. 12:25 4557
    To NIE jest pismo naukowe czy też dyskusja na naukowej konferencji. Pisząc „PKB per capita” miałem ‎więc oczywiście na myśli PKB per capita PPP (jako że tylko on takie PKB ma jakiś sens), ale jak to już ‎ci wyjaśniłem, to nie jest artykuł naukowy, aby umieszczać w nim odsyłacze do źródeł i szczegółowe ‎wyjaśnienia metodyczne. Jeśli podajesz PKB per capita, to powinien zdawać sobie sprawę z jego ‎ograniczeń, szczególnie jeśli podajesz tylko PKP per capita przeliczany według aktualnego kursu walut. ‎Ja zaś wiele już razy, na tym blogu i innych blogach, gdzie prowadziliśmy dyskusje, wyjaśniałem ‎niedostatki wskaźnika PKB per capita, szczególnie tego bez uwzględnienia PPP.‎
    Poza tym, to pisząc, że jesteśmy pod względem PKB per capita mniej więcej na poziomie ‎Białorusi, ‎miałem wyraźnie na myśli PKB PPP, jako że tylko ten ostatni wskaźnik ma podobną wartość dla tych ‎obu państw. Ale, jak to już tu pisałem, o NIE jest pismo naukowe czy też dyskusja na naukowej ‎konferencji.‎
    Ty zaś czepiasz się słówek, cytujesz moje wypowiedzi wyrwane z kontekstu. Przypominam ci więc, że ‎w ten sam sposób, to Jaruzelski „udowodnił” Polakom, że Niemen popiera stan wojenny – po prostu ‎powycinano z wypowiedzi Niemena wyrwane z kontekstu jego słowa i wyszło po ich obróbce na to, że ‎Niemen był zwolennikiem Jaruzela. Tak więc widzisz, że twoja taktyka jest z gruntu rzeczy nieuczciwa, ‎jako że opiera się ona na rozmyślnym przekręcaniu a nawet fałszowaniu wypowiedzi adwersarza, co ‎bardzo źle świadczy o tobie jako człowieku. Ale pokaż mi uczciwego liberała… Uczciwy liberał to jest ‎przecież oksymoron.‎

  150. Widzę, że Pan Programista nudzi się pracy… 😉

  151. Aby zadowolić programistę:
    Fakty są przecież takie, że w latach 1989-1991, na samym początku tej, tragicznie nieudanej ‎transformacji, dług zagraniczny Polski wzrósł z 24 mld USD to 47 mld USD czyli prawie ‎dwukrotnie, a w latach 1997-2007 z 49 mld USD do prawie 230 mld USD, to jest wzrósł on o 22 ‎mld USD w latach 1997-2000 i o aż 156 mld USD w latach 2001-2007. Oznacza to, że zadłużenie ‎zagraniczne Polski za rządów Balcerowicza wzrosło łącznie o prawie 200 miliardów dolarów USA, ‎a i tak jesteśmy pod względem PKB per capita (PPP) mniej więcej na poziomie Białorusi, a mamy ‎przy tym o wiele wyższe bezrobocie i o wiele wyższe zadłużenie (zagraniczne i wewnętrzne) niż ‎Białoruś. To są fakty, wzięte z takich źródeł jak Bank Światowy, CIA i MFW (IMF), a z faktami się ‎przecież nie dyskutuje.‎

  152. Jeszcze lepiej:
    Fakty są przecież takie, że w latach 1989-1991, na samym początku tej, tragicznie nieudanej ‎transformacji, dług zagraniczny Polski wzrósł z 24 mld USD to 47 mld USD czyli prawie ‎dwukrotnie, a w latach 1997-2007 z 49 mld USD do prawie 230 mld USD, to jest wzrósł on o ‎‎22 mld USD w latach 1997-2000 i o aż 156 mld USD w latach 2001-2007. Oznacza to, że ‎zadłużenie zagraniczne Polski za rządów Balcerowicza wzrosło łącznie o prawie 200 miliardów ‎dolarów USA, a i tak jesteśmy pod względem PKB per capita (PPP) a szczególnie zaś wskaźnika ‎HDI, czyli wskaźnika poziomu rozwoju społeczeństwa, mniej więcej na poziomie Białorusi, a ‎mamy przy tym o wiele wyższe bezrobocie i o wiele wyższe zadłużenie (zagraniczne i ‎wewnętrzne) niż Białoruś. To są fakty, wzięte z takich źródeł jak Bank Światowy, CIA i MFW ‎‎(IMF) i ONZ, a z faktami się przecież nie dyskutuje.‎

  153. Napisałem też, iż nieprawdą jest, że Hiszpania, Grecja czy Portugalia wyprzedzały nas po wojnie o ‎gospodarczo ‎o ‎kilkadziesiąt lat. Byliśmy w czasach Bieruta, Gomułki i Gierka blisko średniego ‎poziomu ‎Włoch, który zawyżony był i jest przez bardzo ‎bogatą północ.‎ Poza tym, to nie ‎popełniajmy ‎błędu porównując PKB per capita, nawet PPP, czyli z uwzględnień poziomu cen, a ‎porównajmy ‎lepiej poziom konsumpcji. Przykładowo – Irlandia ma w Europie PKB per capita (nawet PPP, ‎czyli biorąc pod uwagę poziom cen) mniejszy ‎tylko od Luksemburga a większy nawet niż ‎Szwajcarii (biorąc pod uwagę tylko większe państwa, a pomijając „mikroby” takie jak ‎Monako ‎czy nawet Liechtenstein), ale pod względem poziomu konsumpcji wcale nie wyprzedza ‎ona ‎znacznie Polski (Irlandia 95% średniej unijnej, a Polska 74% tej średniej). Wskaźnik AIC, czyli ‎rzeczywista indywidualna konsumpcja, uważany jest za realną miarę dobrobytu kraju. Bierze on ‎pod uwagę dobra i usługi kupowane przez poszczególne gospodarstwa domowe bezpośrednio, ‎jak i poprzez różnego rodzaju organizacje typu „non–profit” i rząd dla konsumpcji ‎indywidualnej (ochrona zdrowia, edukacja itp.). Im wyższy ten wskaźnik, tym większy jest ‎poziom dobrobytu. Dopiero po tym, kolejnym ważnym wskaźnikiem, który oddaje poziom ‎zamożności społeczeństwa jest PKB na mieszkańca (PKB per capita). ‎Z danych Eurostatu ‎wynika więc, że pod względem dobrobytu najlepiej mają się w Europie mieszkańcy ‎Luksemburga, Niemiec i Austrii, a Polska znajduje się w średniej grupie z jej 74% średniej ‎unijnej.

  154. @JohnKowalsky

    PKB per capita PPP na 2017-12:
    Polska – 27216.44
    Białoruś – 17167.97
    https://pl.tradingeconomics.com/country-list/gdp-per-capita-ppp?continent=europe

    By ponownie pokazać co oznacza „mniej więcej na czyimś poziomie”: Idąc tą drogą rozumowania Polska jest „mniej więcej na poziomie” Nowej Zelandii – 36085.84.

    „To są fakty, (…), a z faktami się przecież nie dyskutuje.‎”

  155. programista 18 lipca o godz. 14:04 4563
    Dane czerpiemy z oryginalnych źródeł, a nie od pośredników, często o wątpliwej reputacji.‎
    ‎1) GDP PPP per capita w bieżących międzynarodowych dolarach:‎
    IMF (MFW) Polska 29,250.67, Białoruś 18,616.14 (World Economic Outlook Database, January 2018, ‎International Monetary Fund).‎
    ‎2) GDP PPP per capita w międzynarodowych dolarach z roku 2011:‎
    Bank Światowy (World Bank) Polska 27,216, Białoruś 17,168 ( World Development Indicators ‎Database, World Bank).‎
    ‎3) GDP PPP per capita w bieżących międzynarodowych dolarach (CIA Factbook):‎
    CIA Polska $29,300 Białoruś 18,600‎

  156. programista 18 lipca o godz. 14:04 4563

    Realnie, to Polska ma obecnie podobny poziom zamożności co Nowa Zelandia. Akurat mieszkałem i ‎pracowałem w Nowej Zelandii oraz doktoryzowałem sie (w Australii) z międzynarodowej ‎konkurencyjności gospodarek Australii i Nowej Zelandii. Zawdzięczamy to nie tyle rozwojowi polskiej ‎gospodarki, co „zwijaniu” się gospodarki Nowej Zelandii, ale to jest temat na osobną dyskusję. Mało ‎kto w Polsce bowiem wie, że Nowa Zelandia znajduje się od lat na równi pochyłej i ciąży ku jej ‎dolnemu końcowi, oraz to, że w roku 1950 Nowa Zelandia była na trzecim miejscu na świecie jeśli ‎chodzi o PKB per capita (1. USA $9573, 2. Szwajcaria 8939, 3. Nowa Zelandia $8495, 5. Australia ‎‎$7218). Niemcy Zachodnie (RFN) były wtedy na miejscu 14 ($4281) a Polska na miejscu 21 ($2447) – ‎brak jest za owe czasy wiarygodnych statystyk PKB PPP. W roku 1973 Nowa Zelandia spadła w tych ‎statystykach na 23 miejsce a dziś, jeśli chodzi o porównywalny PKB, czyli PKB PPP per capita, to ‎Nowa Zelandia jest dziś dopiero na 32 miejscu na świecie ($37294), daleko za Szwajcarią (9 miejsce, ‎‎$59561), USA (11 miejsce, $57436), Niemcami (16 miejsce, $48730) i Australią (17 miejsce, $48,111) ‎tylko nieco przed Polską (39 miejsce, $27811). Według CIA wyższy niż Nowa Zelandia PKB per capita ‎‎(PPP) mają dziś takie kraje jak na przykład Katar, Luksemburg, Singapur, Liechtenstein, Makao, ‎Bermudy, Wyspa Man, Brunei, Monako, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Irlandia, Szwajcaria, ‎San Marino, Wyspy Normandzkie, Falklandy, Norwegia, Hong Kong, USA, Arabia Saudyjska, Islandia, ‎Niderlandy, Bahrajn, Austria, Dania, Szwecja, Niemcy, Australia, Austria, Chiny (tzw. Republika Chin ‎czyli Tajwan), Dania, Oman, Kanada, Belgia, W. Brytania (UK), Francja, Finlandia, Japonia, Malta, ‎Gwinea Równikowa, Porto Rico i Korea (Południowa), a doganiają Nową Zelandię Włochy, Hiszpania, ‎Izrael, Cypr, Czechy i Słowenia.‎
    Choć więc jeszcze w latach 1970-ych Nowa Zelandia należała do najbogatszych państw świata i nie ‎znała ona bezrobocia, bezdomności, ubóstwa i wykluczenia społecznego, to pod koniec tych lat ‎nastąpiły tam neoliberalne eksperymenty, które spowodowały pojawienie się bezrobocia, bezdomności, ‎ubóstwa i wykluczenia społecznego, czyli że rynek zawiódł tam nie tylko najbiedniejszych ‎mieszkańców kraju, ale ich większość. Konieczne jest więc na Nowej Zelandii podniesienie płacy ‎minimalnej, budowa tysięcy tanich domów, zwiększenie nakładów na opiekę zdrowotną, bezpłatne (w ‎znaczeniu opłacane z budżetu państwa) wyższe studia oraz walka z ubóstwem szczególnie wśród dzieci ‎oraz walka z bezdomnością i wykluczeniem społecznym. Niestety, ale to przychodzi za późno, w kraju ‎z gospodarką i społeczeństwem zrujnowanymi przez neoliberalną, dogmatyczną doktrynę wolnego ‎rynku.‎

  157. Pan Programista jest tu aktywny tylko w godzinach urzędowych… 😉

  158. Programista dziś programuje…

  159. @JohnKowalsky

    Na innym forum w komentarzu sformułował Pan następującą kwestię:

    „Oczywiste też jest, że w realnym kapitalizmie gdy jeden (kapitalista niemiecki) zarabia, to drugi ‎‎(polski pracownik) musi tracić”

    Czy mógłby Pan uzasadnić ją dokładniej, podając np. jakie korzyści komparatywne traci pracownik w związku z pracą najemną i otrzymywaniem wynagrodzenia za nią?

  160. Programista 19 lipca o godz. 14:36‎ ‎4568‎
    Pracownik najemny, sprzedając się de facto kapitaliście, traci swoją wolność, a więc traci on tym ‎samym wszystkie inne alternatywy spędzenia swego czasu, który jak wiadomo ma on ograniczony. Co ‎prawda sprzedaje on (w teorii oczywiście) kapitaliście „tylko” swoją siłę roboczą, czyli swoją zdolność ‎do wykonywania użytecznej dla kapitalisty pracy, ale siły roboczej nie da się przecież nijak oddzielić ‎od osoby pracownika najemnego. Nawet z punktu widzenia teorii użyteczności, to wolność ma ‎użyteczność (całkowitą i marginalną) nieskończenie większą niż każde inne dobro – czy to materialne ‎czy też niematerialne.‎

  161. Programista 19 lipca o godz. 14:36‎ ‎4568‎
    Wniosek tego taki, że za swój czas, który ma on z definicji ograniczony, pracownik otrzymuje od ‎kapitalisty wynagrodzenie w postaci praktycznie bezwartościowego wirtualnego, „papierowego” ‎pieniądza, posiadającego zmienną siłę nabywczą, pieniądza, który tworzony jest przez banki z niczego ‎‎(ex nihilo) i teoretycznie, a często nawet praktycznie, w niemalże nieograniczonej ilości. Co więcej, ‎kapitalista płaci pracownikowi z definicji mniej niż wynosi wartość pracy wykonanej przez pracownika ‎gdyż tylko w ten sposób kapitalista osiąga zysk.‎

  162. @JohnKowalsky

    Jeżeli „wolność”, o której Pan wspomina byłaby tak nieskończenie bardziej cenna niż każde inne dobro to nikt by nie najmował się do pracy. O dziwo przecież w realnym kapitalizmie nie ma żadnych nakazów pracy i każdy jeżeli by bardziej cenił „wolność” niż wszystko inne to by każdy mógł nie najmować się do pracy.
    Może jednak jest coś bardziej cennego od wolności?
    Jeżeli byłoby coś cenniejszego od wolności to podany przez Pana przykład nie pokazywałby „straty” pracownika najemnego.

  163. @JohnKowalsky

    Pozwól ,że przytoczę dotąd niespotykane wytłumaczenie (alternatywne), tego co miało miejsce dawniej i ma miejsce teraz. Wiem ,że to się nie bardzo spodoba ale….gwoli wiadomości.

    „Dobrze określił to całe cywilizacyjne zamieszanie Doktor (tytuł grzecznościowy) Jan Kwaśniewski (DJK):

    „Ludzie, których tkanki i narządy prowadzą ustawiczne wojny, jak się to spotyka u współczesnych ludzi, mogą tworzyć tylko chore organizacje społeczne, gospodarcze i państwowe, ustawicznie zwalczające się wzajemnie i wojujące ze swoimi obywatelami. Nie mogą stworzyć niczego mądrego i rozsądnego, gdyż jest to niemożliwe.
    Bowiem ludzie chorzy mogą tworzyć tylko chore narody, a chore narody mogą tworzyć tylko chore państwa czy bloki państw, zwalczających się wzajemnie bez żadnych racjonalnych powodów. I nie może być inaczej bez usunięcia pierwszej, naczelnej przyczyny zła, bez powrotu do optymalnego zaspokajania potrzeb żywieniowych ludzi.
    Taki jest obraz nie tylko współczesnej cywilizacji, a faktycznie współczesnej choroby ludzkości nazwanej cywilizacją, tacy byli ludzie, klasy i narody w całym okresie historycznym ludzkości od opuszczenia „raju”.” s.78
    (…)
    Bowiem jaki byt,w znaczeniu biologicznym, taki charakter, moralność i obyczaje, taka świadomość ludzka. Z tej zauważonej przez Marksa zależności między bytem a świadomością(…)wynika dla rządzących jeden wniosek: świadomość, moralność ,charakter ,obyczaje można zmienić u ludzi tylko poprzez zmianę ich bytu, a nigdy odwrotnie.” s.82 („Jak nie chorować?”, tytuł wprowadzający w błąd nie znających tematu).
    „Nigdy odwrotnie”, a to jest czynione powszechnie , skutki są jak w cytacie z E.Fromma.
    „Patrząc z zewnątrz, jesteśmy bandą szaleńców, których właściwie należałoby trzymać w odosobnieniu. Tylko kto kogo będzie izolował, skoro wszyscy jesteśmy szaleni i dlatego każdy uważa się za normalnego.”

    „Najpierw żarcie, potem moralność” B.Brecht

    Lechu, Ty jesteś nie do podrobienia ,nie da się lepiej opisać dlaczego w kapitalizmie dzieje się, tak jak się dzieje. Ja tak to czuję od dawna , nie mam jedynie Twojego doświadczenia życiowego i akademickiej zdolności opisu. To się nabywa latami uczestnicząc w procesach , przez Ciebie opisywanych. Tego nie da się „steoretyzować”.
    Ja Tobie tu nie kadzę (jak wielu myśli), kto nie rozumie tego co Ty opisujesz zasługuje na Leninowskie powiedzonko, „polieznyj idiot”.
    Trzymaj się w zdrowiu jak najdłużej , bo takich z latarnią nie uświadczysz.

  164. Programista
    Wolność jest cenna, ale w pewnym momencie zaczynamy być głodni, i żywność ma wtedy dla nas ‎większą użyteczność krańcową a nawet „ogólną” niż wolność. Stąd też w kapitalizmie nie ma ‎fizycznego przymusu pracy, a tylko przymus ekonomiczny, który zmusza każdego, kto nie ma ‎kapitału, do pracy na rzecz kapitalistów. Poza tym, to w koloniach Francuzi mieli taki wynalazek jak ‎podatek pogłówny (poll tax), zmuszający ludzi do pracy. Dziś w Polsce też mamy podobne podatki, np. ‎od nieruchomości, nawet dla „właścicieli” mieszkań spółdzielczych, oraz obowiązkowe opłaty na ‎przykład za polisy typu OC (a pamiętajmy, że samochód stał się dziś w Polsce, szczególnie poza ‎większymi miastami, niezbędny aby dotrzeć do sklepu czy lekarza oraz oczywiście do miejsca pracy). ‎W realnym kapitalizmie, jeśli nie masz kapitału, to musisz sprzedawać to co masz, czyli siebie (swoją ‎siłę roboczą) aby przeżyć i na tym polega ten szatański wręcz wynalazek zwany kapitalizmem. Jak to ‎napisał kiedyś Bertrand Russel – państwo poprzez prawo zabrania swoim obywatelom wydawać ‎pieniędzy na takie cele jak np. narkotyki czy pewne rodzaje broni, ale prawo nic nie mówi na temat ‎skąd człowiek ma wziąć środki na swoje utrzymanie, a Wolter •powiedział, że „nie dość jest zapewnić ‎komuś zbawienie, trzeba mu jeszcze dać środki do życia”. Polecam ci więc „ Pochwałę lenistwa” ‎autorstwa Bertrand Russella: http://www.humanizm.net.pl/pochwala.html.‎

  165. Optymatyk 19 lipca o godz. 21:23 4572
    Przeceniasz mnie i to znacznie.
    Szalom!

  166. Optymatyk
    W chorym ustroju, opartym na wyzysku, czyli po prostu na kradzieży, jakim jest przecież realny ‎kapitalizm, nie może być zdrowych ludzi, jako że liczy sie w nim nie dobrobyt ludności, a tylko zysk ‎garstki kapitalistów, a więc w ramach maksymalizacji zysków, niszczy się w nim przyrodę, co najlepiej ‎widać jest chyba w Brazylii. Chorzy ludzie pogłębiają te chorobę kapitalizmu i kółko (vicious circle ‎czyli błędne koło) się zamyka, szczególnie, że medycyna w kapitalizmie jest skomercjalizowana, a więc ‎lekarzom i farmaceutom zależy tylko na tym, aby było jak najwięcej chorych, i to poważnie, najlepiej ‎chronicznie chorych, a nie na tym, aby ludzie byli zdrowi…‎
    Pozdrówka
    LK

  167. A tymczasem kapitalizm i kolonializm z nim zawsze związany niszczą od setek lat Amazonię i , mordują tamtejszych ‎Indian. Pisał o tym dawno temu (nawet przed wojną) Arkady Fiedler.‎
    Więcej tu: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,23697109,ostatni-czlonek-wymarlego-‎plemienia-odnaleziony-w-puszczy-amazonskiej.html

  168. Dramat to dopiero przed nami:
    https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/100-lat-polsko-wywiad-z-prof-antonim-dudkiem/47et0gj

    „Scenariusze są dwa. Jest możliwość rozwiązania tego konfliktu przez przelew krwi i to będzie moment otrzeźwienia i rozumienia, że za daleko zaszliśmy. Jest też możliwość, że uda nam się wypracować takie rozstrzygnięcia wyborcze, które zmuszą obie strony do kompromisu. Znaleźliśmy się na rozdrożu, ale dziś trudno dokonać oceny, w którym kierunku rozwinie się sytuacja na polskiej scenie politycznej. „

  169. „PATRYOTA”
    Kazimierz Przerwa-Tetmajer (1898):
    […]
    Rozum, wiedza, talent, praca
    U nas, bratku, nie popłaca!
    Postęp i cywilizacja
    W kąt, gdy wchodzi do gry nacya!
    […]
    Możesz kpem być i cymbałem,
    Możesz dureń być siarczysty,
    Byleś z mocą i zapałem
    Kraj miłował macierzysty!
    […]
    Huha! Hopsa! Każdą nową
    Myśl witamy krzyżem pańskim
    Precz z geniuszem Europy
    Farmazońskim i szatańskim!

    My o jedno tylko modły
    Szlemy k niebu z naszej chaty:
    By nam buty śmierdzieć mogły,
    Jak śmierdziały przed stu laty!
    […]
    Hoc ha! Hopsa! Byle zdrowo,
    Zdrowa dusza – zdrowe ciało!
    Niechaj śmierdzi, jak śmierdziało,
    Byle tylko narodowo!
    Wolę polskie gówno w polu
    Niźli fiołki w Neapolu!
    Swojsko, polsko, po naszemu,
    Hoc! Hoc! Hopsa! Tak jak wtedy,
    Gdy nas naprzód tłukły Szwedy,
    Potem Niemcy i Moskale
    – Hoc! Hoc! Hopsa! Doskonale!
    Po swojemu! Po staremu!
    […]
    Niechaj żyje stara cnota!
    Daj nam dalej kisnąć Boże!
    Jedno, drugie, trzecie morze
    – Vivat „prawy patryota”!.

  170. Optymatyk
    To, co się teraz dzieje przed Sejmem i w nim, to jest przecież tylko cyrk, który ma zasłonić ‎‎(zamaskować) Polakom to, co jest dla nich najważniejsze, czyli to, że jesteśmy od roku 1989 absolutnie ‎pozbawieni niepodległości, uzależnieni politycznie od USA, Izraela i Watykanu (zresztą w USA i ‎Watykanie rządzi od wielu lat to samo plemię co w Izraelu) a gospodarczo od Niemiec. Zarówno PO ‎jak i PiS są za tym, aby Polska była w UE i NATO, czyli aby nie była ona niepodległa, aby panował w ‎niej kapitalizm, i to najgorszym, kompradorsko-neokolonialnym wydaniu, itp. itd. Przecież na tym ‎cyrku przed Sejmem i w Sejmie zależy tak samo PO jak i PiS-owi – inaczej, to ci „protestanci” z KOD-u ‎i UBywateli RP dawno już siedzieliby za kratkami a notorycznie naruszający prawo i regulamin Sejmu ‎posłowie z PO i Nowoczesnej, byli by już dawno temu pozbawieni mandatów poselskich. Podobnie ‎było by z b. prezes SN, jako że miejsce tej głupiej baby jest przecież na bazarze a nie w sądzie.‎

  171. https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/prof-matczak-oto-budzimy-sie-w-republice-bananowej/80f64jd

    „”weszliśmy – jako kraj – w etap „bagna prawnego””!.
    Bagno Prawne zostało szanowny panie Profesorze wygenerowane po roku 1989, przez celowe działania profesorów Prawa, w postaci ukrycia bądź celowego niewyprowadzenia ze źródeł, Prawniczej Terminologii Pojęciowej!
    Więc w przedmiocie namieszania Bagna Prawnego najbrudniejsze ręce mają Profesorowie Prawa!”

    „będzie wymiar sprawiedliwości sterowany przez jednego człowieka”!
    Wielokrotnie pan Profesor przywoływał „Wymiar Sprawiedliwości”!
    A ja chcę usłyszeć z ust pana Profesora definicję owej Sprawiedliwości zawierającą podane cechy metrologiczne, które umożliwiałyby wymierzanie owej Sprawiedliwości!
    W obiegowej terminologii prawniczej nie udało mi się doszukać!
    Kilka miesięcy temu w Hotelu Katowice, pan Profesor otrzymał pytanie „Co jest przeznaczeniem Prawa?”! Czy aby na pewno gnojenie ludzi pod szyldem Prawa jak to miało miejsce dotychczas?
    Czy może służenie ludziom?
    Na zadane pytanie nie potrafił odpowiedzieć!
    Z całym szacunkiem do profesury, ale na horyzoncie mamy do czynienia ze świadomymi oszustami prawniczymi, albo z zaprogramowanymi matołami prawniczymi, produktami finalnymi Fabryk Kulturalnych idiotów!
    Mam prawo żądać od profesorów Prawa podania jednoznacznej niewzruszalnej definicji Prawa posiadajacego cechy fundamentu dla ustaw sejmowych i dla działań Organów Władzy Publicznej!
    Mam prawo żądać od profesorów Prawa podania jednoznacznej definicji Sprawiedliwości!
    Bo inaczej rozumie Sprawiedliwość wieloletni Pasożyt, a inaczej tą Sprawiedliwość rozumie uświadomiona ofiara tego Pasożyta czyli Żywiciel wysysany przez pasożyta do granic wytrzymałości egzystencjalnej!
    Koledzy pana profesora wielokrotnie użyli zwrotu „Zasada Współżycia Społecznego”!
    Tylko znowu nie sposób doszukać jednoznacznej defincji tego pojęcia, warunkującego w końcu bezpieczeństwo ludzi w relacjach z otoczeniem fizycznym jak i z otoczeniem spolecznym!
    Unikacie panowie merytorycznej, publicznej dyskusji w celu ustalenia co jest czym i jakie jest jego przeznaczenie! Oraz wyjaśnienie, kto odpowiada za brak w obiegu, Źródłowej Prawniczej Terminologii Pojęciowej, która powinna pojawić się w roku co najmniej 1989!”
    …………………………
    „Sąd sądem ale sprawiedliwość ma być po naszej stronie” z komedii Chęcińskiego „Sami swoi”.
    …………………………..
    Mnie to najbardzieJ przekonuje stara jak świat, sentencja Diodora Sycylijskiego:

    „RÓWNOŚĆ WOBEC PRAWA BEZ RÓWNOŚCI POSIADANIA JEST BEZUŻYTECZNA”

  172. Optymatyk 22 lipca o godz. 20:00 4580
    Prawo jest, w wielkim skrócie, skodyfikowaną (sformalizowaną) wolą klasy panującej czyli ‎instrumentem panowania klasowego (Marks) albo, jak kto woli elit władzy wyłonionych z klasy ‎panującej (Pareto). Podkreślić tu należy ścisły związek prawa z państwem, władzą i przemocą (sankcja ‎jako konieczny warunek prawa) oraz to, że słuszność prawa (jego legitymizacja) jest skutkiem jego ‎pochodzenia od aktualnej władzy (Jerzy Zajadło „Marksistowska teoria prawa” w „Leksykon ‎współczesnej teorii i filozofii prawa: pod red. Jerzego Zajadło Warszawa: C.H. Beck, 2007), czyli od ‎rządzącej klasy społecznej i wyłonionych z niej elit władzy (Pareto). Formalnie, prawo jest to system ‎norm prawnych, czyli ogólnych, abstrakcyjnych i jednoznacznych dyrektyw postępowania, które ‎powstały w związku z istnieniem i funkcjonowaniem państwa lub innego uporządkowanego organizmu ‎społecznego, ustanowionych lub uznanych przez organy władzy i przez te organy stosowanych, w tym ‎z użyciem przymusu (Sławomira Wronkowska „Podstawowe pojęcia prawa i prawoznawstwa” Poznań: ‎Wydawnictwo „Ars boni et aequi”, 2005). Ponieważ owe organy władzy są powoływane przez klasę ‎rządzącą i uzależnione od rządzącej klasy albo, jak kto woli, rządzących nami elit (Pareto), to jest ono ‎narzędziem zniewolenia klas podległych, głównie klasy ludzi pracy, przez klasę panującą, którą w ‎kapitalizmie jest zawsze burżuazja (Marks). Tak więc nic dziwnego, że wraz ze zmianami elit władzy, ‎zmienia się zawsze prawo. Po II wojnie światowej mieliśmy w Polsce dwa takie okresy, w których ‎prawo, w tym najwyższe prawo jakim jest w ustroju (z znaczeniu teorii prawa) republikańskim ‎konstytucja, zostało radykalnie zmienione – po dojściu do władzy komunistów w latach mniej więcej ‎‎1944 -1954 i po ponownym przejęciu władzy w Polsce przez zachodnią burżuazję, czyli mniej więcej ‎w latach 1989-1999. Obecne zmiany prawa są zaś tylko kosmetyczne w porównaniu z w/w, ‎rewolucyjnym przecież zmianami prawa.‎
    Źródła:‎
    K. Marks Karol Marks „Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa” w K. Marks i F. Engels, ‎‎„Wybrane pisma filozoficzne 1844-1846”, KiW 1949‎
    V. Pareto „The Rise and Fall of Elites: An Application of Theoretical Sociology” Transaction ‎Publishers, 1991‎

  173. Optymatyk 22 lipca o godz. 20:00 4580
    Tak, równość wobec prawa bez równości posiadania jest bezużyteczna, tak samo jak demokracja jest ‎tylko pustym słowem w warunkach ogromnych różnic majątkowych, z jakimi mamy zawsze do ‎czynienia w realnym kapitalizmie.‎

  174. I jeszcze to:
    I. W Konstytucji RP napisane jest wyraźnie, że (art. 68. Prawo do ochrony zdrowia):‎
    ‎1. Każdy ma prawo do ochrony zdrowia.‎
    ‎2. Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do ‎świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.‎
    ALE dalej jest napisane, że „warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa”. Podobnie jest też z ‎innymi zapisami Konstytucji, jako iż Diabeł zawsze siedzi w szczegółach, a więc w praktyce , pomimo ‎tego konstytucyjnego zapisu, obywatele nie mają równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej ‎finansowanej ze środków publicznych, a niektórym obywatelom RP np. mieszkającym poza Polską, ‎tych świadczeń się wręcz odmawia, motywując to brakiem odpowiedniego ubezpieczenia.‎
    II. Prezydent USA powołuje sędziów tamtejszego Sądu Najwyższego (The Supreme Court of the United ‎States), który w USA pełni także funkcje Trybunału Konstytucyjnego. Sąd ten składa się z dziewięciu ‎sędziów, którzy są wyznaczani przez prezydenta USA. Możliwość wyboru sędziów Sądu Najwyższego ‎jest jednym z najważniejszych uprawnień prezydenta USA. Prezydenci zwykle wybierają kandydatów, ‎którzy mają podobny światopogląd co oni sami. W ten sposób urzędujący prezydent może wycisnąć ‎trwałe piętno na życiu politycznym USA, gdyż nominowany przez niego sędzia może służyć przez ‎wiele lat po odejściu od koryta władzy prezydenta, który mianował owego sędziego.‎

  175. Polecam też: wolna-polska.pl/wiadomosci/zapomniany-wywiad-z-geremkiem-2013-12
    B.G. No to teraz usłyszy pani znowu, ale opowiadać pani o tym nikomu i nigdzie nie będzie. To jest ‎największa tajemnica. W najbliższym czasie nasi powrócą do handlu i produkcji w Polsce.‎
    H.K. Skąd pan weźmie tylu Żydów? Kto im da przedsiębiorstwa?‎
    B.G. Kto? A o naszej „Solidarności to już pani zapomniała? Jeszcze będzie prosić żeby nasi Żydzi te ‎przedsiębiorstwa brali. Jest ustawa o samorządzie przedsiębiorstw? Jest. Mogła być dla nas jeszcze ‎lepsza, ale i ta wystarczy. Przewiduje ona, że mogą być tworzone spółki prywatno-samorządowe i ‎prywatno-państwowe? Przewiduje. Co jest potrzebne na rozruch takiej spółki? My wiemy dobrze. ‎Pieniądze! A kto ma dziś pieniądze na takie interesy? Może Polacy? Nie, ja Polaków w tym interesie, ‎jako udziałowców w zyskach nie widzę. Pieniądze dadzą Żydzi.‎
    Pytała pani skąd wezmę tylu Żydów? Ano na szczęście ludu Izraela już są. Przez 38 lat populacja się ‎odrodziła w Izraelu, w Europie Zachodniej i w Związku Radzieckim także. Kiedy tylko uchwalimy ‎ustawę o podwójnym obywatelstwie i prawie swobodnego wyboru miejsca zamieszkania oraz ‎podróżowania do Polski tam i z powrotem w zależności wyłącznie od chęci takiego podwójnego ‎obywatela polskiego — z kadrami do zreprywatyzowania przemysłu, rzemiosła i handlu nie mamy ‎najmniejszego kłopotu. A warsztaty pracy stoją otworem i nawet puste. Opłaciło się nam doprowadzić ‎do takiej ruiny. W takim stanie będą je nam dawać darmo i jeszcze całować w rękę, aby była praca dla ‎Polaków i trochę towarów na rynek.‎
    H.K. Dlaczego trochę?‎
    B.G. Bo te zakłady będą pracowały na eksport.
H.K. A jak „Solidarność” będzie zatrzymywać ten ‎eksport na granicy albo w portach?‎
    B.G. Jaka „Solidarność”? Jak to wszystko się uda, to cała „Solidarność” będzie kijem naganiała swoich ‎członków, a i partyjnych też do ostrej roboty w nadziei, że samorząd zbliży się do zysków na ‎horyzoncie. Te zyski będą, ale jak pęczek marchwi przed łbem osła, aby chciał ciągnąć ciężki wóz.‎
    H.K. Panie profesorze, wydaje mi się, że pan niezbyt lubi Polaków?‎
    B.G. Niezbyt lubię? Takie określenie jest nieścisłe. Ja ich nienawidzę!‎
    H.K. Ale przecież pana i pana matkę uratował właśnie Polak!‎
    B.G. To prawda. Stefan Geremek ukrywał nas oboje w Zawichoście a później nawet, kiedy już było ‎pewne, że mój ojciec — Borys Lewartow, nauczyciel ze szkółki rabinackiej zginął w getcie ‎warszawskim ożenił się z moją matką. Niemniej ja od dziecka musiałem ukrywać swoje pochodzenie i ‎nie jeden raz bluźnić Przenajświętszemu, niech będzie przez wieki sławione Imię Jego, że stworzył ‎mnie Żydem. A zresztą czytała pani na pewno pamiętniki Emanuela Ringelbluma?‎
    H.K. Oczywiście, przecież pisałam książkę o getcie warszawskim i bohaterach żydowskiego ruchu ‎oporu.‎
    B.G. No to co pewnego razu powiedzieli Żydzi, którzy wraz z Ringelblumem ukrywani byli w bunkrze ‎przy ul. Wolskiej przez ogrodnika Marczaka i jego rodzinę? Pamięta pani, pani Haniu?‎
    H.K. Tak, pamiętani. Mówili: nienawidzimy Polaków, bo im jest teraz lepiej niż nam.‎
    B.G. No to więc teraz nie będzie się pani zastanawiać, że cały ruch społeczny, który teraz tworzymy i ‎ożywiamy najróżniejszymi nurtami, ma na celu doprowadzić do takich zmian w strukturze państwowo-‎gospodarczej Polski, aby Żydom w Polsce było zawsze lepiej niż Polakom.‎
    Źródło: jvlradio.com/wwwboard/messages/143.htm

  176. @JohnKowalsky
    Jak spowodować, co powinno się stać, aby te ichniejsze pieniądze nie miały żadnej wartości? No bo biorąc pod uwagę i pewnik , zadłużenia poszczególnych czołowych państw Zachodu (jak sam podałeś) to praktycznie one są bezwartościowe.
    To jakim prawem/cudem, to się jeszcze kupy dupy, (jak to się mówi), trzyma – bezwładu? To czy aby to zadłużenie nie jest czasami fikcją?
    Jak mi wiadomo, kiedy trwała konferencja W Bretton Woods (1-22.07.1944), w Polsce instalowała się nowa władza i Manifest PWKN , kiedy wojna jeszcze trwała na Wschodzie Europy (dopiero co odbywała się operacja „Overlord”, qrwa , nigdy się nie spieszyli) ale powoli „dopałała się”, wiedziano niejako, kto będzie w kraju rządził i wysłano przedstawiciela o znamiennym nazwisku Ludwik Grosfeld.
    USA zgromadziły wtedy ponad 22 tys.t.złota (wszystko dzięki jeszcze trwającej wojnie, ZSRR płaciło złotem w kruszcu za pomoc)
    a cenę uncji złota ustalono na 35$, Dollara uznano za obiegową walutę świata, utworzono MFW , a główne skrzypce grał J.M Keynes.
    No i coś z tym złotem trzeba było zrobić, bo gdyby za długo leżało to jeszcze by „zardzewiało”?, Nie?
    No i „wymyślono” wojnę koreańską a potem wietnamską i wypompowało prawie całe złoto, na zbrojenia, do prywatnych kieszeni właścicieli FED i później R.Nixon zmuszony był ogłosić ,że dollar nie ma już pokrycia w złocie (1971 bodajże rok). A potem to już poszło gładko z kryzysem energetycznym/paliwowym i zadłużano kolejne państwa (przystępne kredyty) i zderegulowano gospodarki rozwijających się krajów m.in Polski.4
    A w 1985 roku, 25 września ,na spotkaniu w Nowym Jorku Rockefeller niczym Hitler Hachę wziął Jaruzelskiego pod po pachę ,a Jaruzel z tej uciechy oddał mu całą Polskę (w oryginale dowcipu Czechy).
    Geremek (zginął jak mu jakaś laska robiła laskę w swoim „mercu”) dopowiedział jak to teraz będzie się odbywać przejmowanie ekonomiczne kraju za pomocą wirtualnych pieniędzy. Niech mi ktoś odpowie dlaczego tzw. „protokoły mędrców syjonu” to (nie) fałszerstwo oparte na faktach?

  177. @JohnKowalsky – 22 lipca o godz. 21:12 4582

    ” … ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie kto cię stracił”

  178. programista 25 lipca o godz. 7:34 4586
    To O Beniaminie Lewertowie, tym pieszczochu komuny? Oto jak go ta wstrętna komuna ‎prześladowała: już w okresie nauki w liceum wstąpił do Związku Walki Młodych, a w 1950 zapisał się ‎do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, gdzie był drugim sekretarzem Podstawowej Organizacji ‎Partyjnej na UW. W roku 1955 ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu ‎Warszawskiego, w tym samym roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych na stypendium Smithsonian ‎Institution, W latach 1956–1958 odbył studia podyplomowe w École pratique des hautes études w ‎Paryżu. W 1960 uzyskał stopień doktora, a w 1972 habilitował się w Polskiej Akademii Nauk. Jako ‎naukowiec w latach 1955–1985 pracował w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. ‎W latach 1960–1965 był wykładowcą na Sorbonie w Paryżu i kierownikiem tamtejszego Centrum ‎Kultury Polskiej.‎

  179. Optymatyk 24 lipca o godz. 22:20 4585
    ‎1. Dawno temu (rok 1850) pewien niemiecki brodaty Żyd (tak nielubiany przez elity rządzące ‎Zachodem), w swym, jakże wciąż aktualnym, dziele p.t. „Walki Klasowe we Francji” ‎‎(www.marxists.org/polski/marks-engels/1850/wkwf) wyjaśnił że rządy państw kapitalistycznych (nie ‎ważne tu jest jakiej orientacji – od socjaldemokracji i „zielonych” po konserwatystów i liberałów) ‎zadłużają się w prywatnych bankach czyli na tzw. rynku finansowym (w przypadku rządu Grecji, ‎Portugalii czy Polski głównie u bankierów zagranicznych) tylko dla tego, że rządy te są zależne od ‎bankierów, a nie ma przecież dla bankierów lepszego dłużnika niż rząd, który przecież praktycznie ‎zawsze (prędzej czy później) spłaca swoje długi pieniędzmi podatników, a więc też i moimi oraz twoimi ‎‎- czy tego chcemy, czy też nie.‎
    ‎2. Co do imperialnych wojen powadzonych przez USA po II wojnie światowej, to już agresja na Koreę ‎wyczerpała te zapasy złota, a więc kiedy doszło do kolejnej agresji, tym razem na Wietnam, to trzeba ‎było ją finansować z długu, co rozłożyło finanse USA i spowodowało „tymczasowe” zawieszenie ‎wymienialności dolara USA na złoto i tym samym był to poczatek końca USA. Oczywiście, USA, tak ‎jak starożytny Rzym, jest zbyt wielką potęgą, aby załamały się w ciągu życia jednego pokolenia – taki ‎upadek wielkiego mocarstwa, jakim wciąż jest przecież USA, zajmuje co najmniej stulecie, ale ‎mechanizm tego upadku jest taki, że kiedy sie on zacznie, to nic nie jest wstanie go powstrzymać – ‎można najwyżej nieco zwolnić albo nieco przyspieszyć jego działanie.‎
    ‎3. Jak więc widać, Chazarzy wcale nie są tacy mądrzy jak się to im wydaje, i chcąc przejąć cały świat ‎‎(jak to wyłożyli w „protokołach” swoich „mędrców”), uruchomili oni tylko mechanizm zagłady ‎zachodniej odmiany kapitalizmu, torując tym samym drogę ku nowej rzeczywistości, w której ‎dominującymi na całym światem mocarstwami będą znów, jak to było jeszcze na początku XIX wieku, ‎Chiny i Indie.‎
    Szalom!‎

  180. Optymatyk 24 lipca o godz. 22:20 4585
    Dzisiejszy dolar USA, unijne euro, szwajcarski frank, brytyjski funt, podobnie jak też i dzisiejsza ‎złotówka, od dawna nie mają pokrycia w złocie. To jest przecież tylko bezwartościowy, wirtualny, ‎‎‎„papierowy” pieniądz, posiadający zmienną siłę nabywczą i zmienny, niezależny od nas zwyczajnych ‎ludzi, kurs wobec ‎innych wirtualnych walut. Jest to więc wirtualny pieniądz, który tworzony jest przez ‎banki z niczego (ex nihilo), a nawet mniej niż z niczego, czyli z długu i teoretycznie, a często ‎nawet ‎praktycznie, w niemalże nieograniczonej ilości, gdyż są to dziś głównie już tylko układy bitów – zapisy ‎w wirtualnej pamięci wirtualnych często komputerów banków i giełd.‎

  181. W przypadku Czaskoskiego, to nie chodzi tu o studia jego mentora w Paryżu, które w PRL-u były zresztą dostępne tylko dla elity PZPR, a tylko o ‎‎to, że Pan Geremek vel Levartoff od początku reprezentował w Polsce interesy wielkiego, chazarskiego ‎‎kapitału – najpierw pod płaszczykiem stalinisty (ZWM, PZPR w latach Bieruta), a później udając ‎‎działacza NSZZ Solidarność. Tacy to byli działacze i doradcy NSZZ Solidarność – ex staliniści jak w/w ‎‎Geremek vel Levartoff czy Kuroń (wł. Kordblum) oraz wierny uczeń Kuronia – Michnik (wł. Szechter). ‎Nic więc dziwnego, że polscy ludzie pracy ‎zostali oszukani przez „górę” NSZZ Solidarność, która ‎tylnymi drzwiami wprowadziła anty-‎pracowniczy, anty-ludowy i anty-polski plan Balcerowicza (wł. ‎Bucholtza), a o czym pisał prof. David Ost w swej ‎książce „Klęska Solidarności”.‎

  182. W przypadku Czaskoskiego, to nie chodzi tu o studia jego mentora w Paryżu, które w PRL-u były zresztą dostępne tylko dla elity PZPR, a tylko o ‎‎to, że Pan Geremek vel Levartoff od początku reprezentował w Polsce interesy wielkiego, chazarskiego ‎‎kapitału – najpierw pod płaszczykiem stalinisty (ZWM, PZPR w latach Bieruta), a później udając ‎‎działacza NSZZ Solidarność. Tacy to byli działacze i doradcy NSZZ Solidarność – ex staliniści jak w/w ‎‎Geremek vel Levartoff czy Kuroń (wł. Kordblum) oraz wierny uczeń Kuronia – Michnik (wł. Szechter). ‎Nic więc dziwnego, że polscy ludzie pracy ‎zostali oszukani przez „górę” NSZZ Solidarność, która ‎tylnymi drzwiami wprowadziła anty-‎pracowniczy, anty-ludowy i anty-polski plan Balcerowicza (wł. ‎Bucholtza), a o czym pisał prof. David Ost w swej ‎książce „Klęska Solidarności”.‎

  183. Nie sadziłem, że Pan mgr Andrzej Celiński, jak by nie było Minister Kultury w rządzie Leszka Millera, ‎którego to (Celińskiego, nie Millera) miałem zawsze za prawdziwego inteligenta, stoczy się do poziomu ‎używania czteroliterowych wyrazów na „ch”:
    ‎„Rzeczniczka Sojuszu Lewicy Demokratycznej Anna Maria Żukowska poinformowała, że zarząd ‎warszawskiego SLD cofnął Andrzejowi Celińskiemu rekomendację do startu w wyborach ‎prezydenckich w stolicy. Decyzja stołecznych władz partii ma związek z wpisami Celińskiego w ‎Internecie. Żukowska dodała, że jutro odbędzie się konferencja prasowa, na której władze stołecznego ‎Sojuszu poinformują o swoich dalszych krokach dotyczących jesiennych wyborów prezydenta ‎Warszawy.‎
    Andrzej Celiński ostatnio w wulgarny sposób zwrócił się na Facebooku do lidera stowarzyszenia Wolne ‎Miasto Warszawa i kandydata na prezydenta stolicy Jana Śpiewaka. Jego wpis był reakcją na ‎wcześniejszy post Śpiewaka w sieci, w którym sugerował on, że Celiński ma związki z gen. Marianem ‎Robełkiem, zamieszanym – według szefa WMW – w tzw. aferę reprywatyzacyjną. ‘Janie Śpiewaku z ‎ciebie po prostu ch… Do sądu proszę. Nie o słowo. O treść Twojego wpisu’ – to fragment postu, który ‎Celiński zamieścił na Facebooku.‎
    Lider WMW uznał, że kandydat SLD przekroczył granice dobrego smaku. – Kampania Celińskiego ‎skończyła się zanim zaczęła – ocenił Śpiewak.”‎
    https://warszawa.onet.pl/andrzej-celinski-nie-bedzie-kandydatem-sld-w-stolicy/wnn9jj2‎

  184. Celowo wklejam swój tekst , który czeka na moderację u Jażdżewskiego ,bo jak do tej pory żaden mój tekst po okresie moderacji nie ukazał się a zniknął.

    Silencium, silencium (z przekory używam tego wyrazu) , a czy aby niepodległości nie odzyskaliśmy wraz a podpisaniem Traktatu Wersalskiego w czerwcu 1919 roku przez Romana Dmowskiego?
    Przecież w listopadzie 1918 roku Rada Regencyjna przekazała jedynie władzę nad wojskiem J.Piłsudskiemu .Proces scalania „odzyskanych ” faktycznie okropnie okrojonych ziem polskich, tak naprawde nigdy się nie zakończył bo przerwała go „akcja w 1926 roku” i potem II WŚ. Co to za niepodległość w sztucznych, narzuconych granicach? Istniejemy w „teoretycznym państwie” o ponad 3 krotnie zmniejszonych granicach w stosunku do I RP. Przecież niepodległość utraciła, po kolejnych aktach rozbiorów, I Rzeczpospolita i jeśli jakaś miałby się odrodzić to powinna właśnie ta, która została bestaialsko i zdradziecka rozebrana. Ale w „teoretycznym państwie ” wszystko musi być z zasady teoretyczne. Piszę to trochę prowokacyjnie wiedząc doskonale o nieodwracalności pewnych procesów historycznych, bo nie można oceniać historii kategoriami współczesności.

  185. Optymatyk – kopiuję to na blog Jażdżewskiego.

  186. Test

  187. Optymatyk
    jazdzewski.blog.polityka.pl/2018/07/31/polka-niepodlegla/#comment-38840

  188. Tu też są dziwne blokady i zapisy cenzury…

  189. Panie Redaktorze Woś,‎
    ‎1. Nie jest tak, że ustawa Gowina uderza w zrównoważony rozwój, ze niszczy ona uczelnie, wokół ‎których powstają aktywne kulturalnie, społecznie środowiska w mniejszych miastach. Po prostu nie jest ‎nas stać na utrzymywanie pseudowyższych pseudouczelni, gdzie jak tak jak w opowiadaniu C. M. ‎Kornbluth’a p.t. „Czarna walizeczka” ze zbioru p.t. „Rakietowe Szlaki” (1958), żaden ze studentów nie ‎jest już w stanie poprawnie i płynnie przeczytać wyrazu trzy sylabowego; “uniwersytety”, gdzie z ‎tradycyjną pompą nadawane są tytuły magistrów stenografii, doktorów (habilitowanych) „filozofii ‎kartotek” i kandydatów (doktorów „zwyczajnych”) „teczkowania archiwalnego”. Następnie będzie tak ‎jak u mistrza Lema, który już w czasach PRL-u wiedział, że z powodu postępów automatyzacji, w tym ‎robotyzacji i komputeryzacji, niedługo roboty wykonają niemalże KAŻDĄ pracę taniej, szybciej i lepiej ‎‎(jakościowo) niż ludzie, a ten moment przecież nadchodzi (poczytajmy o sztucznej inteligencji czyli ‎AI), a to z kolei znaczy, że ludzie staną się zbędni, skoro nawet pracę twórczą lepiej wykonają za nich ‎roboty. Ergo płace dla ludzi będą zerowe niezależnie czy w Indiach czy też w Szwajcarii. ‎Rozwiązaniem będzie wtedy tylko albo pozbycie się tych zbędnych ludzi (jak u mistrza Lema na ‎planecie nomen men Indiotów – patrz jego „Dzienniki gwiazdowe”) albo tez bezrobotnym rzeszom ‎będzie się wypłacać dożywotnie zasiłki czyli inaczej tzw. bezwarunkowy dochód obywatelski, o czym ‎pisze Redaktor Woś w swym blogu na serwerach „Polityki”. Ale nawet ten bezwarunkowy dochód ‎obywatelski też nie rozwiąże przecież do końca problemu bezrobocia technologicznego, jako że ci ‎bezrobotni potrzebować będą jakiegoś celu w życiu, a ten dożywotni zasiłek im go przecież nie zastąpi. ‎I to jest realny problem, z którego, mam nadzieję, Pan Redaktor Woś zdaje sobie sprawę.‎
    ‎2. Prawdziwe wyższe uczelnie, gdzie prowadzi się prawdziwą, czyli twórczą działalność naukową jest ‎wszędzie dziś na świecie przywilejem zarezerwowanym dla największych ośrodków naukowych, W ‎UK są to Oxford, Cambridge i Londyn, we Francji Paryż a w USA Nowy Jork, Boston i San Francisco z ‎okolicami, a w Polsce Warszawa i Kraków. Wszędzie też na świecie duże ośrodki decydują o losach ‎mniejszych, jako ze naukę uprawia się dziś już tylko zespołowo a jej uprawianie kosztuje coraz więcej. ‎Małe ośrodki akademickie nie maja dziś więc szans w konkurencji w wielkimi. W nauce big is ‎beautiful.‎
    ‎3. Pseudo-uniwersytety w Siedlcach, Radomiu, Białymstoku czy Olsztynie są jak najbardziej ‎problemem polskiej nauki, jako że nie maja one szansy przyciągnąć najbystrzejszych umysłów. Zgoda, ‎że problemem są także pseudo-uczelnie prywatne, które od ponad 20 lat produkują edukacyjny chłam i ‎oszukują obywateli. Ale to dałoby się łatwo rozwiązać wprowadzając państwowe egzaminy na stopień ‎licencjata i magistra.‎
    ‎4. Nie pracowałem (na szczęście) na Uniwersytecie Białostockim, ale pracowałem na UMCS a więc ‎wiem, że w Lublinie wielkiej nauki nigdy nie uprawiano. Likwidacja pseudo-uniwersytetów w tych ‎miastach i zastąpienie ich np. Wyższymi Szkołami Nauczycielskimi, podniosła by tylko prestiż ‎prawdziwych uniwersytetów, czyli UW, UJ, UWr, UAM czy UMK. Nie jest też prawdą, że w ‎Białymstoku, Lublinie czy Opolu powstaje wiele dobrych zespołów naukowych, które się od 20 lat z ‎mozołem rozwijają. Nie ma na to bowiem żadnych empirycznych dowodów.‎
    ‎5. Zgoda, że należy postawić na jawność w środowisku naukowym, że oczywiste jest to iż polskie ‎wyższe uczelnie potrzebują radykalnego przewietrzenia, czyli generalnej zmiany kadry nią ‎zarządzającej, czyli ich profesury, że potrzebują one jawności konkursów i jawności wydatków. Ale tu ‎Redaktor Woś niczego w zasadzie nowego nie odkrywa ani też niczego konkretnego nie proponuje.‎
    ‎6. Konkursy, w tym na stanowisko adiunkta, powinny wymagać, aby kandydat pochodził z innej ‎uczelni, niż ta, na której stara się o etat adiunkta czy profesora. Tylko w ten sposób można będzie ‎przewietrzyć te zatęchłe układy, panujące od lat na polskich wyższych uczelniach.‎
    ‎7. Na koniec – protestują tylko tzw. humaniści. A pamiętajmy, że prawie 90% obecnych studentów ‎tylko udaje, że studiuje albo też studiuje zupełne niepotrzebne, głównie tzw. ‎humanistyczne kierunki. ‎Większość polskich uczelni tzw. wyższych, to są dziś już tylko przechowalnie ‎faktycznie ‎bezrobotnych.‎ Humanistyka na wyższych uczelniach nie jest przecież potrzebna, gdyż kulturę tworzą ‎twórcy, którzy do tego ‎nie potrzebują żadnego formalnego humanistycznego akademickiego ‎wykształcenia, a nawet im ono ‎często przeszkadza (patrz np. akademizm w malarstwie, rzeźbie czy ‎aktorstwie a nawet w muzyce). Albo się bowiem ma talent ‎artystyczny, albo się go nie ma. Sens mają ‎więc tylko uczelnie artystyczne w dziedzinie malarstwa, ‎rzeźby i muzyki, teatru i kina (aktorstwo, ‎reżyseria, scenografia, operowanie kamerą etc.), czyli tam ‎gdzie technika odgrywa kluczową rolę, ale ‎tylko dla garstki prawdziwie utalentowanych i tylko jako ‎nauka techniki (gry, malowania, aktorstwa ‎etc.). Nikt przecież jeszcze nie został poetą kończąc ‎polonistykę czy też inną filologię – poetą się ‎bowiem człowiek rodzi, a nie zostaje nim poprzez ukończenie studiów ‎wyższych. Szlifować można ‎bowiem tylko talent muzyczny, malarski, rzeźbiarski czy aktorski. Nawet ‎belwederska profesura z ‎polonistyki nie zrobi przecież z beztalencia – Mickiewicza (który zresztą uczył ‎się na Wydziale Nauk ‎Fizycznych i Matematycznych Uniwersytetu Wileńskiego i to na nauczyciela, a nie ‎na poetę). Miłosz ‎skończył prawo, Lem, Conan Doyle i Boy medycynę a Asimov był profesorem ‎biochemii. Conrad był ‎z zawodu kapitanem żeglugi wielkiej, Prus studiował agronomię a Jerzy ‎Żuławski był doktorem ‎filozofii. Hemingway, Bradbury, Capote, Wells, Twain, London, Dickens, ‎Faulkner i wielu innych ‎wielkich pisarzy nigdy nie ukończyło żadnych studiów wyższych. A kto zna ‎nazwiska obecnych ‎profesorów belwederskich, doktorów habilitowanych polonistyki? Jaki jest ich ‎wkład w rozwój kultury. ‎Zerowy. Und da liegt der Hund begraben.‎
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23740244,gowin-jestes-u-pani.html?order=najnowsze&v=1&obxx=23740244&pId=49530689&send-a=1#opinion49530689

  190. Panie Redaktorze,‎
    ‎1. Na polskich „wyższych” uczelniach, tak jak w sądach, bronią swoich stołków, czyli tego co było. Co ‎z tego, że studenci i pracownicy okupowali tu i ówdzie budynki uniwersytecki, skoro oni nie maja ‎programu wyciągnięcia polskiej nauki i polskich wyższych uczelni z dołka w jakim się one od lat ‎znajdują.‎
    ‎2. Teza o tym, że polska nauka przepadła bezpowrotnie w roku 1989 nie jest jedynie propagandowym ‎‎sloganem. Tu nie chodzi przecież tylko o rankingi, które w czasach PRL-u były zresztą mocno zaniżone ‎dla ‎polskich wyższych uczelni, podobnie jak i dla radzieckich. Po prostu polscy naukowcy nie mogli ‎‎wówczas publikować na Zachodzie wszystkich wyników swoich badań, gdyż były one często objęte ‎‎tajemnicą wojskową (np. Kaliski). Komunistów ta sytuacja oczywiście zadowalała, gdyż ważniejsze ‎‎były dla nich zbrojenia niż lokaty polskich wyższych uczelni w rankingach, jako że nauka nie była ‎‎wówczas w Polsce skomercjalizowana.‎
    ‎3. Zgoda z tym, że w Polsce wydaje się dziś mało na naukę, ale problem leży przecież w tym, że bez ‎własnego przemysłu, ‎szczególnie zaś bez przemysłu wysokich technologii (high tech) nie ma też mowy ‎o rozwoju państwa, ‎jako że poziom rozwoju państwa zależy od poziomu rozwoju nauki i wyższych ‎uczelni, a ten z kolei ‎jest wysoko skorelowany z poziomem rozwoju przemysłu i wynika z potrzeb ‎przemysłu, szczególnie ‎zaś w/w przemysłu wysokich technologii (high tech). Wynika z tego, że samo ‎zwiększenie nakładów na ‎naukę nic nie da, jeśli nie będzie zapotrzebowania na badania naukowe ze ‎strony własnego przemysłu. ‎Doskonałym przykładem są tu obie Koree, które nie rozwijają nauki dla ‎samego tylko rozwoju nauki i ‎dla zadowolenia swojej profesury, ale jako część planu industrializacji, w ‎tym budowy własnego ‎przemysłu wysokich technologii (high tech). Różnica miedzy Koreami jest tylko ‎taka, że na północy ‎rozwija się naukę i przemysł w celach głównie militarnych, a na południu także w ‎celach komercyjnych ‎i że południe ma poparcie, głównie finansowe, ze strony Zachodu a przede ‎wszystkim USA.‎
    ‎4. Faktem jest, że to przecież Balcerowicz rozłożył polską naukę, oświadczając, że licencje a generalnie ‎technologię oraz ‎wyroby wysokich technologii (high tech) taniej kupimy zagranicą. „Liberalne” USA ‎dotują zaś swój własny przemysł, głównie ‎zresztą zbrojeniowy i to z powodów na 100% militarno-‎politycznych, jako że bez własnej nowoczesnej ‎broni USA przestały by być globalnym mocarstwem. W ‎przypadku Polski problemem jest zaś nasza obecna zależność od zagranicznego kapitału, która musiała ‎pociągnąć za sobą upadek naszej nauki i naszego ‎szkolnictwa wyższego. Naukę trzeba bowiem ‎uprawiać dobrze, czyli na poziomie ‎światowym a nie tylko krajowym. To, że ktoś jest najlepszy w ‎polskiej nauce oznacza bowiem, że jest w ‎piątej setce na świecie, a w takiego nie warto jest przecież ‎ładować pieniędzy, takiego nie warto jest przecież wysłać na ‎naukowy odpowiednik olimpiady czy ‎nawet mistrzostw świata. Jeżeli zatrudniamy zagranicznych ‎trenerów (skoki, piłka kopana etc.), to ‎dlaczego nie zatrudnimy zagranicznych rektorów i dziekanów, ‎aby zreformowali oni nasze czołowe ‎wyższe uczelnie, aby postawili je wreszcie na poziomie ‎światowym? Wyraźnie jest bowiem widać, że ‎polscy naukowcy tego nie potrafią. Mieli na to prawie 30 ‎lat i wszystkie te lata zmarnowali, a polska ‎nauka wciąż idzie w dół w światowych zestawieniach. Jeżeli ‎chcemy mieć Noble, to musimy zatrudnić ‎w Polsce Noblistów. Nie ma innej drogi. W realnym ‎kapitalizmie nic nie ma bowiem za darmo – „There ‎is no such thing as a free lunch” – Robert Heinlein w ‎‎„The Moon Is a Harsh Mistress” (1966) oraz ‎Milton Friedman „There’s No Such Thing as a Free ‎Lunch” Open Court Publishing Company, 1975.‎
    ‎5. Światowe rankingi uniwersytetów są odzwierciedleniem poziomu naukowego ocenianych przez te ‎‎rankingi uczelni. Uczelnie rosyjskie są zaś obecnie w ‎tych światowych rankingach na znacznie ‎wyższych miejscach niż polskie. Przykładowo Moskiewski Uniwersytet im. ‎Łomonosowa jest w ‎Academic Ranking of World Universities (Ranking Szanghajski) na miejscu 87, a (UW jest w nim na ‎miejscu 400 zaś UJ na miejscu 500. W Times Higher Education World Reputation ‎Rankings, ‎Moskiewski Uniwersytet im. Łomonosowa jest na miejscu 30 a UW na miejscu 420 zaś PW na ‎miejscu ‎‎800 – UJ nie jest zaś sklasyfikowany. Poziom polskich wyższych uczelni w tych ‎światowych ‎rankingach jest więc na poziomie nienajlepszych uczelni stanowych w ‎USA.‎
    ‎6. Poza tym, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby wzorem np. Szwecji, wprowadzić w ‎Polsce zajęcia na ‎wyższych uczelniach po angielsku, poza oczywiście filologią polską i filologiami ‎słowiańskimi i aby ‎zacząć przygotowywać się do prowadzenia i zajęć po chińsku (mandaryńsku), jako ‎że niedługo to ‎mandaryński stanie się światowym językiem nauki. Patrzmy w przyszłość, a nie w przeszłość.‎
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23740244,gowin-jestes-u-pani.html?order=najnowsze&v=1&obxx=23740244&pId=49530689&send-a=1#opinion49530689

  191. A tu przedkładam pod dyskusję zarys mojego programu naprawy polskiej ‎nauki i polskiego szkolnictwa ‎wyższego:‎
    ‎1.‎ Odstąpienie od jednolitego dyplomu licencjackiego (inżynierskiego) i magisterskiego ‎‎‎(lekarskiego) nadawanego dziś przez poszczególne uczelnie na rzecz dyplomu uczelnianego i ‎‎państwowego egzaminu na w/w stopnie.‎
    ‎2.‎ Zróżnicowanie szkół wyższych na badawcze i dydaktyczne – te pierwsze powadziłyby głównie ‎‎badania naukowe i studia doktoranckie, a te drugie wyższe studia zawodowe na poziomie ‎inżyniera ‎‎(licencjata).‎
    ‎3.‎ Wymóg interdyscyplinarności kształcenia i badań na uniwersytetach.‎
    ‎4.‎ Wymóg płynnej znajomości przynajmniej dwóch liczących się w nauce języków obcych ‎‎‎(angielskiego, chińskiego, francuskiego, hiszpańskiego, japońskiego, niemieckiego albo ‎rosyjskiego) ‎przez kandydatów na studia doktoranckie. Tam, gdzie jest to uzasadnione (nauki ‎ścisłe, społeczne, ‎medyczne i techniczne), wykłady i seminaria powinny odbywać się w języku ‎angielskim, aby ‎umożliwić studiowanie w Polsce osobom nieznającym naszego języka (obecnie ‎mamy poniżej 1% ‎studentów obcokrajowców) i aby umiędzynarodowić polską naukę, w tym ‎otworzyć ją na świat ‎zewnętrzny.‎
    ‎5.‎ Nauczyciele akademiccy (w tym obywatele innych krajów) powinni być zatrudniani na ‎‎podstawie międzynarodowego konkursu. Skład tych komisji konkursowych także powinien być ‎‎międzynarodowy. Wprowadzenie tego systemu wymaga zaś spójnych procedur nostryfikacji ‎‎dyplomów i rezygnacji z habilitacji oraz belwederskiej profesury.‎
    ‎6.‎ Likwidacja siatki płac i pensum dydaktycznego oraz wprowadzenie rzetelnej oceny osiągnięć ‎‎dydaktycznych (w tym oceny dokonywanej przez studentów) i naukowych tak, aby dobra praca ‎była ‎dobrze wynagradzana. Bezwzględnie obowiązywać powinna 6-8 letnia karencja na ‎zatrudnianie na ‎stanowiskach adiunkta i profesora osób, które w tej samej uczelni uzyskały ‎stopień doktora.‎
    ‎7.‎ Likwidacja obecnej procedury nadawania tytułu profesora przez Prezydenta RP.‎
    ‎8.‎ Habilitacja powinna zostać zastąpiona międzynarodowym konkursem na stanowisko profesora ‎‎nadzwyczajnego.‎
    ‎9.‎ Zmiana systemu zarządzania uczelniami – powoływanie i odwoływanie rektora szkoły ‎‎publicznej przez radę powierniczą, w skład której poza najwybitniejszymi profesorami danej ‎uczelni ‎‎(niebędącymi reprezentantami poszczególnych wydziałów!) wchodziliby ‎przedstawiciele ministerstwa ‎właściwego dla szkolnictwa wyższego, a także środowiska ‎naukowego i gospodarczego danego regionu.‎
    ‎10.‎ Przymusowe przejście na emeryturę profesorów w wieku 65 lat i absolutny zakaz zatrudniania ‎‎w państwowych uczelniach wyższych profesorów mających ponad 70 lat, aby zlikwidować ‎‎gerontokrację panującą obecnie na polskich uczelniach wyższych.‎
    Więcej pod tym adresem: https://static.t-code.pl/Keller-Reforma03B.pdf

  192. @JohnKowalsky
    Wysłuchaj tego uważnie, proszę, i napisz ,czy aby ci faceci nie mają racji? , jeśli nie mają to bardzo chętnie przeczytam Twoje argumenty przeciw, ewentualnie jakieś modyfikacje.
    https://www.youtube.com/watch?v=PhM1S-Fw-q4

  193. Sorry,ale nie oglądam Youtube.

  194. Optymatyk
    Możesz mi to streścić?
    Pozdrawiam,
    LK

  195. Panie Redaktorze,
    Dlaczego usunął Pan poniższe z dyskusji pod adresem:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23740244,gowin-jestes-u-pani.html?order=najfajniejsze&v=1&obxx=23740244#opinions
    Radical Critic
    ‎0. Wstrzymaj się od ataków ad personam.‎
    ‎1. Gdzie widzisz te podwójne standardy? Gdzie ja walczę o czyjeś uprzywilejowanie? Ja tylko walczę z ‎mafią profesorską, która od lat niszczy polska naukę. Poza tym, to ja nie zajmuję się promocją nauki, a ‎tylko jej ratowaniem przed zniszczeniem przez w/w mafię profesorską.‎
    ‎- Co zaś do historii, to jest ona tylko i wyłącznie ideologicznie zakłamanym obrazem dawnych dziejów, ‎który ma niewiele wspólnego z tym, co rzeczywiście się dawniej wydarzyło.‎
    ‎- Szczepionki, jakbyś nie wiedział, niosą za sobą poważne ryzyko, czasem wręcz nie do ‎zaakceptowania. Poczytaj więc na czym one polegają, zanim zaczniesz się wyśmiewać z ich krytyków. ‎I zauważ, ze ja nie występuję tu z pozycji tzw., zdrowego rozsądku, a tylko z pozycji racjonalnych, z ‎pozycji ekonomii i prakseologii.‎
    ‎2. Jak to już ci wytłumaczyłem, humanistyka na wyższych uczelniach jest zbędna, gdyż to nie jest ‎nauka. Nauka nie zajmuje się bowiem tym, czy Słowacki wielkim poetą był.‎
    ‎- I jak to, widać, nie rozumiesz tego, czym jest kultura, jako że zawężasz ją do tego, co Anglosasi ‎nazywają „arts”, czyli do tzw. sztuki, gdy tymczasem kultura to jest to samo co cywilizacja. Innymi ‎słowy wszytko co nie jest naturą, jest kulturą. Jak widać, masz bardzo poważne braki w edukacji.‎
    ‎- Poza tym, to każde społeczeństwo klasowe, oparte na wyzysku, czy to niewolniczym, czy feudalnym ‎czy też kapitalistycznym zaczyna się w pewnym momencie rozpadać na jego podstawowym poziomie.‎
    ‎3. Przyjęcia na studiach humanistycznych powinny być więc ograniczone do minimum, do 100-200 ‎miejsc w całej Polsce na rok i tylko na UJ, UW, UMK, UAM czy też UWr i UŁ. Szkoły zawodowe ‎powinny zaś wrócić, podobnie jak Wyższe Szkoły Nauczycielskie.‎
    ‎- Nadprodukcja humanistów nie została zaś wchłonięta przez gospodarkę. To, że zagraniczne ‎korporacje zatrudniają w Polsce i to za grosze absolwentów humanistyki w tzw. call centres nie ‎oznacza, że aby pracować w takim call centre, należy mieć humanistyczne wykształcenie. Sektor ‎finansów potrzebuje bowiem ekonomistów i księgowych, a nie polonistów i historyków.‎
    ‎- Co do reindustrializacji, to na pewno nie dokonają jej humaniści. Z tego, że mamy dziś nadprodukcję ‎praktycznie wszelkiego nie wynika bowiem to, że nie należy rozwijać przemysłu, a tylko że należy ‎wreszcie zacząć wreszcie produkować to, czego ludzie naprawdę potrzebują, a nie tak jak dziś, ‎produkować to, co przynosi kapitalistom największy zysk.‎
    ‎- To, że absolwenci liceów, zamiast zdobywać realne kwalifikacje, poszli studiować humanistykę i w ‎wyniku tego po studiach w ponad 90% nie pracują w swej wyuczonej specjalizacji, oznacza zaś ‎ogromne marnotrawstwo środków i jest godne tylko potępienia. Natomiast tzw. kompetencje miękkie są ‎tylko mitem, jako iż nie da się ich ani zdefiniować, ani też zmierzyć. One są jak ten kosmiczny eter, ‎którego nauka na szczęście dawno temu przestała poszukiwać.‎
    CDN.‎
    Radical Critic
    ‎4. Nie ma czegoś takiego jak „dział ekonomii, który czerpie z filozofii”. Ekonomia jest bowiem nauką, ‎a filozofia nie, jako że twierdzeń filozofii nie da się zweryfikować metodą naukową czyli empiryczną.‎
    ‎- Podział na nauki społeczne i humanistykę jest więc ścisły, jako że twierdzenia nauk społecznych są ‎weryfikowalne empiryczne, a twierdzenia humanistyki, w tym filozofii, nie są weryfikowalne metodą ‎naukową czyli empiryczną (doświadczalną). Dowodzi to też o zbędności humanistyki, która z nauką ‎nie ma przecież nic wspólnego, a aż za dużo ma ona wspólnego z religią i innymi przesądami.‎
    ‎- Dalej – przecież ja Plan Balcerowicza ostro krytykuję, a więc ty chyba albo nie przeczytałeś tego, co ja ‎tu napisałem, albo też nic z tego nie zrozumiałeś (Prawo Lema).‎
    ‎- Co do publikowania, to nie mam znajomości w redakcjach pism z wysokim IF, a więc nikt mi tam nie ‎wydrukuje moich artykułów. Stąd też publikuję je gdzie indziej. Tu nie ma żadnego spisku, a tylko są ‎prawa ekonomii w działaniu – po prostu na artykułach o Polsce nie da się dziś dobrze zarobić.‎
    ‎- I nie pisz że odróżniasz nauki społeczne od humanistyki, gdyż ty nie wiesz nawet czym jest nauka i ‎na czym polega metoda naukowa. Jestem też za usunięciem z uniwersytetów także tych nauk ‎społecznych, które jak np. „gender studies” nie są oparte na racjonałach podstawach.‎
    ‎- I powtarzam raz jeszcze, że przecież ja Plan Balcerowicza ostro krytykuję, a więc ty chyba albo nie ‎przeczytałeś tego, co ja tu napisałem, albo też nic z tego nie zrozumiałeś (Prawo Lema).‎
    ‎- Poza tym, to jaki sens miałoby to, aby każdy miał wykształcenie wyższe? Przecież tylko góra 10% ‎każdego rocznika nadaje się na studia wyższe i po co robotnikom przemysłowym czy rolnym studia ‎wyższe?. Uwiąd humanistyki (NIE „nauk humanistycznych”, gdyż humanistyka NIE jest nauką) ‎wynika zaś z tego, że nie da się wałkować w kółko Mickiewicza czy Słowackiego przez ponad 100 lat i ‎że generalnie mamy od lat głęboki kryzys twórczy w literaturze, muzyce, malarstwie czy rzeźbie. ‎
    ‎- Studia humanistyczne nie są zaś żadnym buforem przed jeszcze większym bezrobociem i degeneracją ‎młodzieży, gdyż one produkują bezrobotnch i tylko pogłębiają frustrację młodzieży, której nikt nie ‎powie uczciwie, że studiowanie humanistyki jest tylko marnowaniem czasu.‎
    ‎5. Co do Puszkina i Bułhakowa, to nie da się już o nich nic nowego napisać, poza sensacjami na temat ‎ich życia seksualnego. Nie ma więc sensu pisać po raz milionowy na ten temat. Nie da się też w ten ‎sposób rozwinąć umiejętności tworzenia syntez i krytycznej recepcji myśli. To zapewnią tylko poważne ‎studia z dziedziny nauk, czy to ścisłych (fizyka, chemia) czy półścisłych (np. biologii) czy też ‎społecznych albo studia z dziedziny matematyki. I powtarzam, że nie ma czegoś takiego jak nauki ‎społeczno-humanistyczne, a tylko jest humanistyka, która nie jest nauką oraz nauki społeczne.‎
    ‎6. To ty nie masz pojęcia czym był stalinizm a czym bolszewizm (leninizm). Ty pewnie też nie ‎odróżniasz komunizmu od władzy partii zwącej się komunistyczną ani też komunizmu od socjalizmu ‎czy też faszyzmu od nazizmu. ‎
    ‎- Domagam się zaś nie likwidacji humanistyki, a tylko zaprzestania jej finasowania z budżetu państwa, ‎czyli przez podatników. Niech sobie humaniści ją uprawiają ale tylko jako swoje hobby, za swoje, a nie ‎jak dziś, za cudze pieniądze. Tu nie trzeba dokonywać żadnej solidnej teoretycznie i empirycznie ‎analizy – to jest przecież wręcz oczywiste, że nie należy wydawać pieniędzy na to, co nie daje żadnych ‎pozytywnych efektów.‎

  196. Jaki sens ma te cenzura Michnika, która przepuściła jednak to:
    slon2002 wczoraj

    Uwaga, uwaga!!! na Forum szaleje wariat o pseudonimie „kaganini01”

    alik-w-plomieniach godzinę temu

    @slon2002

    To ten pisi troll, Lech Keller! Widać ktoś mu wyjebał z rowerka konto
    na G+, musi teraz z innego szczekać!

    Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23740244,gowin-jestes-u-pani.html

  197. Poza tym, to nie tylko radosna twórczość otwierania małych prywatnych uczelni, ale także radosna twórczość ‎otwierania tzw. państwowych wyższych szkól zawodowych oraz nowych kierunków, filii i studiów ‎zaocznych na istniejących uczelniach państwowych oraz promowanie dawnych wyższych szkół ‎nauczycielskich na uniwersytety a dawnych wyższych szkół inżynierskich na politechniki poprawiła ‎formalnie (na papierze) statystyki wykształcenia obywateli, ale fatalnie obniżyła poziom kształcenia, ‎zdewaluowała tytuły (stopnie) inżyniera, magistra i doktora, a co za tym idzie także i profesora oraz ‎odebrała prestiż wyższemu wykształceniu, które dziś w Polsce, za głupie kilka tysięcy złotych (roczne ‎‎500+), otrzymać może praktycznie każdy, nawet najbardziej tępy, maturzysta.‎

  198. „Możesz mi to streścić?” JohnKowaksy

    Wystarczy ,że napiszę iż jest to to samo co Ty tu piszesz, jedynie podane nie w taki jak Twój sposób, akademicki. Rzecz opiera się głównie o dyskusję wokół książki „Wojna o pieniądz. Prawdziwe źródła kryzysów finansowych” Song Hongbinga, zapewne Ci znaną.
    Z początku jest trochę humorystycznie i co by nie powiedzieć wulgarnie, bo gościu opcyndala pobitych przez Polaka (podobno ex-komandosa, trafiła kosa na kamień) w obronie kobiety (Polki) dwóch, ze stacjonujących u nas amerykańskich, wojaków. W wyniku czego jednego z nich odwieźli do Rammstein.
    Znany ale specjalnie nie nagłaśniany incydent , który miał miejsce parę dni temu.
    Ale to tylko pierwsze 3 min.,reszta jak napisałem wyżej. Czasami warto takich rzeczy samemu posłuchać, tym bardziej jeśli ktoś jest podobnego zdania jak Ty w tej tematyce. Jest nas więcej podobnie myślących co do historii i obecnej sytuacji na świecie.
    Pozdrawiam

  199. JohnKowalsky
    8 sierpnia o godz. 12:37
    Szkolnictwo wyższe to z gospodarczego punktu widzenia sfera usług a jak wiadomo w kapitalizmie cel podstawowy stał się środkiem do osiągnięcia celu nadrzędnego – zysków.
    Podobnie jak wcześniej sfera usług medycznych przemieniła się w „biznes medyczny”

  200. Optymatyk 8 sierpnia o godz. 23:21‎ ‎4615‎
    Jak ci to już tłumaczyłem, nie interesują mnie audycje dla powolnie myślących ani też nie interesują ‎mnie opinie wsiowych wesołków skierowane do analfabetów ani też bestsellery wydawane w USA, ‎jako że tam jest od co najmniej pół wieku taki żydowski reżym, że prawda nie ma tam prawa być ‎głoszona.‎
    Pozdrawiam
    LK

  201. kaesjot 9 sierpnia o godz. 7:53 4616
    Uważam dokładnie to samo.
    Pozdrawiam
    LK

  202. OK, Jakie w takim razie pozycje książkowe proponujesz Ty, jeśli nie „bestsellery wydawane w USA”?

  203. Optymatyk
    Na poczatek polecam książki J.K. Galbraitha z „The Economics of Innocent Fraud” („Gospodarka ‎niewinnego oszustwa”) na czele. Są one napisane bez zbędnego żargonu pseudonaukowego, wiele z ‎nich zostało przetłumaczone na język polski i nikt autorowi nie zarzuci, że był on lewakiem czy też ‎agentem ZSRR.‎
    Cytuję z witryny „profit24.pl: „Światowej sławy ekonomista skupia się dziś na przekonaniach ‎ekonomicznych, na przebiegłości i na przywództwie politycznym, na błędach, które wciąż się ‎utrzymują, i na tym, dokąd nas one prowadzą. John Kenneth Galbraith przez długi czas zajmował ‎miejsce w samym centrum amerykańskiej gospodarki, piastując odpowiedzialne stanowiska w czasach ‎Nowego Ładu, II wojny światowej i później, kierując polityką i debatą gospodarczą. Jego nowa, cięta ‎książka to destylat całego życia doświadczeń w sektorze publicznym i prywatnym; stanowi jadowitą ‎krytykę aktualnego stanu spraw.”‎
    Pozdrawiam
    LK

  204. „Jedną z ostatnich publikacji popełnionych za życia tego wybitnego myśliciela jest praca pt. Th e Economics of Innocent Fraud ruth for Our Time opublikowana w Stanach Zjednoczonych w roku 2004, a następnie w Polsce w roku 2005, pod tytułem Gospodarka niewinnego oszustwa… Z pozoru niewinny esej wpisany w ramy publikacji
    książkowej. Z pozoru spisane ad hoc zapiski, inspirowane obserwacją bieżącego życia
    ekonomicznego. W praktyce jednak przenikliwe prognozy, których interpretacja powinna znacznie wykraczać poza obszar ekonomii i gospodarczych niuansów.
    Naukowy esej popełniony przez Galbraitha u schyłku jego długiego życia nie
    został należycie zauważony – zwłaszcza w polskim „naukowym obiegu”. Jednak
    ograniczanie przestrzeni oddziaływania myśli zamieszczonych w książce jedynie do
    sfery teoretycznej (naukowej) dysputy, a pozbawionej aplikacyjnych perspektyw,
    jest niedopatrzeniem i wyrazem popełniania „grzechu zaniechania”. ”

    Znalazłem w PDF i niechybnie przeczytam. Dzięki

  205. „Prawda naszych czasów
    Światowej sławy ekonomista skupia się dziś na przekonaniach ekonomicznych, na przebiegłości i na przywództwie politycznym, na błędach, które wciąż się utrzymują, i na tym, dokąd nas one prowadzą. Jego nowa, cięta książka to destylat całego życia doświadczeń w sektorze publicznym i prywatnym; stanowi jadowitą krytykę aktualnego stanu spraw.

    Podnosząc alarm w sprawie rosnącego rozziewu pomiędzy rzeczywistością a „konwencjonalną wiedzą” (określenie jego autorstwa), Galbraith opowiada między innymi, w jaki sposób doszliśmy do punktu, w którym sektor prywatny osiągnął bezprecedensowy wpływ na sektor publiczny. Ustąpiliśmy bez reszty przekonaniu, które służy sobie samemu, oraz „pomysłowemu nonsensowi”, czyli po prostu oszustwu. Nastąpiło to kosztem gospodarki, skutecznego rządu i świata przedsiębiorczości.

    Uderzająca w szczególności jest zasadnicza siła korporacji oraz przejście władzy od akcjonariuszy i członków rad nadzorczych w ręce kierowników. Jaskrawym przejawem oszustwa są wciąż utrzymywane pozory władzy akcjonariusza, które mylą nawet bezpośrednio zainteresowanych. W istocie jednak ze względu na skalę i złożoność nowoczesnej korporacji decydująca władza musi przechodzić do kierownictwa. Władza kierownictwa, nieuchronnie kierującego się własnym interesem, sięga głęboko w stronę rządu – w tak zwany sektor publiczny. Zjawisko to jest szczególnie widoczne i niebezpieczne w przypadku takich spraw jak polityka militarna, ochrona środowiska oraz – co oczywiste – podatki. Pomimo to jednak wciąż stanowczo mówi się o sektorze publicznym..

    Czy oszustwo może być niewinne? Galbraith odpowiada na to pytanie w swym niezrównanym stylu. Jego nienaganny, cierpki i surowy komentarz jest istotną lekturą dla wszystkich, którzy troszczą się o przyszłość Stanów Zjednoczonych. Książka niniejsza jest szczególnie ważna w roku wyborów, lecz odnosi się zasadniczo do przyszłości w skali znacznie szerszej.

    John Kenneth Galbraith, urodzony w roku 1908, jest emerytowanym profesorem ekonomii katedry im. Paula M. Warburga Harvard University; był prezesem American Academy of Arts AND Letters oraz American Economic Association. W ciągu pięciu dziesięcioleci napisał 31 książek. Tytułem doktora honoris causa wyróżniły go między innymi Harvard University, Oxford University, University of Toronto oraz uniwersytety w Paryżu i Moskwie. Jest komandorem francuskiej Legii Honorowej, a w roku 1997 otrzymał Order Kanady. W sierpniu 2000 roku prezydent Bill Clinton udekorował go Medalem Wolności.”

    spis treści i I rozdział (pdf)

  206. http://www.physicsoflife.pl/bibliografia/cytaty/9798388970268.html
    Gospodarka niewinnego oszustwa. Prawda naszych czasów.
    ( Galbraith, John Kenneth )
    Spis cytatów dla wybranej książki

  207. http://www.humanitas.edu.pl/resources/upload/dokumenty/Wydawnictwo/Zarzadzanie_zeszyt/Zarz%201_2014%20podzielone/Masiukiewicz.pdf
    dr hab. Piotr Masiukiewicz, prof. SGH
    Szkoła Główna Handlowa w Warszawie

    Czy te dane coś Ci mówią?

  208. Optymatyk – ad dr hab. Piotr Masiukiewicz, prof. SGH
    Nic mi to nie mówi. SGH dawno temu zeszła na psy.
    SGH padła na dalekie pięćdziesiąte pierwsze miejsce w Polsce (2817 na ‎świecie) w rankingu Webometrics. Jet tam nawet za dawną Akademią Ekonomiczną z Krakowa i tylko nieco ‎wyprzedziła wrocławską Akademię Ekonomiczną (obecnie krakowska i wrocławska uczelnia zwą się ‎‎„uniwersytetami ekonomicznymi”) – http://www.webometrics.info/en/Europe/poland
    SGH spada nawet w rankingu „Perspektyw”: w roku 2016 miejsce 11 a obecnie (2018) miejsce 12.‎

  209. Dlaczego na ostatnich Mistrzostwach Europy w lekkiej atletyce nie było reprezentacji Palestyny, skoro była na nich reprezentacja ‎Izraela?‎ Uważam też, że rasistowskie, neokolonialne i zwyczajnie nieuczciwe, niezgodne z zasadami ‎fair play, jest wystawianie ‎Murzynów na Mistrzostwach Europy – nie ważne czy przez UK i Francję czy ‎też przez Niemcy albo ‎nawet Izrael.‎ Moralnie to Polacy są więc zwycięzcami tych mistrzostw.‎

  210. @JohnKowalsky

    W Ewangelii wg Św. Jana jest napisane: „”Kto z was bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nich kamieniem”
    Na potrzeby tego postu „nią” zmieniłem w „nich”
    Przytaczam ten cytat albowiem w polskiej reprezentacji niepoślednią rolę odegrała w trakcie mistrzostw Sofia Ennaoui, której ojcem itd., itd…
    Nie zapominaj również o słowiańskiej urody maratończyku Yaredzie Shegumo.

  211. A tak naprawdę to wskoczyłem aby zwrócić uwagę na niezły wywiad Żakowskiego z Chomskym Polityce Extra, ale jak już wpadłem …

  212. miłośnik czarnych jagód
    ‎„Znaj proporcjum, mocium panie” – A. Fredro „Zemsta”. Pani Zofia ma matkę Polkę i wychowana ‎została w Polsce. Natomiast ta „Izraelka” z żydostwem nie ma nic wspólnego poza formalnym ‎obywatelstwem, a w reprezentacjach UK czy Francji większość medali zdobywają Afrykanie. Izrael ‎powinien więc startować w mistrzostwach Azji, a UK i Francja a nawet i Niemcy – Afryki.‎

  213. Dziwię się Chomsky’emu, że chciał rozmawiać z Żakowskim.

  214. @JohnKowalsky

    Puściłem te dwa posty u Hartmana , bo tam były odpowiedzią na jeden z twoich postów(ten o lewicy i lewakach), ale na tamtym blogu od prawie tygodnia cisza i nie zanosi się aby było głośniej, więc publikuje tutaj, tym bardziej że tematycznie nieco powiązany z profilem blogu.

    Pierwszy.

    JohnKowalsky
    12 sierpnia o godz. 14:47
    Z tą specyfikacją na autentyczną lewicę i lewactwo masz chyba rację.
    Ja jedynie dodałabym od siebie, że „lewactwo” i cała ta obyczajowo-antyklerykalna otoczka to nic innego jak marksowskie opium, czyli
    „lewactwo to opium dla ludu”.

    Drugi.

    @JohnKowalsky
    Zgadzając się w jednym z wcześniejszych postów z Twoim rozróżnieniem lewicy i lewactwa zastanawiam się jednakw jaki sposób godzisz swoją klasową czujność z tezą o „‎nielegalnych imigrantach, którzy obniżają płace i pogarszają warunki pracy” kiedy nie jest tajemnicą, że ich położenie i „świadomość klasowa” to w dużej mierze zasługa europejskiego imperializmu końca XIX i pierwszej połowy XX wieku (zresztą i wcześniej i w okresie późniejszym też nie było lepiej) i jakaś doza odpowiedzialności za ich dzisiejsze położenie – jako Europejczyka – spada również na Ciebie.
    Nie mam do Ciebie pretensji – jedynie się dziwię.
    W tym miejscu zacytuję ( wpadł mi jakiś czas pod skrzydła) kilka zdań – też Europejczyka – Ryszarda Kapuścińskiego, który odwiedził w 1999 roku tereny zamieszkiwane przez dzisiejszych „nielegalnych imigrantów” i podzielił się refleksjami związanymi z tym pobytem w „Prawach natury”:
    „Widziałem nagich ludzi rzuconych na ziemię jak puste worki zdychających z głodu, na malarię i gruźlicę. Tego samego dnia poleciałem do Addis Adeby, a stamtąd do Rzymu gdzie mnie zaprowadzono na Piazza Navona. Był bezchmurny wieczór, w kolorowej masie perłowej. Turyści słuchali muzyki, tańczyli, pili wino Castelli. I wtedy zapłakałem. Rozpaczliwie. Tam, wśród tych wszystkich ludzi.” Z owego płaczu wyłania się coś, co wykracza poza ekonomiczno-polityczną kwestie dystrybucji zasobów, a mianowicie zagadnienie współuczestniczenia w cierpieniu Innego i wyrzutów sumienia w obliczu śmierci głodowej. Nie można uniknąć tego bólu, chyba że za cenę cynizmu.”
    Nie twierdzę, że jesteś cynikiem @JohnKowalsky, ale musisz uwzględnić w swoim analitycznym umyśle również ten rodzaj europejskiej wrażliwości.

  215. miłośnik czarnych jagód
    ‎1. Blog Hartmana zdominowany jest przez durnych lewaków, takich jak sam Hartman, na dodatek ‎niemających pojęcia o ekonomii i polityce. ‎
    ‎2. Obecne problemy tzw. III świata nie są problemami Polski, a tylko problemem dawnych mocarstw ‎kolonialnych, czyli głównie UK, Francji, Belgii, Holandii, Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Niemiec oraz ‎USA i państw tzw. Zachodu, które z nimi ściśle współpracowały, czyli np. Dani, Finlandii, Norwegii ‎czy Szwecji oraz Szwajcarii – tego bankiera kolonialistów. Polska na koloniach nic nigdy bowiem nie ‎skorzystała, a więc to nie jest nasz problem. Tyle, że powinniśmy jak najszybciej wyjść z UE, jako że ‎dominujące w tejże Unii dawne mocarstwa koloniale chcą na nas zrzucić problemy wynikłe z ich ‎dawnej kolonialnej ekspansji w wiekach mniej więcej od XVII do XX i obecnej neokolonialnej ‎ekspansji pod płaszczykiem tzw. globalizacji. Co też z tego, że Polacy są Europejczykami, skoro nie ‎brali oni udziału w kolonizacji Afryki, Azji i Ameryki i nie czerpali żadnych korzyści z tejże ‎kolonialnej ekspansji Europy Zachodniej? Nie rozumem tu więc ani Kapuścińskiego ani też innych ‎naiwniaków, którzy po prostu nie rozumieją na czym polega kapitalizm. Zgoda, jestem cynikiem, jako ‎że patrzę trzeźwo na problemy obecnego świata i wiem, że winien jest tu nie człowiek „jako taki” czy ‎też jego tzw. natura, a tylko kapitalizm, narzucony Polsce dwa razy: raz za zaborów, a dugi raz w roku ‎‎1989. Powiedzmy sobie więc raz jeszcze, że obecne problemy tzw. III świata nie są problemami Polski, ‎a tylko problemem dawnych mocarstw kolonialnych, czyli głównie UK, Francji, Belgii, Holandii, ‎Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Niemiec oraz USA i państw tzw. Zachodu, które z nimi ściśle ‎współpracowały, czyli np. Dani, Finlandii, Norwegii czy Szwecji oraz Szwajcarii – tego bankiera ‎kolonialistów. Polska bowiem na koloniach nic nigdy nie skorzystała, a więc to nie jest nasz problem.‎
    Pozdrawiam
    LK

  216. miłośnik czarnych jagód
    ‎1. Blog Hartmana zdominowany jest przez durnych lewaków, takich jak sam Hartman, na dodatek ‎niemających pojęcia o ekonomii i polityce. ‎
    ‎2. Obecne problemy tzw. III świata nie są problemami Polski, a tylko problemem dawnych mocarstw ‎kolonialnych, czyli głównie UK, Francji, Belgii, Holandii, Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Niemiec oraz ‎USA i państw tzw. Zachodu, które z nimi ściśle współpracowały, czyli np. Dani, Finlandii, Norwegii ‎czy Szwecji oraz Szwajcarii – tego bankiera kolonialistów. Polska na koloniach nic nigdy bowiem nie ‎skorzystała, a więc to nie jest nasz problem. Tyle, że powinniśmy jak najszybciej wyjść z UE, jako że ‎dominujące w tejże Unii dawne mocarstwa koloniale chcą na nas zrzucić problemy wynikłe z ich ‎dawnej kolonialnej ekspansji w wiekach mniej więcej od XVII do XX i obecnej neokolonialnej ‎ekspansji pod płaszczykiem tzw. globalizacji. Co też z tego, że Polacy są Europejczykami, skoro nie ‎brali oni udziału w kolonizacji Afryki, Azji i Ameryki i nie czerpali żadnych korzyści z tejże ‎kolonialnej ekspansji Europy Zachodniej? Nie rozumiem tu więc ani Kapuścińskiego ani też innych ‎naiwniaków, którzy po prostu nie rozumieją na czym polega kapitalizm. Zgoda, jestem cynikiem, jako ‎że patrzę trzeźwo na problemy obecnego świata i wiem, że winien jest tu nie człowiek „jako taki” czy ‎też jego tzw. natura, a tylko kapitalizm, narzucony Polsce dwa razy: raz za zaborów, a dugi raz w roku ‎‎1989. Powiedzmy sobie więc raz jeszcze, że obecne problemy tzw. III świata nie są problemami Polski, ‎a tylko problemem dawnych mocarstw kolonialnych, czyli głównie UK, Francji, Belgii, Holandii, ‎Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Niemiec oraz USA i państw tzw. Zachodu, które z nimi ściśle ‎współpracowały, czyli np. Dani, Finlandii, Norwegii czy Szwecji oraz Szwajcarii – tego bankiera ‎kolonialistów. Polska bowiem na koloniach nic nigdy nie skorzystała, a więc to nie jest nasz problem.‎
    Pozdrawiam
    LK

  217. Ciekawy, ale kontrowersyjny artykuł zamieszczony na Gazecie.pl autorstwa naszego natchnienia, naszego naczelnego inspiratora do klasowych przemyśleń – Redaktora Wosia:

    Niestary jeszcze (mój rocznik 1982) amerykański politolog polskiego pochodzenia Yascha Mounk uważa, że polityczny rytm naszych czasów wyznacza batalia między dwiema niebezpiecznymi siłami: „niedemokratycznym liberalizmem” z jednej oraz „nieliberalną demokracją” z drugiej strony.

    Ucieleśnieniem tego pierwszego żywiołu jest na przykład dzisiejsza Unia Europejska albo Stany Zjednoczone ostatnich lat. Są to organizmy polityczne, w których rządzi tzw. złota reguła (termin pożyczam od politologa Thomasa Fergusona). Stanowi ona, że jak masz złoto, to masz również władzę. Masz kapitał, to wynajmujesz sobie prezydentów albo komisarzy, którzy zabezpieczają twoje interesy. Nie masz? Demokracja kończy się dla ciebie na symbolicznym akcie wrzucenia kartki do wyborczej urny. I możesz się łudzić, że coś z tego wynika, albo przyjąć postawę „a mnie to wszystko zwisa”. I tak nie ma to żadnego znaczenia. To jest droga, którą – zdaniem wielu – szliśmy przed rokiem 2015.

    Z kolei „demokracja nieliberalna” to jakaś forma alternatywy dla rządów pieniądza. Z silną (momentami autorytarną) władzą polityczną. Jest to alternatywa kosztowna, bo w praktyce rodząca własną oligarchię i zamieniająca polityczne wolności jednostki w nic niewart frazes. Przykładem takich reżimów są oczywiście współczesna Rosja czy Turcja. Niektórzy twierdzą, że w kierunku takiego modelu prowadzi nas PiS.
    Lewicowiec w potrzasku

    Dla lewicowca oba te zagrożenia są poważne. To odróżnia go od zdeklarowanego liberała, który jest całkowicie ślepy na ekscesy „niedemokratycznego liberalizmu” i przekonuje, że przed rokiem 2015 Polska była fantastycznym miejscem do życia dla szerokich mas obywateli. Tylko się potem tym obywatelom z dobrobytu w głowach poprzewracało i wybrali PiS (to słowa, które usłyszałem niedawno od byłego polskiego polityka z pierwszej linii).

    Lewicowiec nie może jednak powiedzieć, że nie widzi zagrożeń płynących z poczynań obecnego rządu ani że jest gotów w ciemno zaufać mądrości Jarosława Kaczyńskiego.

    Świadomość obu zagrożeń oznacza, że lewicowiec musi dokonać rachunku. Wie, że dziś bardziej aktualnym wyzwaniem jest widmo pełzającego autorytaryzmu. Wie jednak również, że droga do jego uniknięcia nie wiedzie przez restaurację niedemokratycznego liberalizmu. To wyznacza mu pole manewru.
    Sojusz z liberałami oznacza klęskę

    Pójście drogą proponowaną przez anty-PiS-owską opozycję liberalną (najpierw odsuńmy Kaczyńskiego, a potem się zobaczy) nie wchodzi więc w grę. Pisałem o tym rok temu na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” („Lewico nie pchaj się liberałom na patelnię”) . Lewica występowała w roli przystawki dla liberałów już wiele razy: niepewni swego postkomuniści dogadywali się z „niespoconą” częścią „Solidarności”, czemu patronowała „Gazeta Wyborcza”. Unia Pracy wchodziła w koalicję z SLD. Ikonowicz i paru innych lewicowców rozpuszczali się w liberalnym projekcie Ruchu Palikota. Skutkiem było utwierdzenie gospodarczej hegemonii neoliberałów, zepchnięcie lewicy do światopoglądowego skansenu i oderwanie od słabych oraz przegranych, którzy powinni stanowić rację istnienia każdego lewicowego ruchu (inaczej po co komu lewica?). Postępowa polityka zmieniała się w zabawkę dla uprzywilejowanej klasy średniej.
    Lewica w roli publicysty

    Druga droga to stanięcie z boku i czekanie. Przeplatane głoszeniem, że przecież jedni i drudzy są siebie warci. Przyznam, że jest to droga kusząca i w jakimś sensie intelektualnie uczciwa (po co legitymizować np. antyekologiczne pomysły ministra Jana Szyszki albo antyzwiązkowe inicjatywy Nowoczesnej?). Argumentów znajdzie się wiele. Takie symetryzowanie ma jednak swoje ograniczenia i skazuje na rolę – co najwyżej – publicysty. A rozumiem, że spora część nowej lewicy ma jednak ambicje sięgające dużo dalej. I nie ma w tym nic złego. Chodzi przecież nie tylko o to, by rzeczywistość zrozumieć, ale też o to, by ją zmieniać.
    A może podjąć dialog z PiS?
    Reklama

    Zostaje więc trzecia droga. Nazwijmy ją rozsądnym otwarciem się na dialog z PiS. I w ogóle z całym środowiskiem, które tzw. prawica reprezentuje. Od Klubów „Gazety Polskiej” (100 lat temu ich członkowie spokojnie odnaleźliby się np. w PPS) po Klub Jagielloński. W polskim kontekście droga do tego oczywiście daleka, bo po obu stronach jest wiele niechęci. Dla prawicy nowa lewica jest śmieszną zbieraniną oderwanych od rzeczywistości dzieciaków, których aktywność polityczna kończy się na wymachiwaniu tęczowa flagą. Dla lewicy PiS to wąsaci ksenofobi, których jedynym celem jest gnębienie gejów i zapędzenie kobiet do usługiwania mężczyznom. I jedna, i druga klisza są oczywiście nieprawdziwe.

    Pożytków z takiego spotkania byłoby kilka. Po pierwsze, wzajemne poznanie się obcych dziś sobie środowisk, jakiego od czasów wczesnej Unii Pracy nie było. Po drugie, odkrycie, że programowo istnieje wiele punktów wspólnych: wizja demokratycznego socjalizmu wydaje się bardziej strawna dla świata PiS niż dla liberałów, którzy na słowo „socjalizm” jeżą się i wysyłają do Korei Północnej. Lewice i prawicę łączy też np. rozsądna krytyka realnego funkcjonowania Unii Europejskiej – nie tyle samej idei naszego w niej uczestnictwa czy zasady solidarności dużych krajów z małymi, ile raczej tego, czym Unia się w ostatnich latach stała (choćby podczas kryzysu greckiego, gdy interes prywatnych banków komercyjnych był ważniejszy niż wewnątrzunijna solidarność).

    Dialog lewicy z PiS mógłby podziałać mobilizująco na liberałów. Dziś jest tak, że obóz mieszczański konsekwentnie odmawia nowej lewicy politycznej podmiotowości. Kryje się za tym przekonanie, że „i tak zagłosują na nas w drugiej turze”. A takie nastawienie nigdy nie będzie filarem zdrowej relacji.
    Kolaboracja z Hitlerem

    Istnieje wreszcie argument pragmatyczny, żeby z PiS rozmawiać. Być może najważniejszy. Jest bardzo prawdopodobne, że PiS (lub coś, co z niego wyrośnie) zostanie w Polsce przy władzy na nieco dłużej. Zagrożenie pełzającą dyktaturą (niektórzy mówią nawet o faszyzacji) będzie więc realne. W interesie nas wszystkich jest zatem istnienie jakiejś siły, która nawet jeśli PiS nie będzie umiała pokonać, to przynajmniej podejmie się misji jego ucywilizowania. Przekona do porzucenia najbardziej poronionych pomysłów. Zresztą to… już się dzieje. Pamiętacie „czarne protesty”? Zainicjowała je nowa lewica, i to właśnie one doprowadziły do wstrzymania prac nad zaostrzeniem ustawy aborcyjnej. Można powiedzieć, że w tym wypadku lewica wychowała prawicę.

    Pomyślmy w ten sam sposób o zmianach w sądownictwie. Czy nie byłoby dobrze, gdyby lewica miała coś do powiedzenia przy kształcie tych reform? Gdyby mogła wpływać na kształt rozwiązań? Pilnować, by słuszny skądinąd impuls do naprawy polskiego wymiaru sprawiedliwości (kto z ręką na sercu uważa, że były one ostoją sprawiedliwości w ostatnich latach?) nie posłużyły PiS do gnębienia opozycji. I żeby nie skończyło się tylko na wymianie jednej sitwy na drugą.

    Albo gospodarka. Ekonomiczne posunięcia tego rządu są z jednej strony bardzo progresywne. 500 plus, stawka godzinowa czy zakaz handlu w niedziele to zmiany, który się umęczonym transformacją klasom społecznym po prostu należały. A teraz – za sprawą PiS – to rzeczywistość. Z drugiej strony gołym okiem widać, że otoczenie premiera Morawieckiego to nierzadko arcyliberałowie. Pracownicze Plany Kapitałowe (czyli nowy akt prywatyzacji polskich emerytur), kolejne ułatwienia dla przedsiębiorców w sięganiu po jeszcze tańszą i jeszcze bardziej dyspozycyjną siłę roboczą już nawet nie z Ukrainy lecz z Bangladeszu, Nepalu i Filipin. Do tego Gowin i jego neoliberalna ustawa 2.0. Wszędzie tu aż prosi się o jakąś realną siłę, która mogłaby kierować PiS-owską machinę na dobre tory. A nie tylko – jak PO z Nowoczesną – myśleć o jej wykolejeniu i podczepieniu własnej wstecznej lokomotywy.

    Tym wszystkich, którzy będą się łapać za głowy, że oto próbuję namawiać do kolaboracji z Hitlerem, odpowiem: tylko bez histerii. Odsyłam do starego dobrego prawa Godwina. Nie znacie? To prawo głoszące, że kto w trakcie dyskusji porówna swojego adwersarza do Adolfa Hitlera, ten automatycznie przegrywa. Jeśli chcecie w dyskusji wygrać, musicie się bardziej postarać.

  218. Tak sobie myślę, że gdyby Redaktor Woś taki tekst puścił pod jakimś nickiem na blogach wielu Polityki.pl, to wszystkie gaśnice od razu poszłyby w ruch. Oczywiście gaśnice pianowe mam na myśli, a piana tygodniami zalegałaby na redakcyjnych korytarzach…
    …na wszelki wypadek, że Redaktor znowu coś mądrego napisze.

    A od siebie.
    Pomysł niezły, ale jak sobie pomyślę, że Kaczyński nie jest w najlepszej kondycji i w każdej chwili może zejść ze sceny, a jego miejsce zajmie nowa nadzieja białych, czyli syn szefa „Solidarności Walczącej”, to może być różnie. Przy czym różnie, znaczy również ryzykownie.
    No i ta otoczka związana z nadbudową, szczególnie komórki narodowe mam na myśli.
    Ale wybór jest rzeczywisty.
    Albo kulawy egalitaryzm , albo długonoga, blondwłosa neoliberalna wolność.

  219. Oczywiście, żeby była jasność. „Długonoga, blondwłosa neoliberalna wolność” dla większości za szybą.

  220. Mr miłośnik czarnych jagód, 20 sierpnia o godz. 14:14 4640‎
    ‎1. Ten Yascha Mounk to jest być może amerykański politolog, ale raczej koszernego a nie polskiego ‎pochodzenia.‎
    ‎2. Liberalizm nie da się pogodzić z demokracją, jako że liberalizm prowadzi z natury i z definicji do ‎nieograniczonej władzy kapitału, czyli do plutokracji, która jest przecież dokładnym przeciwieństwem ‎demokracji.‎
    ‎3. Unia Europejska i Stany Zjednoczone nigdy nie były demokracjami, a tylko w/w plutokracjami. ‎Przecież zawsze rządził tam wielki kapitał.‎
    ‎4. Tylko lewak obawia się demokracji – dla lewicowca to jest zaś zawsze najlepsza forma sprawowania ‎rządów. Oczywiście, demokracja nie jest możliwa w kapitalizmie, gdzie do władzy w naturalny sposób ‎dochodzą zawsze najbogatsi, a wiec demokracja zawsze degeneruje się w kapitalizmie do plutokracji.‎
    ‎5. Oczywiste jest więc, że lewicowiec nie może mieć nic wspólnego z liberałem i że nigdy nie wejdzie ‎w nim w jakiekolwiek koalicje czy też porozumienia, jakoż liberalizm jest z definicji wrogiem ‎demokracji.‎
    ‎6. To nie słabi oraz przegrani stanowią rację istnienia każdego lewicowego ruchu, a ludzie pracy i ich ‎interesy.‎
    ‎7. Pojęcia lewicy i prawicy są zbyt uproszczone, aby brać je na serio. PiS to jest przecież lewica w ‎sprawach gospodarki, a prawica w spawach obyczajowych, natomiast PO czy Nowoczesna to jest ‎prawica pod względem gospodarki, a lewackość pod względem obyczajowym. Ponieważ zawsze ‎najważniejsza jest gospodarka, to lewicy naturalnie bliżej jest do PiS niż do PO czy szczególnie ‎Nowoczesnej.‎
    ‎8. UE została stworzona przez wielki zachodni kapitał. UE to jest przecież kontynuacja EWG, ‎organizacji utworzonej celu uratowania kapitalizmu w Europie Zachodniej. Lewica powinna więc z ‎całej siły zwalczać UE w jej obecnym kształcie, szczególnie, że jest to narzędzie neokolonialnej ‎dominacji Niemiec i Francji nad resztą Unii.‎
    ‎9. Co do Argumentum ad Hitlerum, to należy go unikać, co zresztą red. Woś sam zauważył. „Reductio ‎ad Hitlerum (pseudo-Latin for ‘reduction to Hitler’; sometimes argumentum ad Hitlerum, ‘argument to ‎Hitler’, ad Nazium, ‘to Nazism’), or playing the Nazi card, is an attempt to invalidate someone else’s ‎position on the basis that the same view was held by Adolf Hitler or the Nazi Party, for example: ‘Hitler ‎was against tobacco smoking, X is against tobacco smoking, therefore X is a Nazi’”. Po Polsku: ‎‎„Reductio ad Hitlerum (pseudo-łacińskie ‘redukcja do Hitlera’, czasami argumentum ad Hitlerum, ‎‎‘argument do Hitlera’, ad nazium, ‘do nazizmu’) lub granie nazistowską kartą, jest próbą unieważnienia ‎cudzego stanowiska, używając argumentu, że Adolf Hitler lub partia nazistowska wyraziły takie samo ‎lub podobne stanowisko, na przykład: ‘Hitler był przeciw paleniu tytoniu, X jest też przeciw paleniu ‎tytoniu, dlatego też X jest nazistą’” (en.wikipedia.org/wiki/Reductio_ad_Hitlerum). Poza tym, to Hitler ‎doszedł do władzy dzięki poparciu wielkiego międzynarodowego kapitału – tego samego, który ‎finansuje dziś PO i Nowoczesną.‎
    Pozdrawiam
    lech(dot)keller(at)gmail(dot)com

  221. 20 sierpnia o godz. 17:04 4641
    Zrobiona z rakotwórczego plastyku.

  222. Odpowiedź Leszka Jażdżewskiego – politologa, publicysty, redaktora naczelnego „Liberté”‎
    Link: http: //wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23812133,jazdzewski-lewica-boleslawem-‎piaseckim-pis-u-lewicowi-wyborcy.html#Z_BoxNewsLink&a=66&c=96‎

  223. Znacie to?, przeklejam z blogu ateistów.

    26.08.2018
    niedziela

    Skunks i kapłan
    Monteskiusz pisząc „O duchu praw”, wychodził od niepodważalnego aksjomatu: żaden człowiek nie jest doskonały. Dlatego wymyślił trójpodział władz, który zapewnia ich wzajemną kontrolę. Bo jeśli zabraknie tej kontroli, to posiadający niepodzielną władzę człowiek może jej nadużyć. Owszem, są ludzie którzy szanują innych, którzy dotrzymują słowa, nie łamią reguł i raz danego słowa. Ale do polityki aspirują jednak w większości tacy, którzy mają skłonność do jej nadużywania. Ale dopóki nie niszczą zasady trójpodziału gwarantowanego umową, zwaną konstytucją, to ich szkodliwość jest ograniczona.
    Kiedyś Skunks pochwalił się, oznajmiając że jest „samym dobrem”. W związku z tym „samym dobrem” oskunksił 40 milionowy kraj nad Wisłą. W owym obsikiwaniu kraju pomaga mu prezydent skunks, który z kolei się przechwala tym, że jest niezłomny, a także pomaga mu w tym zbożnym dziele sanacji stado pomniejszych skunksów.
    Będąc „samym dobrem” Skunks uznał,że każdy kto nie akceptuje zapachu wydzielanego przez jego gruczoł odbytowy, jest zdradziecką mordą. W ten sposób aksjomat Monteskiusza o niedoskonałości człowieka, został zakwestionowany przez Skunksa, bo on przecież jest, jako samo dobro, doskonałością moralną i estetyczną.
    A co tu robi Kapłan? Otóż niejaki Depo stwierdził, że od Konstytucji jest ważniejsza Ewangelia.
    Dlaczego ? A no dlatego, że podobnie jak Skunks Depo uważa się za człowieka nieskazitelnego, takie dobro pochodzące od Boga. Więc nie będzie się podporządkowywał jakiejś umowie, która by ograniczała wolność jego dobroci. To on jest nośnikiem boskiej moralności, więc żadne prawo, żadna konstytucja nie będzie krępowała pana boga i znającego się na woli pana boga Depy, skoro w Ewangeli jest cała prawda, a co tam jest tą prawdą, to decyduje o tym Depo i jego koledzy Głódź, Ryczan, Jędraszewski.
    Skunks jest moralnym przewodnikiem dla Suwerena, a Depo pasterzem baranów i owieczek. I tak się składa, że ów Suweren i owo stado baranów i owieczek to ten sam zbiór. Skunks i Depo dzielą się sprawiedliwie tym zbiorem, wspierają się wzajemnie, a co ich łączy to zajadła walka, którą toczą przeciwko demokracji i konstytucji.
    Depo powiada, ze prawo boskie jest prawem naturalnym, a Skunks, że vox populi vox dei i… tu bóg, natura, suweren łącza się w jedno dając Skunksowi i Depie boskie prawo do bycia samymi dobrami.
    PS
    Opowiadanie Mrożka „Podanie”, zaczyna się tak :
    „Uprzejmie proszę o oddanie mi władzy nad światem. Prośbę tę uzasadniam tym, ze jestem najlepszym człowiekiem”

    Lewy

  224. Optymatyk
    Z kolei Żakowski, ten z „Polityki”, chce wygrać wybory idąc z programem, na którym ma chorych, ‎zagranicznych pracowników i zaczynających samodzielne życie: ‎http://wyborcza.pl/7,75968,23828720,piszac-program-dla-lewicy-wezmy-trzy-grupy-chorych-‎zagranicznych.html#Z_BoxGWImg‎
    Czy naprawdę myśli on, że ktoś wygra wybory z takim brakiem programu?‎
    Pozdrawiam!
    LK

  225. I jeszcze to:
    Proponując program dla lewicy zacznijmy od likwidacji fundamentów kapitalistycznego wyzysku, jako ‎że walka z nim jest przecież głównym zadaniem prawdziwej lewicy.‎
    ‎1. Przedsiębiorstwo kapitalistyczne nie istnieje przecież po to, aby zaspokajać potrzeby jego klientów, a ‎tylko po to, aby zaspokajać potrzeby jego WŁAŚCICIELI, innymi słowy aby maksymalizować zysk. W ‎kapitalizmie sukces osiąga się bowiem tylko wtedy, kiedy robi się coś tylko i wyłącznie dla pieniędzy, ‎jako że „the business of business is business” (co można przetłumaczyć dosłownie jako „biznesem ‎biznesu jest biznes”, a poprawniej jako „interesem firmy jest robienie interesów”), jak to autorytatywnie ‎stwierdził Milton Friedman – twórca monetaryzmu, laureat nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w ‎dziedzinie ekonomii w roku 1976, czołowy przedstawiciel tzw. chicagowskiej szkoły w teorii ekonomii, ‎w artykule opublikowanym w roku 1970 na łamach „The New York Times”. Aby zmaksymalizować ‎swój zysk, firma wytwarza więc takie dobra czy usługi, które dają jej możliwie jak największy zysk, ‎nieważne, że mogą one być szkodliwe dla konsumentów, że wspomnę tu choćby tzw. junk food ‎‎(śmieciowe jedzenie), tzw. soft drinks typu Coca Coli składające się (oprócz wody) głównie z cukru ‎oraz sztucznych barwników i sztucznych substancji smakowo-zapachowych a przede wszystkim ‎legalne i nielegalne narkotyki: od papierosów i alkoholu zaczynając, poprzez tzw. środki uspokajające i ‎tworzące sztuczne poczucie dobrostanu (np. niesławnej pamięci Prozac), po typowe narkotyki typu ‎opium, morfiny czy kokainy.‎
    ‎2. Maksymalizacji zysków służy także sztuczne wzbudzanie popytu na towary, które przynoszą ‎największy zysk ich producentom i dystrybutorom, choćby nawet były one szkodliwe dla zdrowia osób ‎je konsumujących, jak np. różnego rodzaju używki i inne narkotyki, o czym już wspomniałem. ‎Sztucznym wzbudzaniem popytu zajmuje się w kapitalizmie jak wiadomo marketing, który jest przecież ‎niczym innym jak tylko sztuką wepchnięcia konsumentom tego, co nie jest owym konsumentom ‎potrzebne, a często jest dla nich wręcz szkodliwe (np. wspomniane już alkohol, papierosy, narkotyki i ‎broń oraz tzw. junk food, w tym bardzo niezdrowe „soft drinks” typu Coca Coli etc.), ale których ‎produkcja przynosi kapitalistycznym, prywatnym producentom największe zyski. Ponieważ rozsądnie, ‎racjonalnie myślący ludzie nie dali by się manipulować reklamie (generalnie marketingowi), to wynika ‎z tego, że ogromna większość ludzi nie myśli racjonalnie i na tym właśnie żeruje socjotechnika, w tym ‎szczególnie marketing a co potwierdza tzw. ekonomia behawioralna czyli psychologiczna, dziś już ‎uznawana przez establishment (tegoroczny, czyli z roku 2017, Nobel z ekonomii). Sam fakt, że na ‎świecie w samym tylko roku 2015 wydano: na marketing cyfrowy 147 mld USD, a na reklamy w TV ‎‎190 mld USD świadczy, że ludzie nie działają racjonalnie, że są oni podatni na socjotechnikę, na ‎manipulowanie z zewnątrz, na manipulowanie odwołujące się do naszych czysto zwierzęcych ‎instynktów, przesądów, fobii etc. a nie do rozumu. Przecież w zeszłym (2016) roku na sam tylko ‎marketing wydano na świecie w mld USD: USA 183, Chiny 74, Japonia 37,UK 25, Niemcy 21, Korea ‎Płd. 11, Francja 11,Australia 10, Brazylia 10 i Kanada 9 (Performics “Executive Summary: Advertising ‎Expenditure Forecasts September 2016”). Dla porównania: PKB Polski wynosił w roku 2015 ok. 475 ‎mld USD. Tak więc faktem jest to, że w kapitalizmie rynkowym prywatne firmy, takie jak np. Apple, w ‎pogoni za maksymalizacją zysku marnotrawią ograniczone zasoby surowców, niszczą środowisko, ‎produkują rzeczy szkodzące ludziom i wyzyskują pracowników, szczególnie w tzw. III świecie. To jest ‎po prostu cena, którą płacimy za to, że mamy w tym systemie ciepłą wodę w kranie oraz pełne półki w ‎sklepach, a ci, których jest na to stać, mogą w tym systemie zaspokajać swoje nawet najbardziej ‎wyszukane, a często też i wręcz zboczone potrzeby konsumpcyjne.‎
    ‎3. Oczywiste też jest, że w warunkach gospodarki rynkowej, dobro pracowników jest (bo też i musi ‎być) na ostatnim miejscu w hierarchii ważności osób zarządzających przedsiębiorstwem ‎kapitalistycznym. Pracowników traktuje się tam tak jak zwierzęta hodowlane w gospodarstwie rolnym – ‎daje się im minimum tego, co musza one zjeść i wypić, aby w optymalnym czasie osiągnęły one ‎gotowość do pójścia do rzeźni (np. świnie), czy też aby dawały one optymalną ilość i jakość mleka (np. ‎krowy) albo też aby znosiły one optymalną ilość odpowiednej jakości jajek (np. kury) czy wreszcie, w ‎przypadku np. zarodowych ogierów i klaczy, aby dawały one optymalne potomstwo, np. w przypadku ‎koni wyścigowych, możliwe najszybsze i najwytrzymalsze osobniki. Obwiązuje tu przecież zasada ‎maksymalizacji zysku, co z reguły wymaga cięcia kosztów, oczywiście nie zawsze kosztem jakości, ale ‎np. linie lotnicze maksymalizują obecnie swoje zyski głównie poprzez pogarszanie jakości ‎świadczonych przez nie usług (więcej foteli na metr kwadratowy kabiny pasażerskiej, ograniczenie ‎ilości personelu obsługującego pasażerów na lotnisku i w samolocie, gorsza jakość posiłków etc.). Nikt ‎się zaś w kapitalizmie nie przejmuje tym, że pogarszają się warunki pracy, jako że z reguły na każdego ‎niezadowolonego pracownika, domagającego się poprawy warunków pracy i płacy, czeka w kolejce ‎kilku chętnych, o co najmniej nie gorszych kwalifikacjach, a gotowych zaakceptować gorsze warunki ‎pracy i płacy. Dba o to zresztą rząd, tolerując bezrobocie i wręcz je nawet stwarzając, np. ograniczając ‎zatrudnienie w sektorze państwowym, co obserwowaliśmy niedawno w Polsce, szczególnie w latach ‎‎1990-tych. Takie, a nie inne są bowiem realia realnego kapitalizmu. I to z nim trzeba walczyć, będąc na ‎lewicy, a nie z wirtualnym, wyimaginowanym wrogiem takim jak PiS czy też polscy patrioci wyzywani ‎przez lewaków z „Polityki” czy „Wyborczej” nacjonalistami a nawet i faszystami.‎

  226. Optymatyk
    1. Swoją drogą, to trójpodział władzy jest w wielkim skrócie fikcją, gdyż sądy i sędziowie są z ‎definicji zależni od prawa ustanawianego przez władzę ustawodawczą oraz są oni finansowani przez ‎władzę wykonawczą, która z kolei zależy od prawa ustanawianego przez władzę najwyższą, czyli ‎ustawodawczą. Żaden sąd czy sędzia nie jest więc niezależny od władzy ustawodawczej i ‎wykonawczej, jako że ta pierwsza ustanawia prawo, w ramach którego sąd i sędzia muszą działać, a ta ‎druga finansuje sędziów i sądy. A zależność finansowa oznacza przecież zawsze zależność polityczną.‎
    2. Monteskiuszowska zasada trójpodziału władzy nie jest oczywiście rozwiązaniem nowym, Zgoda, że ‎znaleźć ją można w Konstytucji 3 Maja, ale co z tego? W Konstytucji 3 Maja mieliśmy np. prymat ‎religii rzymsko-katolickiej – uznawała ona katolicyzm rzymski za religię panującą a apostazja, czyli ‎odejście od katolicyzmu rzymskiego było w niej przestępstwem kryminalnym. Konstytucja ta formalnie ‎przyznała władzę narodowi, aczkolwiek trudności budzi zdefiniowanie w niej tego podmiotu, jako że w ‎praktyce przez „naród” rozumiano w niej tylko zamożną szlachtę. Chłopi, czyli ogromna większość ‎ówczesnego Narodu nie miała w niej przyznanych żadnych praw. Ograniczała ona również ‎demokrację, pozbawiając część społeczeństwa (szlachtę gołotę, czyli nieposiadającą dóbr ziemskich) ‎praw politycznych.‎
    ‎3. Ta idea trójpodziału władzy jest więc tylko ideą, życzeniem, niemożliwym do praktycznej ‎realizacji a poza tym, to implementowana tak jak np. ostatnio w USA, powoduje ona paraliż władzy ‎wykonawczej i stawia władzę sądowniczą nawet ponad władzą ustawodawczą, ustanawiając de facto ‎dyktaturę sędziów – w przypadku USA dyktaturę sędziów Sądu Najwyższego, czyli osób pochodzących ‎z nominacji a nie z wolnych, powszechnych wyborów. Widać jest więc wyraźnie, że cały ten ‎trójpodział władzy jest tylko prawniczą fikcją i że nie da się go pogodzić z zasadami demokracji, czyli ‎ludowładztwa, jako że stawia on de facto ponad prawem i Narodem kastę sędziowską. To jest więc idea ‎typowo feudalna, zdecydowanie archaiczna w XXI wieku.‎
    4. Prezydent USA a szczególnie Francji, który może zaś rządzić poprzez dekrety, a więc to jest w jednej osobie ‎‎władza ustawodawcza i wykonawcza. Wymóg, aby minister, więc też i premier, był członkiem ‎‎parlamentu (UK czy Australia) prowadzi z kolei do tego samego, a parlament jest w prawdziwej demokracji ‎‎najwyższym sądem. Prezydent, ze swoim prawem łaski, jest też de facto najwyższym sędzią. Itp. Itd. ‎‎Tak więc model trójpodziału władzy jest czystą fikcją, niczym więcej niż bardzo uproszczonymi ‎‎modelem funkcjonowania państwa burżuazyjnego.‎
    ‎5. Rok 1938 i Monachium a dalej rok 1939 to był przecież wynik rządów liberałów, którzy w ‎Niemczech doprowadzili tamtejszych ludzi pracy do dotkliwej nędzy, torując tym samym Hitlerowcom ‎drogę do władzy, a jednocześnie tak osłabiali Polskę, wywożąc z niej kapitał, że nie była ona w stanie ‎stawić czoła agresji niemieckiej, szczególnie, że obiecana pomoc ze strony Anglii i Francji okazała się ‎być tylko nic nie wartym zapisem na papierze. Dziś też pokładamy nierozumną, naiwną wiarę w ‎papierowy sojusz o nazwie NATO, mimo że rozpada się on na naszych oczach, jako że państwo z ‎największą armią w tymże NATO czyli USA, toczy ostrą wojnę handlową, dyplomatyczną i ‎propagandową z państwem z drugą największą armią w owym NATO, czyli z Turcją. Z kolei inny ‎ważny członek NATO, czyli Niemcy, negocjuje wielkie, strategiczne kontrakty handlowe z Rosją – ‎przeciwnikiem NATO numer 1 i to wbrew wyraźnym życzeniom USA. Itp. Itd. Obawiam się więc o ‎Ciebie a także i o Polskę oraz o Europę i cały Świat.‎
    Pozdrawiam
    LK

  227. Program dla lewicy, szczególnie na wybory samorządowe w małych miastach i na wsi:‎
    ‎1. Pewna praca, w dobrych warunkach za godziwą płacę, czyli zbliżoną do średniej krajowej (a więc ‎zdecydowanie nie w sektorze prywatnym), aby Polacy nie musieli emigrować z małych miast i wsi do ‎wielkich miast czy szczególnie zagranicę.‎
    ‎2. Dostępne dla zwyczajnego Polaka mieszkania, budowane przez lokalne władze, aby nie zmuszać ‎Polaków do pozostawania na łasce tzw. deweloperów. Dostępność mieszkań zahamuje także odpływ ‎Polaków z małych miast do wielkich metropolii i poza granice Polski.‎
    ‎3. Dobry transport publiczny, w tym szczególnie wygodny dojazd do pracy, szkoły czy lekarza, aby nie ‎zmuszać Polaków do kupowana starych, kopcących samochodów od Niemców. Postawiłbym tu, o ile ‎to by tylko było technicznie możliwe, na reaktywację lokalnych połączeń kolejowych, w tym też ‎wąskotorowych, które po remoncie i unowocześnieniu mogą osiągać prędkości handlowe zbliżone do ‎obecnego transportu „busowego”.‎
    ‎4. Radykalne usprawnienie służby zdrowia, w tym likwidacja kolejek do lekarzy specjalistów poprzez ‎podwyżkę ich uposażeń i jednoczesny zakaz wykonywania praktyki prywatnej przez lekarzy ‎zatrudnionych w państwowej służbie zdrowa, w tym na państwowych wyższych uczelniach. Sektor ‎prywatny powinien być bowiem na 100% odłączony od publicznego, szczególnie zaś w dziedzinie ‎ochrony zdrowia.‎
    ‎5. Reaktywacja państwowego przemysłu farmaceutycznego oraz sieci niekomercyjnych, państwowych ‎aptek, gdzie lekarstwa były by sprzedawane na receptę po cenie pokrywającej tylko ich koszt produkcji ‎i dystrybucji.‎
    ‎6. Podwyżka najniższych rent, emerytur i zasiłków oraz ograniczenie najwyższych emerytur, w tym ‎sędziowskich, poselskich, senatorskich etc.‎
    ‎7. Stabilne ceny skupu dla rolników, gwarantujące im rentowność ich produkcji. Wymaga to utworzenia ‎sieci państwowych placówek skupu zbóż, warzyw, owoców, drobiu, bydła, trzody chlewnej etc.‎
    ‎8. Reaktywacja szkolnictwa zawodowego, w tym wymóg, aby szkoła zawodowa, czy to zasadnicza, ‎czy też na poziomie technika, inżyniera (licencjata) czy magistra gwarantowała swojemu absolwentowi ‎pierwsze zatrudnienie, co łączyć się musi ze znaczną poprawą jakości kształcenia, szczególnie w ‎placówkach ponad maturalnych.‎
    ‎9. Zniesienie straży miejskich czy gminnych i przeznaczenie pieniędzy na nie wydawanych na policję, ‎która ma znaczne lepsze wyszkolenie orz znacznie szersze kompetencje.‎
    ‎10. Na koniec – ograniczenie wydatków na wojsko do poziomu poniżej 1% PKB. Z Niemcami czy z ‎Rosją nigdy wojny przecież nie wygramy, a inni nasi sąsiedzi są albo w permanentnej rozsypce ‎‎(Ukraina), albo też są zbyt słabi aby stanowić dla nas zagrożenie (Litwa) albo też są do nas pokojowo ‎nastawieni (Białoruś, Czechy i Słowacja). Skandynawowie będą dla nas potencjalnym zagrożeniem ‎dopiero za jakieś 50-100 lat, kiedy powstaną tam i umocnią się państwa islamskie, ale i tak, to wtedy ‎oni będą się tradycyjne bić miedzy sobą. Duże, kosztowne wojsko nie jest nam więc potrzebne, a ‎pieniądze zaoszczędzone na wojsku można wydać na sfinansowanie proponowanego przeze mnie ‎programu. Także pomóc tu może likwidacja takich zbędnych instytucji jak np. IPN, propagandowe ‎muzea typu Powstania Warszawskiego, II Wojny Światowej, Żydów Polskich itp. – jeśli one muszą z ‎takich czy innych względów zostać, to niech będą prywatne, a nie finansowane przez podatników.‎

  228. JohnKowalsky
    27 sierpnia o godz. 9:28
    Wszystko już było ….

  229. kaesjot 27 sierpnia o godz. 15:04 4655
    Niby było, ale w innych proporcjach i w innym gatunku. Nie wszystko co było, było też złe.

  230. @JohnKowalsky

    Brakuje mi stosunku do organizacji religijnych ,szczególnie tej dominującej KK.
    Czy należałoby się wzorować na Francji z 1905 roku ,po dostosowaniu do współczesności.

    @kaesjot

    Bylo, nie bylo, niech ludzie czytają to może coś z głowach zostanie.

  231. Optymatyk 27 sierpnia o godz. 19:37 4657
    To dopiero w następnych wyborach i raczej parlamentarnych. kiedy u nas też wybuchną wielkie kościelne afery pedofilskie, take jak np. w Irlandii.

  232. Z małymi przerwami śledziłem wpisy przez 9 godzin. Dziękuję Panu Kellerowi za ciekawe wpisy.
    Pozdrawiam również pozostałych komentatorów.

  233. rysszc 27 sierpnia o godz. 21:20 4659
    I co Pan NA TO POwie?

  234. @JohnKowalsky
    Twoje poglądy można uznać za klarownie sformatowane, ale brakuje w nich rozsądnej puenty, a już Twój stosunek do KK – który według mnie stanowi jedyną rozsądną kulturową alternatywę dla idiotycznego neoliberalizmu – powoduje, że Twoje tezy programowe tracą dużo uroku.
    I jeszcze to zauroczenie pedofilią „kiedy u nas też wybuchną wielkie kościelne afery pedofilskie, take jak np. w Irlandii.”
    To po prostu prymitywny antyklerykalizm – nic więcej.
    Chyba żeś Wernyhora?

  235. miłośnik czarnych jagód 28 sierpnia o godz. 12:19‎ ‎4661‎
    Jakiej puenty oczekujesz? To jest przecież tylko pierwsza wersja projektu programu dla polskiej lewicy. ‎Walka z religią nie jest tu zaś najważniejsza, gdyż w zasadzie lewicowość doskonale da się pogodzić z ‎Nowym Testamentem, choć oczywiście w żadnym wypadku nie da się ona pogodzić ze Starym ‎Testamentem, czyli z żydowską Torą. Uważam więc, że należy popierać odnowę ruchu księży-‎robotników, ruchu, nota bene, zniszczonego z premedytacją przez „naszego” Karola Wojtyłę, kiedy to ‎został on biskupem rzymskim, Janem Pawłem II.‎
    Pedofilia w kościele rzymskim jest zaś powszechna, napędzana głównie przez celibat, który powoduje, ‎że rożnego rodzaju zboczki lgną do tego kościoła jak muchy do gówna. Ale to jest temat na osobną ‎dyskusje. Nie tzeba być zaś Wernyhorą czy Einsteinem, aby stwierdzić, że u nas też ‎najprawdopodobniej wybuchną wkrótce wielkie kościelne afery pedofilskie, takie jak np. w Irlandii, ‎szczegolnie, że kościół rzymski dalej praktycznie nic nie robi, aby zwalczyć pedofilię w swych ‎szeregach a szczególnie nie ma ten kościół zamiaru zniesienia celibatu, a przypominam, że:‎
    ‎„2 Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, ‎sposobny do nauczania, 3 nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, ‎niekłótliwy, niechciwy na grosz, 4 dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z ‎całą godnością. 5 Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się ‎troszczył o Kościół Boży? 6 Nie [może być] świeżo ochrzczony, ażeby wbiwszy się w pychę nie wpadł ‎w diabelskie potępienie. 7 Powinien też mieć dobre świadectwo ze strony tych, którzy są z zewnątrz, ‎żeby się nie naraził na wzgardę i sidła diabelskie. 8 Diakonami tak samo winni być ludzie godni, w ‎mowie nieobłudni, nie nadużywający wina, niechciwi brudnego zysku, 9 [lecz] utrzymujący tajemnicę ‎wiary w czystym sumieniu. 10 I oni niech będą najpierw poddawani próbie, i dopiero wtedy niech ‎spełniają posługę, jeśli są bez zarzutu. 11 Kobiety również – czyste, nieskłonne do oczerniania, trzeźwe, ‎wierne we wszystkim. 12 Diakoni niech będą mężami jednej żony, rządzący dobrze dziećmi i własnymi ‎domami. 13 Ci bowiem, skoro dobrze spełnili czynności diakońskie, zdobywają sobie zaszczytny ‎stopień i ufną śmiałość w wierze, która jest w Chrystusie Jezusie.‎
    ‎(1 List do Tymoteusza.)‎
    Pozdrawiam,‎
    LK

  236. miłośnik czarnych jagód 28 sierpnia o godz. 12:19‎ ‎4661‎
    Jakiej puenty oczekujesz? To jest przecież tylko pierwsza wersja projektu programu dla polskiej lewicy. ‎Walka z religią nie jest tu zaś najważniejsza, gdyż w zasadzie lewicowość doskonale da się pogodzić z ‎Nowym Testamentem, choć oczywiście w żadnym wypadku nie da się ona pogodzić ze Starym ‎Testamentem, czyli z żydowską Torą. Uważam więc, że należy popierać odnowę ruchu księży-‎robotników, ruchu, nota bene, zniszczonego z premedytacją przez „naszego” Karola Wojtyłę, kiedy to ‎został on biskupem rzymskim, Janem Pawłem II.‎
    Pedofilia w kościele rzymskim jest zaś powszechna, napędzana głównie przez celibat, który powoduje, ‎że rożnego rodzaju zboczki lgną do tego kościoła jak muchy do gówna. Ale to jest temat na osobną ‎dyskusję. Nie tzeba być zaś Wernyhorą czy Einsteinem, aby stwierdzić, że u nas też ‎najprawdopodobniej wybuchną wkrótce wielkie kościelne afery pedofilskie, takie jak np. w Irlandii, ‎szczegolnie, że kościół rzymski dalej praktycznie nic nie robi, aby zwalczyć pedofilię w swych ‎szeregach a szczególnie nie ma ten kościół zamiaru zniesienia celibatu, a przypominam, że:‎
    ‎„2 Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, ‎sposobny do nauczania, 3 nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, ‎niekłótliwy, niechciwy na grosz, 4 dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z ‎całą godnością. 5 Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się ‎troszczył o Kościół Boży? 6 Nie [może być] świeżo ochrzczony, ażeby wbiwszy się w pychę nie wpadł ‎w diabelskie potępienie. 7 Powinien też mieć dobre świadectwo ze strony tych, którzy są z zewnątrz, ‎żeby się nie naraził na wzgardę i sidła diabelskie. 8 Diakonami tak samo winni być ludzie godni, w ‎mowie nieobłudni, nie nadużywający wina, niechciwi brudnego zysku, 9 [lecz] utrzymujący tajemnicę ‎wiary w czystym sumieniu. 10 I oni niech będą najpierw poddawani próbie, i dopiero wtedy niech ‎spełniają posługę, jeśli są bez zarzutu. 11 Kobiety również – czyste, nieskłonne do oczerniania, trzeźwe, ‎wierne we wszystkim. 12 Diakoni niech będą mężami jednej żony, rządzący dobrze dziećmi i własnymi ‎domami. 13 Ci bowiem, skoro dobrze spełnili czynności diakońskie, zdobywają sobie zaszczytny ‎stopień i ufną śmiałość w wierze, która jest w Chrystusie Jezusie.”‎ ‎(1 List do Tymoteusza.)‎
    Pozdrawiam,‎
    LK

  237. Jacek, NH
    19 czerwca o godz. 11:56 4391
    Szanowny Panie,
    Pan ich nie docenia.
    Oni potrafia nie tylko ublizac.
    Oni potrafia jeszcze Niemcom w d…… wlazic.

  238. Levar 28 sierpnia o godz. 19:17 4664
    Ależ masz szybki refleks… Tylko parę miesięcy!

  239. Post mniej więcej tej treści zamieściłem na blogu Redaktora Szostkiewicza pod tekstem „Co z pedofilią w kościele polskim?” który z przyczyn mi anonimowych nie znalazł uznania w oczach osoby moderującej.
    Uznałem więc, że blog wolnej i niezależnej myśli Redaktora Wosia będzie miejscem gdzie upublicznię treść owego postu.

    Oto z pewnymi modyfikacjami (oryginał wyrzucił do kosza moderator blogu Redaktora Szostkiewiczaz) treść tego tekstu:

    Dotychczas obowiązująca definicja pedofilii:

    Pedofilia – rodzaj parafilii: stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z dziećmi w okresie przedpokwitaniowym lub wczesnej fazie pokwitania.

    Aktualnie obowiązująca po modyfikacji autoryzowanej działalnością niektórych mediów:

    Pedofilia – rodzaj parafilii: stan, w którym jedynym lub preferowanym przez duchownych katolickich sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z dziećmi w okresie przedpokwitaniowym lub wczesnej fazie pokwitania.

    Efekty tejże modyfikacji mogą skutkować takimi oto scenkami rodzajowymi:

    – Cześć Kaśka, kopa lat, a właściwie to tylko trzy
    – Cześć fajny wujek*)
    – Gdzie tatuś z mamusią?
    – Harują w pocie pleców, czyli są w pracy.
    – Gdzie byłaś i co robiłaś w te upalne letnie dzionki i wieczory?
    – Z reguły było nudno , ale ostatnio ze starymi byłam nad śledziową wodą, czyli Bałtykiem
    – I jak był Kaśko, Katarzyno?
    – Było nieźle, a nawet zafaliście, bo fala były niezła.
    – Na kremach do opalania nie oszczędzałaś, bo strzaskałaś się jak mewa mórz tropikalnych
    – Po to się jedzie w tamte powiaty
    – Kaśka parę lat cię nie widziałem, a tobie już cycki rosną, ty chyba biustonosz już nosisz
    – Wujek ja mam już 12 lat i weszłam w 28 dniowe interwały czasowe.
    – No to już jesteś można powiedzieć kobieta?
    – Wujek , chyba żartujesz?
    – Chyba tak, no i na kolana już Cię nie wezmę, szkoda.
    – Wujek wiesz, że na kolana to byłaby pedofilia?
    – A co ja jestem franciszkanin. Przecież wiesz, że tylko franciszkanie są pedofilami.
    – A kto to są Ci franciszkanie?
    – Kaśka taka duża i taka nieobyta. Franciszkanie to sukienkowi, podopieczni Pana na Watykanie, czyli Papieża Franciszka. A ja przecież jestem Twoim ukochanym wujkiem.
    – Ale wiesz wujek, że to zalatuje jakimś kazidojstwem, czy czymś takim. Jak wujek z bratanicą, tatuś z córką, czy babcia z…
    – …ze swoją babcią. Kaska co ty pleciesz. Przecież jakiś czas temu (jak byłaś u pierwszej komunii) pewien profesor z Kra…snegostawu, nie, nie, nie z Krasnegostawu, z Krakowa napisał na swoim blogu, że kazirodztwo nie jest takie straszne, że jak od niego by zależało to on by ogłosił moratorium trzyletnie na to twoje kozidojstwo i świat by się nie zawalił.
    – No dobra wujek, ale pamiętaj, że mam łaskotki.

    Za mogące wystąpić w tym momencie domysły i fantazje dzienne nie biorę moralnej odpowiedzialności.

    wujek – w rolę wujka może się wcielić murarz, rolnik, kominiarz, żołnierz wojsk lądowych, żołnierz wojsk powietrznych, cieśla okrętowy, kustosz muzealny, rybak śródlądowy, dziennikarz pism kolorowych, pracownik baru mlecznego, konduktor … jak również przedstawiciele wielu, wielu innych profesji.

  240. Z|robiłem to w drodze wyjątku i nie zamierzam nadużywać zaufania redaktora Wosia.

  241. miłośnik czarnych jagód
    Myślę, że Redaktorowi to nie przeszkadza, a bez m. in. twoich wpisów, to ten blog dawno już temu umarł by tzw. śmiercią naturalną.

  242. Dnia 1 września roku 1939 dwa totalitarne reżymy (nazistowski i bolszewicki) napadły na trzeci ‎totalitarny reżym, czyli na sanacyjny. Sanacyjni pułkownicy rządzący Polską od roku 1926 mieli obóz ‎koncentracyjny w Berezie i więzienia, w których więzili swoich przeciwników politycznych, naziści ‎rządzący Niemcami od roku 1933 mieli kacety a bolszewicy rządzący ZSRR (na początku Rosją ‎Radziecką) od roku 1917 mieli łagry. Sanacyjni pułkownicy mieli swoją policję polityczną (znaną jako ‎Defensywa Polityczna, Wydział IV-D, Służba Informacyjna, Policja Polityczna i Służba Śledcza), ‎naziści mieli Gestapo a bolszewicy Czeka (WCzK), GPU i OGPU oraz NKWD. Walka toczyła się więc ‎pomiędzy totalitaryzmami, z których sanacyjny był w oczywisty sposób najsłabszy gospodarczo i ‎militarnie, a więc musiał on ponieść totalną klęskę, za którą zapłacili poddani tego totalitaryzmu, czyli ‎zwykli mieszkańcy Polski, w olbrzymiej większości Polacy. Niestety, ale ta oczywista wręcz prawda ‎jest od lat zakłamywana przez obecny prawicowy reżym POPiSowsko-SLDowski, rządzący Polską od ‎roku 1989.‎

  243. Dokładnej to bolszewicy uderzyli na sanacyjny reżym dopiero 17 września 1939 roku, ale to praktycznie nic nie zmienia.

  244. Wałęsa (Lech) – ajent (przez „g”) wszystkich możliwych tajnych policji politycznych, może poza ‎chińską (ludową), a więc na jego miejscu uciekłbym ze wstydu na Księżyc, albo lepiej na Marsa.‎

  245. A co to zmieni? Podadzą w ogłoszeniu, że od 2 do 10 tys. zł na miesiąc brutto , w zależności od ‎kwalifikacji, które arbitralnie oceni ogłoszeniodawca.‎
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1762242,1,wysokosc-wynagrodzenia-wpisana-w-‎ogloszeniu-o-prace.read

  246. Fatalna, krótkowzroczna polityka Bismarcka i cesarza Wilhelma II a ‎szczególnie ich ideowego następcy, czyli Hitlera wybudowała mur nienawiści i niezrozumienia ‎pomiędzy Polakami a Niemcami, którzy jeszcze za czasów Powstania Listopadowego mieli bardzo ‎dobre wzajemne stosunki. Co ciekawsze, pierwszy ideolog nazizmu, czyli Houston Stewart ‎Chamberlain (1855-1927), Anglik z pochodzenia i nawiasem mąż córki Ryszard Wagnera, uważał ‎Słowian, szczególnie zaś Zachodnich, czyli głównie Polaków, za rasę nie tylko aryjską, ale i ‎teutońską, czyli niezdegenerowaną, w odróżnieniu od zdegenerowanych ras takich jak łacińska ‎‎(Francuzi, Włosi, Hiszpanie, Portugalczycy) czy żydowska. Gdyby nie irracjonalna nienawiść ‎Austriaka Hitlera do Słowian, głównie zresztą Słoweńców i Czechów, którzy często okazywali się ‎bardziej inteligentni, pracowici i przedsiębiorcy niż Niemcy, najprawdopodobniej nie doszłoby ‎nigdy do agresji Niemiec na Polskę, gdyż Niemcy zadowoliłyby się opanowaniem Europy ‎Zachodniej i jej kolonii, a więc nie było by potrzeby owego Drang nach Osten, które przyniosło ‎Niemcom klęskę, podobnie jak wcześniej Francuzom i Polakom.
    Co do Piłsudskiego, to ‎on był naszym największym nieszczęściem w latach międzywojennych, znacznie większym niż ‎ekstremalna komunistyczna lewica spod znaku KPP czy też ekstremalna narodowa prawica spod ‎znaku ONR, jako że Piłsudski, agent niemieckiego wywiadu, reprezentował w Polsce interesy ‎wielkiego niemieckiego kapitału oraz polskojęzycznych obszarników z tzw. Kresów Wschodnich, ‎czyli Ukrainy i Białorusi, co skierowało Polskę na kurs konfrontacji z Rosją Radziecką a później ‎ZSRR oraz sojuszu z nazistowskimi Niemcami, a z czego wynikła w sposób oczywisty nieuchronna ‎klęska sanacyjnej, faszyzującej dyktatury we wrześniu roku 1939.‎

  247. Pan Biedroń to NIE jest lewica a najwyżej lewactwo i to wyraźnie na tle seksualnym.‎ Proszę więc nie ‎przyklejać panu Biedroniowi etykietki lewicowca. Pan Biedroń, tak samo jak pan Palikot, jest ‎przecież ‎klasycznym wręcz liberałem – liberalnym nie tylko w sferze gospodarki, tak jak np. politycy PO, ale ‎‎także i w sferze obyczajów. Ale z lewicą to nie ma on przecież nic a nic wspólnego. Głosować na niego ‎‎będą więc tylko różnego rodzaju „mniejszości seksualne”, czyli homoseksualiści zwący się gejami, ‎lesbijki, ‎zwolennicy legalizacji pedofilii, nekrofilii, zoofilii czy też kazirodztwa oraz feministki i inni ‎feminiści. Ale ‎na tym nie da się przecież zbudować liczącej się partii politycznej, o czym uczy nas los ‎w/w pana Palikota ‎czy też pana Profesora Hartmana z sąsiedniego blogu.‎ Odróżnijmy więc najpierw ‎lewicowość od lewactwa. Lewica (np. dawna PPS) dba o interesy ludzi pracy, a ‎lewacy (np. Razem) o ‎interesy klasy próżniaczej, ‎odmieńców seksualnych, pseudo-ekologów i ‎nielegalnych imigrantów. ‎Lewactwo działa więc wbrew interesom ludzi pracy, np. sprowadzając ‎nielegalnych imigrantów, którzy ‎obniżają płace i pogarszają warunki pracy, co najlepiej widać jest w ‎Zachodniej Europie, USA, ‎Kanadzie czy też Australii. Lewacy są wiec „użytecznymi idiotami” na ‎usługach wielkiego światowego ‎kapitału.‎ Proponując program dla lewicy zacznijmy więc od likwidacji fundamentów kapitalistycznego ‎wyzysku, jako ‎że walka z nim jest przecież głównym zadaniem prawdziwej lewicy.‎

  248. @JohnKowalsky
    Nie rozumiem dlaczego czepiłeś się tych imigrantów ” którzy ‎obniżają płace i pogarszają warunki pracy”.
    Przecież można wprowadzić umowy zbiorowe dla konkretnych branż, zawodów w których określone będą płace minimalne niezależne od wzrostu, koloru skóry i włosów, płci, tożsamości etnicznej i lości przekraczanych w kufrze na bieliznę granic.
    Jest tak w Norwegii i Polak, czy Ukrainiec nie robi za stawkę godzinową 4 razy mniejszą od tej za którą raczyłby wstać z wyra Norweg, bo każdy pracodawca jest związany umową zbiorową dla konkretnego (rolnictwo, budownictwo) zawodu, czy branży i wyżej wymienieni nie psują rynku pracowników najemnych.
    My stoimy raczej przed tym samym problemem co Norwegowie, ale chwilowo nie ma chętnych do ruszenia problemu.

  249. miłośnik czarnych jagód
    Przecież imigranci są tylko po to sprowadzani, aby obniżając płace robocze, zwiększali oni zyski ‎kapitału. Stąd też nie ma mowy o tym, aby wprowadzić, tak jak ty to byś chciał, umowy zbiorowe dla ‎konkretnych branż, zawodów w których określone będą płace minimalne niezależne od wzrostu, ‎koloru skóry i włosów, płci, tożsamości etnicznej i ilości przekraczanych w kufrze na bieliznę granic, ‎gdyż imigranci są sprowadzani do Europy (a także USA, Kanady czy Australii) tylko i wyłącznie po to, ‎aby obniżając płace robocze, zwiększali oni zyski kapitalu. Zauważ też, że większość nielegalnych ‎imigrantów pracuje nielegalnie, za stawki nawet 10 razy niższe niż tubylcy. Porównanie nielegalnego ‎imigranta z Afryki czy Azji z Polakiem, który legalnie pracuje w Norwegii, nie ma więc sensu. ‎Norwegia, tak samo jak np. i Niemcy, zrobiła zresztą wielki błąd wpuszczając do siebie imigrantów ‎jako siłę roboczą, zamiast postawić na jeszcze większą mechanizację i automatyzację, w tym na ‎robotyzację i komputeryzację. Przeciez USA rozwijały się tak szybko w XIX wieku i na początku XX ‎wieku, gdyż brakowało tam siły roboczej, a więc maszyny, takie jak np. żniwiarki, które nie miały ‎ekonomicznego sensu w przeludnionej wówczas Europie, znalazły tam swoje praktyczne zastosowanie, ‎zwiększając radykalnie wydajność pracy a tym samym i dobrobyt amerykańskich farmerów. Natomiast ‎sprowadzając imigrantów, tak jak to robi zresztą dziś i Polska (Ukraińcy!) znosimy potrzebę ‎wprowadzania postępu technicznego, godząc się w ten sposób z niską wydajnością pracy, w więc z ‎niskimi płacami, zacofaniem i biedą. A nie o to nam tu chyba chodzi…‎

  250. JohnKowalsky
    4 września o godz. 22:48
    Ukraińców w Polsce jest coraz więcej, gdyż Solidaruchy po 1989 roku rozwalili kompletnie naszą gospodarkę, W upadających wskutek „reform” Balcerowicza spadała produkcja a zatem zapotrzebowanie na pracowników – starzy odchodzili z wiekiem a na ich miejsce nie zatrudniano nowych , młodych. Nowe zakłady budowane przez obcy kapitał wyposażano w sprzęt i maszyny pochodzące ” od swoich”. Niemcy budując zakłady VW w Poznaniu to nawet kruszywo z Niemiec sprowadzali .
    Za to zaczął kwitnąć „biznes edukacyjny” kształcący „fachowców” w 80% niepotrzebnych.
    Spotkałem inżyniera po politechnice mieszącego farby a w Castoramie mgra polonistyki oraz matematyki a w szkołach brakuje matematyków !

  251. A teraz z innej beczki. Joanna Podgórska opublikowała 4 września 2018 w „Polityce” artykuł p.t. ‎‎„Wstyd i zgorszenie”, w którym pisze, że „Kościół katolicki już wie, że kryzysu związanego z pedofilią ‎nie da się przeczekać. Jednak polscy hierarchowie wciąż chyba wierzą, że może tak.” Z kolei Ewa ‎Jankowska w „Gazecie Wyborczej” z tego samego dnia pyta się, czy „Jan Paweł II nie wiedział o ‎pedofilii w Kościele?” (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,164031,23860420,pedofilia-w-‎kosciele-jan-pawel-ii-nie-wiedzial-o-pedofilii.html#Z_MT). W komentarzach znajdujemy takie opinie:‎
    mppmpp „Jeśli szef wszystkich szefów nie wie o grozie panującej w organizacji, to nie nadaje się na ‎szefa.‎
    Świadczy to również o niemocy samej organizacji i strachu tam panujący! Nikt? Naprawdę nikt nie ‎odważył się wykrzyknąć do papieża, co się naprawdę dzieje? Naprawdę mam w to uwierzyć?”‎
    Jan Budyk „Czy ktoś próbuje nam wmówić, że JPII nie oglądał tv (np. CNN) nie słuchał radian nie ‎spotykał się z tysiącami księży, biskupów, arcybiskupów, kardynałów i NIKT NIC NIGDY mu nie ‎powiedział? Wykształcony, znający języki, inteligentny człowiek zachował się jak niemota? ‎Naprawdę?”‎
    bioder65 „Jeśli szef firmy przez 20 lat nie wie prawdy o pracownikach to się nawet na stróża nie ‎nadaje. Dotyczy to także papieży. Facet z całego serca bronił zboczonych kolegów i tylko idiota w to ‎nie wierzy.”‎
    grey-sky „Papież nie miał dostatecznej wiedzy? A dlaczego? Kto i dlaczego ukrywał przed nim tę ‎wiedzę? Może dlatego, że otoczenie papieża było też w dużym stopniu zaangażowane? W końcu nie od ‎dziś wiadomo, że dostojnicy kościelni żyją przebogato i bardzo są wyzwoleni erotycznie. Dlaczego ‎papież nie zrobił porządku w swoim otoczeniu? Sądzę że w niedługim czasie dowiemy się o wielu ‎innych skandalach watykańskich. To jest dobry temat i ktoś się za to weźmie. Gdy poskładać różne ‎wątki które już są znane, zbierze się gruba księga. W dobie internetu nie da się zamiatać afer pod ‎dywan
    gragos „Pedofil Wesołowski został bezpiecznie ukryty w Watykanie i szczęśliwie dla jego władz zmarł ‎zanim proces karny ujawnił prawdziwą skalę jego przestępstw. Pedofil Wesołowski został pochowany ‎zgodnie z ceremoniałem przysługującym arcybiskupom, czyli w sutannie i z pierścieniem ‎arcybiskupim. W pogrzebie uczestniczyło kilkaset osób, w tym wielu przedstawicieli kościoła, na czele ‎z biskupem Szkodoniem. To tak a propos ‘przykładu’ karania pedofilii przez kościół. Nasz boski i ‎święty papież oczywiście nie był dostatecznie poinformowany o nagminnych przestępstwach ‎seksualnych w stosunku do osób małoletnich. Dlatego chcę wierzyć, że zapowiadana przez autorów ‎książki ‘Żeby nie było zgorszenia’ desekralizacja Karola Wojtyły będzie miała miejsce i że ‎bałwochwalczy kult zastąpi rzetelna ocena jego pontyfikatu. To będzie proces długi, ale nieuchronny. ‎Pedofilię w kościele mogą rozliczyć tylko niezależne sądy świeckie. Jeśli kościół jako instytucja ‎‎(korporacja) ma przetrwać muszą w tej kwestii nastąpić radykalne zmiany. A słowa o. Dostatniego to ‎kolejne ‘zaklinanie’ rzeczywistości, no ale to jest przecież ‘fach’ przedstawicieli kościoła.”‎
    misiek1959 „(…) dlaczego Wesołowskiego pochowano z honorami kościelnymi w szatach biskupa, z ‎pierścieniem i przy udziale hierarchów? Czy nie jest to dowód na istnienie mafii pedofilskiej w ‎kościele?”‎
    Itp. Itd.‎

  252. Kaesjot
    Tak, Ukraińców w Polsce jest coraz więcej, gdyż solidaruchy po roku 1989 rozwalili kompletnie naszą ‎gospodarkę i naukę, w tym szczegolnie przemysł przetwórczy i myśl techniczną. W upadających ‎wskutek „reform” Balcerowicza fabrykach spadała produkcja a zatem zapotrzebowanie na ‎pracowników – starzy odchodzili z wiekiem a na ich miejsce nie zatrudniano nowych, młodych. Nowe ‎zakłady budowane przez obcy kapitał wyposażano zaś w sprzęt i maszyny pochodzące od „swoich”. ‎Za to zaczął kwitnąć „biznes edukacyjny” kształcący „fachowców” w ponad 80% niepotrzebnych. Sam ‎to wiem doskonale, gdyż pracowałem w tych nowych prywatnych „wyższych” uczelniach, tyle że mam ‎czyste sumienie, bowiem uczyłem głównie na kierunku transportu przedmiotów takich jak ekonomika i ‎organizacja transportu, logistyka, rachunkowość przedsiębiorstw transportowych, infrastruktura ‎transportu, magazynowanie towarów i transport wewnętrzny etc. Co zaś do inżyniera po politechnice ‎mieszającego farby, to chyba to jest bardzo marny inżynier, gdyż nawet jeśli ma mało poszukiwaną ‎specjalność, to może się przecież łatwo przekwalifikować na inną, np. zostać informatykiem. Miałem w ‎technikum nauczyciela, którego hobby było kolekcjonowanie dyplomów inżynierskich różnych ‎specjalności. Kiedy on mnie uczył podstaw telekomunikacji i elektroniki, to miał tych specjalności już ‎‎5 i robił podobno doktorat z szóstej. To zaś, że w Castoramie zatrudniają magistra polonistyki, to nic ‎dziwnego (np. w marketingu przy wymyślaniu sloganów), ale matematyk, nawet przeciętny, łatwo na ‎ogół znajduje pracę w sektorze prywatnym (np. w finansach albo informatyce), a więc nic dziwnego, że ‎w szkołach brakuje matematyków, gdyż matematyk, nawet przeciętny, bez większego trudu znajduje ‎zatrudnienie bardziej finansowo korzystne niż w szkole. Tym tłumaczy się to, że nauczyciele ‎przedmiotów humanistycznych (język polski, historia) są na ogół lepsi niż nauczyciele przedmiotów ‎ścisłych (matematyka, fizyka, chemia), gdyż polonista czy historyk ma małe szanse na znalezienie ‎pracy w swym wyuczonym zawodzie poza szkołą, natomiast matematyk, fizyk czy chemik znajdzie na ‎ogół bez trudu pracę w sektorze prywatnym – jak to już pisałem: matematyk głównie w finansach ‎‎(banki, ubezpieczenia etc.) i informatyce, a fizyk czy chemik w przemyśle – niestety, dziś najczęściej ‎poza Polską.‎
    Pozdrawiam
    LK

  253. @JohnKowalsky
    Wystąpileś w roli pasa transmisyjnego i przytoczyłeś pytania niejakiego miśka1959 brzmiące:
    „(…) dlaczego Wesołowskiego pochowano z honorami kościelnymi w szatach biskupa, z ‎pierścieniem i przy udziale hierarchów.

    Ja Ci z kolei odpowiem postem który opublikowałem u Redaktora Szostkiewicza parę dni temu.
    Oto jego treść:

    „Redaktor Szostkiewicz pisze:

    „Przykładem może być pogrzeb abp. Wesołowskiego, oskarżonego w Watykanie o kontakty seksualne z chłopcami na Dominikanie.”

    Nie bardzo rozumiem.
    Z tego co wiem, osoba oskarżona – w cywilizowanym świecie- nie jest i nie może być uznana za osobę winną.
    Czy odbył się jakiś proces w tej sprawie. Wysłuchano opinii stron. Była możliwość zadania pytań oskarżonemu, świadkom oskarżenia. I tak dalej.
    Przypomnę tylko casus Komendy i okoliczności całej jego sprawy.
    Niby mam Redaktora za rozsądnego faceta, ale Redaktor momentami ucieka się do tak marnie wyglądających przesłanek na poparcie swoich tez, że normalnie robi mi się głupio.
    Oskarżony Wesołowski.
    Dajcie nam człowieka…a my znajdziemy na niego paragraf.

    W tym momencie dygresja.
    Swego czasu w Hadze sądzony był Slobodan Milosevic. Osoba znana wiadomo z czego.
    Utkwiła mi mocno scena ( transmitowana wówczas przez wszystkie stacje telewizyjne ) rozpoczęcia tego procesu.
    Cytuję z pamięci , ale pamiętam wówczas mój szok kiedy Sędzia przewodniczący do Miosevica, – na którym wszyscy wydali już wyrok, a on miał cały czas status oskarżonego – kierował takie zwroty: „Panie Ekscelencjo” , „Szanowny Panie Premierze”.
    Wszyscy widzieli go już na krześle elektrycznym (symbolicznym) a On był Ekscelencją.
    A jak to się wszystko skończyło.
    Za Wikipedią
    Trybunał w Hadze „…który oskarżył go o wywołanie konfliktów wojennych w Kosowie, Chorwacji i Bośni. Łącznie postawiono mu 66 zarzutów. W czasie rozpatrywania sprawy Trybunał uznał, że nie ma wystarczających dowodów, które potwierdzają część zarzutów”

    Ja z kolei czytałem książkę jakiegoś austriackiego dziennikarza poświęconej temu procesowi.
    Ciężko to nawet nazwać książką, był to prawie wyłącznie suchy zapis przesłuchań świadków, pytań sędziego, odpowiedzi Milosevica. Komentarze autora ograniczone do minimum.
    Końcowa konkluzja autora tejże książki była mniej więcej taka.

    „Śmierć Milosevica uchroniła Trybunał i światowe media, światową opinię publiczną przed kompromitacją. Z dziesiątek zarzutów ostałoby się kilka i to wcale nie tych najcięższych.”

    @JohnKowalsky

    Jak będziesz widział się z miśkiem to mu opowiedz co napisałem.

  254. miłośnik czarnych jagód 5 września o godz. 8:49 4681‎
    Rozumiem, że bronisz tu księży-pedofilów, na zasadzie domniemania ich niewinności. To ja się ciebie ‎pytam, dlaczego tak szybko przeprowadzono proces beatyfikacji i kanonizacji Karola Wojtyły? ‎Dlaczego biskup Wesołowski tak wygodnie dla Watykanu zmarł przed zakończeniem jego procesu, ‎podobnie jak prezydent Miłoszewicz przed zakończeniem jego procesu? Dlaczego obu tych procesów ‎nie dokończono? Kto maczał w tym palce? Komu niewygodna była i dalej jest niewygodna prawda o ‎zbrodniach NATO w dawnej Jugosławii i o zbrodniach księży pedofilów w kościele watykańskim ‎‎(rzymskim)? Jak rolę odgrywali w procesie Miłoszewicza przywódcy tzw. Zachodu, przede wszystkim ‎prezydent USA i kanclerz RFN? Jaką rolę odgrywała w procesie Wesołowskiego watykańska mafia ‎pedofilska? Dlaczego pontyfikat Jana Pawła I trwał tak krótko, a pontyfikat Benedykta XVI zakończył ‎się tak wcześnie? Znasz odpowiedzi na te pytania?‎

  255. miłośnik czarnych jagód
    Idąc za twym tokiem rozumowania, to Hitler i Himmler są do dziś niewinni, jako że nie zostali oni ‎dotychczas prawomocnie skazani za swoje wojenne zbrodnie przeciwko ludzkości w jakimkolwiek ‎sądzie czy procesie. Przypominam, że według Wikipedii, Himmler prawdopodobnie został „uciszony ‎na zawsze”, aby Amerykanie nie dowiedzieli się, że rząd brytyjski prowadził tajne negocjacje z ‎Niemcami. Ponadto, to w październiku 1946 roku, w czasie procesu norymberskiego, Martin Bormann ‎został zaocznie (in absentia) skazany na karę śmierci. Dlaczego więc nie wykorzystano tego precedensu ‎w procesie Miłoszewicza i w procesie Wesołowskiego? Przypominam też, że znane są w historii ‎Watykanu przypadki skazania papieża już po jego śmierci, np. tzw. synod trupi, zwołany przez papieża ‎Stefana VI w 897 w Rzymie w celu pośmiertnego osądzenia papieża Formozusa. Podczas tego synodu ‎papież Stefan VI kazał odkopać ciało swojego poprzednika czyli Formozusa, aby postawić je przed ‎sądem. Był to jeden z najbardziej makabrycznych i najokrutniejszych procesów sądowych w dziejach – ‎papież Stefan VI kazał wykopać z grobu rozkładające się ciało swego zmarłego poprzednika ‎Formozusa i postawić je przed sądem. W wyniku tego kuriozalnego procesu nieboszczyka ‎zdetronizowano, okrutnie znęcano się nad nim i sprofanowano jego szczątki, aby finalnie pochować go ‎w zbiorowej mogile dla bezdomnych i bezimiennych. W tym celu wydobyto jego zwłoki z grobu i ‎przyodziano w szaty pontyfikalne. Następnie odcięto mu trzy palce służące mu do błogosławienia ludu, ‎a po dokonaniu sądu poćwiartowane zwłoki wrzucono do Tybru. Wydarzenie to spowodowało jednak ‎wielkie oburzenie, zwłaszcza wśród duchownych wyświęconych przez Formozusa. W sierpniu 897 ‎Stefan VI został więc aresztowany i uduszony. Jeszcze w tym samym roku jego następca czyli papież ‎Teodor II unieważnił „synod trupi”. Na jego polecenie szczątki Formozusa wyłowiono z rzeki i ‎pochowano z należną czcią. Z kolei kolejny papież, tym razem Sergiusz III (904-911) ponownie potępił ‎Formozusa oraz unieważnił wszystkie nadane przez niego święcenia. Przy okazji pozbawił on urzędów ‎dostojników kościelnych, którzy otrzymali beneficja od potępionego papieża. Ciekawe, czy czeka nas ‎powtórzenie tego synodu, oczywiście we współczesnej, XXI-wiecznej scenografii?‎

  256. miłośnik czarnych jagód
    Z miśkiem to będę się widzieć niebawem na Pradze, naprzeciwko bazyliki katedralnej św. Michała ‎Archanioła i św. Floriana Męczennika. Innych miśków nie znam.‎

  257. Z blogu Hartmana:
    DO: Samba kukułeczka
    Co ma wynikać z poddanych przez ciebie historyjek? Że Korczak był pedofilem? Przecież to jest dziś ‎już tylko tajemnica poliszynela. Tak samo jak Kolbego, Korczaka uratowała męczeńska śmierć w ‎niemieckim obozie koncentracyjnym.‎

  258. Praktycznie to zawsze tak jest, że kiedy nowe elity wymieniają stare w wyniku rewolucji (patrz dzieła ‎V. Pareto), to eliminują one z gry stare elity, także fizycznie (np. Rewolucja Francuska czy Rosyjska). ‎W Europie Zachodniej i Wschodniej, a nieco rzadziej w Polsce, władcy, którzy objęli władze, ‎eliminowali często fizycznie nawet członków swojej własnej rodziny, a poza tym, to rewolucje na ogół ‎zjadają swoje własne dzieci (znów odwołam się tu do Rewolucji Francuskiej i Rosyjskiej).‎
    Poza tym, to komuniści, w odróżnieniu od elit solidarnościowych czy wcześniej sanacyjnych, nie ‎przejęli w Polsce władzy dla korzyści materialnych, a tylko dla samego posiadania i sprawowania ‎władzy. Gierek „dorobił się” wszystkiego małego domku na Zielonym Śląsku, Jaroszewicz dość ‎skromnego domu jednorodzinnego na peryferiach Warszawy, a Gomułka czy Bierut nawet tego nigdy ‎nie mieli. Przyjmuje się w fachowej literaturze, że w czasach PRL-u Polska miała współczynnik Giniego ‎tak niski jak obecna Białoruś (czyli około 25) a przypominam, że im ten współczynnik jest niższy, tym ‎bardziej sprawiedliwy jest podział dochodów i majątków. Jeśli w jakimś społeczeństwie majątek ‎należałby do jednego tylko gospodarstwa domowego („rodziny”), to wartość tego współczynnika ‎wyniosłaby 100. Gdyby było odwrotnie i wszystkie gospodarstwa miały by dokładnie tyle samo, to ten ‎współczynnik równałby się 0 (zero). I jedna, i druga sytuacja są oczywiście niemożliwe w praktyce i ‎dlatego wartości tego indeksu mieszczą się zawsze pomiędzy 0 a 100. Im więc ten współczynnik jest ‎niższy, tym społeczeństwo jest bardziej sprawiedliwe (egalitarne). Najbardziej równomiernie dochody i ‎majątki ludności rozkładają się dziś tradycyjnie w krajach skandynawskich: w Szwecji współczynnik ‎Giniego jest na poziomie 23, w Danii wynosi on 24, a w Norwegii około 25, natomiast w USA wynosi ‎on 45 a w Brazylii nawet 49. Za redaktorem Wosiem podaję że węgierski ekonomista Istvan Toth ‎wyliczył, iż na początku ostatniej dekady PRL Polska była krajem bardzo egalitarnym, ze ‎współczynnikiem Giniego na poziomie około 24-25, czyli w przedziałach notowanych dziś przez ‎Szwedów i Słoweńców. Tzw. transformacja a la Balcerowicz zmieniła u nas wszystko. Około roku ‎‎1989 współczynnik Giniego zaczął u nas rosnąć w sposób zauważalny i w roku 1994 osiągnął on już ‎poziom około 30, a w roku 2005 był już na poziomie około 36. Owszem, zdarzały się okresowe ‎spadki, głównie w latach 1990-1991 (co było raczej równaniem w dół związanym z pojawieniem się ‎masowego bezrobocia) oraz 1995-1997 (to z kolei efekt dobrej koniunktury w połowie dekady lat ‎‎1990-tych). To były jednak tylko wyjątki na tle bardzo wyraźnego trendu, zgodnie z którym w ciągu ‎mniej więcej 20 lat Polska z kraju biednego, ale bardzo egalitarnego, stała się gospodarką nieco ‎bogatszą, ale o średniowysokim poziomie nierówności dochodowych (Rafał Woś „Polska pęknięta? To ‎przez nierówności” https://opinie.wp.pl/rafal-wos-polska-peknieta-to-przez-nierownosci-‎‎6016713234031745a).‎
    Dalej z tego samego źródła: weźmy pod „lupę” międzynarodowe badanie SHARE (Survey of Health, ‎Ageing and Retirement in Europe) z lat 2006–2009, zbierające dane ekonomiczne o Europejczykach w ‎wieku co najmniej 50 lat, a więc o takich, którzy zdążyli już pewien majątek zakumulować. Obraz ‎Polski, który się z tego badania wyłania nie był optymistyczny. Wyszło bowiem, że 14% Polaków z ‎pokolenia 50+ albo w ogóle nie ma żadnego majątku, albo ten majątek jest ujemny (czyli że mają oni ‎tylko długi). Dolna połowa (50%) populacji Polski posiada tylko 6% całego majątku, a tymczasem ‎górne 5% Polaków kontroluje aż 53% całego polskiego majątku. Tak nierównego podziału bogactwa ‎nie zanotowano w żadnym innym spośród badanych krajów. Takie są fakty.‎

  259. „Od października nie będę już członkiem zespołu POLITYKI. Utrzymamy luźniejszą współpracę. Szukam nowej uczciwej pracy” – napisał dziennikarz w poniedziałek rano na Twitterze.

    Szkoda.

  260. I wyjdzie, że jedynym człowiekiem lewicy w Polityce będzie profesor Hartman.

    O tempora, o mores!

    Rakowski w grobie się przewraca.

  261. Ale z drugiej strony to jako premier Rakowski instalował w Polsce przyczółki kapitalizmu w Polsce.

    Ale i tak się przewraca.

  262. Powyżej jedną „Polskę”można skreślić.

  263. miłośnik czarnych jagód
    Rakowski de facto zdradził interesy ludzi pracy, tak jak cała europejska socjaldemokracja.

  264. miłośnik czarnych jagód 12 września o godz. 9:19 4689
    Red. Woś?

  265. JohnKowalsky
    Tak, Redaktor Woś.
    Jedyny, autentycznie lewicowy ( jakkolwiek by tę „lewicość” definiować) dziennikarz.
    Reszta to raczej dziennikarze pracujący dla tygodnika o autentycznie lewicowej genealogii, który dzisiaj sam nie wie jak siebie określić i miota się od jednego politycznego płota do drugiego.
    Na jej (Polityki) wytłumaczenie można jedynie skonstatować, że nie są to czasy dla ambitnej prasy, chcącej się utrzymać na obecnym rynku wydawniczym.
    Jedyny model który dawałby szanse na funkcjonowanie rzetelnego tytułu to wydawca który nie wydaje tygodnika dla kasy ( bo tę już ma), ale wydaje – bo ma takie hobby…
    …albo chce zrobić przyjemność żonie, ewentualnie swojej teściowej.
    I piszący dziennikarze wiedzą, że nic nie muszą – wiedzą, że piszą to co chcą.

  266. Okazuje się, że Redaktor nie odszedł, ale został wyp…roszony z Polityki:

    „Gdzieś” wyłowiłem taki fragment:
    „Rafał Woś po swoim tekście, w którym napisał o możliwości sojuszu lewicy z PiS, musiał zakończyć współpracę z tygodnikiem „Polityka”. Teraz publicysta przyznaje, że na prawicy często panuje większy pluralizm niż w mediach liberalnych czy lewicowych. Jako przykład podaje tygodnik „Do Rzeczy”.

    Mój komentarz a propos pluralizmu prawicowych mediów.
    Wczoraj skończyłem lekturę książki prof. UMK Andrzeja Szahaja „Neoliberalizm, turbokapitalizm, kryzys”
    Książka to zbiór tekstów których bohaterem, a właściwie antybohaterem był kapitalizm (neoliberalizm) ostatnich prawie 30 lat. Miejsce akcjiksiążki świat i Polska.
    Prawdę mówiąc nie czytałem (a czytam raczej sporo) do tej pory tak przenikliwych i obrazoburczych tekstów, a które z tego czym raczy raczył nas neoliberalizm czyniły by taką miazgę.
    Merytorycznie, bez zacietrzewienia punktuje autor realia gospodarczo-społeczne ostatnich 30 lat w świecie i okolicach.
    Ale w tych tekstach zawarł nie tylko krytykę. Zdarzały się fragmenty w których dal świadectwo swoim propozycjom „programowym”.
    Przede wszystkim zmiażdżył kapitalizm anglosaski i niewiele od niego się różniący nasz rodzimy ostatnich 28 lat.
    A gdzie dostrzega model który ma ręce i nogi? Nie jest oryginalny – ten model to model skandynawski. Gospodarka i rozwiązanie socjalne z tej części Europy to wg prof. Szahaja na dzisiaj optymalna wersja organizmów państwowych.
    I teraz to o czym pisał Woś, czyli pluralizm prawicowych mediów.
    Otóż wszystkie te teksty swoją premierę miała w polskiej prasie.
    I niestety, nie były to GW, czy Polityka.
    Większość to przedruki z Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej i Do Rzeczy.
    Jest też kilka wywiadów. I wśród nich jeden pochodził z lewicowego Przeglądu.
    Polityki i Gazety w dalszym ciągu brak. Zresztą tego typu teksty w obu tych gazetach są bardzo, bardzo rzadkie…jeżeli w ogóle są.
    I okazuje się, że w prawicowej prasie ukazują się teksty pełne „ochów” nad skandynawskim – czyli mało kapitalistycznym – modelem społeczeństwa.
    Prawdę mówiąc tych tytułów ( DGP i Rzeczpospolitej, Do Rzeczy ) nie czytam, ale jeżeli są tam takie teksty jak te prof. Szahaja i znam opinię Redaktora Wosia na ich temat to prawdopodobnie…

    …a zresztą tylko krowa czyta te same gazety przez całe swoje krowie życie

  267. Bo jak na dzisiaj jedyną kontrpropozycją programową w tytułach mieniących się lewicowymi i liberalnymi (mam na myśli demokrację liberalną) wobec tego co działo się w ostatnich 28 lat w Polsce i okolicach jest teza o populizmie rządzących, analogii polityki „obecnych” do tej realizowanej w Kraju Ałły Pugaczowej i tropienie pedofili w polskim (i nie tylko) KK.
    Jak na tuzy słowiańskiego (i nie tylko) intelektu to jednak nieco przymało.

  268. Z blogu prof. Hartmana
    Na szczęście USA jest dziś jak Rzym za ostatnich cesarzy, a więc choć mamy znów w Polsce obce ‎wojska (czyli amerykańskie po niemieckich i radzieckich), to ta obecna okupacja jest już bardziej z ‎operetki niż opery. Niemniej przeraża mnie to, że prezydent Duda chce płacić Ameryce miliardy ‎dolarów za to, że Ameryka będzie okupować Polskę. Tak więc uważam, że prezydent Duda powinien ‎stanąć przed Trybunałem Stanu za samą wolę (chęć) sprowadzenia do Polski obcych wojsk. Gdyby ‎bowiem Polska była równorzędnym USA członkiem NATO, to my mielibyśmy też naszą polską bazę w ‎USA i naszą własną broń masowego rażenia oraz środki jej przenoszenia. Natomiast w obecnej sytuacji, ‎kiedy to obce nam mocarstwo, czyli USA, lokuje na terenie Rzeczypospolitej swojej wojska, które nie ‎podlegają polskiemu prawu, to oznacza, że jesteśmy de facto protektoratem jak nie kolonią USA, a ‎przyzwolenie na taką okupację i tym samym utratę niepodległości, jest niczym innym jak zdradą stanu. ‎Proponuję wiec powszechną akcję postawienia przed Trybunałem Stanu pana prezydenta Dudy i pana ‎premiera Morawieckiego za pozwolenie na okupację Polski przez zagraniczne wojska. Tu nie chodzi ‎reszta tylko o sam fakt okupacji Polski przez US Army, ale także o to, że obecność wojsk ‎amerykańskich w Polsce obniża nasze bezpieczeństwo, gdyż amerykańskie instalacje wojskowe ‎znajdujące się na ternie Polski stanowią cel militarny w razie konfliktu USA z którymś z naszych ‎sąsiadów, a jak wiadomo, nawet gdyby zaatakowane zostały tylko cele militarne, to tak czy inaczej ‎będą wtedy ofiary cywilne wśród Polaków. Uniknijmy więc tych ofiar i nie zgadzajmy się na kolejną ‎okupację naszej Ojczyzny przez mocarstwo, które przecież realizuje w swej polityce swoje własne, a ‎nie nasze cele.‎
    Dodam tylko, że obecność Armii Czerwonej gwarantowała Polsce w czasach PRL-u integralność ‎terytorialną, jako że praktycznie aż do roku 2004 Niemcy, wówczas tzw. Zachodnie (NRF późnej RFN) ‎nie uznawały najpierw nawet de jure a później de facto zachodniej granicy Polski. Dziś pretensje ‎terytorialne zgłasza do Polski tylko Ukraina, a ta, jak wiadomo, jest sojusznikiem USA w konflikcie ‎Ameryki z Rosją. Paradoksalnie dla większości Polaków, ogłupianych od lat prozachodnią, ‎antyrosyjską propagandą, bezpieczeństwo naszych granic mogłyby dziś zagwarantować tylko wojska ‎rosyjskie, szczególnie, że Rosja od roku 1939 nie ma, w odróżnieniu od np. Ukrainy, żadnych pretensji ‎do ziem polskich.‎

  269. miłośnik czarnych jagód
    ‎1. Tak, red. Woś miał (i dalej chyba ma) pewne przebłyski lewicowości. Nieśmiałe, często naiwne i ‎błędne, ale był on chyba jedynym głosem lewicy w „Polityce” oraz „Gazecie Wyborczej”.‎
    ‎2. Uważam, że jest w Polsce miejsce na prawdziwie lewicowy tygodnik a nawet i dziennik, ‎repezentujący interesy ludzi pracy, a nie jak np. „Polityka” czy „Gazeta Wyborcza” interesy ‎zachodniego kapitalu, czy też jak np. „Nasz Dziennik” interesy Watykanu. Ludzie pracy stanowią ‎bowiem olbrzymią większość ludności Polski, a więc potencjalnie wielomilionową rzeszę czytelników ‎czyli też i klientów. Trzeba tylko mówić do nich głosem, który bylby przez owych ludzi pracy ‎zrozumianym i bronić ich interesów, a nie jak „Polityka” czy „Gazeta Wyborcza” interesów ‎mniejszości seksualnych czy też pseudoekologów, feministek i nielegalnych imigrantów.‎
    ‎3. Nie dziwię się więc, że red. Woś został wyproszony z „Polityki”, gdyż wyraźnie nie pasował on do ‎reszty jej redaktorów i obecnej, antylewicowej linii tegoż pisma.‎
    ‎4. Oczywiste też jest, że sojusz lewicy z PiS-em jest bardziej realny niż z liberałami z PO albo ‎Staroczesnej i że na tzw. prawicy często panuje dziś większy pluralizm niż w mediach liberalnych czy ‎lewicowych, zainfekowanych wirusem tzw. politycznej poprawności.‎
    ‎5. Co do książki Andrzeja Szahaja „Neoliberalizm, turbokapitalizm, kryzys”, to ja od lat piszę i głoszę ‎w zasadzie to samo, ale nie mogę znaleźć wydawcy, który by opublikował moje teksty na ten temat, ‎czy to w postaci naukowej czy też publicystycznej. Po prostu pieniądze mają kapitaliści, a oni nie są ‎zainteresowani propagowaniem krytyki kapitalizmu, czy to zachodniego, czy też wschodniego.‎
    ‎6. Nie zgadzam się zaś, że należy w Polce naśladować model skandynawski, jako że znajduje się on ‎dziś w bardzo poważnym kryzysie, spowodowanym rezygnacją z tożsamości narodowej i popieraniu ‎w/w interesów mniejszości seksualnych czy też pseudoekologów, feministek i nielegalnych imigrantów ‎zamiast interesów ludzi pracy. Stąd też klęska szwedzkich socjaldemokratów w ostatnich wyborach. ‎Jednym modelem, jaki miałby u nas sens, byłby model chiński (z ChRL), tyle że dostosowany do ‎naszych polskich realiów, czyli odgórnie sterowany kapitalizm państwowy, popierający naszą własną, ‎polską przedsiębiorczość, ale niepozbawiający praw ludzi pracy.‎